Czy to miało mnie obrazić? Może odrobinę, a może po prostu biorę to za bardzo do siebie. W końcu dla niego wampir to krwiopijca, który nie umie przestać. Na jego szczęście ja takim nie jestem, nie gdy nie muszę i nie gdy tego nie chcę.. Zabijam dla zemsty, nie dla zabawy, a krew piję tylko wtedy, kiedy muszę i tylko tyle, ile trzeba. Nigdy nie chciałem napić się jej za dużo i nigdy tak naprawdę nie chciałem nikogo skrzywdzić.
- Masz szczęście, że trafiłeś na drapieżnika, który szanuje krew, jaką ma, i oszczędza ją tak długo, jak ofiara żyje - Odparłem, wstając z łóżka.
Ja spać nie będę, więc będzie miał dużo miejsca i swobodę w łóżku.
- A więc tak długo jak żyje, będziesz miał strumyczek? - Dopytał, zakrywając się kołdrą, spod której wyłaniało się jego przyjemne dla oka ciało.
- Cóż - Odpowiedziałem, zakładając ubrania - Możliwe, że to właśnie jest mój plan. Śpij. Twój umysł jest mi potrzebny zdrowy, wyspany, gdy się obudzisz, pomyślimy, co dalej zrobić i jak dorwać tych dupków. - Odparłem, rzucając mu szybkie spojrzenie.
Po seksie byłem mniej zirytowany, najwyraźniej tego ostatnio potrzebowałem, by poczuć się lepiej. Bliskość fizyczna potrafi zdziałać cuda. Z resztą i on był zadowolony, widziałem to, brakowało mu bliskości a ja mu ją dałem, pokazując jak działa bliskość drugiej istoty, może i zimnej ale i tak potrafiącej kochać.
- Mam tylko nadzieję, że nie będziesz tu stał i się gapił, to nie jest normalne - Prychnąłem na jego słowa, zdecydowanie już chciałoby mi się go obserwować. Noc jeszcze trwała i miałem co robić, skorzystam z jej dobroci.
- Możesz spać spokojnie. Oboje dostaliśmy to, czego chcieliśmy. Teraz zostawiam cię samego - Powiedziałem, wychodząc z pokoju i odwracając się lekko. - Dobranoc. - Rzuciłem szybko. Niech docenia, bo nie zawsze będzie miał takie luksusy...
Nocą chodziłem swoimi ścieżkami, szukałem, obserwowałem, pilnowałem. Gdy inni spali, ja mogłem patrzeć. Jak cień poruszałem się w mroku, pragnąc jedynie dowiedzieć się, gdzie i ilu jest ludzi, przydatna wiedza, jeśli chce się zabić jedną ofiarę lub kilka.
Gdy nastał poranek, tuż przed świtem, wróciłem do mojego zatechłego zamku. Ponieważ trochę się nudziłem, postanowiłem odwiedzić mojego gościa i popatrzeć, jak śpi.
- Na Boga. Mówiłem ci, żebyś na mnie nie gapił się, gdy śpię - Odezwał się, gdy tylko otworzył oczy i zobaczył mnie siedzącego w fotelu.
- Cóż Bóg nie istnieje - Odpowiedziałem, wzruszając ramionami - Na twoje nieszczęście, kiedy wróciłem, nie miałem co robić. - Stwierdziłem, wzruszając ramionami.
- Mogłeś robić coś ciekawego - Stwierdził, leniwie się rozciągając i ukazując mi przyjemne dla oka mięśnie.
- Robiłem. Byłem w pobliżu rezydencji Durandów. Są dobrze zabezpieczeni, naiwnie myślą, że im zapłacą. Gdyby tylko wiedzieli, że nic nie dostaną.. Z resztą, nie jest to dla ciebie ważne, wszędzie ktoś stoi, poza piwnicą, jednak aby się tam dostać, trzeba najpierw pokonać strażników stojących przy bramie - Wyjaśniłem, podnosząc się z fotela i podchodząc bliżej łóżka, gdzie on jeszcze leżał.
<Człowieku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz