Widziałem, jak Serathion był zdenerwowany, pomimo tego, że starałem się zachowywać wzorcowo i ignorowałem chłopaka, który usilnie próbował jakoś zdobyć moją uwagę. Być może byłbym dla niego trochę milszy, gdybym nie wiedział, kim jest. Bycie sukkubem skutecznie go dyskwalifikowało z potencjalnego kręgu moich znajomości, zwłaszcza, że chyba faktycznie próbował mnie poderwać. Zauważyłem też, że zanim poszedł, usilnie przyglądał się moim dłoniom, jakby coś dostrzegł, a mnie się to bardzo nie spodobało. Co, jak się domyślił, że jego urok nie działa, bo mam ochronę? Muszę bacznie pilnować swojej biżuterii. Wystarczy, że zgubię jeden z pierścieni, i będzie miał ułatwione zadanie. Nie wiem, jak silny potrafi być urok sukkuba i szczerze, nie chcę się dowiadywać. Dobrze mi tak, jak jest.
– Hej – chwyciłem jego dłoń, by w końcu mógł skupić się tylko na mnie. – Możesz przestać się na niego patrzeć? Bo zacznę odnosić wrażenie, że zaczyna ci się podobać – żartowałem, by rozluźnić atmosferę. I oj, jaku to był błąd. Ostre spojrzenie Serathiona uświadomiło mnie w tym aż za dobrze.
– Ten wypindrzony laluś? A w życiu. Poza tym, smakowałby paskudnie, siarką. Obrzydlistwo – prychnął, a takiej pogardy w jego głosie to ja jeszcze nie słyszałem. – Za to podoba się tobie. Musi się podobać, skoro to ciebie sobie upatrzył. I w ogóle nic nie mamy ze sobą wspólnego – prychnął, a ja trochę nie wiem, czy był zły na mnie, czy na tego chłopaka, czy na nas obu na raz. Lepiej jak najszybciej zjem te naleśniki i wyprowadzę go stąd. I jeszcze zwierzaki. Muszę nakarmić Rosę, która na razie była wyjątkowo spokojna. Chyba już poznaje mój zapach, i dobrze się mu kojarzy.
– Ja tam widzę podobieństwo między nami – powiedziałem ostrożnie, chociaż czułem, że stąpam po cienkim lodzie. No ale jakoś go chyba udobruchać muszę. Nie chcę, by myślał, że nie jest w moim typie. Tak właściwie, sam nie wiem, jaki mam „typ“. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Czasem przemknęło mi przez myśl, że ktoś ma ładny uśmiech, albo piękne oczy, ale nie skupiałem się bardzo na tym, co podoba mi się najbardziej. Jeżeli ten cały... Lucerion skupiał się na mnie, i na moich cichych pragnieniach, to sam jestem nimi zaskoczony. Nigdy nie sądziłem, że mój typ to drobny blondynek o ciepłych, zielonych oczach.
– Tak? A jakie niby? – spytał jadowicie, mrużąc oczy. Chyba już mogłem sobie kopać grób.
– Cóż... oboje wyglądacie młodo. Uroczo. Macie podobną sylwetkę. I też uśmiechasz się bardzo często w ten sam sposób, co on – powiedziałem spokojnie i bardzo, bardzo ostrożnie. – Zresztą, jakie to ma znaczenie? Patrzę się na ciebie, nie na niego. To z tobą chcę się kochać, nie z nim. Kocham cię, i żadne uroki na mnie nie zadziałają – dodałem, uśmiechając się do niego łagodnie. Nieważne, jaki wygląd podświadomie wolę, to zawsze Serathion będzie dla mnie najpiękniejszy.
<Różyczko? c:>