piątek, 4 lipca 2025

Od Daisuke CD Haru

 Niby po tej rozmowie powinienem się czuć lepiej, ale jakoś tak... sam nie wiem. Czułem się spokojniejszy, to z pewnością, ale dalej obrzydzenie do mnie samego mi nie minęło. Czułem się taki napuchnięty, gruby, a każdy poruszenie się, kaszlnięcie, kichnięcie powodowało we mnie ogromny dyskomfort. Dużo zależało od mojego przyzwyczajenia się, że to jest proces trudniejszy i dłuższy niż początkowo zakładałem, jednak dalej z tyłu głowy miałem w sobie tę presję, że muszę dać Haru dziecko. A taka presja i do tego brak samoakceptacji siebie to nie jest dobre połączenie. 
Po dłuższej chwili jego mama opuściła pomieszczenie, dając mi przestrzeń, której trochę potrzebowałem. Musiałem to teraz wszystko przetrawić i przeanalizować. Dodatkowo, ból brzucha się nasilił, i do tego jeszcze doszedł ból pleców, i sam już nie wiem, co powinienem zrobić. Najchętniej to bym się położył na łóżku, wtulił się w poduszkę męża i jakoś przeżył tę noc. Dalej się jednak trochę bałem, że zostawię krew na pościeli, chociaż raczej nie było to takie prawdopodobne. Przynajmniej tak twierdziła jego mama. A ja? Musiałem jej zaufać. 
Niepewnie położyłem się na łóżku czując, jak bolą mnie wszystkie mięśnie. Może spanie na podłodze w łazience to nie był najlepszy pomysł. Przynajmniej nic nie ubrudziłem. I z Haru nie spędziłem za dużo czasu. 
Poczułem, jak łzy cisnęły mi się do oczu, czego trochę nie rozumiałem. Tęskniłem za Haru, ale czy żeby aż tak? Chciałem się w tej chwili w niego wtulić, i tak po prostu trwać, bez żadnych słów. A tak? Odizolowałem się od niego. Nawet nie wiem, czy wypoczął przed pracą i czy zjadł. Na pewno mnie teraz nienawidzi. 
Na tę myśl już łzy popłynęły mi po policzkach. 
Byłem ostrzegany przed tym, że w tym czasie moje myśli mogą skręcać w różne strony. I że nawet bardzo głupie sytuacje mogą wywołać u mnie płacz. Dalej to jednak było dla mnie takie surrealistyczne i nielogiczne. To wszystko było dla mnie trudniejsze niż początkowo zakładałem. 
– Daisuke? – usłyszałem w pewnym momencie, co mnie trochę zaskoczyło. Haru? O tej godzinie? Przecież powinien być w pracy. 
Podniosłem zapłakaną twarz dostrzegając, że jest już ranek. Co, kiedy, jak — nie miałem pojęcia. Spędziłem tak całą noc? Mój panie, naprawdę jestem beznadziejny. 
– Co się stało? – spytał zmartwiony, podchodząc do mnie, by ująć moją twarz w dłonie. Ten czuły gest sprawił, że jeszcze bardziej chciało mi się płakać. 
– Jestem beznadziejny – wyznałem, starając się nie brzmieć rozpaczliwie, ale i tak brzmiałem okropnie. – I mnie nienawidzisz. 
– Chwila, czemu miałbym cię nienawidzić? – spytał, ewidentnie pogubiony. I nie tylko on, ja też trochę zagubiony tutaj byłem. 
– Nie wiem. Nie mam pojęcia, ale taka myśl pojawiła mi się w głowie. Nie wiem nawet, dlaczego płaczę. Chcę, by się to już skończyło – dodałem cicho, spuszczając wzrok. 

<Piesku? c:>

Od Soreya CD Mikleo

 Mój mąż był naprawdę niezwykły. I kochany. No i straszliwie zmęczony, a to przecież nie było wiele, co mu dzisiaj uczyniłem. No nic, może się po prostu ode mnie troszkę odzwyczaił. Muszę pamiętać, W jego ciało jest zupełnie inne od mojego, nie dość, że delikatniejsze, to jednak jeszcze starsze, znacznie więcej przeżył ode mnie. Nie widać tego po jego ślicznej buźce, dlatego musiałem o tym pamiętać. 
Umyłem go dokładnie dbając o to, by każdy centymetr jego ciała był czysty, a po tym opatuliłem go ręcznikiem, dokładnie wycierając. Mój mąż był padnięty, niewiele kontaktował i w sumie, to w żaden sposób nie oponował. Lepiej dla mnie, mogłem z nim zrobić, co chcę, a chcę go oczywiście tylko położyć spać. Kiedy moja piękna Owieczka była sucha, owinąłem biodra ręcznikiem i bez problemu chwyciłem męża w swoje ramiona, zanosząc go do naszej sypialni. Tam oczywiście narzuciłem na jego ciało koszulę i położyłem go do łóżka. A potem? 
Potem zostało mi sprzątanie. 
Jak zazwyczaj nie miałem problemu z ogarnięciem domu po naszych małych igraszkach, skoro miałem siłę, to sprzątałem, jednakże dzisiaj miałem lenia. Dużego lenia. Najchętniej to bym się położył obok niego i może nawet poszedł spać. I może zaraz to zrobię? 
Nie przejmując się kroplami spływającymi po moim ciele, szybko nałożyłem na swoje ciało spodenki i zabrałem się za sprzątanie. Starałem to wszystko ogarnąć jak najszybciej, co nie było takie proste. Nie kochaliśmy się jakoś bardzo długo, a brudu, jaki żeśmy wspólnie zrobili, było mnóstwo. A później jeszcze sobie zdałem sprawę, że czeka mnie pranie. Na samą myśl wyrwał się z moich ust jęk frustracji. Może zrobię je później? Coś się stanie z jeśli zrobię je za kilka godzin...? Nie wydaje mi się. 
Zadowolony z siebie wróciłem do męża, by zaraz wtulić się w jego ciało. Mikleo coś mruknął przez sen, ale się nie obudził. A ja wpatrywałem się w niego tak długo, aż w końcu... Cóż, zasnąłem, zmęczony tym wszystkim. Pobyt w piekle był chyba bardziej męczący, niż początkowo myślałem. Dziesięć lat ciągłego czuwania i zamartwiania się o Mikleo było męczące i psychicznie, i fizycznie. Dobrze, że już tu jestem. I mogę go pilnować. 
– Spaliłbym dla ciebie cały świat – wyszeptałem, delikatnie gładząc jego policzek. Zabiłbym każdego, kto tylko by na niego spojrzał. A konsekwencje? One się dla mnie nie liczyły. 
Przysunąłem go bliżej siebie u zamknąłem oczy. Teraz, wszystko już było w porządku. Musiało być w porządku. Zero zmartwień i problemów; tylko nasza dwójka się w tej chwili liczyła. A później udamy się do ruin, tak jak chciał. Trochę się martwię, że może coś mu się stać, ale czuję, że tego potrzebuje. A jeszcze wpadnie na jakichś głupi pomysł i sam się gdzieś uda... Nie, nie, lepiej już się z nim udam i będę go pilnować. Tak będzie najlepiej i dla mnie, i dla niego. 

<Owieczko? c:>

wtorek, 1 lipca 2025

Od Haru CD Daisuke

A więc wszystko stało się jasne. Zostanę przy niej tak długo, jak będzie trzeba. No, może dopóki nie będę musiał iść do pracy, nie chciałbym się spóźnić, bo wtedy musiałbym zostać dłużej, a już i tak miałem dość tych nocek. Nie potrzebowałem dodatkowych godzin do odrobienia.
- Zostanę. A teraz proszę, zjedz coś. Nie możesz się głodzić, to bardzo niezdrowe w twoim stanie - Wyjaśniłem spokojnie, podając jej przygotowany posiłek.
Oczywiście od razu zauważyłem, że niespecjalnie ma ochotę jeść, i to również było normalne. W jej stanie wszystko było możliwe. Co prawda nie wiedziałem o tym aż tak wiele, ale i tak potrafiłem wiele wywnioskować po samym zapachu ciała. To zdecydowanie mój atut.
Moja mama pojawiła się w pokoju, tak jak obiecała. Po kilku chwilach zapukała do drzwi.
- Proszę - Zaprosiłem ją do środka, czując, jak mięśnie mojej panienki napinają się odruchowo ze stresu. - Spokojnie. Jestem przy tobie - Uspokoiłem ją, pilnując, żeby zjadła chociaż odrobinę. Lepsze to niż nic.
Moja mama była bardzo delikatna w tym, co mówiła. Spokojnie tłumaczyła mojej panience, co z czym się przysłowiowo je.
Daisuke nie zadawał żadnych pytań, wyraźnie się wstydząc. Na szczęście nie musiał nic mówić. Mama, jakby czytała mu w myślach, sama podejmowała tematy, które tak bardzo go trapiły.
Wyjaśniła dokładnie, jak powinien się zabezpieczyć, żeby krew nie pobrudziła wszystkiego wokół. Pocieszyła go i wsparła jak prawdziwa mama taka, którą zawsze mogłem się pochwalić.
- Czy chciałabyś o coś zapytać? - Zapytała cicho, cierpliwie czekając na odpowiedź.
- Nawet nie wiem, o co miałbym zapytać… - Przyznał, nerwowo bawiąc się swoimi palcami.
- To oczywiste. Nie wiesz jeszcze, jak być kobietą, ale to nic. W razie jakichkolwiek pytań możesz śmiało do mnie przyjść. Naprawdę chętnie ci odpowiem i postaram się pomóc, choć nie obiecuję, że będę w stanie rozwiać wszystkie twoje wątpliwości - Powiedziała mama z uśmiechem, robiąc wszystko, by moja piękna panienka czuła się przy niej swobodnie i nie wstydziła tego, o czym rozmawiają.
- Chciałabym o coś zapytać, tylko… Haru, musiałbyś stąd wyjść - Odezwał się cicho, spuszczając wzrok.
Szybko zrozumiałem, dlaczego muszę wyjść, i nawet o nic nie pytałem. Grzecznie pożegnałem się z obiema kobietami i zabrałem swoje rzeczy, które przydadzą mi się w pracy.
Mój czas i tak właśnie dobiegał końca, więc musiałem zbierać się do miejsca, w którym spędzałem prawie połowę swojego życia. Na szczęście zostały mi już tylko cztery dni, kończyła się moja miesięczna kara. Jak bardzo się z tego cieszyłem… Jeszcze tylko kilka męczących dni i wszystko znów będzie tak, jak być powinno.
W pracy, jak to w pracy, zdecydowanie nie mogłem narzekać na nudę. Każdego dnia szukałem, obserwowałem i analizowałem każdy krok ludzi zamieszanych w różnego rodzaju przestępstwa. Przynajmniej jednym z plusów nocnych zmian było to, że zawsze było co robić. To mnie naprawdę uszczęśliwiało, bo nie wyobrażam sobie bezczynnego siedzenia i gapienia się w zegar. Nuda w pracy to dla mnie najgorsze, co może się zdarzyć, czas wtedy płynie niepokojąco wolno, każda minuta dłuży się w nieskończoność i ma się wrażenie, że nigdy nie nadejdzie koniec zmiany.
A tutaj było odwrotnie, każda noc przynosiła nowe wyzwania, zagadki do rozwiązania i ludzi, których trzeba było prześwietlić z uwagą i precyzją. Czas mijał błyskawicznie, a ja miałem poczucie, że robię coś naprawdę ważnego i potrzebnego. I właśnie to dawało mi największą satysfakcję.

<Panienko? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

 Należałem w tej chwili tylko do niego. Czułem, jak całe moje ciało drży od świadomości, że jestem mu całkowicie oddany, całkowicie posłuszny. Każdy dotyk sprawiał, że robiło mi się gorąco, a gdzieś w środku narastało pragnienie, którego nie potrafiłem już opanować. Chciałem, żeby właśnie teraz robił ze mną wszystko, na co tylko miał ochotę. Żeby wreszcie dostał to, za czym tęsknił przez dziesięć lat to, czego wtedy nie mógł mieć.
Było w tym coś dziwnie uwalniającego. Świadomość, że nie muszę nic kontrolować. Że mogę poddać się temu całkowicie. Chciałem, żeby mną pomiatał, jakkolwiek by to nie brzmiało. Każde jego spojrzenie, każdy ruch dłoni sprawiały, że czułem się jeszcze bardziej potrzebny. Jeszcze bardziej jego.
Byłem posłuszny i oddany. Pozwalałem się brać na każdy możliwy sposób, czując, jak moje serce bije szybciej z mieszaniny wstydu i rozkoszy. Ani razu nie powiedziałem „nie”. W tamtej chwili nie istniało nic poza nim i mną.
To zbliżenie trwało naprawdę długo. Z trudem powstrzymywałem się przed odpłynięciem, zaciskając dłonie na krawędzi stołu. Wiedziałem, że w tej chwili naprawdę mnie potrzebuje, potrzebuje nie tylko mojego ciała, ale i emocji, które mu dawałem, kiedy się kochaliśmy. Wiedziałem, że nie lubi, gdy zbyt szybko traciłem kontakt z rzeczywistością. Wiedziałem też, że nie mogę go zawieść. Sam przecież chciałem kochać się z nim na każdy możliwy sposób, całkowicie, bez żadnych ograniczeń i właśnie teraz musiałem to udowodnić i nie odpłynąć zbyt szybko.
- Sorey… - Wyszeptałem, drżąc, gdy moje paznokcie przejechały po blacie, o który byłem oparty.
- Nie pozwoliłem ci mówić - Odpowiedział natychmiast i uderzył mnie w pośladki. Odruchowo zagryzłem wargi, czując, jak wstyd miesza się z pragnieniem, które wypalało mnie od środka.
- Przepraszam, panie… - Szepnąłem, a moje ciało samo się wygięło, gdy poczułem, jak jego nasienie rozchodzi się we mnie powoli, ciepłe i ciężkie.
- Moja słodka owieczka… - Mruknął, puszczając mnie. Widziałem jego zadowolone spojrzenie, gdy opadłem na blat, całkowicie wykończony naszym zbliżeniem.
Wykończony z trudem podniosłem się z blatu, starając się utrzymać na drżących nogach.
- No już, nie możesz tracić zbyt wiele czasu. Musisz posprzątać po sobie. Nie możesz zostawić bałaganu - Zwrócił się do mnie, patrząc na nieład, który razem zrobiliśmy.
- Tak, panie - Wyszeptałem, choć każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał mi ból.
Sorey obserwował mnie przez chwilę w milczeniu, a potem bez słowa podszedł i objął mnie ramionami, kiedy tylko przyniosłem potrzebne rzeczy do sprzątania.
- No już, tylko żartowałem - Powiedział spokojnie i poprowadził mnie prosto do łazienki. Posadził na krześle stojącym obok balii. - Zaczekaj chwilę. Zaraz przygotuję nam gorącą kąpiel - Polecił.
Nie miałem już siły, więc po prostu siedziałem grzecznie i czekałem, aż zdejmie ze mnie strój pokojówki. Potem zajął się wodą i po chwili ostrożnie wsunął mnie do balii, sam siadając tuż za mną, żeby mnie podtrzymać.
- Kocham cię, owieczko - Wyszeptał, całując mnie lekko w ramię.
- I ja ciebie kocham - Przyznałem cicho, opierając się wygodnie o jego klatkę piersiową, zmęczony a jednocześnie bardzo usatysfakcjonowany naszym zbliżeniem. 

<Pasterzyku? C:>