środa, 10 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Widziałem, jak Serathion był zdenerwowany, pomimo tego, że starałem się zachowywać wzorcowo i ignorowałem chłopaka, który usilnie próbował jakoś zdobyć moją uwagę. Być może byłbym dla niego trochę milszy, gdybym nie wiedział, kim jest. Bycie sukkubem skutecznie go dyskwalifikowało z potencjalnego kręgu moich znajomości, zwłaszcza, że chyba faktycznie próbował mnie poderwać. Zauważyłem też, że zanim poszedł, usilnie przyglądał się moim dłoniom, jakby coś dostrzegł, a mnie się to bardzo nie spodobało. Co, jak się domyślił, że jego urok nie działa, bo mam ochronę? Muszę bacznie pilnować swojej biżuterii. Wystarczy, że zgubię jeden z pierścieni, i będzie miał ułatwione zadanie. Nie wiem, jak silny potrafi być urok sukkuba i szczerze, nie chcę się dowiadywać. Dobrze mi tak, jak jest. 
– Hej – chwyciłem jego dłoń, by w końcu mógł skupić się tylko na mnie. – Możesz przestać się na niego patrzeć? Bo zacznę odnosić wrażenie, że zaczyna ci się podobać – żartowałem, by rozluźnić atmosferę. I oj, jaku to był błąd. Ostre spojrzenie Serathiona uświadomiło mnie w tym aż za dobrze. 
– Ten wypindrzony laluś? A w życiu. Poza tym, smakowałby paskudnie, siarką. Obrzydlistwo – prychnął, a takiej pogardy w jego głosie to ja jeszcze nie słyszałem. – Za to podoba się tobie. Musi się podobać, skoro to ciebie sobie upatrzył. I w ogóle nic nie mamy ze sobą wspólnego – prychnął, a ja trochę nie wiem, czy był zły na mnie, czy na tego chłopaka, czy na nas obu na raz. Lepiej jak najszybciej zjem te naleśniki i wyprowadzę go stąd. I jeszcze zwierzaki. Muszę nakarmić Rosę, która na razie była wyjątkowo spokojna. Chyba już poznaje mój zapach, i dobrze się mu kojarzy. 
– Ja tam widzę podobieństwo między nami – powiedziałem ostrożnie, chociaż czułem, że stąpam po cienkim lodzie. No ale jakoś go chyba udobruchać muszę. Nie chcę, by myślał, że nie jest w moim typie. Tak właściwie, sam nie wiem, jaki mam „typ“. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Czasem przemknęło mi przez myśl, że ktoś ma ładny uśmiech, albo piękne oczy, ale nie skupiałem się bardzo na tym, co podoba mi się najbardziej. Jeżeli ten cały... Lucerion skupiał się na mnie, i na moich cichych pragnieniach, to sam jestem nimi zaskoczony. Nigdy nie sądziłem, że mój typ to drobny blondynek o ciepłych, zielonych oczach. 
– Tak? A jakie niby? – spytał jadowicie, mrużąc oczy. Chyba już mogłem sobie kopać grób. 
– Cóż... oboje wyglądacie młodo. Uroczo. Macie podobną sylwetkę. I też uśmiechasz się bardzo często w ten sam sposób, co on – powiedziałem spokojnie i bardzo, bardzo ostrożnie. – Zresztą, jakie to ma znaczenie? Patrzę się na ciebie, nie na niego. To z tobą chcę się kochać, nie z nim. Kocham cię, i żadne uroki na mnie nie zadziałają – dodałem, uśmiechając się do niego łagodnie. Nieważne, jaki wygląd podświadomie wolę, to zawsze Serathion będzie dla mnie najpiękniejszy. 

<Różyczko? c:>

wtorek, 9 czerwca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Sukkub natychmiast przykuł moją uwagę. Przez jego pojawienie się niemal przestałem słuchać pytania Eliana. Mój wzrok uparcie śledził tego irytującego chłopaka, który z pewnym siebie uśmiechem rozglądał się po sali, obdarzając spojrzeniami mijających go mężczyzn. Wyglądał, jakby kogoś szukał.
Po chwili okazało się, że tym kimś był Elian.
Młody inkub ruszył prosto w naszym kierunku. Jego blond włosy połyskiwały w świetle świec a na ustach błąkał się uśmiech, który od pierwszej sekundy działał mi na nerwy. Co gorsza, był dokładnie w takiej postaci, jaka najwyraźniej miała przypaść do gustu mojemu partnerowi.
- A więc mówisz, że to nie twój typ? - Mruknąłem, nie odrywając od niego wzroku.
Elian spojrzał na mnie i wzruszył ramionami, jakby w ogóle nie zauważył zbliżającego się blondyna.
- Nie jest. - Stwierdził wzruszając delikatnie ramionami 
- Doprawdy? - Nie zdążył odpowiedzieć. Inkub zatrzymał się przy naszym stoliku i oparł dłoń o jego krawędź.
- Witaj, przystojniaku - Odezwał się melodyjnym głosem, patrząc prosto na Eliana.
Poczułem, jak moje dłonie zaciskają się pod stołem.
Elian zmarszczył lekko brwi.
- Przepraszam, ale spędzam czas ze swoim chłopakiem. Poza tym nawet cię nie znam. - Przez krótką chwilę miałem nadzieję, że to wystarczy, by się odczepił.
Niestety.
Uśmiech blondyna jedynie się poszerzył.
- Nazywam się Lucerion. Ty jesteś Elian, więc można powiedzieć, że już trochę się znamy. - Pokazał przy tym rząd nienaturalnie białych kłów.
- Skąd wiesz, jak mam na imię? - Zapytał Elian, unosząc brew.
Lucerion przechylił głowę na bok, a w jego oczach błysnęło coś niepokojącego.
- Wiem o tobie znacznie więcej, niż ci się wydaje. - Poczułem, jak w mojej piersi narasta gniew. Każde jego słowo, każdy uśmiech i każde spojrzenie posyłane Elianowi działały mi na nerwy. Coś było z nim nie tak. Nie chodziło już nawet o sam fakt, że flirtował z moim partnerem.
On wyglądał, jakby przyszedł tutaj z konkretnym celem.
A ja coraz bardziej nabierałem przekonania, że tym celem był właśnie Elian.
Jeżeli Lucerion zamierzał sprawić mu kłopoty, popełniał ogromny błąd.
Bo nie miałem najmniejszego zamiaru pozwolić mu się do niego zbliżyć.
- A więc wyjawisz mi, co zamówiłeś dla mnie na śniadanie? - Zapytał Elian, całkowicie ignorując mężczyznę stojącego przy naszym stoliku.
Skupił całą swoją uwagę na mnie, co szczerze mówiąc, trochę mnie zaskoczyło. Spodziewałem się, że przynajmniej przez chwilę będzie rozmawiał z inkubem, zwłaszcza że tamten najwyraźniej robił wszystko, by zwrócić na siebie jego uwagę. Tymczasem Elian zachowywał się tak, jakby Lucerion w ogóle nie istniał.
Nie ukrywam, że bardzo mi się to podobało.
- Poprosiłem dla ciebie o naleśniki z odrobiną słodkich dodatków - Odpowiedziałem, odwzajemniając jego spojrzenie.
Podobnie jak on starałem się całkowicie ignorować sukkuba. Nie było to łatwe, zwłaszcza gdy czułem na sobie jego wzrok, ale nie zamierzałem dawać mu satysfakcji.
Lucerion przez chwilę jeszcze stał obok naszego stolika. Próbował wtrącić się do rozmowy, rzucał zaczepne uwagi i posyłał Elianowi uśmiechy, które najwyraźniej miały działać uwodzicielsko. Mój partner jednak nawet na niego nie spojrzał.
Po kilku minutach blondyn w końcu zrezygnował.
Na jego twarzy nadal widniał ten sam pewny siebie uśmiech, gdy odwrócił się i odszedł między stolikami.
Odprowadzałem go wzrokiem, dopóki nie zniknął mi z oczu.
Mimo to nie potrafiłem się rozluźnić.
Coś mi mówiło, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
Sukkuby i inkuby słynęły ze swojej przebiegłości. Były cierpliwe, uparte i niezwykle skuteczne w osiąganiu swoich celów. Kiedy czegoś lub kogoś zapragnęły, rzadko odpuszczały.
A sposób, w jaki Lucerion patrzył na Eliana, nie pozostawiał mi żadnych złudzeń.
On jeszcze wróci.
I miałem bardzo złe przeczucie, że następnym razem nie odejdzie tak łatwo.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Trochę niby to racji miał, powinienem zjeść, zwłaszcza, że ostatni posiłek, jaki spożyłem, to śniadanie, i to było dobre kilka godzin temu. I obiecałem mu, że zjem, kiedy zejdziemy na dół. Po to czekałem, by słońce zniknęło za horyzontem, by móc zejść tutaj na dół właśnie z nim. Więc jeśli teraz powiem, że nic nie zjem, trochę tak jakbym złamał dane mu słowo. 
– Cóż, powinienem. Też nakarmiłbym przy okazji zwierzaki. Zjadłabyś coś, prawda? – ostanie zdanie skierowałem do Rosy, która nieco zaspana rozglądała się po pomieszczeniu. – Wpierw jednak wyjdę z nią na dwór. Po śnie być może będzie chciała się załatwić. 
– Wybiorę ci coś sycącego, i zajmę miejsce – odpowiedział, już kierując się do lady. 
Kiwnąłem głową zgadzając się z nim i wyszedłem na zewnątrz. Niezrażony chłodem czekałem cierpliwie, aż zwierzaki zrobią to, co miały zrobić, a kiedy im się udało, pochwaliłem je. Powinienem je lepiej nagradzać niż samymi słowami, może jakiś przysmaczek... rozważę to, kiedy Rosa podrośnie, i będzie mogła takie rzeczy, a do tego jeszcze trochę, chociaż mam wrażenie, że równie strasznie szybko. Może trochę za szybko dochodzę do takich faktów, mam ją raptem dwa dni, wiele zmian w niej nie zaszło. 
– I jesteśmy. Żadnych problemów nie było – powiedziałem do Serathiona, siadając naprzeciwko niego. – Coś się stało? – zapytałem, zauważając, że jest jakie spięty. 
– Wyczuwam tu smród sukkuba – mruknął, wpatrując się w tłum ludzi. – Powinieneś uważać. Chyba jeszcze wybiera ofiarę. Nie zdziwiłbym się, gdyby na przekór mi obrał sobie ciebie. 
– Żadna kobieta nigdy mnie nie zainteresowała, więc możesz być spokojny – odpowiedziałem, niespecjalnie przejmując się tą informacją. Byłem w końcu odporny na wszelkie uroki, czego mam tu się obawiać? 
– To mylne przekonanie, że przyjmują tylko kobiecą postać. Są zmiennokształtne, dostosowują się do upodobań faceta, którego sobie obiorą za cel. Obrzydliwe istoty... o, pokazał się. To ten blondasek, co właśnie wszedł. Widzisz? Ale ktoś ma paskudny gust – prychnął z obrzydzeniem. Zaciekawiony, o co mu chodzi, znalazłem osobę, o której mówił. Ten chłopak był... nawet ładny. Był niższy od Serathiona, szczupły, miał złote, roztrzepane włosy i rumieńce na policzkach. Także w moje oko wpadła jego cera, miała przyjemny kolor, jakby była muśnięta letnim słońcem... Nawet z odległości wydawał się być zbyt idealny, dokładnie jak Serathion. Normalnie pomyślałbym, że to jakiś wampir, tylko ta skóra miała zbyt żywy kolor; chłopak wyglądał, jakby dopiero co wrócił z pracy w polu. Jeśli to jest czyjś ideał, to ktoś tutaj ma bardzo dobry gust, moim skromnym zdaniem. Ale lepiej tego nie powiem, bo coś czułem, że Serathion by tego nie pochwalał. 
– Co takiego zamówiłeś mi do jedzenia? – zapytałem, skupiając się całkowicie na mojej Różyczce. Czy ładny sukkub, czy nieładny, tylko Serathion będzie w moim umyśle. 

<Różyczko? c:>

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Od Serathiona CD Eliana

Patrzyłem na niego w milczeniu analizując jego słowa.
 ~ Czy on mógłby kupić mi coś ładnego? Oczywiście, że mógłby - Myśląc o tym Westchnąłem cicho. Tylko że te wszystkie piękne rzeczy są zwykle rzeczami drugorzędnymi. Nie chcę, żeby odejmował sobie od ust tylko dlatego, że mam słabość do drogich ubrań.
Na samą myśl pokręciłem głową.
Nie mogę pozwolić na to, żeby oszczędzał na jedzeniu czy swoich potrzebach wyłącznie po to, by sprawić mi przyjemność. A już na pewno nie wtedy, gdy pod jego opieką są zwierzaki. One również potrzebują pieniędzy, opieki i jedzenia. W końcu wszyscy muszą coś jeść, a jedzenie niestety nie bierze się znikąd.
Na moment zamilkłam, po czym na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech.
- Pomyślę o tym, kiedy będziesz bogaty. Bo na razie, mój drogi, ani ciebie, ani mnie nie stać na ubrania, które kiedyś nosiłem. Muszę więc pogodzić się z tym, co mam.
Powoli podniosłem się z łóżka. Sięgnąłem po swoją ulubioną kamizelkę, jedną z niewielu rzeczy, które wciąż sprawiały mi odrobinę radości. Założyłem ją ostrożnie, choć doskonale wiedziałem, że za chwilę i tak zniknie pod ciężkim płaszczem, tak samo jak reszta mojego stroju.
Spojrzałem w jego stronę.
- Wiesz... - Odezwał się po chwili. - Jeśli tylko będę miał taką możliwość, zrobię wszystko, żebyś mógł nosić takie ubrania, jakie tylko sobie wymarzysz. Nie dlatego, że musisz je mieć, ale dlatego, że lubię widzieć cię szczęśliwego - W jego głosie nie było ani odrobiny fałszu.
Patrzyłem na niego przez moment, dostrzegając tę samą determinację, którą widziałem już wiele razy. Zawsze starał się robić wszystko, co było w jego mocy, abym czuł się przy nim bezpiecznie i dobrze. Nieważne, czy chodziło o drobiazgi, czy o sprawy naprawdę istotne.
I właśnie za to byłem mu wdzięczny.
Nie za obietnicę drogich ubrań.
Nie za marzenia o przyszłości.
Ale za szczere chęci i za to, że nawet wtedy, gdy sam nie miał wiele, chciał dzielić się ze mną wszystkim, co posiadał.
- To wystarczy - Powiedziałem cicho, odwzajemniając uśmiech. - Naprawdę wystarczy. - Zapewniłem, biorąc płaszcz aby założyć go na swoje ramiona udając człowieka którym nigdy nie będę.
- Tak? Możemy już iść? Nie chcesz niczego jeszcze dołożyć? - Dopytał, unosząc jedną brew.
Westchnąłem cicho i pokręciłem głową. Nie było już nic, co mógłbym zrobić, żeby wyglądać lepiej.
- Nie. Nic już nie zmieni mojego wyglądu - Stwierdziłem z lekkim rozbawieniem, obserwując, jak narzuca płaszcz na ramiona.
Po chwili wyciągnął w moją stronę dłoń.
Bez wahania ująłem ją i ruszyłem za nim na dół. Dopiero wtedy przypomniałem sobie o jedzeniu, które zamierzałem przynieść Elianowi. Miałem nadzieję, że dzięki temu w końcu porządnie się naje.
Zrobiłem kilka kroków, po czym spojrzałem na towarzysza.
- A ty coś zjesz? - Zapytałem, uświadamiając sobie, że od dłuższego czasu myślałem tylko o sobie, całkowicie pomijając jego potrzeby, które były dużo ważniejsze od tych należących do mnie 
Zmarszczyłem lekko brwi.
- Nie chciałbym, abyś chodził głodny - Przyjąłem, a moim głosie pobrzmiewała szczera troska.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Delikatnie na jego słowa się uśmiechnąłem. Ten mały przytyk był zupełnie niepotrzebny. Dobrze wykonywałem swoją robotę. Te wampiry, które zagrażały ludziom i które to jednocześnie mijałem na swojej drodze już nie żyły. No, prawie wszystkie. Draven był wyjątkiem. Nie dość, że mnie zaskoczył. To jeszcze był wampirem wyższym, najedzonym i w pełni sił, czyli znacznie groźniejszy od tych, które zwykłem spotykać na swojej drodze. Nawet Serathion był słaby, kiedy pierwszy raz go spotkałem, więc tak naprawdę ułatwił mi robotę. Czy teraz, kiedy jest już podkarmiony i silniejszy dałbym mu radę? Nie wiem. Nie chcę nawet tego rozważać. Oby do takiej sytuacji nigdy nie doszło. Nie chciałbym stawać przeciwko bliskiej mi osobie po raz drugi. To paskudne uczucie pustki nie ch e znikać przez naprawdę długi, długi czas. Prawdopodobnie gdyby nie Serathion, dalej by mi towarzyszyła. Póki się nie pojawił w moim życiu i nie zakręcił mi w głowie nawet nie byłem świadom, że miałem w sercu tak wielką pustkę. Najwidoczniej do niej przywykłem. 
– Miałem cię schwytać, nie zabić. I musisz przyznać, że dobrze mi to wyszło. Usidliłem cię – puściłem mu oczko, na co prychnął zdecydowanie zbyt teatralnie. 
– Mnie się nie da usidlić. To jest awykonalne dla kogokolwiek – powiedział dumnie, zadzierając swój idealny aż do przesady nosek. 
– Ależ oczywiście. Przecież możesz iść gdzie chcesz i kiedy chcesz – przyznałem dla świętego spokoju. Nie raz wychodził beze mnie, ale zawsze do mnie wracał, łaknąc mojej agencji. Jest uzależniony ode mnie bardziej, niż mógłby przyznać, i ja to doskonale widziałem. Kto w końcu normalny jest zazdrosny o zwykłego szczeniaka? Nie chce się mną dziemic z dosłownie nikim. Pamiętałem, jak obiecał mi, że rozważy adopcję dziecka, ale teraz, po tym szczeniaku, bałem się trochę tego. A jak będzie zazdrosny o biedne dziecko? I będzie się na nim wyżywał, nawet nieświadomie? Jak na razie posiadanie dziecka jest bardzo odległym marzeniem. Nie chciałbym takiego dzieciaczka tułać po całym świecie. Chciałbym dać mu prawdziwy, ciepły dom, którego to namiastkę w swoim życiu miałem tylko przez chwilę. 
– Ależ wyszedłbym, żebyś wiedział. Tylko jeszcze słońce jest. A ja nie jestem samobójcą. Jestem za to za piękny – prychnął, poprawiając się wygodnie na mojej klatce piersiowej. Znalazł sobie wygodne miejsce, ciepłe, miękkie, i do tego kojący dźwięk mojego serca... tak, zdecydowanie za dobrze mu. 
– Ależ po co ta skromność. Jesteś wspaniały – dodałem, po czym ucałowałem go w skroń. – Myślę, że możemy już się zbierać, zwłaszcza, że pewnie będziesz chciał się ładnie ubrać. 
– Oczywiście, że będę... ale nie mam z czego – westchnął niepocieszony. 
– Wiesz, jeżeli brakuje ci jakichś konkretnych elementów garderoby, możesz o nich powiedzieć. Albo rozpisać. Obiecuję, że zdobędę dla ciebie wszystko – zaproponowałem ciekaw, jak on chciałby się ubrać. Jego szafy w zamku nie przejrzałem, więc musi mi trochę tę sytuację nakreślić.

<Różyczko? c:>

niedziela, 7 czerwca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Westchnąłem ciężko, gdy jego słowa do mnie dotarły. Nigdy nie przepadałem za grubymi ubraniami. Powód był prosty, miałem zbyt piękne ciało, by je ukrywać pod warstwami materiału. Mimo wszystko Elian miał rację. Musiałem udawać kogoś, kim nigdy nie będę. W końcu byłem wampirem, a człowiek i wampir to dwa zupełnie różne światy. Oboje doskonale o tym wiedzieliśmy.
Co jednak mogłem zrobić? W tej chwili właściwie nic. Musiałem pogodzić się z kupnem i noszeniem tego nieszczęsnego stroju, choć na samą myśl czułem narastającą irytację. Nie podobał mi się i byłem pewien, że nigdy mi się nie spodoba.
Przez chwilę milczałem, obserwując Elian, taki ludzki zwyczajny delikatne. Nie musiał nikogo udawać, był po prostu sobą, człowiekiem którego nie trzeba zmieniać. Ja natomiast musiałem nieustannie pamiętać o swojej naturze i pilnować, by nikt nie dostrzegł tego, co skrywałem pod pozorami normalności.
- Skoro muszę, to chyba będę nosił te ubrania, które wybierzesz - Mruknąłem w końcu z wyraźną niechęcią. - Przynajmniej zimą. Ale nawet nie licz na to, że wiosną i latem będę się tak ograniczał. - Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech, odsłaniający rząd ostrych kłów.
Elian zaśmiał się cicho.
- Szczerze mówiąc, zdziwiłbym się, gdybyś nagle stał się potulny jak baranek i zaczął robić wszystko, czego od ciebie zażądam. - Uniosłem brew i spojrzałem mu prosto w oczy.
- A chciałbyś tego? - Przez moment udawał, że się nad tym zastanawia. W jego spojrzeniu błysnęło rozbawienie.
- Nie. Myślę, że wtedy byłoby zbyt nudno. Lubię wyzwania, a ty jesteś jednym z największych, jakie spotkałem. - Poczułem, jak kąciki moich ust unoszą się wyżej, choć bardzo starałem się tego nie okazywać.
- To zabrzmiało jak komplement. - Uznałem, zastanawiając się nad uśmiechem.
- Bo nim było - Odparł bez wahania.
Nim zdążyłem odpowiedzieć, pochylił się i delikatnie pocałował mnie w czoło.
Ten niewielki gest sprawił, że cała moja wcześniejsza irytacja zaczęła powoli znikać. Nadal uważałem, że jego pomysł na zimową garderobę był okropny, ale trudno było długo się złościć, gdy patrzył na mnie w ten sposób. Kochany. Chociaż momentami niewiarygodnie irytujący.
- I pomyśleć, że łowca powinien nienawidzić wampira. Muszę przyznać, że jak na swój zawód i reputację, którą wokół siebie roztaczasz, całkiem nieźle radzisz sobie z poskramianiem tych złych, strasznych wampirów. Szczególnie wtedy, gdy jednym z nich jest twój własny kochanek, którego już dawno powinieneś był zabić. - Na moich ustach pojawił się lekki, rozbawiony uśmiech.
Nie były to jednak słowa pozbawione prawdy. Elian był naprawdę dobrym łowcą. Widziałem jego umiejętności na własne oczy. Wiedziałem, jak szybko potrafi działać, jak pewnie włada bronią i jak bez wahania podejmuje decyzje, gdy sytuacja tego wymaga. Wielu wampirów padło z jego ręki, zanim zdążyli choćby błagać o litość.
A mimo to zakochał się w jednym z nas.
We mnie.
Czasem wydawało mi się to czymś absurdalnym.
Pamiętałem rozmowy, podczas których wspominał o swojej przeszłości. Niekiedy rzucał krótkie wzmianki o ludziach, których znał, i o istotach, które spotkał na swojej drodze. Czasem odnosiłem wrażenie, że był kiedyś związany z pewnym wampirem znacznie bardziej, niż chciał przyznać. Może była to przyjaźń. A może coś więcej.
Nigdy nie naciskałem.
Jeśli kiedyś zechce mi o tym opowiedzieć, wysłucham go. Jeśli nie, również to zrozumiem. Każdy nosi w sobie wspomnienia, do których nie chce wracać.
Przez dłuższą chwilę milczałem, pozwalając myślom swobodnie płynąć.
Tak naprawdę nauczyłem się milczeć właśnie przy nim.
Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się to niemożliwe. Zawsze miałem coś do powiedzenia, zawsze szukałem okazji do rozmowy albo prowokowania innych. Przy Elianie było jednak inaczej. Jego obecność nie wymagała słów.
Szczególnie nocami.
Kiedy zasypiał, często leżałem obok niego w ciszy, wsłuchując się w jego spokojny oddech. Wpatrywałem się wtedy w ciemny sufit i myślałem o przyszłości. O życiu, które próbowaliśmy budować razem mimo wszystkich przeciwności.
I właśnie wtedy pojawiały się największe obawy.
Bo choć obaj bardzo tego pragnęliśmy, nasza wspólna przyszłość mogła nie być tak barwna i szczęśliwa, jak sobie wyobrażaliśmy. I Chyba obaj stajemy sobie z tego sprawę, a mimo to nie mówimy tego na głos, bo chcemy żyć, żyć po prostu każdego dnia.

<Elianie? C:>

sobota, 6 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Zawsze mnie zaskakiwało, jakim cudem, po tylu latach, jeszcze był łasy na komplementy. Przecież przez znaczną większość swojego życia otaczał się ludźmi, i nie tylko ludźmi, którzy na pewno wychwalali go pod niebiosa. Pewnie mówili to, co tylko chciał usłyszeć. Mogę tylko sobie wyobrażać, jak chwalili jego głos, sylwetkę, urodę... i nie do końca mi się to podobało. Nie wiem, czy czasem powinienem mu mówić komplementy, czy może nie, bo zapewne moje słowa przy tym, co słyszał, to nic takiego. 
- Po tylu latach ciągłej atencji dalej ci mało? - spytałem, unosząc rozbawiony brew. 
- Mało mi komplementów z twojej strony. Powinieneś mi ich mówić znacznie więcej – stwierdził, wtulając się w moją dłoń. 
- Nie mówię nic, czego byś już nie usłyszał w swoim życiu – zauważyłem, drugą dłoń kładąc na jego biodrze i przysuwając go do siebie. Jeszcze przecież mamy trochę czasu, możemy skupić się tylko i wyłącznie na sobie... do czasu, kiedy się nie odezwie Rosa. Liczę, że troszkę jeszcze sobie pośpi. Porządnie zjadła, trochę pochodziła, załatwiła swoje potrzeby, więc teraz powinna długo spać. A na czas naszego spaceru znów i ona, i Futerko posiedzą sobie w kuchni.
- Ależ nie musisz mówić nic nowego. Najważniejsze dla mnie jest to, że powiesz to ty – wyjaśnił. Było to trochę skomplikowane, no ale niechaj już mu będzie. 
- I co, będziesz obrastał w piórka i coraz bardziej się pysznił? Byłbyś dla mnie nie do zniesienia – przyznałem cicho, ciągnąc go ze sobą na miękkie poduszki. - Muszę zachować odpowiedni umiar – dodałem. Już teraz jest pyszny i pełen siebie. Co prawda, odkąd ze mną jest, troszkę inaczej zaczął patrzeć na świat. Przejmuje się mną, przejmuje się zwierzakami, przejmował się nawet obcymi dzieciakami. To naprawdę wielki przeskok. 
- Okropny jesteś – burknął, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej. - Masz szczęście, że cię kocham, i się za to na ciebie nie mogę obrazić. 
- Jestem wielkim szczęściarzem, że mam przy swoim boku takiego wspaniałego wampira – dodałem, gładząc jego plecy. Czułem pod palcami, że jego ciało już się trochę zmieniło, na lepsze. Troszkę przytył, ale w ten dobry sposób. Nie mogę jednak o tym głośno powiedzieć, jeszcze za bardzo by się tym przejął. Za to mogę ubrać to w inne słowa, chociażby w takie, że wygląda wspaniale, a to już mu się znacznie bardziej podoba. - Kocham cię, wiesz? 
- Wiem. Twoje serce mi doskonale o tym mówi – odpowiedział, nie zmieniając swojej pozycji. Pewnie tak najlepiej słychać bicie mojego serca. Sobie znalazł zajęcie. 
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? - zapytałem, mając nadzieję, że usłyszę odpowiedź na moje małe wyznanie. 
- Nie. Jeszcze mogę ci powiedzieć, że za chwilę musisz się szykować. Musisz się ciepło ubrać, i ładnie, żebym się za ciebie wstydzić nie musiał – odpowiedział złośliwie. 
- Też się musisz ubrać, by nie wzbudzać podejrzeń, pamiętasz? Muszę ci kupić trochę grubsze ubrania. Albo chociaż takie, które wyglądają na cieplejsze... - cicho westchnąłem. Zdecydowanie muszę zadbać o jego garderobę, żeby był bardziej autentyczny. Wcześniej większość pieniędzy poszło na ten pierścionek dla niego, teraz mogę się skupić na innych rzeczach dla niego.

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Muszę przyznać, że choć bardzo ceniłem jego obecność i bliskość, z czasem zaczęło mi brakować czegoś więcej. Brakowało mi tej bardziej cielesnej, bardziej intymnej strony naszej relacji. Owszem, miałem jego bliskość wtedy, gdy zasypiał obok mnie, gdy mogłem poczuć jego ciepło i spokojny oddech. Jednak to przestało mi wystarczać.
Potrzebowałem go trochę bardziej, niż on potrzebował mnie. Byłem jak wygłodzony wampir spragniony bliskości, nie tylko tej emocjonalnej, ale również fizycznej. Potrzebowałem dotyku, czułości i poczucia, że jest przy mnie tu i teraz. To była potrzeba, która obejmowała zarówno ciało, jak i umysł, pragnienie bycia blisko drugiej osoby w sposób pełniejszy, bardziej namacalny.
Dlatego, kiedy dawał mi choć odrobinę tej bliskości, kiedy sam jej chciał i był gotów się nią dzielić, nie potrafiłem z tego rezygnować. Chciałem go dotknąć, przytulić, zatrzymać przy sobie choć na chwilę dłużej. Chciałem czerpać z tej bliskości wszystko, co mogła nam ofiarować.
I naprawdę liczyłem na to, że po wieczornym spacerze wrócimy do w pokoju znajdującego się w gospodzie, schronimy się przed chłodem nocy i odnajdziemy ciepło w swojej obecności. Marzyłem o tym, by leżeć obok niego, wsłuchując się w jego oddech, czując jego bliskość i pozwalając sobie na więcej czułości, więcej wzajemnego oddania. Chciałem, by ten wieczór należał tylko do nas, pełen spokoju, bliskości i tej wyjątkowej więzi, która rodzi się wtedy, gdy dwoje ludzi przestaje dzielić ich jakikolwiek dystans.
- I taka odpowiedź zdecydowanie mi pasuje. Lubię, kiedy mówisz mi to, co chcę usłyszeć - Wyznałem z lekkim uśmiechem, odsłaniając śnieżnobiałe kły.
Powoli zbliżyłem się do niego, nie odrywając wzroku od jego oczu. Po chwili nasze usta spotkały się w delikatnym, a jednocześnie pełnym uczucia pocałunku. Było w nim więcej tęsknoty niż namiętności, więcej potrzeby bliskości niż słów, których żadne z nas nie musiało już wypowiadać.
Pragnąłem jego obecności tak bardzo, jak tylko potrafiłem. Chciałem czuć, że jest obok, że mogę dotknąć jego dłoni, oprzeć głowę o jego ramię i choć przez chwilę zapomnieć o wszystkim, co znajdowało się poza nami.
I choć był to tylko pocałunek oraz kilka krótkich chwil spędzonych blisko siebie, wystarczyły, by wywołać na mojej twarzy szczery uśmiech. Czasami nawet najmniejszy gest potrafił dać mi więcej radości, niż chciałem przyznać. Jego dotyk, ciepło i obecność były dla mnie czymś, czego potrzebowałem bardziej, niż kiedykolwiek odważyłbym się powiedzieć na głos.
Elian spojrzał prosto w moje oczy. Po chwili oparł swoje czoło o moje, a dłoń delikatnie położył na moim policzku, muskając go czułym gestem.
- Tak bardzo uwielbiam twoją delikatność - Mruknął z uśmiechem, najwyraźniej mówiąc dokładnie to, co chciałem usłyszeć i co zawsze sprawiało mi przyjemność.
Parsknąłem cicho, nie odrywając od niego spojrzenia.
- Nie musisz mi się podlizywać - Szepnąłem rozbawiony. - Chociaż przyznam, że lubię, kiedy mówisz mi takie rzeczy. Wtedy czuję się naprawdę chciany... i doceniony. - Nie odwracałem wzroku nawet na moment. Chciałem patrzeć w jego oczy jak najdłużej, odnajdując w nich ten znajomy spokój i ciepło, które zawsze sprawiały, że świat wokół wydawał się odrobinę prostszy. W takich chwilach nie potrzebowałem niczego więcej. Wystarczała jego obecność, bliskość i świadomość, że jestem dla niego kimś ważnym.

<Elianie? C:>

piątek, 5 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Westchnąłem cicho, odchylając szyję tak, by miał nieco lepszy do niej dostęp. Doskonale wiedziałem, że mogę mu w tym momencie całkowicie zaufać. Że nie przekroczy tej granicy, która zawsze między nami była cienka. Poza tym, skoro pozwalam mu na takie coś, to oczywiście, że musiałem mu ufać. Przecież byle komu bym nie pozwolił siebie utrzymywać o krok od śmierci. A jeśli moja krew ma mu pomóc, to oczywiście, że dam mu jej tyle, ile tylko potrzebuje... no, prawie. Byłem bardziej niż pewien, że mógłby pić w nieskończoność, a tyle krwi to ja w sobie jednak nie miałem. 
- Troszkę lepiej. Ale jednak, dalej potrzebujesz troszkę więcej jedzenia i odpoczynku – powiedział, oblizując usta z krwi. - Jadłeś obiad?
- Nie. Bardziej skupiałem się na tym, by do ciebie wrócić. I wrócić do ciepła. Dzisiaj jest paskudnie zimno na zewnątrz – wyznałem zgodnie z prawdą. Czemu w końcu miałbym go okłamywać? Nie miało to absolutnie żadnego sensu, bo zaraz by to odkrył. No i też nie jestem typem, który kłamie. 
- Więc nie będzie dzisiaj wieczornego spaceru? - spytał, patrząc na mnie ze smutkiem. 
- Wyjdziemy, wyjdziemy. Bo znów mi się zmienisz w małego nietoperza i cię nie znajdę – odpowiedziałem, zapinając guziki koszuli. Troszkę za wysoko. Będę miał mały problem w ukryciu tego ugryzienia... a mówiłem mu, żeby trochę niżej się wbijał. Najlepiej, gdyby to nie było w ogóle na szyi. Może gdzieś przy obojczyku? Już nawet z przedramienia byłoby dobrze, bo mógłbym ukryć rękawem. Świeże ugryzienia zawsze będą wzbudzać pytania. 
- Ale wyjdziemy pod warunkiem, że wpierw zjesz obiad – zarządził. No oczywiście, ze będę musiał coś zjeść, Serathion mi nie pozwoli wyjść głodnym. 
- Zajdzie słońce, to może zejdziemy razem. Byś nie musiał tutaj być sam – zaproponowałem, uśmiechając się delikatnie do mojego partnera. Nie zauważyłem ani nie usłyszałem, by cokolwiek się miało dziać na dniach, no ale zawsze będzie mógł zobaczyć troszkę inne miejsce, inną kulturę i innych ludzi. 
- W porządku. Będę się mógł przekonać, co jesz i ile. Nie mogę pozwolić, by twoja krew ucierpiała i by spadła jej jakość – odpowiedział, nieco zamyślony. Trochę gorszy okres miałem przez chwilę, i on już wszystko wychwytuje i kręci nosem. Naprawdę jest wybredny. I to bardziej wybredny niż początkowo podejrzewałem. 
- Jakiż wspaniałomyślny jesteś – pokręciłem z niedowierzaniem głową. 
- Oczywiście. To moje drugie imię – puścił mi oczko. - A skoro na zewnątrz jest tak zimno, to jak wrócimy, możemy się ogrzać. Dawno się mną nie zajmowałeś, czuję się troszkę zaniedbany.
- Wybacz mi moje niedopatrzenie. Zwierzaki trochę czasu zajmują. Dzisiejszego wieczoru skupię się tylko na tobie – odpowiedziałem, chwytając jego dłoń i zbliżając ją do swoich ust, by złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek. 

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Krążąc po kanałach wentylacyjnych, doskonale słyszałem każdy dochodzący zewsząd dźwięk, nawet te z naszego pokoju. Wiedząc, że mój partner znajduje się bezpiecznie w czterech ścianach, postanowiłem ostrożnie przemierzyć wąskie kanały. Stawiałem swoje małe łapki tak cicho, jak tylko potrafiłem, starając się nie wywołać najmniejszego hałasu.
Nie chciałem, żeby ktokolwiek zorientował się, że w wentylacji znajduje się nietoperz. Bo przecież kto spodziewałby się znaleźć tam nietoperza? Jeszcze mniej chciałem, by ktoś odkrył prawdę, że ten niepozorny stwór jest w rzeczywistości wampirem.
Wolałem zachować ten sekret dla siebie i mojego łowcy. To zabawne, a może raczej ironiczne, że człowiek, który powinien mnie zabić, zamiast tego chciał być przy mnie. Los bywał naprawdę przewrotny.
Po pewnym czasie wydostałem się z wentylacji i przybrałem swoją ludzką postać. Niemal od razu zwróciłem na siebie uwagę Eliana. Mężczyzna siedział przy koszyku, rozmawiając z psem, który patrzył na niego z wyraźnym zainteresowaniem.
- Wróciłeś. Gdzie ty właściwie byłeś? - Zapytał, odwracając się w moją stronę i unosząc jedną brew.
Na jego twarzy malowało się lekkie zaskoczenie zmieszane z podejrzliwością.
- Chodziłem po wentylacji - Odpowiedziałem spokojnie. - Kazałeś mi siedzieć tutaj samemu, a kiedy się nudzę, zdarza mi się wędrować po budynku. Czasami robię to, gdy śpisz albo gdy wychodzisz. Dzięki temu mogę obserwować ludzi, słuchać ich rozmów i poznawać różne historie. To znacznie ciekawsze niż leżenie całymi dniami w łóżku i umieranie z nudów. - Elian westchnął ciężko, jakby próbował zdecydować, czy powinien mnie skarcić, czy po prostu zaakceptować fakt, że jestem niereformowalny.
Ja tymczasem usiadłem wygodnie na łóżku i spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem. W głębi duszy liczyłem, że podejdzie bliżej i spędzimy razem trochę czasu. Nawet jeśli nigdy bym się do tego nie przyznał, jego obecność była jedną z niewielu rzeczy, które naprawdę potrafiły poprawić mi nastrój.
- Czekaj, czekaj... Chcesz powiedzieć, że kiedy śpię, też chodzisz po wentylacji? - Dopytał, unosząc brew.
- Cóż... zdarza mi się - Przyznałem.
Na moich ustach pojawił się delikatny, nieco zadziorny uśmiech. Elian od razu rozpoznał jego znaczenie.
Pokręcił głową z rozbawieniem i podszedł bliżej. Chwycił moje dłonie, po czym jednym płynnym ruchem zamienił nas miejscami. Sam usiadł na łóżku, a mnie posadził wygodnie na swoich kolanach.
- Oj, niegrzeczny z ciebie wampirek - Zażartował, muskając pocałunkiem czubek mojego nosa.
Parsknąłem cicho, ale nie próbowałem się odsunąć.
- Jednak teraz zajmiemy się czymś innym - Dodał już łagodniej. - Skoro w końcu się wyspałem, możesz spełnić swoją obietnicę. Mówiłeś, że napijesz się mojej krwi, kiedy będę gotowy. - Spojrzał na mnie z ciepłym uśmiechem. - No więc jestem gotowy. - Westchnąłem cicho. Z Elianem naprawdę nie dało się wygrać. Kiedy już coś sobie postanowił, był niezwykle uparty.
Oparłem dłoń o jego ramię i nachyliłem się bliżej. Przez krótką chwilę wpatrywałem się w jego twarz, jakby chciał upewnić się, że na pewno tego chce. Dopiero wtedy ostrożnie złożyłem pocałunek na jego szyi, aby po chwili wgryźć się w jego skórę.
Między nami panowała pełna zaufania bliskość, do której obaj zdążyliśmy się przyzwyczaić. W takich chwilach łatwo było zapomnieć, kim byliśmy i jak niezwykła była nasza relacja, łowcy i wampira, których los połączył w sposób, jakiego żaden z nich nigdy by się nie spodziewał.

<Elianie? C:>

czwartek, 4 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Muszę przyzna, bardzo starałem się, by wszystko szybko załatwić, ale ze zwierzakami nie było to takie proste. Zwłaszcza z małym szczeniakiem. Miałem  nadzieję, że Serathion nie będzie na mnie zły. Staram się... naprawdę się staram, by wszystko ze wszystkim pogodzić, by każdy miał to, czego zapragnie. A to wcale nie było takie proste, zwłaszcza, że każde miało trochę inne potrzeby. Serathion miał nadmiar energii, ale też ze względu na słońce moje możliwości zadowolenia go były dosyć mocno ograniczone. Oporządzenie Onyksa też zajmuje mi trochę czasu. Rosa potrzebuje mnóstwo atencji. Jak na razie najmniej problematyczny jest Futerko, tylko trzeba go obserwować i pilnować, by na czas wyprowadzać go na dwór. 
- Jutro cię zabiorę do kowala. Teraz muszę skupić się na twoim drugim panu. Serathion mi chyba głowę urwie, jak długo do niego nie wrócę – powiedziałem cicho do konia, głaszcząc go po chrapach. - Proszę, kostka cukru na pocieszenie. Smaczne, co? Raz na jakiś czas będę ci dostarczać takie smakołyki. Do zobaczenia wieczorem – dodałem, odsuwając się od niego. 
Wziąłem na ręce Rosę, która sobie człapała niedaleko, zawołałem do siebie Futerko i udałem się na górę. Powinienem się ubrać nieco lepiej, wyjść na miasto. Muszę w końcu zapewnić Serathionowi jakąś rozrywkę, a chyba najlepiej sprawdziłaby się książka. Co on takiego robił za dnia, kiedy był u siebie w tym ogromnym zamczysku? Przez sto pięćdziesiąt lat na pewno znał każdy zakamarek, przeczytał każdą książkę, jaką tylko miał... bo sprzątać to on nie sprzątał na pewno, patrząc na to, jak się zachowuje, kiedy proszę go o sprzątanie. Ja nie wyobrażam sobie, co sam mógłbym robić w tak wielkim zamku sam. Oszalałbym, nawet jeżeli jestem do tego swoje towarzystwa poniekąd przyzwyczajony. Jeśli już miałbym gdzieś się zaszyć na stałe, no to z kimś. Miło byłoby osiedlić się na tym swoim własnym kawałku ziemi, stworzyć wspomnienia,  i małą rodzinę. No ale trzeba byłoby mieć środki na takie własne miejsce na ziemi. Kolejne środki na zbudowanie domu. No i też pytanie, czy Serathion podzielałby moje marzenie, czy chciałby mieszkać w takim niewielkim domku zamiast wielkiej wilii. Jak na razie chce zobaczyć morze, zobaczyć jak najwięcej, przeżyć jak najwięcej... więc staram się, co nie jest takie proste, zwłaszcza, że większość takich najciekawszych rzeczy dzieje się za dnia. 
- Już je... stem  - rozejrzałem się po pokoju dostrzegając, że przecież nikogo tutaj nie ma. Pranie było zrobione, co mnie też zaskoczyło. Po jego minie byłem pewien, że tego nie uczyni, i nie miałbym mu przecież za złe, gdyby tego nie robił. Tylko, gdzie on był? I jak ja mam za nim nadążyć? Jestem niby sto trzydzieści lat młodszy, a czuję się przy nim jak taki staruch. Wiecznie zmęczony, spokojny, rozważny... Chyba nie tak to powinno wyglądać. - Skoro już masz pęcherz pusty, rozejrzyj się po pokoju. Troszkę tutaj czasu spędzimy. Musisz nabrać sił. Troszkę urosnąć, by lepiej znosić mrozy – mówiłem do szczeniaka, bo do kogo miałbym innego mówić? Pogadałbym z Serathionem, ale on pewnie zmienił się w nietoperza i gdzieś sobie polazł. W tej chwili nawet nie mogłem go znaleźć, chociaż bardzo bym tego chciał. 

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Westchnąłem ciężko, gdy dotarły do mnie jego słowa. Pranie. Naprawdę pranie?
Jak zwykle to ja musiałem zajmować się wszystkim, czego nikt inny nie chciał tknąć. Tą całą niewdzięczną, męczącą robotą, która nigdy się nie kończyła.
- Oczywiście. Bo kto inny? - Mruknąłem pod nosem, podnosząc się niechętnie z łóżka.
Każdy ruch wydawał się dziś bardziej irytujący niż zwykle. Przeciągnąłem dłonią po twarzy i ruszyłem w stronę łazienki, gdzie czekało na mnie to przeklęte pranie. Ktoś musiał je zrobić, a najwyraźniej po raz kolejny tym kimś miałem być ja.
Z każdym krokiem narastała we mnie frustracja. Myśli kotłowały się w głowie, przeskakując z jednego powodu do złości na drugi. Wkurzał mnie pies. Wkurzał mnie Elian. Wkurzało mnie to miejsce, ta niekończąca się podróż i całe to życie, które ostatnio bardziej przypominało pasmo obowiązków niż cokolwiek innego.
Nawet słońce wpadające przez okno działało mi na nerwy.
Zacisnąłem szczękę i wrzuciłem pierwsze ubrania do bali. Może problem nie tkwił w samym praniu. Może byłem po prostu zmęczony. Zmęczony ciągłym uciekaniem, ciągłym szukaniem i ciągłą niepewnością.
Powinniśmy byli zostać w zamku.
Ta myśl wracała do mnie regularnie, niczym uporczywy cień, którego nie sposób było się pozbyć. Owszem, być może przypłaciłbym to życiem. Być może zginąłbym tam razem z resztą moich rzeczy które by spłonęły. Ale przynajmniej byłbym u siebie. Do samego końca.
A teraz?
Teraz włóczyliśmy się po świecie jak bezdomni, szukając miejsca, które moglibyśmy nazwać domem. Miejsca dla siebie. Dla naszej pokręconej, poranionej przez los rodziny.
Parsknąłem gorzko pod nosem.
Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że nie szukałem nowego domu. Szukałem czegoś, czego już dawno nie było. Poczucia bezpieczeństwa. Spokoju. Przekonania, że jutro będzie wyglądało tak samo jak dziś.
A tego nie mogło mi dać nawet najdokładniej zrobione pranie.
Starannie wyprałem w rękach ubrania w bali, starając się zrobić wszystko dokładnie tak, jak robił to Elian. Kilka razy wcześniej przyglądałem się jego pracy, więc mniej więcej wiedziałem, co i jak należy zrobić. Nie było to szczególnie skomplikowane, ale wymagało cierpliwości, której zazwyczaj mi brakowało.
Jedno po drugim rozwieszałem ubrania na sznurkach, wygładzając zagniecenia i pilnując, by nic nie spadło na podłogę. Cały proces ciągnął się w nieskończoność, lecz ostatecznie udało mi się skończyć.
Kiedy ostatnia koszula zawisła obok reszty, odetchnąłem z ulgą.
- No, gotowe - Mruknąłem pod nosem.
Wreszcie mogłem wrócić do łóżka i znaleźć sobie jakieś sensowne zajęcie.
Elian wciąż nie wrócił. Nie było to zresztą nic dziwnego. Nauka psa załatwiania się na dworze z pewnością wymagała czasu, cierpliwości i mnóstwa powtarzania tych samych czynności. Sam już na samą myśl o tym przewróciłem oczami.
Przez chwilę leżałem bezczynnie, wpatrując się w sufit, lecz nuda szybko zaczęła dawać mi się we znaki. Nie znosiłem siedzieć bez ruchu i czekać, aż coś się wydarzy.
W końcu wpadłem na pomysł.
Na moich ustach pojawił się lekki, psotny uśmiech, gdy pozwoliłem magii przejąć kontrolę nad moim ciałem. Chwilę później byłem już niewielkim nietoperzem. Rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze, kierując prosto do otworu wentylacyjnego.
Tam było znacznie ciekawiej.
Przeciskając się przez wąskie tunele, nasłuchiwałem odgłosów dochodzących z różnych pomieszczeń. Może uda mi się podsłuchać jakąś interesującą rozmowę albo znaleźć coś, co pozwoli mi choć na chwilę zapomnieć o nudzie.
W końcu nawet w najbardziej zwyczajnym miejscu można było natrafić na coś wartego uwagi.
A ja zamierzałem to znaleźć.

<Elianie? C:>

środa, 3 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jaki on był delikutaśny. Przecież Rosa była malutka, jej zapach nawet nie był jeszcze bardzo wyczuwalny. Znaczy, nie był dla mnie, praktycznie nie wyczuwalne, dla niego pewnie inaczej to wyglądało. Byłem pewien, że jeszcze się do tego zapachu przyzwyczai. Jak do naszych podróży, mojego zapachu po kilku dniach bez kąpieli i wielu innych rzeczy. 
– Nie przesadzasz? Przytulałem ją do siebie przez płaszcz – odpowiedziałem, unosząc jedną brew. 
– Będziesz miał mój węch, to pogadamy. A nie, czekaj, to się nigdy nie wydarzy. Więc nie mów mi, że jakiś smród to nic takiego – burknął, pusząc policzki. 
– Też wydaje mi się, że to kwestia tego, że cały praktycznie całe swoje życie spędziłeś w swojej bańce. Każdy zapach, który ci nie podchodzi, będziesz czuł znacznie mocniej. I dlatego wszystko teraz wszystko jest dla ciebie takim szokiem, mój mały arystokrato – odpowiedziałem rozbawiony, poprawiając kosmyki jego włosów. 
– Zamiast się tak mądrzyć, to może w końcu skup się na śnie? Masz się wyspać, byś był wypoczęty i smaczny – zarządził. – O ile ten mały kundel ci na to pozwoli. 
– Z Futerkiem było podobnie – przypomniałem mu, mówiąc cicho, spokojnie, by się wprowadzić się w ten senny stan. 
– Ale Futerko jest wspaniały. I był starszy, więc mniej wymagający. 
Ależ on go bronił. Żeby on się nim zajmował tak jak go broni... Nic już nie odpowiedziałem. Przesunąłem go bliżej siebie, zamykając oczy. W końcu miałem jakieś kolejne dwie, trzy godziny, nim jej cichy pisk poruszy me serce i mnie wybudzi z głębokiego snu. Nie wiem, dlaczego tak to na mnie działa, ale budzi mnie od razu. 
Tak jak podejrzewałem, znów nie obudziłem się sam. Serathion, ku mojemu zaskoczeniu, już nie leżał obok mnie. Siedział na krawędzi łóżka i wpatrywał się w koszyczek stojący niedaleko kominka, jakby się nad czymś zastanawiał. Ciekawe, co mu w głowie siedziało. Jakby coś rozważał...
– Weź się nią zajmij, bo mnie te piski irytują – burknął. Pewnie rozważał, czy mnie obudzić czy nie. 
– No już, już – wymamrotałem, podnosząc się z łóżka i przecierając oczy. Trzeciej pobudki nie zniosę. Chyba na ten moment sobie odpuszczę dalsze próby spania. Zajmę się nią, zrobię pranie, nakarmię Serathiona... no i reszta zwierzaków, muszę się zająć Onyksem, i Futerkiem. I zakupy, muszę mu kupić jakąś książkę na przyszłość. I gdzie ja tu niby znajdę na to czas? – Jak ty strasznie dużo jesz. Ciekawe, czy wyrośniesz na dużego pieska – odezwałem się do Rosy, narzucając na ramiona koszulę, by już nie miał do mnie żadnego problemu. Jakby ta moja klatka piersiowa interesowała tutaj kogokolwiek poza nim. – No jestem, jestem, tak. A jak już cię nakarmimy, to może pójdziemy na dwór? Trzeba cię zaczynać uczyć, jak być czystym pieskiem. Wezmę też chyba Futerko – ostatnie zdanie skierowałem do Serathiona. Już miałem sprytny plan, na tym jednym zejściu na dół zajmę się wszystkimi zwierzakami. Nakarmię Rosę, Futerko, i wyjdę z nimi na dwór. One będą gdzieś obok, a ja zajmę się koniem. 
– I ja znów zostanę sam – westchnął niepocieszony.
– Postaram się szybko wrócić. A jak potrzebujesz jakoś zabić czas, byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś zrobił pranie. Nie musisz oczywiście, nie czuj się zobowiązany, to tylko twoja dobra wola – poprosiłem, po czym zawołałem do siebie kota i opuściłem pokój. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Szczerze mówiąc, nie miałem ochoty na spożywanie krwi. Chyba całkowicie odechciało mi się tego w momencie, kiedy pomyślałem, że jeszcze chwilę wcześniej przytulał psa. Wiem, że dla wielu osób to nie jest problem, ale dla mnie zapach psa jest czymś, co zwyczajnie mi przeszkadza. Nie odpowiada mi to i trudno mi udawać, że jest inaczej.
Od samego początku mówiłem, że jestem gotów tolerować psa, ale nigdy nie obiecywałem, że się z nim zaprzyjaźnię albo że zacznę go lubić. To są dwie różne rzeczy. Akceptacja oznacza dla mnie zgodę na jego obecność, a nie konieczność odczuwania wobec niego sympatii. Powiedziałem również jasno, że jeśli będzie pachniał psem, to nie będę miał ochoty go gryźć ani zbliżać się do niego, w taki sposób. Na ten moment nadal lubię się do niego przytulać i spędzać z nim czas, ale gryzienie nie jest czymś, na co mam ochotę. Nie wynika to z braku uczuć do Eliana, tylko z mojego stosunku do zapachu psa i związanego z nim dyskomfortu. Nie chcę też ciągle wspominać o tym, że pachnie psem, ponieważ dobrze wiem, jak mogłaby się skończyć taka rozmowa. Prawdopodobnie albo od razu poszedł by się ponownie umyć, albo uznałby, że przesadzam i dramatyzuję. W obu przypadkach skończyłoby się to niepotrzebną dyskusją, a ja naprawdę nie mam ochoty kolejny raz kłócić się o ten sam temat. Skoro powiedziałem, że zaakceptuję psa, to zamierzam dotrzymać słowa. Akceptuję jego obecność i fakt, że jest częścią twojego życia. Nie oznacza to jednak, że muszę go lubić albo że moje odczucia nagle się zmienią. Tolerancja nie jest równoznaczna z sympatią. Dla mnie pies wciąż pozostaje pewnego rodzaju konkurentem, z którym muszę dzielić uwagę i bliskość mojego partnera. Wiem, że może to brzmieć irracjonalnie, ale właśnie tak to odczuwam. Co ciekawe, z kotem nie miałem takiego problemu. Jak słusznie zauważyłeś, kot właściwie mi nie przeszkadzał. Natomiast pies jest dla mnie znacznie większym wyzwaniem, zarówno pod względem zapachu, jak i samej konieczności przyzwyczajenia się do jego obecności.
Staram się jednak znaleźć w tym wszystkim równowagę. Nie oczekuję, że pies zniknie z naszego życia, ale też chciałbym, aby było zrozumiałe, że moja akceptacja ma swoje granice. Mogę go tolerować i szanować fakt, że jest dla ciebie ważny, jednak nie potrafię zmusić się do tego, by go polubić. Być może z czasem będzie mi łatwiej, ale nie chcę składać obietnic, których nie jestem pewien. Na razie robię tyle, ile jestem w stanie, i uważam, że to również powinno zostać zauważone.
- Wiesz, szczerze powiedziawszy, nie jestem głodny. Chyba poczekam do wieczora, aż porządnie się wyśpisz. Chyba że ten pies znowu będzie budził cię milion razy w ciągu dnia - Mruknąłem z wyraźną irytacją.
Sama myśl o tym wystarczyła, by popsuć mi humor. Doskonale wiedziałem, że przez to, jaki jest mały i wymagający uwagi, potrafi skutecznie zakłócić każdą próbę odpoczynku. Teoretycznie mógłbym się nim zająć, kiedy on śpisz. Mógłbym przypilnować albo poświęcić mu trochę czasu, żeby Elian mógł spokojnie odpocząć. Myśl jednak o tym w ogóle mi nie odpowiadała, to jego pies więc niech się nie zajmuje ale beze mnie.
 
<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Byłem zaskoczony jego pomysłami na imię. Spodziewałem się, że wyjdzie z jakimś ogonem czy nosem, a tu proszę, całkiem kreatywnie. Może się czegoś przy mnie nauczył. Ewentualnie przyjął krytykę do serca, kiedy go zbeształem ostatnim razem przy kopycie. Wiem, że dla zwierzaka to bez znaczenia, że to tylko słowo, na które ma zareagować, ale jako, że jesteśmy istotami rozumnymi... cóż, chciałem, by nasze zwierzaki miały jakieś normalne imiona. 
Pogłaskałem Rosę ostrożnie po łebku, powolutku wprowadzając ją w ten spokojny, senny stan. Najchętniej wziąłbym ją do łóżka, przytulił ją, ogrzał ciepłem swojego ciała, bo może w końcu za bardzo zmarznie, ale wiem, że Serathion wygoniłby mnie na dwór razem z nią. Nie rozumiem, do czego ma taki problem. Przecież była najsłodszym, czym może istnieć.
Na koniec opatuliłem ją jeszcze kawałkiem starego płaszcza Serathiona, który postanowiłem wykorzystać właśnie na nią, i na sprzątanie brudów po niej. I tak nadawał się tylko do wywalenia, więc zanim to zrobię całkowicie go wykorzystam. Chociaż, jak już otwiera oczy i próbuje chodzić to podejrzewam, że będzie panowała coraz lepiej nad swoimi potrzebami i będzie je załatwiać poza miejscem spania. I wtedy zacznie się nauka. 
– No skończ już i do łóżka wracaj – usłyszałem rozkazujący głos Serathiona.
– Ale ty się niecierpliwy zrobiłeś – odpowiedziałem rozbawiony, w końcu wstając z klęczek. Po drodze do łóżka jeszcze zdjąłem tę nieszczęsna koszulę, którą tak bardzo chciał, bym założył. 
– Bo muszę się tobą dzielić z jakimś psem. Nie podoba mi się to – wyznał, wtulając się w moje ciało, kiedy tylko położyłem się na materacu. 
– Ale kiedy się zajmowałem kotem, to nie narzekałeś – zauważyłem, unosząc jedną brew. 
– Bo kot jest lepszy, to jest niezaprzeczalny fakt i nawet nie próbuj mnie przekonywać do tego, że jest inaczej – burknął, okrywając mnie kołdrą. 
– No proszę, nie sądziłem, że ze wszystkich istot na świecie to o psa będziesz zazdrosny – odpowiedziałem z cichym śmiechem, tuląc go do siebie. 
– Nie jestem zazdrosny – prychnął, a ja naprawdę mocno musiałem się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać. To zabrzmiało bardzo wiarygodnie. Dla mnie taka zazdrość była po prostu zwykłą głupotą. To oczywiste, że w tej chwili trochę więcej poświęcałem uwagi Rosie, bo jej potrzebowała, by przeżyć. Nie była jeszcze na tyle samodzielna. Trzeba było ją dalej karmić, ogrzewać, sprzątać po niej, i po prostu przy niej być, by prawidłowo się rozwijała. Trochę jak z dzieckiem, ale zwierzaki miały taki plus, że znacznie szybciej rosły. Wiązało się to też z minusem, zwierzaki znacznie szybciej odchodziły. 
– Kocham cię, wiesz? – zapytałem cicho, przytulając go mocniej do siebie. Moje małe, zazdrosne maleństwo. – Miałeś coś zjeść, pamiętasz? I się nie upomniałeś. Niegrzeczny z ciebie wampirek – dodałem, kreśląc na jego chłodnym ciele nieregularne kształty. 

<Różyczko? c:>

Od Mikleo CD Soreya

Niecierpliwie czekałem, aż mój mąż przebierze się w czyste, pachnące i co dla mnie równie ważne, piękne ubrania, zamiast tych spranych i zniszczonych, które nosił każdego dnia, nie przywiązując większej wagi do własnego wyglądu.
Jak dobrze, że kupiłem mu coś nowego. Dzięki temu choć przez krótką chwilę będzie wyglądał tak, jak w moich oczach zawsze powinien zadbany, dostojny i piękny.
Mój przystojny, ukochany mąż… Szkoda tylko, że sam nie potrafi zobaczyć siebie tak, jak ja go widzę.
Rozumiem jednak. Jako demon nosi w sobie idealną iluzję mężczyzny, którego znałem, gdy był jeszcze człowiekiem i aniołem, obraz dawnego siebie, może bezpieczny, może znajomy. I choć ta iluzja trwa, nie przeszkadza mi ona ani trochę.
Bo jeśli kiedyś opadnie, jeśli ukaże przede mną swoje prawdziwe, demoniczne oblicze, moje uczucia się nie zmienią. Nadal będę go kochał.
Kocham całego jego, każdą część jego istnienia. Nie za wygląd ani za to, jaką formę przybiera, lecz za to, że po prostu jest przy mnie. Był wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałem. Chronił mnie przez całe życie, tak samo jak ja starałem się chronić jego.
Jesteśmy jednością, spleceni losem, wspomnieniami i miłością, której nie potrafi złamać ani czas, ani natura, ani to, czym się staliśmy. I wierzę, że tak pozostanie już zawsze. Na zawsze.
Sorey wrócił do mnie po kilku minutach, ubrany w nowe rzeczy, które wybrałem specjalnie dla niego. Musiałem przyznać, że efekt przeszedł moje oczekiwania. Każdy element stroju pasował do niego idealnie, podkreślając jego urodę i sylwetkę.
Przez krótką chwilę po prostu stał przede mną, jakby niepewny, co powinien zrobić. Wyprostował się lekko i spojrzał na mnie wyczekująco, czekając na moją opinię. Wyglądał przy tym tak uroczo, że trudno było mi powstrzymać uśmiech.
- Cóż... wyglądasz naprawdę przystojnie - Powiedziałem w końcu, pozwalając sobie przez chwilę nacieszyć oczy tym widokiem. - Przyznam, że bardzo podoba mi się to, co widzę. - Na twarzy Soreya nie pojawiła się jednak radość, której się spodziewałem. Zamiast tego zmarszczył lekko brwi i spojrzał na mnie z wyraźnym niedowierzaniem, jakby nie był pewien, czy mówię poważnie.
 Westchnąłem cicho. Czy naprawdę sądził, że próbuję go oszukać? Że prawię mu komplementy tylko z uprzejmości?
Ta myśl nie była przyjemna.
Nie miałem przecież żadnego powodu, by go okłamywać. Każde wypowiedziane przeze mnie słowo było szczere. Naprawdę podobało mi się to, jak wyglądał w tych ubraniach. Co więcej, trudno było mi oderwać od niego wzrok.
- Hej, mówię serio - Dodałem łagodniejszym tonem. - Nie próbuję ci schlebiać. Naprawdę wyglądasz świetnie. - Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Miałem tylko nadzieję, że dostrzeże szczerość w moich słowach i w końcu uwierzy, że nie powiedziałem tego bez powodu.
- Jesteś pewien? Bo mnie się wydaje, że nie wyglądam aż tak dobrze. Poza tym to tylko iluzja, która ukrywa moje prawdziwe, obrzydliwe oblicze - Stwierdził, wzruszając ramionami, jakby moje słowa nie miały dla niego większego znaczenia.
No i co ja miałem z nim zrobić?
Czasami odnosiłem wrażenie, że próbuję przebić głową mur. Nieważne, ile razy mówiłem mu coś dobrego, i tak znajdował sposób, żeby podważyć każde moje słowo. Jakby nie potrafił uwierzyć, że ktoś może patrzeć na niego inaczej niż on sam.
- Dla mnie po prostu jesteś przystojny i nic tego nie zmieni - Odpowiedziałem spokojnie. -  A te ubrania leżą na tobie wręcz rewelacyjnie. Naprawdę nie rozumiem, jak możesz tego nie dostrzegać.  - Stwierdziłem, podziwiając to co widzę.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

Oparłem policzek na jego głowie analizując jak ukryć ten temat aby przypadkiem nie powiedzieć czegoś przez co się pokłócimy.
- Tak coś czułem, że nie odpuścisz mi tego tematu - Westchnąłem cicho. - Mam zastanowić się nad powrotem do pracy, bo przecież, według ciebie, poradzisz sobie sam. A teraz jeszcze mam pomyśleć o sukience, którą trzeba będzie kupić na moje urodziny. Czy to naprawdę konieczne - Pokręciłem głową z lekkim rozbawieniem, ale i bezradnością. Od początku uważałem, że nie musimy świętować moich urodzin. Nigdy nie widziałem w nich niczego szczególnego i wciąż nie rozumiałem, dlaczego wszyscy wokół przywiązują do nich tak wielką wagę. Jednak doskonale wiedziałem, że mój mąż nie zamierza odpuścić. Kiedy już coś sobie postanowił, potrafił być niezwykle uparty. - Będę o tym pamiętał, żeby cię nie zawieść - Dodałem po chwili spokojniej. - Mogę ci to obiecać. I mogę też postarać się, żeby wszystko zakończyło się tak, jak sobie tego życzysz. Chociaż, szczerze mówiąc, dla mnie te urodziny są zupełnie niepotrzebne. - Spojrzałem przed siebie, przez moment zbierając myśli. Nigdy nie czułem potrzeby świętowania tego rzekomo wyjątkowego dnia. - Dla mnie wyjątkowe są chwile, które mogę spędzać z wami. To właśnie one mają znaczenie. Chciałbym, żeby tego dnia byli tylko ci, których kocham najbardziej. ty, ja i dzieci. Nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia. - Powiedziałem to całkowicie szczerze, nie ukrywając swoich uczuć. Jednocześnie gdzieś w głębi wiedziałem, że on się z tym nie zgadza. Dla niego urodziny były czymś ważnym. Uważał, że należy je celebrować, pamiętać o nich i sprawiać, by osoba obchodząca je czuła się wyjątkowo. Ja patrzyłem na to zupełnie inaczej.
Nigdy nie przywiązywałem większej wagi do własnych urodzin. Może jeszcze jako dziecko potrafiłem się nimi ekscytować. Pamiętam, jak babcia zawsze przygotowywała coś specjalnego, jak cieszyła się bardziej ode mnie i sprawiała, że ten dzień rzeczywiście był wyjątkowy. Jednak kiedy odeszła, coś się zmieniło. Urodziny przestały być świętem, a stały się jedynie wspomnieniem dawnych czasów.
Może właśnie dlatego dziś nie przejmuję się tym wszystkim tak bardzo. Dla mnie to po prostu kolejny dzień w kalendarzu. Dzień, w którym zmienia się jedna liczba, czasem pierwsza, czasem druga i właściwie nic poza tym. Świat nadal się kręci, a życie toczy dalej swoim rytmem.
Uśmiechnąłem się lekko pod nosem.
Tylko mój panicz... a właściwie teraz już moja panienka, przejmował się tym wszystkim bardziej niż ja sam. Dla niego każda okazja do świętowania była ważna. Chciał tworzyć wspomnienia, celebrować wspólnie spędzony czas i sprawiać, by bliscy czuli się kochani. I choć nie do końca rozumiałem jego podejście, nie potrafiłem się na nie gniewać. Wręcz przeciwnie, świadomość, że zależy mu na moim szczęściu bardziej niż mnie samemu, wywoływała w sercu przyjemne ciepło.
Może właśnie dlatego, mimo całej swojej niechęci do urodzin, zaczynałem powoli rozważać, czy tym razem nie zrobić wyjątku. Nie dla siebie. Dla niego. Dla nas.

<Paniczu? C:> 

wtorek, 2 czerwca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Co zmieniła? A to akurat było bardzo proste. Zakryła jego klatkę piersiową, a właśnie na tym zależało mi najbardziej. Nie chcę, żeby ktoś patrzył na jego nagie ciało. Ten widok jest przeznaczony wyłącznie dla mnie. Doskonale wiem, jak kobiety reagują na tak umięśnioną sylwetkę, zwłaszcza gdy zdobią ją blizny. Potrafią dosłownie pożerać wzrokiem taki widok, a mnie, mimo wszystko, strasznie to drażni.
- Zmieniła naprawdę wiele. Dzięki temu nie będę chodził wiecznie zirytowany, zastanawiając się, czy jakaś kobieta właśnie nie ślini się na twój widok. A jeśli nie będę chodził podenerwowany, nie będę też wyładowywał tej frustracji na tobie. Chyba właśnie o to chodzi, prawda? - Odpowiedziałem, patrząc mu prosto w oczy. W moim głosie pobrzmiewała zazdrość, ale również szczerość. Nie próbowałem tego ukrywać. Był mój i świadomość, że obce spojrzenia tak często na nim spoczywały, wywoływała we mnie nieprzyjemny ucisk w piersi.
Elian westchnął cicho, nie komentując już moich słów. Bez dalszych protestów zabrał psa, ubrany w koszulę tak, jak sobie tego życzyłem, po czym opuścił pokój.
Odetchnąłem ciężko i z wyraźną irytacją rozsiadłem się wygodniej na łóżku. Przez chwilę wpatrywałem się w zamknięte drzwi, a potem leniwie rozejrzałem po pomieszczeniu, czekając, aż Elian wróci.
Ciszę szybko przerwało znajome, głośne mruczenie.
Futerko podszedł do mnie spokojnym krokiem, ocierając się o moje nogi. Na sam dźwięk jego mruczenia poczułem, jak napięcie powoli opuszcza moje ciało. Bez zastanowienia wziąłem kociaka na ręce i przytuliłem go do siebie, zanurzając palce w jego miękkim futrze.
- Przynajmniej ty jesteś słodziutki i nie śmierdzisz - Zwróciłem się do niego, drapiąc go delikatnie za uchem.
Futerko zamruczał jeszcze głośniej, przymykając oczy z zadowolenia. Po chwili jednak poruszył uszami i spojrzał w stronę drzwi.
Kilka sekund później drzwi uchyliły się powoli. Do pokoju wszedł Elian trzymając w dłoni psa.
 Sądząc po merdającym ogonie i zadowolonym spojrzeniu, był już najedzony i w świetnym humorze.
- Psiak nakarmiony. Może już spokojnie iść spać - Oznajmił z wyraźnym zadowoleniem.
Podszedł do koszyka i ostrożnie ułożył w nim szczeniaka. Przez chwilę przyglądał się mu z takim zachwytem, jakby patrzył na najcudowniejsze stworzenie na świecie.
- Jakie powinienem dać jej imię? - Zapytał bardziej siebie niż mnie, ale chwilę później odwrócił głowę w moją stronę.
Skrzywiłem się lekko.
- Nawet na mnie nie patrz. Nie zamierzam ci w tym pomagać. - Stwierdziłem, nie mając zamiaru się w to bawić.
- Na pewno? - Elian uśmiechnął się zaczepnie. - Masz wyjątkowy talent do wymyślania dziwnych i zabawnych imion. - Westchnąłem przeciągle, czując jak narasta we mnie irytacja. Przez moment udawałem, że wcale nie zamierzam odpowiadać, ale wiedziałem, że nie odpuści. Dla własnego spokoju zacząłem więc przeglądać w myślach pierwsze lepsze propozycje.
- Nie wiem... - Mruknąłem. - Nazwij ją Łapa, Nutka albo Rosa. - Elian zamrugał kilka razy, najwyraźniej naprawdę rozważając moje propozycje.
- Rosa... - Powtórzył cicho, spoglądając na szczeniaka. -W sumie brzmi całkiem ładnie. - Dodał zadowolony.
- To świetnie. Teraz możesz już przestać mnie męczyć. - Przewróciłem oczami przytulając się do poduszki, zamykając oczy aby trochę zignorować Eliana i psa.
Elian tylko cicho się zaśmiał, po czym usiadł obok koszyka. Przez dłuższą chwilę obserwował śpiącego psa z łagodnym uśmiechem, podczas gdy ja próbowałem przekonać samego siebie, że wcale nie zaczynałem przyzwyczajać się do obecności tego małego, hałaśliwego stworzenia.

<Elianie c:>

Od Eliana CD Serathiona

 Mój sen nie trwał jakoś długo, a to wszystko z powodu psa. Mentalnie byłem przygotowany na to, że jako tak mały szczeniak będzie wymagała mnóstwo uwagi i opieki, ale jednak... cóż, trochę to wstawanie mnie bolało. Przynajmniej szybko z tego wyrośnie. 
Otworzyłem oczy niechętnie, dalej czując piasek pod powiekami. Serathion wpatrywał się w psiaka z nienawiścią, miałem wrażenie, że już miał mu za złe na to, że zwierzę nie pozwala mi się wyspać. Jakby robiła to specjalnie. Komunikuje, że czegoś jej brakuje, jak każde małe stworzonko na tym świecie... no, może prawie każde. Na pewno są wyjątki, chociażby owady, gady, płazy... one po prostu się wykluwają, i muszą sobie radzić. 
– Na pewno nie chcesz jej oddać? Wysypiałbyś się normalnie – zaproponował z nutką nadziei w głosie, że być może się zgodzę na ten jego pomysł. 
– Myślę, że jakoś to przetrwam. To tylko pies, parę tygodni i z tego wyrośnie – wymamrotałem, przecierając oczy. 
– A mógłbyś sobie oszczędzić problemu... – mruknął pod nosem, pusząc policzki. 
– Taki problem to żaden problem – powiedziałem całkowicie szczerze. Byłem świadom tych wszystkich obowiązków, jakie się z nią wiążą, kiedy tylko wziąłem ją na ręce. W przeciwieństwie do Serathiona, kiedy ten przynosił mi kota, miał się nim zajmować, i co? Dalej większość rzeczy z nim związanych jest na mojej głowie. 
Mała próbowała usilnie wyjść z koszyczka, czym trochę speszyła Futerko, który już uciekł. Trochę rozbawiony jej nieporadnymi probami podszedłem do niej z uśmiechem i wziąłem ją na ręce. 
– Dzień dobry. A kto tutaj otworzył ślepka? – powiedziałem do niej łagodnie, obserwując jej oczy. Miały niecodzienną barwę, były całe niebieskie, z czego jej lewe oczko miało przy źrenicy brązową plamkę. Ciekawe, czy jej się to zmieni, czy też jednak takie już zostaną. – Śliczne są. Już, dostaniesz zaraz swoje mleko. 
– Chwila, chwila. Ty tak schodzisz na dół? – głos Serathiona dotarł do mnie, kiedy już położyłem dłoń na klamce. 
– No tak. Dlaczego mam nie schodzić? Przecież tutaj dla niej mleka nie mam – zauważyłem, odwracając się w jego stronę. 
– A może najpierw byś się ubrał? – spojrzał na mnie wymownie, a ja spojrzałem w dół. Nie rozumiem, o co mu chodziło, przecież byłem w swoim stroju do spania w gospodach, czyli luźnych spodniach. Czego on jeszcze chciał? 
– No jestem ubrany przecież – zauważyłem, trochę nie rozumiejąc, o co mu chodzi. A może byłem po prostu za bardzo zaspany i jeszcze nie myślałem? 
– W samych gaciach na dół nie zejdziesz, nie ma opcji – odparł niezadowolony, rzucając w moją stronę koszulę, którą ledwo złapałem. W końcu, miałem trochę zajęte ręce. 
– A co ta koszula zmienia w moim wyglądzie? – spytałem, na chwilę kładąc sunię na podłodze, by jedynie narzucić koszulę na ramiona. Po co w końcu mam ją zapinać? 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Elian udał się do jadalni, a ja szczerze miałem nadzieję, że znajdzie tam śniadanie, którego tak bardzo potrzebował. Czułem emanującą od niego energię i nie miałem wątpliwości, był głodny. Jako jego partner powinienem się nim zaopiekować, nawet jeśli czasami trudno było mi to okazywać wprost.
Gdy wygoniłem go z pokoju, usiadłem ciężko w fotelu i zacząłem wyczekiwać jego powrotu. Od czasu do czasu zerkałem na zwierzaki śpiące w koszyku, wtulone ciasno w siebie, jakby cały świat poza nimi przestał istnieć. Obserwowałem je jedynie z daleka, nie chcąc po pierwsze ich obudzić, a po drugie, uniknąć pisków psa.
To, że akceptowałem jego obecność, nie oznaczało jeszcze, że go polubiłem. Nie lubiłem go i szczerze wątpiłem, by miało się to kiedykolwiek zmienić. Obiecałem jednak Elianowi, że będę miły i tolerancyjny. Zaznaczyłem przy tym wyraźnie, że nie zamierzam pomagać przy opiece nad nim, a raczej nad nią. Chciałem, żeby był świadomy tego faktu od samego początku. 
Tłumaczyłem mu to już wcześniej. Wyjaśniłem sytuację i swoje stanowisko. Jeśli nie chciał, żebym niepotrzebnie się złościł, powinien to uszanować i nie naciskać, bym zajmował się psem. Zresztą sam Elian zdawał się to rozumieć. Widać było po nim, że nie zamierza mnie do niczego zmuszać. Chciał jedynie, abym zaakceptował jego obecność nic więcej.
A ja… z całej dobroci swojego serca mogłem zrobić właśnie tyle i może aż tyle.
Elian wrócił do mnie. Od razu zauważyłem, że tym razem był już najedzony, a właśnie to miało dla mnie największe znaczenie. Widok, że nie jest już głodny ani wyczerpany z walki o przetrwanie, przyniósł mi cichą ulgę.
Wiedziałem jednak, że był skrajnie zmęczony. Każdy jego ruch wydawał się cięższy niż zwykle, jakby ostatnie godziny odebrały mu resztki sił. Postanowiłem więc trochę mu pomóc.
Przygotowałem dla niego ciepłą kąpiel, mając nadzieję, że choć odrobinę zmyje z niego zmęczenie. A nawet więcej, pomogłem mu się wykąpać, delikatnie i bez pośpiechu, tak aby mógł szybciej trafić do łóżka. Chciałem, by był czysty, pachnący i przede wszystkim najedzony. Żeby choć przez jedną noc nie musiał myśleć o niczym więcej.
Gdy wszystko było już gotowe, Elian położył się do łóżka. Wyglądał na wyczerpanego, lecz spokojniejszego niż wcześniej.
- Dobranoc - Zwróciłem się do niego cicho.
Mimo zmęczenia przyciągnął mnie lekko do siebie. Zanim zamknął oczy, zerknął jeszcze w stronę koszyka, w którym spał mały piesek, jakby upewniał się, że i jemu niczego nie brakuje.
Nie skomentowałem tego. Jedynie przymknąłem oczy i pozwoliłem sobie zostać przy nim.
Sen nigdy nie miał nadejść dla mnie, nie był mi dany ani potrzebny. Wiedziałem jednak, że dzięki mojej obecności Elian będzie mógł zasnąć spokojnie. I to w tamtej chwili było wystarczające.

<Elianie? C:>

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa ciężko westchnąłem. Nie chciałem jeść. Chciałem umyć się z tej obrzydliwie śmierdzącej, wampirzej krwi i pójść spać. No bo czy po kąpieli będę miał siłę, by zejść na dół i coś zjeść? Albo odwrotnie, czy jak wrócę z pełnym brzuchem, znajdę w sobie siły, by pójść się umyć? Z dwojga złego już wolę do tego łóżka wejść z pustym brzuchem niż czysty.
– Najpierw muszę się umyć – mruknąłem niechętnie, chcąc iść w stronę łazienki, ale przejście zablokował mi Serathion. 
– Ja już znam to twoje „muszę się umyć“. Umyjesz się, owszem. I pójdziesz prosto do łóżka, bo gorąca woda cię zbyt rozleniwi. I znów będziesz kolejne godziny bez jedzenia. Dlatego w tej chwili idź na dół, zjedz porządne śniadanie, i dopiero tu później wrócisz – zasugerował, na co zmarszczyłem brwi. Nie podobał mi się ton, jakim się do mnie odzywał. Przepraszam bardzo. Ale co ja takiego zrobiłem mu, że do mnie tak mówi? Chcę po prostu miło dla niego pachnieć. I dla siebie zresztą też. 
– Jak wrócę obżarty, to nie będę miał siły się umyć – mruknąłem niechętnie. Pusząc policzki. 
– To ja już cię przypilnuję, byś się umył. Zresztą, w twoim przypadku już ci i tak nic nie pomoże, bo zaraz zaczniesz cu... śmierdzieć tym psem – niego ugrzecznił swoje słowa, chociaż i tak były niemiłe. 
– To nawet tym bardziej dla niej muszę się umyć. Nie chcę, by od najmniejszego musiała wąchać zapach śmierci – przyznałem cicho, zerkając na spokojnie śpiącą się wiklinowym koszyczku sunię, wtuloną w ciało Futerko. Ponoć jak tylko opuściłem gospodę, nie dało się jej uspokoić. Dopiero właśnie jak kociak zajął miejsce obok, zaczęła stopniowo się wyciszać. Mała atencjuszka, musi mieć kogoś obok, bo inaczej oszaleje. – Poza tym, pościel prześmierdnie. A taka ładna pachnąca jest, i świeża. 
– Na dół jeść – powtórzył, a ja wiedziałem, że nie mam wyjścia. Przecież on mi żyć nie da. Tylko niech się później nie dziwi, że tak i niego dbam i pilnuję, by na pewno coś zjadł. Najlepiej to mnie, i dlatego tak bardzo nie podoba mi się to, że tak często mi odmawia. 
Tak jak chciał, zszedłem w końcu na dół. Słońce dopiero co wstało, więc ku mojemu zadowoleniu ludzi nie było dużo. Uśmiechnąłem się do gospodyni na tyle ładnie, na ile mi pozwalał mój stan, i poprosiłem ją o lekkie śniadanie. Jak ten żołądek nie będzie aż tak pełen, no to jakoś łatwiej będzie mi się zmusić do tej kąpieli. No i Serathion nie będzie mógł być na mnie zły, bo coś w końcu zjem. Myślę, że taka jajecznica ze świeżo upieczony chlebem będzie w sam raz, bo to właśnie było dzisiaj na śniadanie... A przynajmniej była to jedyna pozycja, która wydawała mnie się całkowicie nie zapchać. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Musiałem więc grzecznie na niego poczekać. Nie chciałem, by jego zleceniodawca doszedł do wniosku, że wspólnie zabiliśmy wampira. W końcu ja nie miałem z tym nic wspólnego… przynajmniej oficjalnie. Jedynie skupiłem uwagę bestii na sobie, podczas gdy to Elian zadał ostateczny cios i unicestwił potwora.
Oparłem się spokojnie o chłodną, kamienną ścianę katakumb, wsłuchując się w ciszę, którą od czasu do czasu przerywał jedynie odległy dźwięk kapiącej wody. Czekałem na jego powrót, pozwalając sobie na krótką chwilę wytchnienia po całej tej nocy.
Na szczęście nie musiałem czekać długo.
Elian wrócił szybkim krokiem, a przy jego pasie kołysał się ciężki, ładnie wypchany mieszek złota. Widok ten wywołał na moich ustach lekki uśmiech. Dobrze, że został nagrodzony. Potrzebowaliśmy pieniędzy, niezależnie od tego, czy mieliśmy zostać tutaj na dłużej, czy znów ruszyć w drogę. Ktoś przecież musiał utrzymać naszą małą, osobliwą rodzinkę.
Elian schował mieszek pod płaszczem, po czym bez słowa ujął moją dłoń i delikatnie pociągnął mnie ku wyjściu z katakumb.
Podczas drogi nie musieliśmy rozmawiać.
Cisza między nami nigdy nie była niezręczna. Wręcz przeciwnie, dawała ukojenie. Wystarczała sama obecność drugiej osoby, ciepło dłoni i świadomość, że po wszystkim wciąż jesteśmy razem.
Tak więc tylko my dwoje przemierzaliśmy uśpione uliczki dworu, spokojnie kierując się ku gospodzie. Powietrze było chłodne, a noc powoli ustępowała nadchodzącemu świtowi.
Do gospody dotarliśmy dosłownie w ostatniej chwili, nim pierwsze promienie słońca wyłoniły się zza horyzontu.
Elian niemal natychmiast zaciągnął mnie do naszego pokoju. Po drodze zabrał jeszcze nasze zwierzaki od gospodyni, dziękując jej za pomoc...
A gdy tylko znaleźliśmy się w środku naszego pokoju, zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie na krótką chwilę, jakby dopiero teraz pozwalał sobie odetchnąć.
Spojrzałem na niego uważnie.
Mimo zmęczenia nadal próbował zachowywać się tak, jakby wszystko było w porządku.
- Wyglądasz na głodnego. Nie napiłeś się na zewnątrz? - Zapytał cicho, a w jego głosie pobrzmiewała szczera troska, a jednocześnie niepokój, bo przecież mogłem dotknąć innego mężczyznę, czego on bardzo by nie chciał.
I oczywiście martwił się o mnie.
A on? Co z nim? Czy naprawdę uważał, że nie widzę jego zmęczenia? Że nie dostrzegam cieni pod oczami i tego, jak ledwo trzyma się na nogach? Sam był głodny i wyczerpany, a mimo to znów myślał wyłącznie o mnie.
Westchnąłem cicho z odrobiną irytacji.
- Ja? A na siebie patrzyłeś? - Odpowiedziałem, unosząc brew. - To ty nic nie jadłeś przez cały dzień. Musisz to nadrobić i to jak najszybciej. Zjesz, odpoczniesz… a dopiero później ja będę mógł napić się twojej krwi. Na razie nic mi nie będzie. Wytrzymam bez jedzenia. - Dla podkreślenia swoich słów pochyliłem się i pocałowałem go lekko w policzek.
Elian spuścił wzrok.
- Ale ja… - Nie pozwoliłem mu dokończyć.
Posłałem mu tak poważne spojrzenie, że natychmiast zamilkł.
- Milcz i idź coś zjeść - Burknąłem, kierując go w stronę drzwi.
Może brzmiałem szorstko, ale tylko dlatego, że się martwiłem. Niech zje. Niech odpocznie. Resztą zajmę się ja. Aby chociaż trochę go odciążyć..

<Elianie? C:>

niedziela, 31 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Szczerze, to było mi obojętne, czy udam się do kapitana straży sam czy z Serathionem. Trochę, bo nie wiem, jak zareaguje na dwie osoby. Mógłby stwierdzić, że da mniejszą nagrodę, no bo we dwóch na pewno nam było łatwiej pokonać wampira, więc i pracy było mniej, zagrożenie mniejsze... Ludzie potrafią znaleźć naprawdę każdą wymówkę, by tylko nie zapłacić mi pełnej kwoty. W większych miastach jakoś prędzej wypłacali obiecane kwoty, i nic dziwnego. Podnoszą podatek, ludzie marudzą, ale płacą, skarbiec miasta nie ucierpi. Gorzej sprawy mają się na wsi. Co prawda, ciężej tam o wampira... raz zdarzył mi się przypadek wampira, co regularnie szukał pożywienia w kilku wiosek na raz. Po jego zabiciu z każdej wiosek trochę grosza dostałem więc suma summarum coś się uzbierało, ale też za specjalnie dużo tego nie było. 
– Nie przeszkadza mi to, ale nie wiem, czy to dobry pomysł. Jeśli zobaczą nas dwóch, nagroda może być mniejsza, bo przecież lepiej sobie poradziliśmy – wyjaśniłem, patrząc w kierunku koszar. Światło w gabinecie kapitana jeszcze się świeciło. To dobrze. Nie chciałbym zabierać ze sobą tej głowy do gospody. Nie dość, że śmierdzi, to i brudzi wszystko krwią. Fuj. 
– Więc ci potowarzyszę, ale nie wejdę tam, gdzie tam musisz wejść. Poczekam na ciebie. Nie chcę się rozdzielać – odpowiedział. Nie chce się rozdzielać... No i co ja mam z nim zrobić? 
– W porządku. Daleko nie mamy – odpowiedziałem, zdejmując ze swoich ramion płaszcz i narzucając go na te jego. Ja jeszcze miałem na sobie skórzaną kurtkę, rękawice, jakoś to przeżyję. A on? Jak wyszedł, nic nie założył, był w jedwabnej koszuli i przylegających spodniach. Na taki ubiór było jeszcze za wcześnie. 
– Nie przesadzasz? Nie czuję zimna, zapomniałeś? – powiedział, już chcąc mi oddać płaszcz, przed czym go powstrzymałem. 
– Ale ludzie czują. A przecież jesteś człowiekiem, prawda? – odpowiedziałem, zakładając jeszcze kaptur na jego głowę z powodu chłodnego wiatru. – Musisz pamiętać o takich szczegółach. Na jego trop trafiłem, bo kilku ludzi wspomniało o zaniedbanym, zbyt lekko ubranym mężczyźnie. Nie chcę, by zaraz też zaczęli o coś podejrzewać ciebie – dodałem cicho, splatając nasze palce. 
– Aż tak ludzie zwracają uwagę na innych? – spytał, idąc grzecznie przy moim boku. 
– Najbardziej na tych wyróżniających się. Jesteś bardzo atrakcyjny, więc już zawieszą oko. A jak jeszcze będziesz bez żadnego okrycia wierzchniego, to zostaniesz w ich pamięci jako ten ładny chłopiec zbyt lekko ubranym. Takie coś dzisiaj też słyszałem, ale pojawiało się znacznie rzadziej. Albo więc niewielu ludziom się pokazałeś, albo smród jakoś bardziej im się zakorzenił w pamięci. 
Serathion nic nie powiedział. Pokrążył się we własnych myślach, a ja mu na to pozwoliłem. Wiem, że wśród ludzi za wiele czasu nie spędził, dalej się uczył, ale powinien się bardziej ostrożny. Zawsze. Jeden najmniejszy błąd, i wszystko może być stracone. 
– Jesteśmy na miejscu. Odwiedzę kapitana, i później możemy wracać do karczmy – odpowiedziałem, zatrzymując się i całując go w czubek czoło. 
– Świetnie. Najwyższa pora, byś coś zjadł – odpowiedział, uśmiechając się delikatnie. 
– Wiesz, jakoś bardzo nie... 
– Lepiej, żebyś mi nie powiedział, że nie jesteś głodny – odpowiedział, mrużąc gniewnie oczy. – Zbyt długo nie jadłeś i masz coś zjeść. Koniec kropka. 
– Ja może już po prostu pójdę – powiedziałem, odsuwając się od niego. Nie odpuści mi, niestety. Do tego jedzenia troszkę się będę musiał przymusić. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

To było dziwne. Przeprosił mnie, choć przecież sam również ponosiłem część winy za to, co się wydarzyło. Może więc i ja powinienem przeprosić? Chyba tak. W końcu obaj byliśmy odpowiedzialni za tę sytuację.
- Ja też przepraszam - Odezwałem się po chwili milczenia. - Zachowałem się niewłaściwie, złoszcząc się na ciebie z powodu psa, którego nie chciałem. Powiedziałem ci o tym otwarcie, a ty mimo wszystko zdecydowałeś się go przygarnąć. Mam wrażenie, że czasami mnie nie słuchasz… a tak nie powinno być. - Mówiłem spokojnie, ale szczerze. Chciałem, żeby naprawdę zrozumiał, co czuję i jak widzę całą tę sytuację.
Spuścił wzrok i przez moment milczał, jakby dobierał odpowiednie słowa.
- Przepraszam - Powiedział w końcu cicho. - Ja po prostu… zawsze marzyłem o psie. A teraz po raz pierwszy mam szansę go mieć. Nie chciałem cię zranić ani sprawić, żebyś poczuł się pominięty. - W jego głosie było tyle szczerości i skruchy, że trudno było mi dalej się gniewać. Widziałem, jak bardzo mu na tym zależy.
Westchnąłem myśląc o tym małym kundelku którego chyba będę musiał zaakceptować.
- Dobrze - Odpowiedziałem w końcu. - Niech zostanie z nami. - Na jego twarzy pojawiła się ulga, ale zanim zdążył coś powiedzieć, uniosłem dłoń.- Ale chcę, żebyśmy jasno ustalili jedną rzecz - Dodałem stanowczo. - To ty bierzesz za niego odpowiedzialność. Mogę pomóc przy kocie i koniu, ale pies jest wyłącznie twój. Karmienie, spacery, opieka… wszystko spoczywa na tobie. - Powiedziałem to spokojnie, bez złośliwości czy pretensji. Chciałem jedynie, żeby moje słowa wybrzmiały jasno i szczerze.
Przez chwilę patrzył na mnie w ciszy, po czym lekko się uśmiechnął i skinął głową.
- Rozumiem - Odparł.- I dziękuję. Naprawdę. - Atmosfera między nami powoli zaczęła się rozluźniać. Konflikt nie zniknął całkowicie, ale po raz pierwszy od dłuższego czasu miałem wrażenie, że naprawdę się usłyszeliśmy.
Elian schylił się nad martwym wampirem i chwycił jego głowę, najwyraźniej zamierzając zabrać ją jako trofeum dla swojego zleceniodawcy.
- Wracajmy, póki nie zastał nas dzień - Poprosił.
Bez słowa sprzeciwu ruszyłem za nim. Byłem zmęczony i marzyłem już tylko o powrocie. Chciałem znaleźć się w pokoju, gdzie Elian będzie mógł odpocząć, a ja po prostu zostać przy nim. Nie potrzebowałem niczego więcej, sama jego obecność i wspólnie spędzony czas, nawet w tak zwyczajny sposób, wydawały się wystarczające.
Mój partner postanowił się ze mną rozdzielić, każąc mi wrócić do pokoju. Sam zaś, jak twierdził, chciał jeszcze udać się do swojego zleceniodawcy, by odebrać zapłatę za zabicie wampira.
Miałem tylko nadzieję, że pieniądze, które miał za niego dostać, nie okażą się marnymi groszami. Ludzie, przynajmniej z tego, co zdążyłem zauważyć, mieli dziwną skłonność do oszukiwania się nawzajem. Obiecywali jedno, a dawali coś zupełnie innego, nie widząc w tym niczego złego. Dlatego wcale nie zdziwiłbym się, gdyby Elianowi przyrzeczono sowitą nagrodę, a ostatecznie wręczono jedynie nędzną namiastkę zapłaty.
Spojrzałem na niego z lekkim niepokojem.
- Jesteś pewien? - Zapytałem. - Wiesz, mogę pójść z tobą. Słońce jeszcze nie wzeszło, więc nic nie powinno mi grozić. - Nie miałem żadnego problemu z tym, by załatwić tę sprawę razem. Wręcz przeciwnie, po wszystkim, co wydarzyło się tej nocy, niespecjalnie podobała mi się myśl o rozdzielaniu się.

<Elianie? C:> 

sobota, 30 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie spodziewałem się, że tak szybko natknę na mój cel, którego to istnienia nawet nie byłem pewien. A jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że wraz z nim dostrzegłem Serathiona. Nie byli pogrążeni jednak w przyjacielskiej rozmowie. Już z daleka było widać, jak mięśnie w ciele jednego jak i drugiego są napięte, gotowe w każdej chwili do ataku. W tej chwili rad byłem z tego, że mój zapach jest tak bardzo podobny do zapachu Serathiona, dzięki czemu mnie nie wykrywał. I że jeszcze Serathion go zagadywał... 
To będzie szybka robota. Dobrze, że wszystko, co musiałem, to go zabić, nie złapać. Jeśli zbliżę się odpowiednio blisko, będzie to jedno cięcie, może dwa. A jak na razie mój cel był całkowicie pochłonięty Serathionem, oburzony słowami, jakie do niego kierował. Wampiry mają strasznie kruche ego, każdy jeden, z Serathionem na czele. 
Nie wykonywałem żadnych gwałtownych ruchów. Podchodziłem do wampira spokojnie, krok po kroku. A kiedy tulko znalazłem się odpowiednio blisko, wyciągnąłem srebrne ostrze z pochwy. Wrogi wampir odwrócił się do mnie w momencie, w którym miecz oddzielił gładko jego głowę od karku. Krew bryznęła na moją twarz, na co się lekko skrzywiłem. Na wszystkich bogów, jak on śmierdział. Różne wampiry spotykałem, różne zapachy wydzielały, ale to? Obrzydliwość. 
– Szybko ci poszło – rzucił lekko Serathion, podchodząc do truchła. Normalnie walka ta byłaby dłuższa... ale że miałem taką okazję, czemu miałem z niej nie skorzystać? Im łatwiejsze polowanie, tym lepiej dla mnie. 
– Nic ci nie jest? – spytałem, wycierając rękawem krew z twarzy. 
– A co by mi miało być? Nawet mnie nie drasnął – odparł, nie do końca rozumiejąc mojego pytania. 
– Nie teraz. Wcześniej. Za dnia ani razu nie byłeś w pokoju, martwiłem się – przyznałem, od razu skracając dystans pomiędzy nami. Położyłem dłoń na jego policzku, gładząc go ost izbie. Wydawał się być całkowicie w porządku. Żadnych oparzeń, czy innych ran... To dobrze. Nie darowałbym sobie, gdyby coś mu się stało. – Przepraszam. Zachowałem się wcześniej jak idiota. Przestraszyło mnie to, że mogę ci przestać wystarczać i znajdziesz sobie kogoś, kto będzie spełniał wszystkie twoje potrzeby. Zdenerwował mnie też twój tekst o tym, że ugryziesz kogoś innego. Nie chcę, żebyś gryzł innych, kiedy to nie jest wymagane. To jest dla mnie zbyt intymny akt – powiedziałem wszystko, co tylko siedziałonni na sercu przez te kilka godzin. W końcu, jak nie teraz, to kiedy. 
Serathion wpatrywał się mnie zaskoczony jeszcze przez kilka chwil, jakby nie wierzył w to, co właśnie usłyszał.
– I tak po prostu... mnie przepraszasz? – spytał, wyraźnie w to niedowierzając. 
– No tak. Postąpiłem głupio, pozwoliłem, by zmęczenie i zirytowanie wzielonnade mną górę, więc za swoje czyny muszę wziąć odpowiedzialność. I teraz wszystko, co mi pozostało, to prosić cię o wybaczenie – wyjaśniłem bez żadnego zająknięcia, wpatrując się w niego ze skruchą i nadzieją, że jeszcze nie wszystko między nami stracone. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Chodziłem bez większego celu, włócząc się tu i tam, obserwując wszystko i wszystkich wokół siebie. Wsłuchiwałem się w urywki rozmów, odgłosy miasta i przypadkowe dźwięki życia toczącego się obok mnie. Robiłem to właściwie tylko po to, żeby zabić czas i nie dopuścić do siebie myśli, które od dłuższego czasu działały mi na nerwy.
Bo kiedy nie jestem rozdrażniony, staję się spokojniejszy. A spokojniejsza wersja mnie nie wybucha bez powodu agresją ani złością. Nie rzuca słowami, których później trzeba żałować.
A ja… szczerze mówiąc, trochę żałowałem tego, co się wydarzyło.
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od głupiego psa.
Westchnąłem cicho, przeczesując dłonią włosy. Nieważne, jak bardzo próbowałem odsunąć od siebie tamtą sytuację, wracała uparcie, drażniąc mnie bardziej niż chciałem przyznać.
W końcu postanowiłem wrócić do pokoju. Sam nie wiedziałem, co mną kierowało. Może chciałem porozmawiać z Elianem a może po prostu miałem już dość samotnego błąkania się i udawania, że wszystko jest w porządku.
Nie zdążyłem jednak zrobić wielu kroków.
Zapach.
Zatrzymałem się niemal odruchowo.
Wampir.
Nieznany mi wampir.
To akurat było zaskakujące. Nie spodziewałem się, że już pierwszego dnia po naszym przybyciu będę miał okazję spotkać kogokolwiek z ich gatunku. Zwłaszcza tutaj.
Zapach był wyraźny ciężki, metaliczny, podszyty czymś niepokojącym.
Krwią.
I to nie świeżą krwią ofiary polowania. Nie.
To był odór śmierci i okrucieństwa, który znałem aż za dobrze.
Jak się okazało, osobnik, którego wyczułem, równie szybko wyczuł mnie. Zamiast jednak zachować dystans, zaczął się zbliżać. Bez pośpiechu. Jakby celowo.
Trochę niepotrzebnie.
Zmrużyłem oczy, obserwując sylwetkę wyłaniającą się z półmroku.
Nie wiedziałem, co próbował udowodnić. Co chciał sprawdzić. A może po prostu był wystarczająco bezczelny albo głupi, żeby wejść mi w drogę.
Zatrzymał się dokładnie tam, gdzie nie powinien.
W oddali dostrzegłem Eliana. Wszystko wskazywało na to, że dostał zlecenie właśnie na tego wampira. Nie było w tym nic dziwnego, ten śmierdział krwią tak mocno, że nawet człowiek mógłby wyczuć, że coś jest nie tak. Nie zabijał z głodu.
Zabijał dla zabawy.
A wampiry, które atakowały ludzi dla własnej przyjemności, prędzej czy później zawsze przyciągały łowców.
Spojrzałem na niego chłodno.
- A ty kłopotów szukasz? - Zapytałem spokojnie, choć napięcie już powoli rozchodziło się po całym moim ciele.
- Kłopotów? - Parsknąłem cicho, a na mojej twarzy pojawił się cień drwiącego uśmiechu. - To ty pojawiłeś się na mojej drodze - Przez moment mierzyliśmy się spojrzeniami. - Poza tym myślisz, że to twoja ziemia, bo co? Kupiłeś ją może - Kolejny głupiec.
Ilu już takich spotkałem? Wampirów przekonanych, że kilka ulic, las czy opuszczone ruiny czynią z nich królów własnych małych królestw. Jakby sama obecność i rozlana krew dawały im prawo własności.
Prychnąłem pod nosem, gdy wampir zmrużył oczy.
Celowo przeciągałem rozmowę. Każde słowo było tylko zasłoną, cienką warstwą pozornej prowokacji, pod którą kryło się coś znacznie ważniejszego.
Czas.
Wiedziałem, że w tym samym momencie mój partner powoli skraca dystans. Ostrożnie. Bez zbędnego hałasu. Im dłużej tamten skupiał uwagę na mnie i swoim urażonym ego, tym łatwiejszym stawał się celem.
A ten typ wyglądał na kogoś, kto własną dumę stawiał wyżej niż instynkt przetrwania.
Nie spuszczałem z niego wzroku.
- Wiesz - Dodałem chłodno - Zawsze fascynowali mnie tacy jak ty. Rozlewacie krew, straszycie ludzi i nagle zaczyna wam się wydawać, że kilka przecznic należy do was. - Uśmiechnąłem się lekko, choć w uśmiechu nie było ani odrobiny ciepła. - Naprawdę urocze złudzenie. - Westchnąłem rozbawiony.

<Elianie? C:>