poniedziałek, 10 listopada 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Nie sądziłem, że to potrafi być aż takie przyjemne. Nigdy mnie do tego nie ciągnęło, i chociaż nie jedna osoba próbowała się wokół mnie zakręcić, nigdy nie czułem tego... impulsu. Z nim jest trochę inaczej. Chcę, by się zamknął. Chcę zamknąć mu usta, by przestał drwić, rzucać mi kąśliwe uwagi. Teraz nic mi nie będzie mógł dopowiedzieć. Nie tego się spodziewał, i ja tak naprawdę też nie. Wszystko, co robiłem, to działałem pod wpływem impulsu, a sądząc po tym, jak wbija swoje pazury w moje ramiona, owija nogi wokół moich bioder, całkiem dobrze mi szło. I te ciche jęknięcia z jego strony... Chciałem ich słyszeć więcej, głośniej. Rzecz, która zawsze mnie obrzydzała, w tej chwili podniecała. Nie potrafiłem wytłumaczyć, jak to działa, ale działa. A mój wampir był bardzo wdzięcznie operował swoim głosem, i nie robił tego specjalnie, do podbudowania mojego ego. 
– Kurwa, jaki jesteś ciasny – sapnąłem, poruszając się w nim mocno, wręcz brutalnie. A on, tak jak podejrzewałem, był zachwycony. Tego chciał, całkowitego zdominowania, pokazu brutalnej siły. 
Czarnowłosy wplótł jedną z dłoni w moje włosy, mocno przyciągając mnie do siebie. Zrobił to, by zlączyć nasze usta w pocałunku. Trochę niechlujny, nieidealny, chaotyczny, jak cały ten stosunek. Na sam jego koniec podgryzł moją wargę na tyle mocno, że ją skaleczył. Zrobił to specjalnie, by spić krew... Zrobi wszystko, by jej spróbować, choć odrobinkę. 
Pierwszy doszedł Serathion, z głośnym jękiem na ustach, zaciskując się na moim penisie jeszcze mocniej. Nie sądziłem, że to w ogóle możliwe... Zaraz po nim przyszedł czas na mnie. Nie potrafiłem powstrzymać gardłowego jęku, zaciśnięcia dłoni mocniej na tym drobnym, bladym ciele, zostawiając ślady na jego ciele. 
Po tym wszystkim musiałem wziąć kilka głębokich wdechów. Wysunąłem się z jego wnętrza i opadłem na poduszki obok niego, czując... zmęczenie. Ale takiego innego rodzaju zmęczenie, nigdy czegoś takiego nie czułem, a przecież zmęczenie fizyczne, psychiczne, nie są mi obce. 
– Nie było tak źle. No proszę, masz naturalny talent – usłyszałem obok jego może i drwiący, ale zmęczony głos. 
Spojrzałem na niego trochę nieprzytomnie. Czułem, że niewiele dzięki mnie od snu. – Odpływamy, co? – dodał, a jego spojrzenie mimowolnie podążyło na moją rękę, tę samą, którą ugryzł. 
– Jeśli chcesz, możesz się jeszcze trochę napić – zaproponowałem, uśmiechając się lekko, drwiąco. Nie wypił jej dużo za pierwszym razem, dlatego nie widzę powodu, by nie zgodzić się na drugi raz. 
– No proszę, zaruchałeś i od razu milszy jesteś – odpowiedział mi złośliwym uśmiechem, ale nie odrzucił zaproszenia. Zmniejszył dystans pomiędzy nami, nachylił się do mnie i złożył na mojej szyi delikatny pocałunek. Zaraz później w tym miejscu wbił swoje kły, zaczynając powoli spijać krew. Ku mojemu zaskoczeniu, odsunął się ode mnie sam, nim jeszcze zdążyłem się odezwać, oblizując lubieżnie swoje wargi. 
– Nie sądziłem, że sam będziesz potrafił znać umiar – przyznałem szczerze zaskoczony, obserwując go z uwagą, póki jeszcze nie zasnąłem. 

<Nietoperku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz