środa, 20 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Słysząc jego słowa oczami wyobraźni już widziałem, jak Serathion cały nasz pobyt tam spędza w namiocie. Byłby przeszczęśliwy, a mi to nie robiło żadnej różnicy. Póki byłoby ciepło, mógłbym spędzić ten czas pod namiotem. 
– A czemu nie? Gdyby było ciepło... co to byłby za problem? – powiedziałem poważnym tonem, chociaż w rzeczywistości sobie żartowałem. On by się prędzej za przeproszeniem zesrał niż ze mną spędził tak długi czas w namiocie. Wyraźnie dał mi znać, że on sobie tego nie wyobraża. 
– No chyba cię pogrzało. Gdzie ja się wykąpię bez mojego olejku? Skąd wino wezmę? A jak będę sobie chciał nagi pochodzić to co? Mam się przejść nago po plaży? – tak się oburzył, że nawet koń potrząsnął łbem, cicho rżąc. 
– Domyślam się, że nie byłbyś zachwycony – zaśmiałem się cicho. – Jeszcze nie wiem. Wiesz, nie musimy się zatrzymywać w jednym mieście, możemy podróżować wybrzeżem. Jest tam kilka miejscowości, możliwości trochę mamy. 
– Oj nie, po tak długiej podróży chcę gdzieś na chwilę odsapnąć – odparł, przez co musiałem się zastanowić chwilę. 
– Rozumiem... cóż, zawsze możemy wynająć pokój na miesiąc. Ewentualnie jakąś chatkę by udało się wynająć...? Ale na to pewnie będą potrzebne pieniądze. Dużo pieniędzy. Wiele zależeć będzie od tego, ile uda mi się pieniędzy zebrać – odpowiedziałem już tym razem nieco bardziej poważnie. Tak właściwie, wielkiego planu na pobyt nad morzem nie miałem. Było na to za wcześnie. Jak będziemy bliżej, będę wiedzieć więcej... 
– Wiesz, że zawsze mogę się uśmiechnąć i albo zdobyć więcej pieniędzy, albo zniżkę uzyskać... – zaproponował, ale pokręciłem głową. Nie chciałem iść na łatwiznę aż tak. To byłoby po prostu złe. Wiem, że świat ogólnie jest zły, ale nie daje mi to przyzwolenia, by tak samo źle się zachowywać. W ten sposób nic się nie zmieni. 
– Myślę, że obejdzie się bez tego – odpowiedziałem, co Serathion skomentował głośnym, pełnym frustracji westchnieniem. 
– Dzięki temu moglibyśmy mieć wszystko. Niepotrzebnie się przed tym wzbraniasz – mruknął, pusząc swoje policzki. 
– I czujesz satysfakcję, kiedy dostajesz wszystkiego czego chcesz jedynie wachlując rzęsami? 
– Tak, zwłaszcza, kiedy mogę wejść do balii wypełnionej pachnącą wodą – odparł bez wahania. No tak, jak wszystko do tej pory dostawał, bo ładnie się uśmiechnął, to dalej chce zachować ten prestiż. Ja chcę tylko przeżyć, i może odrobinkę chociaż ten świat naprawić. To diametralna różnica pomiędzy nami. 
– Jakby się miało wszystko na wyciągnięcie ręki, życie straciłoby sens. Nie byłoby do czego dążyć. Nie byłoby marzeń, planów. Byłoby łatwiej, owszem, ale szybko wszystko by cię nudziło – skwitowałem, rozglądając się dookoła. Jak dobrze, że po zmierzchu mało kto podróżował. Jakoś nie miałem szczególnej ochoty na spotkanie nowych ludzi, nawet jeśli miałbym ich po prostu mijać. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Westchnąłem cicho, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. Oczywiście miał rację, wszystko było lepsze od głodówki, a kawałek suchego mięsa chociaż na chwilę potrafił uciszyć pustkę w żołądku. Mimo to nie potrafiłem pozbyć się myśli, że powinniśmy zatrzymać się wcześniej, pozwolić mu odpocząć i zjeść porządną kolację. Dla niego bez wahania upolowałbym dzika, jelenia, sarnę, nawet zająca, jeśli tylko tyle udałoby mi się znaleźć.
- Może kiedyś chodziłeś głodny, ale od dziś już nie musisz. Dopóki jestem obok, zadbam o to, żebyś zawsze miał co jeść… przynajmniej na tyle, na ile potrafię - Wyjaśniłem spokojnie.
Nie mogłem dać mu wykwintnych dań ani stołu uginającego się od jedzenia. Nie mieliśmy pieniędzy, a los odkąd jestem z nim nigdy szczególnie nam nie sprzyjał. Mogłem jednak zdobyć dla niego mięso własnymi rękami, upolować coś, co później sam mógłby przygotować. A może kiedyś wszystko się odmieni. Może nadejdzie dzień, w którym nie będzie już musiał liczyć każdego kawałka chleba.
- Myślę, że dam sobie radę. Dziś, a nawet jutro do wieczora mogę obyć się bez porządnego jedzenia. Naprawdę, suche mięso mi wystarczy. I nie musisz się o mnie aż tak martwić - Zapewnił mnie łagodnie.
Potem pochylił się i musnął ustami mój policzek, jakby chciał uciszyć wszystkie dalsze protesty, zanim jeszcze zdążą paść. Zaraz potem zaczął pakować nasze rzeczy i przygotowywać konia do drogi.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, zatrzymać go choć na chwilę i wrócić do tej rozmowy, ale on uciął temat definitywnie. Nie pozostawił mi miejsca na sprzeciw.
Pomógł mi wsiąść na konia, a chwilę później sam usiadł za mną. Gdy tylko chwycił lejce, lekko popędził wierzchowca i ruszyliśmy dalej przed siebie. Miałem wrażenie, że zrobił to specjalnie, jakby droga i ruch mogły skutecznie zagłuszyć niewygodne słowa.
A co właściwie mogłem zrobić? Nic. Zupełnie nic.
Milczałem więc, czując, że właśnie tego ode mnie oczekiwał. Kłótnia nie miała sensu. Zwłaszcza rozmowa o czymś, o czym on najwyraźniej rozmawiać nie chciał.
Oczywiście nie było możliwości, żebym przez całą drogę nie odezwał się ani słowem. To byłoby do mnie kompletnie niepodobne. Ja po prostu musiałem mówić, albo robić cokolwiek innego, byle tylko nie umrzeć z nudów.
I owszem, mogłem przybrać mniej ludzką formę i lecieć obok konia. Wtedy przynajmniej coś by się wokół mnie działo, wiatr szarpałby skrzydła, a ruch pozwoliłby zająć myśli czymś innym niż ciszą. Jednak nawet to wydawało mi się zbyt nudne. W takiej postaci nie mógłbym swobodnie rozmawiać, a już wystarczająco męczyło mnie milczenie wtedy, gdy on przesypiał całe dnie.
Dlatego westchnąłem przeciągle i oparłem głowę o jego ramię, przez chwilę wsłuchując się jedynie w miarowy stukot końskich kopyt. Cisza ciągnęła się między nami zdecydowanie zbyt długo.
- Wiesz, że jeśli jeszcze chwilę będziemy jechali w kompletnej ciszy, to chyba naprawdę oszaleję? - Mruknąłem w końcu z lekkim rozbawieniem. - Możesz udawać, że temat jedzenia nie istnieje, ale nie licz na to, że nagle stanę się cichy i spokojny. To akurat nigdy ci się nie uda. - Uniósł tylko lekko głowę, a ja miałem dziwne wrażenie, że mimo wszystko ledwo powstrzymywał uśmiech.
- A o czym chcesz porozmawiać? - Zapytał, jak zwykle chcąc abym to ja zaczą jakiś temat..
- Sam nie wiem, chyba nie ma większego znaczenia jaki temat byśmy poruszyli. Chciałbym po prostu aby między nami nie było cicho, chciałbym już zobaczyć może tylko wiesz, zastanawiam się gdzie będziemy tam mieszkać, nie chcę całej przygody nad morzem spędzić w namiocie - Stwierdziłem mówiąc szczerze to co myślę.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Zasnąłem niemalże od razu, trochę zmęczony dzisiejszym dniem. Trochę się dzisiaj w końcu działo, w końcu dwadzieścia cztery godziny temu jeszcze byliśmy w gospodzie, a teraz już jesteśmy bliżej miasta. Pokonaliśmy niemały kawałek, a jeszcze później musiałem się zająć rozłożeniem obozowiska, zwierzakami, i rzeczami Serathiona. Trochę tego było, chyba troszkę miałem prawo być zmęczony. 
Nie obudziłem się sam. Poczułem, że Serathion się rusza, więc i ja otworzyłem oczy. Zauważyłem, jak moja Różyczka wypuszcza nażartego Futerko na zewnątrz. Chociaż on jeden był szczęśliwy... Jak na tak małego kota, sporo tego zająca opierdzielił. Skąd on miał na to wszystko miejsce, nie mam pojęcia. Oby tylko po nim się nie pochorował. 
– Wybacz. Nie chciałem się budzić – odpowiedział Serathion, kiedy zauważył, że już nie śpię. 
– Nic się nie stało – odpowiedziałem, przeciągając się leniwie. Zerknąłem też przy okazji na swoje dłonie, na szczęście palców sobie nie odmroziłem, były już normalnego koloru. Jak strasznie mnie one bolały, kiedy musiałem je wkładać do tej lodowatej wody. Mam nadzieję, że przez długi czas nie będę musiał tego powtarzać. – Już jest zmierzch? 
– Tak. Ale jak jeszcze potrzebujesz się zdrzemnąć... – zaproponował, na co pokręciłem głową i powoli wygramoliłem się z namiotu. Pakując wszystko zdałem sobie sprawę, że jednak brakowało mi tego ciepłego posiłku i byłem głodny. Nie zamierzałem jednak prosić go o upolowanie czegoś. Teraz musieliśmy ruszać. – Na pewno nie chcesz odpocząć? 
– Jak ktoś tu odpoczywać powinien, to ty, bo to ty zostałeś zaatakowany – odpowiedziałem, zerkając na niego z uwagą. Czy krew, którą ostatnio wypił, mu wystarczyła? Nad rankiem znów powinienem go nakarmić, a może nawet wcześniej, zanim wyruszy na polowanie. Bo jeżeli znów go coś zaatakuje, lepiej, by mógł się szybko regenerować. 
– Ze mną wszystko w porządku – potwierdził, zerkając na mnie z uwagą, jakby starał się ze mnie coś wyczytać. Zaraz po tym jednak zaczął mi pomagać z pakowaniem się, dzięki czemu całkiem szybko już byliśmy gotowi do drogi. 
– Ale ty gruby jesteś – powiedziałem do Futerko, kiedy go sadzałem na przodzie siodła tak, by Serathion mógł go trzymać. Chociaż w sumie, po tym zającu to się nie powinienem dziwić. 
– Dużo zjadł tego zająca? – spytał Serathion, drapiąc go za uszkiem. 
– Cóż... wszystko, co najlepsze. Ale faktycznie, trochę sobie pojadł – odpowiedziałem, zasiadając za nim i kierując konia w stronę gościńca. Według moich wyliczeń, jutro jakoś w środku nocy powinniśmy dotrzeć do miasta. 
– Powinniśmy dzisiaj wcześniej się zatrzymać, byś mógł coś sobie do jedzenia przygotować. Słyszę, że jesteś głodny – moja Różyczka mi nie odpuszczała, oczywiście. Nie byłby sobą, gdyby mi odpuścił. 
– Niejednokrotnie byłem znacznie bardziej głodny. Przetrwam kilka godzin jedynie na ususzonym mięsie. To nawet bardziej zapycha niż takie świeże mięso – uspokoiłem go, nie mając problemu z tym jedzeniem, a może raczej niejedzeniem. Było gorzej w moim życiu, zdecydowanie. To... to to jest pikuś. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Siedząc w namiocie, uważnie obejrzałem swoje ciało, chcąc upewnić się, że nie odniosłem żadnych poważniejszych obrażeń. Na szczęście nie wyglądało to źle. Wypiłem wystarczająco dużo krwi mojego partnera poprzedniego dnia, dzięki czemu rany goiły się szybciej, a siły stopniowo wracały do mojego ciała.
Powoli przesuwałem spojrzeniem po skórze znaczonej zaschniętą krwią i śladami walki. Dopiero wtedy zerknąłem na Eliana, który właśnie wszedł do namiotu z miską wody i ścierką. Ostrożnie odsunął materiał wejścia, pilnując, by ani jeden promień słońca nie przedostał się do środka.
- Wszystko w porządku? - Zapytał cicho, obserwując mnie uważnie, gdy zacząłem zmywać z siebie krew, własną i wilkołaka.
- Tak, spokojnie. Jestem cały - Zapewniłem go, posyłając mu delikatny uśmiech.
Wilgotna ścierka przyniosła ulgę lodowatej skórze, a ciepła woda stopniowo usuwała lepki ślad minionej nocy.
- A ty nie miałeś przypadkiem zająć się zającem? - Spytałem po chwili, marszcząc lekko brwi. Dopiero teraz dotarło do mnie, że zamiast pilnować zwierzyny, siedział tutaj ze mną.
Elian westchnął z rozbawieniem.
- Futerko dobrał się do niego pierwszy - Odparł. - A szczerze mówiąc, nie mam wielkiej ochoty zjadać czegoś, co wcześniej przeżuł kot. - Na widok mojego zmartwionego spojrzenia uśmiechnął się łagodnie. Usiadł bliżej i delikatnie położył dłoń na moim policzku. - Nie martw się, Różyczko - Powiedział miękko. - Poradzę sobie. Mam jeszcze trochę suchego mięsa… a poza tym nie jestem głodny. - Przyglądał mi się uważnie, jakby szukał oznak bólu, którego sam nie chciałem pokazać. - Zaraz wrócę - Dodał po chwili.
Ostrożnie opuścił namiot, dbając o to, by nie odsłonić wejścia zbyt szeroko. Słońce było dla mnie zbyt niebezpieczne, a on zdawał się pamiętać o tym lepiej niż ja sam.
Westchnąłem cicho i wróciłem do obmywania ciała. Woda szybko przybrała różowawy odcień, a wraz z kolejnymi śladami krwi znikało też nieprzyjemne uczucie ciężaru po walce. Gdy skończyłem, sięgnąłem po czystą koszulę. Materiał przyjemnie otulił skórę i niemal od razu poczułem się bardziej sobą, mniej jak ofiara nocnego starcia, a bardziej ktoś, kto zdołał je przetrwać.
- Elian, możesz zabrać wodę - Zawołałem, odsuwając się pod ścianę namiotu, by mógł bezpiecznie wejść i zabrać miskę.
Przez krótką chwilę wsłuchiwałem się w odgłos jego kroków za płótnem, czekając na powrót, który z niewiadomego powodu dawał mi więcej spokoju, niż chciałem przed sobą przyznać.
Mój partner zabrał miskę z wodą, a potem zniknął gdzieś na zewnątrz. Minęło niemal pół godziny, może więcej, zanim ponownie usłyszałem jego kroki przy namiocie. Sam nie wiedziałem, co tak długo robił. Przecież powinien odpoczywać po nocy, zamiast kręcić się gdzieś poza moim zasięgiem i zajmować kolejnymi obowiązkami.
Materiał namiotu poruszył się lekko, gdy Elian wszedł do środka, ostrożnie zasłaniając za sobą wejście.
- Już jestem - Odezwał się spokojnie.
Spojrzałem na niego i dopiero wtedy zauważyłem, co trzymał w dłoniach. Mój płaszcz.
Podał mi go ostrożnie. Rozdarcia zostały zszyte tak starannie, jak tylko było to możliwe. Szwy wciąż były widoczne, ale materiał wyglądał znacznie lepiej niż wcześniej.
- Mogłeś zrobić to później. Teraz powinieneś odpoczywać. - Elian jedynie wzruszył lekko ramionami, jakby nie widział w tym nic szczególnego.
- Mogłem. Ale wolałem zrobić to teraz. - Oczywiście, że tak uważał. Zawsze znajdował coś ważniejszego od własnego odpoczynku, a najwyraźniej dziś tym najważniejszym był mój płaszcz.
Elian usiadł na kocu i bez większego wysiłku przyciągnął mnie do siebie, tak blisko, jak tylko było to możliwe. Jego ramiona otuliły mnie szczelnie, a ciepło jego ciała niemal natychmiast przyniosło dziwnie kojące poczucie bezpieczeństwa..
Wtuliłem się w niego ostrożnie, opierając głowę o jego pierś. Przez chwilę słyszałem jedynie spokojny rytm jego oddechu i ciche odgłosy dochodzące spoza namiotu.
Nie chcąc mu przeszkadzać, pozostałem nieruchomo w jego objęciach, pozwalając mu wreszcie odpocząć.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Kiedy bolesne wycie przerwało przyjemną ciszę, odruchowo chwyciłem za swoją kuszę, nasłuchując uważnie. Było to daleko od nas, a jednak zaniepokoiło mnie to. Obawiałem się, że coś zaatakowało Serathiona, nie mam tylko pojęcia, co. Przez chwilę zastanawiałem się, czy za nim nie pójść ale ostatecznie uznałem, że nie był to najlepszy pomysł. Jeśli zostawiłbym zwierzaki sam, zwłaszcza Onyksa, byłby idealnym kąskiem dla wilków i dzikich psów. A Serathion... Serathion przecież potrafi o siebie zadbać. Niedawno jadł, więc powinien być odpowiednio silny. Zerknąłem z niepokojem na horyzont. Bardziej martwiło mnie słońce. W końcu, gdzie by się tu mógł schować...? Żadnych jaskiń i liści w koronach drzew. Miał tylko swój płaszcz. No chyba, że zmieniłby się w nietoperza, i schował się w jakiejś dziupli, a gdyby tak zrobił... cholera, nie wytropiłbym go, bo i jak? Gdybym miał psa... to może byłoby to możliwe. Trzebaby tylko takiego kundelka wyszkolić. Ale też najpierw trzeba go mieć. 
Kiedy do wschodu słońca pozostało kilka minut, Serathion w końcu pojawił się przy mnie, ale widać było na pierwszy rzut oka, że coś było nie tak. Jego ubrania były poszarpane i zakrwawione. Pytanie tylko, czy jego krwią? Czy krwią jego wroga?
– Co się stało? – spytałem, kiedy rzucił w moją stronę upolowanego zająca. 
– Wilkołak. Młody. Słaby, ale zaskoczył mnie szybkością. Jeszcze chwila i wszystko mi się zagoi – powiedział, ukrywając się pod materiałem namiotu. 
– Zdejmij koszulę i płaszcz. Już nie są do odratowania, ale może chociaż trochę zmyję tę krew, by się nie rzucała w oczy aż tak, kiedy dotrzemy do miasta. I zszyję – powiedziałem, zerkając na niebo. Jak późnej będę wracał do namiotu, będę musiał uważać, by nie wpuścić żadnego promyka do środka. 
– A po co? Jeszcze jakieś koszule mam – stwierdził, trochę nie myśląc jak ja. 
– Koszulę mogę spalić, owszem. Ale płaszcz? Nie mam dodatkowego płaszcza dla ciebie, ani żadnej kurtki. A jak wjedziemy do miasta, a ty nie posiadając płaszcza nie masz hipotermii, wzbudzisz podejrzenia. Tam kupię ci nowy, czysty i cały, ale do tej pory będziesz musiał wytrzymać w nim – wyjaśniłem, na co Serathion cicho westchnął, ale podał mi i koszulę, i płaszcz. 
– Tylko uważaj, jak będziesz wchodził, a słońce będzie na niebie – mruknął, zamykając wejście. 
– Będę, spokojnie. Zerknąć na twoją ranę? Może ci użyczyć trochę krwi? Albo przyniosę ci miskę z wodą i gąbką. Trochę się chociaż obmyjesz z tej krwi – zaproponowałem, chcąc mu jak zawsze zapewnić jak największy komfort. 
– Wodę z gąbką poproszę. Nie lubię uczucia zaschniętej krwi na skórze – odpowiedział za materiału. 
Zabrałem się zatem do pracy. Zerknąłem jeszcze ja zająca, którego przyniósł Serathion, ale okazało się, że Futerko już się nim zajął. I jak mam być szczery, nie chciałbym dokańczać resztek po kocie. Zresztą, i tak nie będę miał siły później jeszcze zabrać się za jedzenie. I pranie w lodowatej wodzie, i później tymi zmarzniętymi palcami jeszcze szyć... zdecydowanie będę padnięty. Wpierw jednak musiałem zadbać o moją Różyczkę. Przyniosę mu wodę, żeby zmył krew. A później ogarnę ten płaszcz. Tak, w tej kolejności. 

<Różyczko? c:>

wtorek, 19 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Poszukiwanie zdobyczy problemem nie było. Las o tej porze roku obfitował w drobną zwierzynę, a dla kogoś takiego jak ja odnalezienie tropu było niemal dziecinnie proste. Znacznie bardziej problematyczne okazało się jednak to, co podążało za mną.
Czułem jego zapach wyraźnie ciężki, dziki i przesiąknięty krwią oraz mokrą sierścią. Istota kryjąca się w ciemności nie próbowała nawet zatrzeć swojej obecności. Tak samo jak ja wiedziałem, że mnie śledzi, tak ona doskonale zdawała sobie sprawę, że została odkryta.
Zatrzymałem się i powoli odwróciłem w stronę gęstych krzaków.
- Mógłbyś już przestać się chować? To głupie. I tak wiem, że tam jesteś - Odezwałem się spokojnie.
Przez moment panowała cisza, zakłócana jedynie szelestem liści poruszanych nocnym wiatrem. W końcu z zarośli wyłoniła się masywna sylwetka wilkołaka.
Był spory, choć od razu rozpoznałem jego niedojrzałość. Młody. Bardzo młody. Dla mnie stanowił niewielkie zagrożenie, choć sam najwyraźniej uważał inaczej. Musiał wierzyć, że jest w stanie rzucić wyzwanie wampirowi. Albo był głupi, albo nikt nigdy nie nauczył go ostrożności wobec takich jak ja.
Kiedy wyszedł na blade światło księżyca, zauważyłem pokrywające jego ciało blizny. Niektóre stare i poszarpane, inne świeże, wciąż sączące krew spod skołtunionej sierści. Nie byłem pierwszym drapieżnikiem, który stanął na jego drodze. Ślady po ostrzach i pazurach mówiły same za siebie, ścigali go zarówno ludzie, jak i inne bestie.
A jednak nadal walczył.
To było równie godne podziwu, co bezmyślne.
- Odejdź - Powiedziałem chłodno, nie odrywając od niego wzroku. - Los już wystarczająco cię pokarał. - Wilkołak obnażył kły i wyszedł jeszcze krok do przodu.
- Wchodzisz na mój teren. Nie mogę puścić ci tego płazem - Warknął.
Uniosłem brew, bardziej rozbawiony niż zaniepokojony.
Jego teren?
Nie czułem tu żadnych granic. Żadnych znaków świadczących o tym, że miejsce do kogokolwiek należy. Był samotny i najwyraźniej pomylił samotność z prawem własności.
- Na twój? - Prychnąłem. - Śmiem wątpić. - Przez krótką chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. Powietrze między nami zgęstniało od napięcia.
Potem ryknął.
Rzucił się na mnie gwałtownie, bardziej kierowany gniewem niż rozsądkiem. Ziemia zatrzęsła się pod ciężarem jego łap, a powietrze przeciął świst pazurów.
Nie miałem wyboru.
Uniknąłem pierwszego ataku, pozwalając, by impet poniósł go dalej, lecz był szybszy, niż przypuszczałem. Jego pazury zahaczyły moje ramię, rozrywając materiał płaszcza i ciało pod nim. Ostry ból przeszył bark, a ciepła krew spłynęła po skórze.
Naderwanie.
Nic poważnego.
Byłem wampirem. Takie rany goiły się szybciej powiedziałbym, że jak na psie.
Wilkołak zawrócił i zaatakował ponownie, ciężko dysząc. W jego oczach widziałem desperację, nie walczył dla dominacji ani sławy. Walczył, bo nie znał niczego innego.
Tym razem zakończyłem to szybko.
Uchwyciłem jego łapę, wykorzystując własny ciężar i siłę, po czym jednym gwałtownym ruchem powaliłem bestię na ziemię. Rozległ się głuchy trzask, a wilkołak zawył boleśnie. Nim zdołał się podnieść, moje pazury przecięły jego bok.
Krew trysnęła na wilgotną ziemię.
Bestia zachwiała się i opadła ciężko na łapy.
Jeszcze przez chwilę próbował utrzymać się na nogach, warcząc słabo przez zakrwawiony pysk, lecz życie powoli uchodziło z jego ciała. Jego oczy przygasły, a ciężki oddech z każdą sekundą stawał się płytszy, aż w końcu całkowicie ucichł.
Las ponownie pogrążył się w ciszy. A ja przez chwilę patrzyłem na nieruchome ciało tylko przez moment.
Nie miałem czasu na dłuższe rozmyślania.
Schyliłem się po zająca, którego upolowałem jeszcze przed tym niepotrzebnym spotkaniem, i ruszyłem z powrotem. Ramię pulsowało bólem, ale w tej chwili to nie było najważniejsze, najważniejsze był wschód słońca który powoli nadchodził.

<Elianie? C:>

poniedziałek, 18 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 No... cóż, miał rację. Przyciągałem pecha, o czym wiedział przecież od samego początku. Nigdy tego nie ukrywałem, znał moją przeszłość, mój stan majątkowy, i jednak jest tu dalej. A mógłby sobie oczarować jakiegoś bogatego kreatyna i żyć takim życiem, jak do tej pory. Sam wybrał swój los. 
– Może dlatego, że mam silniejszą aurę – odbiłem piłeczkę, kompletnie tym nie przejęty. Byłem w końcu biedakiem i biedakiem pozostanę. – Aby być bogatym w tym świecie, trzeba albo mieć szczęście, które już całkowicie w moim życiu wykorzystałem, albo się w takiej rodzinie urodzić, albo się wżenić. Jak widzisz, prześladuje mnie taki pech, że nawet próba wjebania się do bogatej rodziny niż mi nie dała, bo zaraz wszystko tracisz. Mój pech przechodzi na ciebie – ucałowałem go w policzek, po czym zatrzymałem konia. – Tutaj się zatrzymamy. Myślę, że to nie najgorsze miejsce. Trochę dalej od gościńca, krzaków nie za dużo... Na ten moment lepszego nie znajdziemy. Widzisz? Przejąłeś trochę mojego pecha i od razu jakoś lepiej mi się w życiu wiedzie – puściłem mu oczko, bez większego problemu schodząc z grzbietu naszego wierzchowca. 
– Dajesz mi wiele niesamowitych rzeczy. Swoją osobę, swoją krew, swojego kutasa, swojego pecha... mam w czym wybierać – odpowiedział, patrząc na mnie wymownie. Od razu pomogłem mu zejść z konia, trochę się zastanawiając, czy faktycznie nie jeszcze nie opanował, jak wchodzi się i schodzi z wierzchowca, bo to jednak takie proste nie jest, czy może szuka jakiegoś pretekstu, bym go dotknął, chociaż na chwilę. 
– Jestem człowiekiem wielu talentów – powiedziałem, uśmiechając się do niego delikatnie. – Żeby nie marnować czasu, idź coś dla siebie upolować. Rozłożę namiot i zajmę się zwierzakami. 
– A dla ciebie? I dla Futerko, też coś muszę mieć. Przyniosę wam coś – powiedział, po czym w jednej chwili mi zniknął z oczu. Oczywiście, nie byłby sobą, gdyby o nas nie zadbał i czegoś nam nie przyniósł. Dobrze, że uzupełniając zapasy wybierałem dodatki, nie mięso. W sumie, to nawet lepiej, że coś porobi. Poczuje się lepiej. 
Wpierw zająłem się namiotem, przy czym trochę „pomagał“ mi Futerko. Czemu on się mnie uczepił? A nie poszedł za Serathionem? Z nim miał lepszą relację niż ze mną, a się mnie uczepił. Jakoś udało mi się postawić bezpieczny namiot dla mojej Różyczki. Znaczy, dla mnie też, ale dla niego to było konieczne do przeżycia. Ja bez namiotu jakoś bym dał sobie radę. Byłoby to ciężkie, ale nie niewykonalne. 
– Tak, się tobą zajmę. Już ci to zdejmuję, by kręgosłup ci mógł odpocząć, tak – wróciłem się do konia, poświęcając mu uwagę. Trochę się zmartwiłem, że Serathiona długo nie ma. Trochę mi zeszło z tym namiotem, więc już powinien się pojawić, a wschód słońca tuż tuż... 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Szkoda, że nie będzie żadnego festynu. Szczerze przyznam, że bardzo je polubiłem. Gdybym tylko mógł, bez wahania skorzystałbym z takiej okazji, z tej zabawy, tego gwaru i tej osobliwej, niemal umysłowej rozkoszy, którą dawało obserwowanie ludzi i uczestniczenie w ich radości. Sam nie wiem dlaczego, lecz festyny zaczęły mieć dla mnie dziwny urok. Chciałem, aby było ich więcej. Chciałem odwiedzić każdy, jaki tylko nadarzyłby się na naszej drodze.
Niestety, odkąd podróżujemy w siodle, podobne przyjemności stały się niemal niemożliwe. Droga nie zna postoju, a ostrożność nie pozwala na beztroskę. Pozostaje mi więc jedynie liczyć na to, że prędzej czy później los okaże się łaskawy i jeszcze uda mi się zobaczyć to i owo.
Teraz jednak bardziej niż o festynach powinienem pomyśleć o tym, co mi przed chwilą powiedział… Plebs?
Ja nigdy w życiu plebsem nie byłem i nie zamierzałem nim zostać, nawet jeśli mój partner jest biedakiem.
Choć… z drugiej strony…
Spojrzałem na własne dłonie, na ubrania będące jedyną rzeczą, która mi pozostała.
Skoro nie mam już nic poza tym, co noszę na sobie… może faktycznie nim jestem?
O rany… jak okropnie to brzmi.
Przecież całe życie dbałem o to, by mieć pieniądze, by być pięknym i na swój sposób, bogatym. I byłem taki. Dopóki mój zamek nie spłonął.
Wraz z płomieniami zniknęło wszystko, co budowałem przez lata komnaty, kosztowności, pamiątki i bezpieczeństwo, które wydawało się wieczne. Jedynie garść monet, ocalałych spod gruzów i popiołu, zdołałem wyciągnąć z ruin. Te marne resztki przeznaczyłem na przyjemności moje i mojego partnera, jakby rozpaczliwie próbując ocalić choć cień dawnego życia.
Teraz jednak nie mam już nic.
I chyba trzeba pogodzić się z tym, że wszystko się zmieniło.
Nie jestem już tym ważnym, budzącym grozę, a jednocześnie bogatym wampirem, którego imię wywoływało respekt. Teraz jestem jedynie zwykłym uciekinierem, zmuszonym oglądać się za siebie i uważać na każdy krok, by przeżyć następny dzień.
To naprawdę okropne… ale muszę przyznać ci rację.
- Przez to, że jestem z tobą… i przez to, że mój zamek spłonął wraz ze wszystkim, co posiadałem… jestem plebsem. - Westchnąłem ciężko, przykładając dłoń do czoła i teatralnie udając człowieka zdruzgotanego własnymi słowami. - Do czego to doszło, żeby wampir, który miał wszystko, musiał spać pod namiotem i ukrywać się przed słońcem niczym przestraszony włóczęga? Naprawdę zszedłem na psy. - Odparłem, teatralnie zakładając dłoń na czoło.
- Wiesz, ludzie mają różne porównania i przysłowia, które ponoć odpowiadają na słowa które wypowiedziałeś - Zaczął, lecz nie odpowiedział od razu. Celowo przeciągał chwilę, jakby czekał na moją reakcję.
Właśnie dlatego uniosłem brew i spojrzałem na niego wyczekująco, ciekaw, cóż takiego zamierzał powiedzieć.
- Z kim się zadajesz, takim się stajesz, kotku. - Cmoknął mnie w policzek i uśmiechnął się zadziornie, wyraźnie zadowolony ze swojej małej mądrości.
Parsknąłem cicho i spojrzałem na niego z udawanym niedowierzaniem.
- Tak? To dlaczego, skoro ty zadajesz się ze mną, nadal jesteś biedny a ja, zadając się z tobą, stałem się jeszcze biedniejszy? - Przechyliłem lekko głowę, pozwalając, by na moich ustach pojawił się rozbawiony, odrobinę złośliwy uśmiech. - Gdy mnie poznałeś, byłem bogaty. Wychodzi więc na to, że to twoja wina, iż skończyłem bez grosza przy duszy. - Odwdzięczyłem mu się pięknym za nadobne, sprzedając mu przysłowiowego pstryczka w nos i patrząc z satysfakcją, jak radzi sobie z własną logiką.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Nic nie odpowiedziałem na jego słowa, bo czułem, że nie wymagają one żadnego komentarza. Jak dla mnie odrobinkę przesadzał. Gdyby nie ja, pewnie w końcu wyszedłby dalej niż sięgają jego ziemie, chociażby z nudy. Sto pięćdziesiąt lat w jednym miejscu, mnie by to w końcu zaczynało mierzić. 
Cisza była przyjemna, przerywana jedynie wiatrem szumiącym w łysych koronach drzew i pohukiwaniem sowy. Jako, że mi było w ten sposób dobrze, utrzymywałem ten stan... co Serathionowi po pewnym czasie przestało się podobać. Oczywiście, on musiał coś mówić, coś robić, zwłaszcza, że później cały dzień dla mnie będzie musiał milczeć. Więc niech teraz sobie gada. Nawet głupoty. Ja i posłucham, i odpowiem, jeśli będzie taka potrzeba. W końcu, kiedy śpię, naprawdę nie mogę na niego narzekać. Nie wierci się, nie gada, tylko leży grzecznie przy moim boku... no chyba, że o czymś nie wiem. Przy nim zdarza mi się naprawdę mocno zasnąć. Przez to, że był obok mnie, czułem naprawdę wewnętrzny spokój, i pewność, że nic nie się nie stanie, bo gdyby coś tutaj się działo, ktoś się na mnie czaił, on zaraz by mnie obudził. To było duże ułatwienie. Dotychczas jak byłem sam, musiałem spać z jednym okiem otwartym. Spanie w ciągłej gotowości jest trudne. A jednak, niby to śpię lepiej, a nie potrafię się wyspać. Na jakiej postawie to działa? Nie mam pojęcia. 
– Myślisz, że trafimy na jakiś festyn, jak teraz znajdziemy się w mieście? – spytał w pewnym momencie. 
– Najbliższe, co ludzie by mogli świętować... To chyba nadejście wiosny. A do tego jeszcze trochę czasu. No chyba, że będzie jakieś lokalne wydarzenie, o którym mogę nie wiedzieć. Wszystko się okaże – odpowiedziałem zgodnie ze swoją wiedzą. Ludzie są przedziwni. Każde społeczeństwo ma swoje małe obyczaje i święta. A ja wszystkich nie znam. To nawet nie jest możliwe. 
– Może będzie coś fajnego – westchnął cicho, niepocieszony. – Powinniśmy chyba znaleźć miejsce do nocowania. Muszę mieć jeszcze czas, by coś dla ciebie upolować. 
– I dla siebie. Też powinieneś coś zjeść – przypomniałem mu, schodząc z gościńca, głębiej w las. Nie chciałbym rozbijać namiotu przy drodze. Za dużo ciekawskich oczu. 
– Tak, tak, zjem. A ty dopilnuj, byś dobrze namiot postawił. Nie chcę przypadkiem umrzeć – odparł, poprawiając się na siodle. – Już mnie tyłek boli od tego siedzenia. Okropne to. 
– Następnym razem możesz biec obok – zaproponowałem mu, rozglądając się dookoła. Dobrze byłoby znów znaleźć jakieś większe drzewo, za którym byśmy mogli się skryć. Raz nam się udało, i kto wie, może uda nam się kolejny raz? Chociaż, zbliżamy się do miasta, puszcza nie jest tak gęsta, drzewa są młodsze i rzadsze. 
– Mhm. Już lecę, jak jakiś plebs – prychnął. 
– Skoro się z plebsem spotykasz, to w sumie jesteś jak taki plebs, nie? – zauważyłem, uśmiechnąłem się delikatnie. Jak ja go uwielbiałem irytować... kiedyś się to na mnie zemści, z pewnością. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Zerknąłem na partnera zdejmując kaptur z głowy.
- To było ciekawe… Dlaczego właściwie miałbym się zawieść nad morzu? - Zapytałem z lekkim uśmiechem. - Z tego, co opowiadałeś, jest tam po prostu dużo wody i piachu, a w tym piachu muszle, które morze wyrzuca na brzeg. Może nie brzmi to jak coś niezwykle fantastycznego, ale kiedy pomyślę o swoim dotychczasowym życiu… każda zmiana wydaje się czymś dobrym. Czymś nowym i ciekawym. - Na moment zamilkłem, układając własne myśli. - Chyba właśnie tej inności potrzebuję - Przyznałem ciszej. - Żeby wszystko było trochę inne niż dotąd. Żebym mógł spojrzeć na świat tak, jak zawsze chciałem go widzieć. I żeby było po prostu dobrze… bo mam wrażenie, że dobrze będzie wszędzie tam, gdzie będziesz ty. - Spojrzałem na niego, choć niełatwo było mi tak otwarcie mówić o własnych uczuciach. Zwykle chowałem je głęboko, ukrywając pod spokojem albo milczeniem, ale tym razem nie chciałem niczego udawać.- Nie zawiodę się - Wyjaśniłem łagodnie. - Bo jesteś obok mnie, a to jest dla mnie najważniejsze. - Przez chwilę milczał, jakby ważył moje słowa.
- Jesteś pewien? - Spytał w końcu. - Nie jestem całym światem. - Pokręciłem lekko głową, nie potrafiąc się z nim zgodzić. Może dla niego były to tylko słowa, ale dla mnie znaczyły znacznie więcej. To właśnie on pokazał mi, że poza murami mojego własnego zamku istnieje coś jeszcze. Życie, którego wcześniej nawet nie próbowałem sobie wyobrazić.
- Trochę jednak jesteś - Odpowiedziałem cicho. - Gdyby nie ty, moje życie na pewno potoczyłoby się inaczej. Chyba nigdy nie opuściłbym zamku… a wtedy podczas pożaru byłbym w środku. - Urwałem, a wspomnienie tamtej chwili powróciło boleśnie i wyraźnie, jakby minęło zaledwie kilka dni, a nie tyle czasu. Obraz ognia wciąż tkwił mi pod powiekami i miałem wrażenie, że już nigdy całkowicie o nim nie zapomnę.- Więc może masz rację - Dodałem po chwili, unosząc spojrzenie. - Może nie jesteś całym światem… ale na pewno jesteś jego częścią, bez której mój wyglądałby zupełnie inaczej. - Dodałem, chwytając jego dłoń która leżała na moim biodrze, pokazując mu, że jest częścią życia której nie chcę utracić.
Elian nic nie odpowiedział. Zamiast słów po prostu przytulił mnie mocniej do siebie, jakby ten gest mówił więcej niż jakakolwiek odpowiedź, jakby chciał ukryć mnie przed całym światem..
Korzystał z tej chwili sam na sam, o ile w ogóle można było tak ją nazwać.
Bo przecież, patrząc rozsądnie, wcale nie byliśmy naprawdę sami. W każdej chwili ktoś mógł nas zobaczyć, a nawet zaatakować. Choć akurat tym drugim niespecjalnie się przejmowałem.
Byłem czujny.
Gdyby cokolwiek albo ktokolwiek próbował się do nas zbliżyć z wrogimi zamiarami, usłyszałbym to i zauważył znacznie wcześniej, zanim zdążyłoby nas dosięgnąć. Lata ostrożności i życia w niepewności nauczyły mnie wychwytywać zagrożenie szybciej, niż większość istot w ogóle potrafiła je dostrzec.
Dlatego pozwoliłem sobie na ten moment spokoju.
Oparłem się o niego mocniej, wsłuchując w jego oddech i ciepło bijące od jego ciała. Nawet jeśli wokół rozciągała się niepewność, w tej krótkiej chwili nie miało to większego znaczenia.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Opłaciłem wszelkie należności za pokój i usługę, podziękowałem za gościnność i zaraz po tym, już bez zbędnych słów kierowanych w stronę bardzo przemiłej pani karczmarki, opuściłem z Serathionem ten jakże cudowny przybytek. Na szczęście mój wampirek nikomu oczu nie wydrapał, chociaż coś tam cicho pod nosem czasem mamrotał. Albo rzucał mordercze spojrzenia. Gdyby tylko jego wzrok mógł zabijać, z pewnością wszystkie przechodzące kobiety padłyby tutaj martwe, bo to one zwracały na mnie uwagę. Naprawdę nie rozumiem, czemu był taki nerwowy. Przecież nic się nie działo. Od razu zbywałem wszystkie kobiety. Nie okazywałem im żadnego zainteresowania... a jednak go to martwiło. I to na tyle, że reagował agresją, i byłem pewien, że gdybym nie zaniechał tego, to jakaś kobieta skończyłaby bez oczu, i to dosłownie. 
– Dobra Różyczka – wymruczałem mu do ucha, kiedy zimne powietrze uderzyło w moje policzki, nieprzyjemnie je szczypiąc. Dwa dni spokoju, i ja już odwykłem od tej porannej, mroźnej bryzy... niedobrze. Zbyt łatwo oddaję się luksusom, a jeszcze aż taki stary nie jestem. Powinienem lepiej znosić te nasze wędrówki. 
– Ale nie mów do mnie jak do psa – burknął, pusząc swoje policzki. 
– Ale gdzież bym śmiał. W ogóle psa żadnego nie przypominasz. Po prostu chwalę cię za poprawne zachowanie. To działa zarówno u psów, jak i słodkich kotów – puściłem mu oczko, wchodząc do stajni. Kątem oka zauważyłem jego zmieszany wyraz twarzy, i nie byłem w stanie stwierdzić, czy mu się to podobało, czy też nie. Chociaż, jeżeli jeszcze od niego w tył głowy nie dostałem, to nie było tak źle. – Zrobiłem zapasy, Onyksie. Będziesz mógł częściej dostawać marchewkę – powiedziałem do konia, jednocześnie też nieco zmieniając temat. Nie wiem, czy wierzchowiec zrozumiał mnie, czy to tylko ton mojego głosu, ale zareagował. Zarżał cicho, machając ogonem. To chyba dobry znak. Wcześniej nawet ucho mu nie drgnęło, jak do niego mówiłem. To chyba progres. – Proszę. Tak na zachętę – dodałem, podając mu jego ulubione warzywo, a kiedy je spokojnie jadł, zacząłem przygotowywać go do podróży. Zapiąłem siodło, założyłem juki, upewniłem się, że mamy absolutnie wszystko, i dopiero wtedy pomogłem mojej Różyczce wsiąść na naszego wspaniałego wierzchowca. Zanim jednak zasiadłem za nim, musiałem wyprowadzić go z niewielkiej stajenki, bo coś się tak obawiałem, że mógłbym zaryć głową o jedną z belek. 
– Chciałbym już znaleźć się u celu – Serathion westchnął cicho, kiedy zająłem swoje miejsce i dałem znać Onyksowi, że ma przyspieszyć. 
– Naszym kolejnym mini celu czy tym głównym celu? – zapytałem, potrzebując trochę więcej rozjaśnienia. 
– Chodzi mi o morze. A jeszcze tak daleko... – jęknął cicho niepocieszony. 
– Mam nadzieję, że nie poczujesz się rozczarowany, kiedy już tam dotrzemy – odpowiedziałem rozbawiony, kładąc jedną z dłoni na jego biodrze. Jego podekscytowanie było bardzo rozczulające. 

<Różyczko? c:>

niedziela, 17 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Musiałem zastanowić się, czy naprawdę chcę go teraz posłuchać, czy może jednak wolę podążyć za własnym instynktem, swoimi śladami, tym, co czuję głęboko w sobie. Bo prawda jest taka, że gdybym poszedł drogą, którą tak bardzo pragnę obrać, ten dzień mógłby skończyć się źle. Ktoś zapłaciłby za przekroczenie granic, a ja dobrze wiem, że wtedy Elian miałby kłopoty. Ja również miałbym kłopoty.
Tylko czy naprawdę martwię się własnymi problemami? Zdecydowanie nie. Nigdy nie należałem do ludzi, którzy przesadnie przejmują się konsekwencjami. Rzadko kiedy cokolwiek było w stanie mnie zatrzymać. Może właśnie dlatego nauczyłem się tłumić niepokój, bo były momenty, kiedy miałem aż za wiele powodów, by się bać i przejmować.
Ale jest jedna rzecz, której nie potrafię ignorować. Myśl, że jakieś lafiryndy mogłyby próbować dobrać się do mojego faceta, budzi we mnie coś surowego i trudnego do uciszenia. Nie chodzi nawet o zazdrość, bardziej o instynkt, który każe chronić to, co dla mnie ważne. I na to zwyczajnie nie potrafię patrzeć obojętnie.
- No dobrze, niech ci będzie. Ale robię to tylko ze względu na ciebie. Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty. Bo jeśli wydrapię jakiejś wiedźmie oczy, wtedy ty też możesz mieć problemy. Wem, że ludzie i tak będą źli głównie na mnie. I szczerze? W ogóle mnie to nie obchodzi. Bardziej obawiam się, że to ty będziesz przejmował się tym wszystkim mocniej niż ja sam - Stwierdziłem spokojnie, doskonale świadomy prawdy, której nie dało się zmienić. To on był człowiekiem. To on znał ludzkie odruchy, zasady i sposób myślenia, który dla mnie wciąż pozostawał czymś, czego musiałem się uczyć. Jako wampir próbowałem czerpać od niego, uczyłem się, jak być bardziej ludzki, jak rozumieć emocje i granice, które dla ludzi wydawały się naturalne.
Mimo to pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć. Nigdy nie będę człowiekiem. Nie dlatego, że nie chciałem, lecz dlatego, że urodziłem się wampirem. A z faktami nie da się dyskutować.
Dzięki temu, że Elian trzymał moją dłoń, czułem się znacznie spokojniejszy. Nie miałem już aż tak silnej potrzeby walczyć z każdą kobietą, która pojawiała się w pobliżu. Wiedziałem przecież, że to mnie wybrał. To moją dłoń trzymał i to ja byłem częścią jego życia, tak samo jak on stał się całym moim światem.
W pewnym sensie należeliśmy do siebie całkowicie. Ja posiadałem jego serce, a on posiadał moje ciało i umysł. A ta świadomość koiła we mnie coś dzikiego oraz niespokojnego.
Gdybym tylko mógł dać mu coś, co pokazałoby wszystkim, że jest mój, zapewne zrobiłbym to bez chwili zawahania. Niestety nie miałem nawet pierścionka, który mógłbym mu wręczyć. A kupienie czegokolwiek było problematyczne, nie pracowałem i właściwie nigdy nie musiałem tego robić.
Choć… gdyby zaszła taka potrzeba, może bym zaczął. Oczywiście wyłącznie nocą, unikając słońca i wszystkiego, co mogłoby zdradzić moją naturę. Jeśli kiedyś mój partner potrzebowałby ode mnie wsparcia także w taki sposób, poszedłbym do pracy bez większego wahania.
Na razie jednak pomagałem mu tak, jak potrafiłem najlepiej. Na swój własny sposób. Polowałem, zdobywałem dla niego pożywienie podczas podróży i dbałem o to, by niczego nam nie brakowało. W końcu ja sam znacznie szybciej upolowałbym sarnę, jelenia, dzika czy nawet królika, cokolwiek tylko byłoby potrzebne, by mógł zjeść podczas długiej drogi, z dala od ludzi i normalnego świata.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Jego słowa mnie odrobinę rozbawiły, jak i zastanowiły. Dziewczyny, które to próbowały mnie podrywać...? Może była jedną czy dwie, ale oczywiście mnie nie zainteresowały i trochę je olałem, oczywiście. Zresztą, nie zainteresowałyby mnie nawet, jakbym był sam. 
– Na ich usprawiedliwienie, nie wiedzą, że z kimś jestem. Są podekscytowane faktem, że ktoś nowy się pojawił u nich we wsi, za wiele wyboru tutaj nie mają – powiedziałem spokojnie, nie spuszczając z niego swojego spojrzenia. Podczas przebierania się dobierał wszystko tak, by pasowało, i do niego, i do reszty ubrań, i pomimo niewielkiego wyboru jakoś to uczynił. Jak on to robił, to ja nie wiem. I jak mu się chciało? Już ja miałem większy wybór, a po prostu zakładałem tak, by było mi ciepło. 
– I się ganiać za zajętymi? – prychnął. – Muszę cię jakoś oznaczyć. Jak ludzie oznaczają tych ludzi, z którymi są? – spytał, odwracając głowę w moją stronę. – Wampiry mają prościej. Wystarczy zapach, i inne trzymają się z daleka. Żaden szanujący się wampir nie dotknie czyjeś własności. 
– Nie wiem, czy jest jakiś taki konkretny sposób, wiesz? Chyba jest tylko narzeczeństwo i małżeństwo. Pierścionki i obrączki są właśnie takim pokazaniem, że już jest ktoś ważny w twoim życiu. Ale czy to każdego powstrzymuje? Trochę obserwowałem ludzi czasem i są takie paskudne osoby, które to kręci fakt, że mogą wyrwać osobę już zajętą. Są jeszcze malinki, jak ktoś je zrobi w takim widocznym miejscu jest dosyć wymowne – odpowiedziałem, czekając cierpliwie, jak się ogarnie, byśmy mogli oddać pokój i ruszyć w podróż.
– Masz tyle tych błyskotek na palcach, nie możesz przełożyć jednej z nich na palec serdeczny? – mruknął niechętnie, pusząc policzki. 
– A czemu? Nie chcesz mi się oświadczyć? – spytałem rozbawiony, unosząc jedną brew. – Ode mnie pierścionek masz. A kiedy ja się doczekam na pierścionek od ciebie? 
– Oj, żebyś się nie zdziwił. Taki ci pierścionek sprawię, że się zesrasz – odpowiedział, na co zaśmiałem się cicho.
– Nie mogę się doczekać – odpowiedziałem, podchodząc do niego, by okryć jego ramiona płaszczem i założyć kaptur na jego głowę. – Załóż mój mały prezent na paluszek i ruszajmy – dodałem, składając na jego czole czuły pocałunek, a następnie sam musiałem założyć na siebie jakieś odzienie wierzchnie. W końcu, wychodzimy na mróz, nie wyjdę w zwykłej bluzce. 
Kiedy już byłem gotowy, Serathion wyciągnął rękę, na którego palcu znajdował się pierścionek. Bez wahania chwyciłem ją, zabrałem wszystkie rzeczy, zawołałem do siebie Futerko i wyszliśmy z pokoju. Jeszcze chwila i znajdziemy się w mieście, gdzie mam nadzieję trochę zarobić. Nie mam wyjścia, nie mogę pozwolić, by zwierzaki głodowały. Ja już tak pal licho, przeżyję, nie chciałbym, by zwierzaki musiały cierpieć. 
– Jak spotkamy teraz jakąś babę, która się na ciebie patrzy, wydrapę jej oczy – mruknął ponuro, kiedy schodziliśmy na dół. 
– Już wyjeżdżamy, nie ma co robić sobie kłopotów – poprosiłem, trochę się obawiając, że naprawdę będzie w stanie to zrobić. W końcu, to Serathion, wszystkiego się po nim można spodziewać. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 No i co właściwie miałem z nim zrobić?
Patrząc na to z każdej strony, miał rację. Przecież to ja wcześniej wspominałem, że mógłbym siedzieć w jego torbie i podróżować razem z nim za dnia tak aby mógł nocą normalnie spać. Tylko… czy naprawdę tego chciałem właśnie teraz? Sam już nie wiedziałem. Musiałem się nad tym zastanowić.
Z drugiej strony siedzenie samotnie w pokoju nie wydawało się szczególnie kuszące. Tam, na dole, z pewnością działo się o wiele więcej niż tutaj, pośród ciszy i czterech ścian. Poza tym, będę widział jakie kro ma intencję w stosunku co do mojego faceta.
- Niech ci będzie. Skoro już tak ładnie mnie o to prosisz, kim, że byłbym, gdybym miał ci odmówić? - Mruknąłem w końcu, rzecz jasna zrzucając całą odpowiedzialność na niego.
Tak było po prostu wygodniej.
To przecież on mnie prosił. To on chciał, żebym się zmienił. Zupełnie nieistotny pozostawał fakt, że sam kiedyś pierwszy wyszedłem z tą propozycją.
- Ależ oczywiście, że chciałem - Westchnął Elian z rozbawieniem, otwierając przede mną swoją torbę, abym mógł się w niej schować.
Prychnąłem cicho i przybrałem postać nietoperza. Skrzydła złożyły się przy ciele, a świat w jednej chwili nabrał znajomego, lekkiego ciężaru tej formy. Wsunąłem się do wnętrza torby, mając nadzieję, że okaże się to znacznie ciekawszym zajęciem niż samotne siedzenie na górze.
Elian zabrał ze sobą także Futerko, po czym opuściliśmy pokój. Dzięki temu choć raz za dnia mogłem być przy nim bez konieczności ukrywania się między ścianami własnego schronienia.
Z wnętrza torby obserwowałem wszystko z niesłabnącą uwagą.
Ludzi mijających nas na korytarzach, gospodarza, kaczmarki, każdego, kto choć na chwilę znalazł się w pobliżu mojego faceta.
A potem zauważyłem je.
Kobiety.
Jedna uśmiechnęła się do niego zbyt słodko. Druga posłała mu znaczące spojrzenie, a trzecia bez najmniejszego wstydu puściła oczko.
Co za bezwstydne ladacznice.
Poczułem, jak narasta we mnie irytacja, niemal śmiesznie gwałtowna i całkowicie nieuzasadniona, lecz czy zazdrość kiedykolwiek słuchała rozsądku?
Gdybym tylko mógł, bardzo chętnie pokazałbym im, gdzie jest ich miejsce.
Może wtedy nauczyłyby się trzymać wzrok z dala od tego, co nie należało do nich.
Lekko naburmuszony siedziałem w torbie, analizując wszystko, co działo się wokół. Mimo irytacji czułem gdzieś w środku cichą ochotę, by częściej schodzić z nim na dół, obserwować to, co robi, i ludzi, którymi się otaczał. Było w tym coś dziwnie fascynującego, możliwość pozostawania blisko i podglądania świata, którego na co dzień nie mogłem doświadczać.
Mimo wszystko odczułem ulgę, gdy w końcu mogłem opuścić torbę i powrócić do swojej zwyczajnej postaci. Rozprostowałem ramiona, przeciągając się leniwie po długim siedzeniu w ciasnej przestrzeni.
- Ależ tamte dziewczyny mnie denerwują - Mruknąłem, pusząc policzki i nawet nie próbując ukrywać swojego niezadowolenia.
Elian uniósł lekko brew, obserwując mnie z wyraźnym zaciekawieniem.
- Dziewczyny? A co z nimi było nie tak? - Zapytał spokojnie.
Spojrzałem na niego kątem oka, jednocześnie zaczynając się przebierać. W końcu niedługo mieliśmy wychodzić, a to oznaczało konieczność doprowadzenia się do porządku. Co prawda nigdy szczególnie nie przeszkadzało mi odsłanianie własnego ciała, wręcz przeciwnie, ale znałem Eliana wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nie przepadał za podobnym zachowaniem.
Westchnąłem ciężko, poprawiając ubranie.
- Te, które próbowały cię podrywać - Burknąłem w końcu.
Nie byłem zły na niego. Właściwie nie zrobił nic niewłaściwego. To nie była jego wina.
Ale tamte dziewczyny…
Och, one zdecydowanie działały mi na nerwy.
Ich uśmieszki, spojrzenia i ta bezczelna pewność siebie wystarczyły, by skutecznie popsuć mi humor.
- Jakby nie miały nic lepszego do roboty niż kręcić się wokół ciebie - Dodałem ciszej, odwracając wzrok, choć nadąsanie w moim głosie zdradzało mnie bardziej, niż chciałbym przyznać.

<Elianie? C:>

sobota, 16 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Ależ on się potrafi wymigać od każdej większej odpowiedzialności. Chyba ma odpowiedź na każdą moją prośbę większej pomocy. A szkoda. Przyznać muszę, że byłoby to dla mnie małe ułatwienie. Mógłbym więcej spać, mniej się się gonić... muszę go nauczyć, jak poprawnie układać moje rzeczy w plecaku. Wtedy już nie będzie miał żadnej wymówki. 
– A jednak zauważyłeś, że inaczej układam rzeczy. Może jak dałbym ci wykład, i nauczył? – zaproponowałem, zaczynając zbierać nasze już suche rzeczy, które trzeba było spakować. 
– Ale po co, skoro ty sam najlepiej to zrobisz? – uśmiechnął się do mnie ładnie, poprawiając się wygodniej na łóżku. 
– Żebym mógł troszkę dłużej sobie poleżeć – przyznałem bez ogródek. – Dzisiaj może już nie, bo nie mam tyle czasu, ale następnym razem będziemy próbować. 
– Czyli co, będę wspierać twoje lenistwo? Nie wiem, czy mi się to podoba – pokręcił z niedowierzaniem głową, robiąc to bardzo teatralnie. 
– Od razu lenistwo... im więcej będę odpoczywać, tym bardziej będę zdrowszy. I będę dłużej żyć – odparłem, sprawnie pakując nasze rzeczy. 
Chwila pracy, i już było wszystko gotowe. Chyba już byłem zbyt bardzo wprawiony, tyle lat już podróżowałem, że pewne rzeczy miałem ogarnięte do perfekcji. Inaczej jest zupełnie, jak się podróżuje z kimś. Co prawda, Serathion nie jest aż tak wymagający. Ma trochę ubrań, które nie zmienia tak często, jak ja, więc mogą być bardziej na spodzie. O jedzenie dla niego też nie muszę się przejmować, wystarczy, że odchylę głowę i dam mu dostęp do szyi. Najbardziej muszę pilnować się z czasem, bo tylko to jest dla niego najbardziej niebezpieczne. 
– Przemyślę ten pomysł – stwierdził, obserwując mnie z uwagą. – Ale myślę, że przydatny ci nie będę. Dłużej ci zajmie nauka mnie niż gdybyś się sam miał na tym pakowaniu skupiać. Zwykła strata czasu. 
– Cokolwiek, co tylko jest związane z tobą, nigdy nie jest stratą czasu – powiedziałem szczerze. Każda rzecz, której go nauczyłem, była tego warta. Powoli staje się lepszym człowiekiem... a może raczej lepszą istotą. I to było piękne. – Idę z Futerko coś zjeść i przygotuję Onyksa. Postaram się do ciebie wrócić jak najszybciej, byś się za długo nie nudził – dodałem, nachylając się do niego, by złożyć pocałunek na jego czole. 
– Może serio powinieneś mi sprawić poradnik do robienia na drutach – odpowiedział, delikatnie się krzywiąc. 
– W porządku. Będę mieć to na uwadze – przyznałem, uśmiechając się delikatnie do niego. Ile ja bym oddał, żeby zobaczyć, jak on na drutach robi... Przedziwny to byłby widok. – Chociaż, jak tak bardzo ci się tu by nudziło beze mnie... może zmieniłbyś się w nietoperza i ukrył w torbie? Zawsze coś by się działo. 
– I myślisz, że chciałbym się kisić w twojej torbie? – spytał, unosząc jedną brew. 
– Cóż, ja tylko dzielę się swoimi pomysłami i daję ci wybór. A ty decydujesz, co z tym zrobić – powiedziałem, czekając na jego reakcję. Wcześniej sam mi proponował, bym podróżował za dnia z nim schowanym w torbie, a teraz już nie chce? Trochę to dziwne byłoby z jego strony. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Dopiero gdy Elian wyszedł, żeby przygotować się do drogi, dotarł do mnie jeden, z pozoru błahy fakt, właściwie nie miałem pojęcia, co ze sobą zrobić.
Nie miałem żadnych obowiązków. Żadnego zajęcia, którym mógłbym zabić czas.
Nie mogłem nawet nakarmić zwierząt, bo musiałbym opuścić pokój, a to oznaczałoby kontakt ze słońcem. Dla mnie byłaby to śmierć, prosta, bardzo bolesna może nawet szybko i nieunikniona. Nie było więc sensu nawet rozważać takiej możliwości.
Sprzątanie również odpadało. W pokoju panował porządek. Jedyne, co pozostało do zrobienia, to pościelenie łóżka, ale to mogło poczekać, aż w końcu z niego wstaniemy. A właściwie aż ja z niego łaskawie wstanę.
Mógłbym też się spakować… choć prawda była taka, że Elian zrobiłby to lepiej. Ja pewnie wrzuciłbym wszystko byle jak, a on i tak musiałby później poprawiać mój chaos. Lepiej więc było oszczędzić nam obu dodatkowej pracy i straconego czasu.
W efekcie pozostało mi jedynie leżenie w łóżku i korzystanie z jego miękkości tak długo, jak tylko mogłem.
Nie musiałem jeść. Nie potrzebowałem dbać o higienę w taki sposób jak ludzie. Moje ciało się nie pociło, nie brudziło i nie wydzielało żadnego zapachu. No… może poza wonią śmierci, która pojawiała się po zbyt długim kontakcie ze światem zewnętrznym i zbyt krótkim z przyjemnymi aromatami osiadającymi na mojej skórze oraz ubraniach.
Elian wykonywał każdego ranka dziesiątki drobnych czynności, o których ja nawet nie musiałem myśleć. Jedzenie, mycie się, szykowanie ubrań, pakowanie rzeczy, wszystko to należało do świata żywych.
Ja mogłem jedynie czekać.
I ewentualnie pomagać wtedy, gdy naprawdę była taka potrzeba.
Naszą małą łazienkę, o ile tak w ogóle można ją nazwać, wysprzątałem tylko dlatego, że mnie o to poprosił. Gdyby teraz potrzebował pomocy przy czymś innym, spróbowałbym mu pomóc najlepiej jak potrafię… choć wciąż nie miałem pewności, czy robię to dobrze.
Nadal uczyłem się być taki jak on.
Takim zwyczajnym, a jednocześnie wyjątkowym w tym wszystkim człowiekiem.
A to nie było łatwe, kiedy przez całe swoje istnienie było się wampirem.
Obaj doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
- Muszę przyznać, że bardzo ładnie posprzątałeś za parawanem. Myślałem, że jednak tego nie zrobisz - Powiedział wracając do mnie na krótki moment.
Na te słowa moje policzki natychmiast się napuszyły, zdradzając niezadowolenie.
- Mówiłem ci, że to przecież nie jest takie trudne. Poza tym zdążyłem się już czegoś nauczyć obserwując ciebie - Wyjaśniłem z lekkim oburzeniem.
Elian uśmiechnął się pod nosem, najwyraźniej rozbawiony moją reakcją.
- Oczywiście, ani trochę w to nie wątpię. Skoro więc tak dobrze idzie ci sprzątanie, może zechcesz spakować nas do drogi? - Gdy tylko dotarł do mnie sens jego słów, spojrzałem na niego z niedowierzaniem. No nie… chyba jednak trochę przesadzał. Posprzątałem po nas, i to powinno w zupełności wystarczyć. Pakowanie zdecydowanie należało do niego. Niech on też zrobi coś pożytecznego.
- Bardzo chętnie, ale… hm… cóż… Myślę, że gdybym to ja nas pakował, i tak musiałbyś później wszystko poprawiać - Stwierdziłem w końcu. - Nie jestem zbyt dobry w układaniu rzeczy w plecaku. Lepiej będzie, jeśli ty się tym zajmiesz. - Oczywiście przedstawiłem to w taki sposób, żeby zabrzmiało rozsądnie i praktycznie, a nie jak zwykła próba wymigania się od obowiązków. W końcu miałem swoją dumę.
Poza tym Elian i tak układał wszystko według własnego dziwnego porządku. Ja wrzuciłbym rzeczy tam, gdzie akurat byłoby miejsce, a on później godzinami poprawiałby każdy szczegół, mrucząc pod nosem, że „tak będzie wygodniej” albo „łatwiej będzie coś znaleźć”.
Szczerze mówiąc, oszczędzałem nam tylko niepotrzebnej pracy.

<Elianie? C:>

piątek, 15 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jego odpowiedź mnie troszkę rozbawiła. Aż tak się przejmuje swoim karmnikiem? Chociaż w sumie, troszkę racji może mieć. Im dłużej będę żyć, tym dłużej będzie mógł ze mnie spijać. Do czasu. W końcu jednak mój organizm staje się coraz słabszy, gorszy pod każdym względem, więc i moja krew będzie coraz to gorszej jakości. I będzie musiał sobie znaleźć kogoś innego, bo ja przestanę być potrzebny. Zanim się to stanie chyba lepiej, by już wszystko co we mnie najlepsze wykorzystał.
– Jeśli coś ma mnie zabić, to nie ty. A poza tym, lepiej, żebyś wykorzystał tę krew, bo jak jakimś cudem dożyję podeszłego wieku, to już nie będzie taka dobra dla ciebie – powiedziałem całkowicie poważnie. Nie ma w ogóle celu żadnego w tym, że długo przeżyję. Na starość nie dość, że nie będę przydatny, to i stanę się dla niego problemem. Będę nawet problemem dla siebie. Starość... starość mnie przeraża. Nigdy nie chciałbym jej przeżywać. Już wolę zbyt wcześnie odejść z tego świata niż czuć na własnej skórze, jak staję się coraz bardziej zależny od kogoś, jak przestaję sobie radzić z rzeczami, które do tej pory nie sprawiały mi żadnych problemów. 
– Jakim cudem możesz być tak mądry, a jednocześnie takie głupoty pierdolisz – pokręcił z niedowierzaniem głową. – Masz żyć, jak najdłużej. To nie podlega dyskusji. 
– Zobaczymy, co na te plany powie świat. On ma swój własny plan – odpowiedziałem, cicho wzdychając. 
– Jak będziesz faktycznie o siebie dbać, to nic nie powie. I jak jeszcze raz powiesz coś w tym stylu, to ci przyłożę. A jak ja ci przyłożę, to ci się wszystkie klepki w głowie poprzestawiają – zagroził mi, co przyjąłem z uśmiechem. Zawsze tylko tak sobie gadał, i co? Wątpiłem, by kiedyś faktycznie coś takiego się wydarzyło, ale pogrozić sobie zawsze może. – I żeś teraz wszystko zniszczył. A tak miło mi było. 
– Wybacz, Różyczko. Chcę po prostu, żebyś czuł się jak najlepiej – uśmiechnąłem się delikatnie. – Jeszcze będziemy mieć mnóstwo miłych chwil. Mogę ci to obiecać. 
– O ile dożyjesz – mruknął, podnosząc się do siadu. – Ale teraz serio powinniśmy się zbierać. Zanim ty się ogarniesz, i zjesz, i zbierzesz wszystko, to akurat już będziemy mogli wyruszać. 
– Pewnie, zrozumiałem aluzję – mruknąłem niechętnie, po czym rozciągnąłem się leniwie. Pewnie miał rację. 
– Już, już. Nie pali się przecież – mruknąłem, niechętnie wstając z łóżka. I tyle by było z odpoczynku... od razu odruchowo poprawiłem swoje włosy, i ruszyłem za nasz malutki parawanik, który w sumie był złożony, by się powoli ogarnąć, umyć twarz, zęby, spiąć moje wspaniałe włosy. Myślę, że w przeciągu godziny będziemy gotowi. A czy za godzinę zachodzi słońce? Nie wiem, to określę, jak zejdę na dół. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Bardzo kochane z jego strony było to, że chciał się mną zaopiekować, karmiąc mnie własną krwią tyle, ile tylko był w stanie oddać, całkowicie zapominając przy tym o sobie. Jakby moje potrzeby były dla niego ważniejsze niż jego własne życie, jakby nie miało znaczenia to, że z każdą kolejną kroplą sam staje się coraz słabszy.
A przecież obaj doskonale wiemy, jak jest naprawdę. Wiemy, że bez krwi nie potrafi normalnie funkcjonować, że ona jest dla niego czymś więcej niż tylko potrzebą, jest siłą, oddechem, czymś, co pozwala mu istnieć. Nie musi poświęcać się dla mnie aż tak bardzo. Naprawdę jestem silny. Potrafię wytrzymać znacznie więcej, niż mu się wydaje.
Nawet jeśli jego krew daje mi ukojenie, nawet jeśli tylko ona naprawdę mnie nasyca, to przecież nie jest jedyną, która może utrzymać mnie przy życiu. Mogę pić również krew innych ludzi, zwierząt czy innych żyjących istot. Poradzę sobie. Może nie będzie to to samo, może nie przyniesie mi takiego spokoju jak jego obecność i smak jego krwi, ale przetrwam.
I właśnie dlatego tak bardzo boli mnie świadomość, że gotów jest wyniszczać samego siebie tylko po to, bym ja nie cierpiał. Bo prawda jest taka, że dużo łatwiej zniosę brak jego krwi niż on zdoła wytrzymać bez niej sam. Nie chcę, żeby dla mnie gasł. Nie chcę być powodem jego słabości ani powolnego upadku.
- Jesteś przeuroczy i kocham cię bardziej, niż potrafiłbym opisać, ale nie możesz przedkładać mojego dobra ponad własne. Naprawdę musisz bardziej uważać na siebie. Ja sobie poradzę… Mogę napić się krwi każdego człowieka, każdego zwierzęcia. Gdziekolwiek się znajdę, zawsze odnajdę choć odrobinę ukojenia dla głodu i pustki w brzuchu - Wyjaśniłem cicho, po czym pocałowałem go w policzek i uśmiechnąłem się do niego najczulej, jak potrafiłem.
- Wiesz, że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia? I tak dam radę - Odpowiedział bez wahania.
Jakby w ogóle nie dopuszczał do siebie myśli, że sam również ma swoje granice. Jakby zupełnie nie myślał racjonalnie, a przecież powinien. Zdecydowanie powinien. W jego głosie nie było strachu ani zawahania, jedynie upór i ta nieznośna gotowość do poświęcenia wszystkiego dla mnie. I właśnie to martwiło mnie najbardziej.
Westchnąłem cicho, kręcąc głową. Zdecydowanie przesadzał. Musiał zacząć myśleć również o sobie, a ja, jeśli będzie trzeba, będę mu to powtarzał tak długo, aż wreszcie to zrozumie.
- Rozumiem, że chcesz być dla mnie dobry. Rozumiem też, że kochasz mnie nad życie, tak samo jak ja kocham ciebie… ale zacznij w końcu patrzeć także na siebie i zwracaj uwagę na własne zdrowie. Martwy na nic mi się nie przydasz - Powiedziałem spokojnie, muskając opuszkami palców jego dłoń. - Naprawdę lubię twoją krew… i jej cudowny smak, więc dobrze byłoby, gdybyś przeżył trochę dłużej niż rok czy dwa tylko dlatego, że notorycznie cię z niej wypijam. - W moim głosie pobrzmiewało lekkie rozbawienie, ale pod nim kryła się szczera troska. Zamknąłem oczy, pozwalając sobie na chwilę ciszy, by całkowicie oddać się wsłuchiwaniu w bicie jego serca. Spokojne, ciepłe i kojące. Ten dźwięk uspokajał mnie bardziej niż cokolwiek innego. Był dowodem na to, że wciąż żyje, że nadal jest obok mnie. I właśnie dlatego nie mogłem pozwolić mu tak lekkomyślnie się poświęcać.

<Elianie? C:>

Od Soreya CD Mikleo

 Na jego słowa zmarszczyłem brwi. Ubrania? Po co mi były ubrania? Nie pociłem się. Nigdzie nie wybierałem. A poza tym, ile ja wyrzuciłem już rzeczy, bo albo je nadpaliłem, albo ubrudziłem krwią... Czy czymś innym. Teraz, jak mam jeden komplet, bardziej uważam, by nic się mu nie stało, no bo w co ja się ubiorę? W tę ładną koszulę, która to jest na jakieś specjalne okazje? Nawet nie wiem, jakie to są okazje, ale byłem pewien, że Mikleo na pewno mi o nich przypomni. Nie byłby sobą, gdyby tego nie robił. 
– A po co mi są potrzebne nowe ubrania? – spytałem, trochę nie rozumiejąc, po co wydawać na mnie pieniądze? Są rzeczy ważniejsze. Są dzieciaki, które dalej rosną, a wraz z tym ich potrzeby. Są zwierzaki, które potrzebują mięsa. Też dom trzeba przecież ogrzewać, by Hanie nic złego się nie działo, no i żeby te wszystkie kwiatki Mikleo nie zmarzły. 
– No nie wiem, byś cały czas nie chodził w tych samych ubraniach? Żebym mógł mieć na co popatrzeć? Żeby coś się zmieniło w naszym życiu? I bo te ubrania są strasznie znoszone? – zaproponował, na co cicho westchnąłem. A więc to on to tego chciał... czy mam więc wybór? Nie wydaje mi się. 
– Skoro tak tego chcesz... to coś możemy wybrać – zgodziłem się, a twarz mojego męża rozświetlił promienny uśmiech. Gdybym wiedział, że zobaczę taki uśmiech, zgodziłbym się od razu bez zbędnych pytań. 
– Świetnie. Musimy kupić ci wszystko. Spodnie, koszule, bluzki, może kamizelki... – zerknął na moje stopy. – Buty też, akcesoria może też jakieś... 
– Kochanie, bez szaleństwa, dobrze? Nasz budżet jest ograniczony. Nie wziąłem wszystkich naszych pieniędzy ze sobą – odpowiedziałem, trochę studząc jego zapał. 
– W porządku... mam zatem inny pomysł. Jako, że musimy kupić ci wszystko, przejdziemy się jeszcze raz po straganach i zobaczymy, co będzie najlepiej ci pasować. Powolutku uzupełnimy twoją garderobę – stwierdził dumnie. I kolejna godzina spędzona na rynku... nie wiem, czy mi się to podoba. Ale dla niego jakoś to przeboleję. On tego chciał, a dla niego zrobię wszystko, nawet zniosę tych paskudnych, śmierdzących ludzi. 
Tak więc zrobiliśmy, jak on mówił. Szliśmy od stoiska do stoiska wybierając to, co Mikleo uznał, że mi pasuje. A ja to akceptowałem dla jego uśmiechu. Nim fundusze się nam skończyły, miałem już nową koszulę, z jakiegoś powodu granatową, ciemnoszare spodnie i pasek. I za kilka dni też się mamy tu przejść. Mnie to było osobiście obojętne, ale Mikleo? On był zadowolony, twierdził, że będę w tych rzeczach wyglądać wspaniale. 
– Założysz te ubrania jutro? – zapytał Miki, kiedy w końcu wracaliśmy do naszego domku. Bardzo chciałem już zniknąć za bezpiecznymi murami, i trochę odetchnąć. Byłem zbyt przebodźcowany, a jak jestem przebodźcowany, łatwiej wybucham. Wolę tego uniknąć, dopiero co była kłótnia między nami, a ja nie mam siły do takich rzeczy. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

 Jemu tak łatwo było mówić. Przecież on się nic nie zmieni. Dalej będzie ich kochanym tatą. A ja? Zmienię i wygląd, i zachowanie, i głos, i zapach... Dzieciaki na pewno zauważą takie rzeczy, zwłaszcza, że mają w sobie ten wilczy pierwiastek. A Haru mówi mi takie rzeczy, bo jest kochany, i nie chce, bym się załamywał. A ja po prostu jestem... zmęczony. Zmęczony byciem kobietą. Tą delikatnością, lekkim krokiem, tymi wszystkimi sprzecznymi emocjami, brakiem logiki i okresem. Chociaż mam jeszcze z tym na razie spokój, i mam nadzieję, że jeszcze długo nie wróci. Najgorsze uczucie, jakie tylko może istnieć na świecie. I że Sayuri później będzie przechodzić przez to samo... już teraz jej współczułem. Jeszcze biedna nie wie, co ją w życiu czeka. 
– Żeby to było takie proste – powiedziałem cicho, przygryzając wewnętrzną część policzka. 
– Jak w to uwierzysz, to będzie – powiedział lekko, jakby nie było w tym żadnego problemu. Chciałbym myśleć, jak on. Prosto. – Na razie do tego jeszcze daleka droga. Nie ma co się tym przejmować. 
– Z tym jednym się zgodzę. Pomęczę się jeszcze w tym paskudnym ciele – odpowiedziałem, zerkając na swoje ciało. Było takie nienaturalne i dziwne. Niby po tylu miesiącach powinienem się do niego przyzwyczaić, a dalej czułem, że coś z nim nie tak. Że nie jest takie, jak powinno być. Nie mówiąc o tym, że najbardziej się mu podobałem jako mężczyzna, a to przecież naturalne jest, że chce się podobać swojej drugiej połowie. 
– Jest idealne. Nie paskudne – odpowiedział, jak zwykle mnie pocieszając. – Może póki dzieci śpią, weźmiemy kąpiel? Taką porządną, gorącą, trochę pachnącą, by mi nie wypaliło nosa. 
Porządna kąpiel... dawno takiej nie miałem. Myłem się, bo musiałem, chociaż siły nie zawsze miałem. Wiele rzeczy, które to kiedyś sprawiały mi przyjemność, teraz są dla mnie męczącym obowiązkiem. Mimo wszystko starałem się być tą piękną, idealną żoną, i do tego wszystkiego dobrą matką, bo tego wszystkiego ode mnie oczekiwano. 
– Kąpiel może nie być takim złym pomysłem – powiedziałem w końcu cicho, a Haru uśmiechnął się szeroko, ucałował mnie w czoło i wziął mnie w swoje ramiona tylko po to, by położyć na łóżku. – Zaraz wrócę – dodał, znikając w łazience. 
Powoli podniosłem się z materaca, podchodząc do kołysek. Miałem cichą nadzieję, że pośpią dzisiaj troszkę dłużej niż zazwyczaj. Chyba po raz pierwszy od dawna będę mógł się wykąpać z własnym mężem. Ostatnio nasza intymność ani nawet bliskość... cóż, nie istnieje, a tego mi brakowało. Miałem nadzieję, że kiedy już zostanę mężczyzną, to Haru będzie na mnie patrzył z tym pożądaniem w oczach, którego w ogóle ostatnio nie widziałem. I jak ja mam się czuć pewnie w tym ciele, kiedy to nie widzę tej iskierki w jego oczach. 
Kiedy Haru wyszedł z łazienki, nie musiał używać żadnych słów. Odszedłem od kołyski i skierowałem się w stronę mojego męża. Wystarczyło, że tylko przekroczyłem próg łazienki, a w moje nozdrza uderzył przyjemny, kwiatowo-owocowy zapach. Wybrał doprawdy ciekawą kombinację. Zdjąłem z siebie powoli luźną sukienkę, by jak najszybciej wejść do tej cudownej wanny. Od razu mój wzrok skierowałem na ranę po cięciu, która ładnie się zagoiła. Blizna jednak zostanie i to też mnie martwiło. 
– No już, rozbieraj się. Dziwnie się czuję, jak tak sam tu jestem – odpowiedziałem, spinając swoje włosy w niechlujnego, wysokiego koka. Będę musiał znaleźć w sobie siłę, by zacząć lepiej o siebie dbać. Nie dla siebie, ale dla nich. Muszę się doprowadzić do jakiegoś lepszego stanu przed urodzinami Haru. Będę z siebie dumny tylko wtedy, kiedy zobaczę w jego złotych oczach ten charakterystyczny błysk. 

<Piesku? c:>

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uśmiechnąłem się szerzej, bardzo zadowolony z tego, że jednak jest tu ze mną. Już się bałem, że wstanie i zacznie mnie pospieszać tak właściwie po nic. Skoro miałem możliwość odpoczynku, to chciałem ją wykorzystać. A jak zacznie słońce chylić się ku horyzontowi, albo Futerko wcześniej zaatakuje mnie z powodu głodu, to wtedy będzie to dopiero dla mnie znak, że już się powinienem ruszyć. I jeszcze muszę tę łazienkę sprawdzić... W sumie, i tak się będę ogarniał, to wtedy tam zerknę, i poprawię wszelkie mankamenty. A do tej pory zamierzam porządnie odpocząć, bo wiem, że jak już się ruszę z tego łóżka, to więcej na nie nie wrócę. 
– Drań, głupi, świnia... jestem ciekaw, jak mnie jeszcze zdążysz obrazić – powiedziałem, poprawiając z czułością jego włosy, które mu wchodziły do oczu. Że jego to nie irytuje. Ja bym chyba jakiejś kurwicy dostawał, gdybym był na jego miejscu. I tak już dostaję, i muszę swoje włosy jakoś spinać, chociaż część z nich, a że nie mam przy sobie lustra, robię to trochę na ślepo i pewnie wyglądam jak idiota... chociaż, na moje włosy nigdy nie narzekał. Na ich kolor owszem, ale na to, jak są spięte, już niekoniecznie. Zresztą, mógłby sobie narzekać ile chce, to by nic nie zmieniło. Koloru włosów nie zmienię, bez upięcia nie dam rady normalnie funkcjonować. Mógłbym jeszcze tak czysto teoretycznie skrócić włosy, ale z jednej strony, lubię te swoje dłuższe włosy. Wolę te kilka kosmyków wiązać z tyłu w jakieś małego kucyka niż codziennie słuchać, że wyglądam dziwnie i martwić się układaniem tego. 
– Na pewno wkrótce sam mi dasz z siebie idealny pomysł. Jesteś do tego stworzony – – powiedział lekko, kompletnie się niczym nie przejmując. No oczywiście, bo czemu i by się miał?
– Oczywiście, jestem stworzony do obrażania mnie i ruchania ciebie. Do niczego innego się nie nadaję w życiu – pokręciłem z niedowierzaniem głową. 
– Oj, nie ujmuj sobie tak. Jeszcze jesteś idealnym karmnikiem dla mnie – wyszczerzył swoje ostre kiełki. 
– No tak, jak mogłem zapomnieć o mojej krwi? Głupi ja. Dobrze, że mam ciebie, i możesz mi przypominać o takich rzeczach – odparłem, nie przestając go tulić. 
Ta chwila spokoju była naprawdę magiczna, zwłaszcza, że on był w końcu rozluźniony i szczęśliwy; nie śmierdział, był najedzony, wyruchany, i w bezpiecznym, ciemnym miejscu. Może bez wielkich wygód... ale nie wiem, co musiałoby się stać w naszym życiu, bym mu mógł zaproponować mieszanie w luksusach. Mój stary chyba musiałby się okazać jakimś naprawdę zamożnym szlachcicem, który u schyłku swego życia chciałby odkupić swoje grzechy i w tym celu przekazałby mi w spadku wielką posiadłość oraz ogromny majątek w ramach zadośćuczynienia. A szanse na taki scenariusz są... cóż, praktycznie zerowe. 
– No widzisz? Ty wypełniasz mnie, ja dopełniam ciebie – puścił mi oczko, po czym położył głowę na mojej klatce piersiowej. 
– Mhm. Symbioza idealna – uśmiechnąłem się pod nosem. – Jesteś pewien, że nie chcesz nic zjeść przed wyjazdem? Jestem w stanie zjeść jeszcze jedno ugryzienie – dopytałem, nie spuszczając z niego wzroku. Miałem jakieś takie dziwne wrażenie, że w tej chwili mocno nasłuchuje bicia mojego serca, ale mogę się mylić, w końcu jest je w stanie usłyszeć chociażby z daleka. 

<Różyczko? c:>

czwartek, 14 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 W sumie miał rację. Nigdzie nam się nie spieszyło. Mieliśmy czas, a mimo to od samego początku próbowałem działać na najwyższych obrotach. Chyba po prostu nie potrafiłem inaczej, zbyt długo byłem przyzwyczajony do ciągłego ruchu, do działania, do życia w biegu. Bez tego zaczynałem się nudzić, a bezczynność zawsze działała mi na nerwy.
Westchnąłem ciężko i wróciłem do łóżka, ponownie wtulając się w jego ciało. Dałem sobie tę krótką chwilę spokoju, na którą on najwyraźniej tak liczył. Ciepło bijące od jego skóry było dziwnie kojące, niemal usypiające, i pewnie nawet bym zasnął, gdyby nie to, że ja go wampir po prostu nie mogłem. 
Dzięki niemu jednak nareszcie rozumiałem, dlaczego tak bardzo chciał zatrzymać mnie przy sobie choćby jeszcze na moment.
- Masz rację… Nie ma sensu się tak gonić - Mruknąłem cicho. - Chyba po prostu trochę za bardzo mnie poniosło. W końcu jestem wampirem i nie przywykłem do leżenia godzinami w łóżku. Zdecydowanie bardziej interesuje mnie robienie czegokolwiek niż siedzenie w miejscu. - Ułożyłem głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w spokojny, równy rytm bicia jego serca. Ten dźwięk działał na mnie zaskakująco uspokajająco. Dawał mi coś, czego w tej chwili naprawdę potrzebowałem, poczucie bezpieczeństwa i dziwny wewnętrzny spokój, którego zwykle tak bardzo mi brakowało.
Bo prawda była taka, że w tej chwili najbardziej potrzebowałem właśnie jego.
Oczywiście odrobina atrakcji też by nie zaszkodziła, ale czy mi się to podobało, czy nie, na razie musiałem o tym zapomnieć. Na zewnątrz wciąż było jasno, więc i tak nie mogłem opuścić gospody. A mój partner ewidentnie nie miał najmniejszej ochoty ruszać się jeszcze z łóżka. I właściwie… kim byłem, żeby mu tego zabraniać?
Po co miałbym zmuszać go do wstawania, skoro niczego by to nie zmieniło? I tak przez najbliższe kilka godzin byliśmy skazani na pozostanie w tych czterech ścianach. Może więc naprawdę najwyższy czas przestać na siłę szukać sobie zajęcia i po prostu nacieszyć się swoją obecnością.
- Naprawdę, Różyczko, coraz częściej mnie zaskakujesz. Przyznajesz mi rację, a to wcześniej prawie się nie zdarzało. Nie wiem, czy nie powinienem wziąć kredy i gdzieś tego zapisać albo jakoś oznaczyć tej wiekopomnej chwili - Zaśmiał się cicho pod nosem. - Kto wie, może to pierwszy znak końca świata? - Nawet w takiej chwili musiał być złośliwy. Drań jeden. Najgorsze było to, że przecież sam nauczyłem go tego całego docinania i teraz zwyczajnie zbierałem owoce własnej pracy.
- Ty naprawdę nie potrafisz zachować choć odrobiny powagi nawet przez moment? - Mruknąłem z udawanym oburzeniem. - A potem, kiedy się odgryzam, nagle to ja jestem tym najgorszym. - Uniosłem się lekko, zbliżając do jego twarzy. Przez krótką chwilę mogło się wydawać, że zamierzam go pocałować, ale zamiast tego tylko pstryknąłem go palcami w nos. - Drań z ciebie - Dodałem z rozbawieniem, uśmiechając się zaczepnie.
On jedynie parsknął śmiechem i złapał mnie za nadgarstek, zanim zdążyłem się odsunąć. W jego spojrzeniu błyszczało rozbawienie zmieszane z czymś znacznie cieplejszym, czymś, co sprawiało, że mimo całego mojego marudzenia coraz trudniej było mi myśleć o czymkolwiek innym niż o tej chwili.
I chyba właśnie tego najbardziej się obawiałem, że przy nim nawet moja wieczna potrzeba ruchu i chaosu przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Nie wytrzymałem do powrotu Serathiona z balii, chociaż bardzo się starałem. Wystarczyło jednak, że moja głowa dotknęła miękkiej poduszki, i odpłynąłem. Czemu ostatnio chodzę taki zmęczony...? Aż sam siebie nie poznaję. A przecież śpię sporo, jem normalnie, nawet ostatnio za wiele nie chodzę, tylko jeżdżę konno, nie powinienem być aż tak zmęczony. A jednak nie potrafiłem się wyspać. Nie mam pojęcia, co jest nie tak. 
W końcu powoli otworzyłem oczy, ale to dlatego, że doskonale wiedziałem, że Serathion by mi tego nie wybaczył. Tylko dla niego otworzyłem oczy i leniwie przeciągnąłem się na łóżku, po czym przyciągnąłem Serathiona do siebie, mocno tuląc go do siebie. Musiałem się w końcu jakoś obudzić. A jego obecność była bardzo pobudzająca. 
– Za mocno – usłyszałem, więc poluzowałem trochę ten uścisk, chociaż jak dla mnie to było głupie. Jak mógłby mój uścisk uznać za mocny? Przecież jest wampirem. Co jak co, ale on jest dalej ode mnie dużo silniejszy, zwłaszcza, jak jeszcze sobie wczoraj trochę pojadł. Chyba wypił więcej niż zazwyczaj, trochę się wciągnął, ale nic dziwnego, głodny był i to bardzo. 
– Mój delikutaśny wampirek – wymruczałem mu do ucha, po czym ucałowałem go w skroń. – Nie przesadzasz aby troszkę? Jestem silny, ale nie aż tak – dodałem, odsuwając się tak, by mieć idealny widok na jego twarz. 
– Nie znasz swojej siły. A to ciało naprawdę jest delikatne – przyznał, jak zwykle pusząc swoje policzki. – Wiesz, ile siniaków mi narobiłeś wczoraj? A tyłek dalej mnie boli. 
– Straszne. Teraz musisz jakoś się z tego wyleczyć – odpowiedziałem rozbawiony. Tak, siniaki i obtarcia są takie straszne... pewnie już wieczorem po naszej zabawie nie będzie miał żadnych śladów na moim ciele. W przeciwieństwie do mnie. Powinien mnie gryźć tak, bym mógł to zakryć ubraniem. 
– Musiałbym się czegoś napić – puścił mi oczko. 
– To pij. Proszę tylko się wgryzać bliżej obojczyka. Muszę to jakoś zakryć – odpowiedziałem, nie mając z tym problemu. Niech się trochę zregeneruje, jeśli musi. Jakoś sobie poradzę z tym małym ubytkiem krwi. Byleby on się czuł dobrze.
– Uwielbiam twój entuzjazm. Ale już się napiłem, nie będę cię bardziej męczyć – przyznał, po czym się uśmiechnął delikatnie. – No już, wstawaj, musisz zjeść, i nas spakować, i wyruszamy dalej – pospieszył mnie, odsuwając się ode mnie gwałtowanie. Oczywiście, wszystko na szybko... zamiast sobie poleżeć, na spokojnie, nacieszyć się swoim towarzystwem, to on już wszystko szybko. Ja się powinienem spieszyć. Ja mam mało czasu w życiu. Ja się powinienem spieszyć. A on ma całą wieczność, zatem po co ma się spieszyć. 
– A spieszy ci się gdzieś? Aż tak bardzo za dnia chcesz wyruszyć? – spytałem, nie ruszając się z łóżka. Jeszcze mamy czas. Dużo czasu. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Leżałem w wodzie tak długo, aż skóra na palcach zaczęła się marszczyć. Nie chciałem jednak wyglądać niekorzystnie, w końcu mój wygląd miał dla mnie znaczenie. Dla każdego, kto chciałby na mnie spojrzeć. Choć prawda była taka, że liczył się głównie wzrok Eliana. Reszta nie miała dla mnie takiego znaczenia.
Wytarłem ciało z nadmiaru wody i narzuciłem na siebie jego koszulę. Materiał pachniał nim tak wyraźnie, że mimowolnie się uśmiechnąłem. Zaraz potem zabrałem się za sprzątanie. Widziałem już wcześniej, jak robił to Elian, dlatego wiedziałem dokładnie, co i gdzie odłożyć, by wszystko wyglądało tak jak przedtem.
Cicho przesuwałem kolejne rzeczy, poprawiałem niedbale rzucone tkaniny i ścierałem ślady naszej obecności. Z każdą chwilą czułem coraz większą satysfakcję. Gdy skończyłem, wszystko wyglądało niemal idealnie.. Wiedziałem, że gdybym tego nie zrobił, Elian musiałby posprzątać sam, kiedy się obudzi. A przecież obiecałem mu, że pomogę. Że nie zostawię wszystkiego na jego głowie.
Więc sprzątałem. Po sobie. Po nas.
Złożyłem parawan i dopiero wtedy spojrzałem na śpiącego Eliana. Wyglądał spokojnie, choć nawet przez sen było widać zmęczenie malujące się na jego twarzy. Ta podróż musiała go wykańczać. Czuję, że mój udział też miał na to wpływ, w końcu byłem męczący, zbyt zachłanny, zbyt spragniony jego bliskości. Jego dotyku. Smaku krwi, który pokochałem bardziej, niż powinienem. Czasem zdarza mi się, że zapominam się i spijam z niego więcej krwi niż powinienem ale staram się to kontrolować, na tyle na ile w ogóle jestem w stanie to robić.
Nie chciałem go budzić, więc po prostu położyłem się obok, dając mu to, czego najbardziej potrzebował, ciszę i spokój.
Ledwie jednak dotknąłem poduszki, jego ramiona zacisnęły się wokół mnie mocno i instynktownie, jakby nawet przez sen nie chciał mnie wypuścić. Zastanowiłem się przez chwilę, czy naprawdę spał. Gdyby był świadomy własnej siły, pewnie przyciągnąłby mnie jeszcze bliżej, aż zabrakłoby mi tchu.
Ale nie. Spał.
Byłem tego bardziej niż pewien.
Wtuliłem się w jego ciało, powoli zamykając oczy. Teraz, gdy miałem go obok siebie, mogłem po prostu istnieć. Bez pośpiechu. Bez konieczności myślenia o czymkolwiek innym.
Czasami żałowałem, że wampiry nie potrafią spać. Gdyby było inaczej, nie musiałbym zmuszać się do bezczynnego leżenia i udawania odpoczynku. Owszem, lubiłem leżeć blisko niego, czuć jego ciepło i ciężar ramienia obejmującego mnie nawet przez sen, ale mimo wszystko wolałbym robić coś więcej. Coś, co dawałoby silniejsze doznania, zajmowało myśli, odciągało uwagę od niekończącego się czasu.
A tak pozostawało jedynie być. Leżeć.
Czekać. Więc czekałem.
Z zamkniętymi oczami wsłuchiwałem się w otaczający nas świat, podczas gdy czas płynął nieubłaganie naprzód. Na szczęście mogłem słuchać ludzi, ich rozmów, kroków, śmiechów i oddechów. Dzięki temu coś się działo. Świat żył, nawet jeśli ja tkwiłem nieruchomo obok Eliana.
Bo gdyby nie te wszystkie drobne dźwięki, gdyby nie świadomość obecności innych istnień, chyba naprawdę zacząłbym się nudzić. A nuda była czymś znacznie gorszym niż głód.

<Elianie? C: >

Od Eliana CD Serathiona

 Ciesząc się, że jednak było między nami wszystko w porządku. Że ta jedna, mała, żałosna różyczka mu wystarczała. Gdybym tylko miał więcej pieniędzy, naprawdę bym był w stanie kupić, co tylko chce. A tak? Ledwo jestem w stanie mu zapewnić tę namiastkę szlachetności... Ledwo. I nie zawsze. Już teraz przy płaceniu za pokój i jedzenie musiałem wybrać coś względnie taniego, bo widać już dno sakiewki. W mieście muszę się zabrać za jakąś pracę. Jakąkolwiek. Nie muszę koniecznie ganiać za wampirem, jak będzie potrzeba gdzieś silnej pary rąk, to moje się do tego nadają idealnie. Tu już nawet nie chodzi tylko o te perfumy, które to tak swoją drogą też zamierzałem my kupić. Jeżeli mamy się zatrzymać w jakiejś karczmie, w której łóżkach nie będzie żadnych dodatkowych lokatorów, trochę pieniędzy jednak muszę wyłożyć. 
– Chyba się idę już położyć – powiedziałem, kiedy moje ciało było już wyszorowane. Nie wiem, jak długo mój zapach utrzyma się na moim ciele, ale chociaż przez chwilę mogę dla niego przyjemnie pachnieć. 
– W porządku. Ja jeszcze chwilę sobie tu posiedzę – stwierdził, co mnie nie zaskoczyło. Pewnie będzie tu tak długo, aż jego ciało od tej wody zacznie się marszczyć. Pewnie dopiero wtedy zdecyduje, że pora wstać. 
– Posprzątasz tu później? – zapytałem, zerkając na niego z uwagą. W końcu, zazwyczaj to ja się tym zajmowałem. 
– Pewnie. Nie jest to przecież nic trudnego – odpowiedział niezrażony, na co uniosłem jedną brew. Czyli jeszcze jutro przed wyruszeniem w dalszą drogę czeka mnie szybkie ogarnięcie łazienki, by nasz gospodarz nie stwierdził, że jesteśmy jak świnie. Co prawda, jest wysoce prawdopodobne, że już się nigdy nie spotkamy, ale ja nie lubię pozostawiać po sobie bałaganu, zwłaszcza, kiedy dostaliśmy ładny, czysty pokój. 
– Jak z czymś sobie nie będziesz radzić, to mnie obudź. Pomogę ci we wszystkim – powiedziałem, zostawiając go samego za parawanem. Od razu też ruszyłem stronę w naszych rzeczy. Zapomniałem wcześniej zabrać ze sobą spodnie do spania i bieliznę, więc przez chwilę chodziłem w samym ręczniku. W końcu, czemu by nie? Była tu tylko moja Różyczka, która akurat z takiego mojego wyglądu byłaby zadowolona. No i jeszcze Futerko, no ale on sobie leżał zadowolony blisko kominka. Oj, niech korzysta, bo wkrótce może mu tego zabraknąć. 
Ubrałem się, by gołym tyłkiem nie świecić, i następnie dołożyłem do kominka, by paliło się całą noc. Ciepło bijące od ognia było zupełnie inne, niż to bijące od człowieka. Chociaż, dawno czegoś takiego nie czułem, i nieprędko poczuję, i ile w ogóle. Serathion na pewno ciepły się nie stanie. Co najwyżej o kota będę mógł się trochę ogrzać. 
– Że ty jeszcze o jedzenie nie wołasz, to ja w szoku jestem – powiedziałem do kociaka, przesuwając dłonią po jego grzbiecie. Futerko mruknął cicho, i przeciągnął się leniwie. Jeszcze przez chwilę poczekam na Serathiona, bo może z czymś sobie nie poradzi. 

<Różyczko? c:>

środa, 13 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Od razu mimowolnie się uśmiechnąłem. To było naprawdę miłe z jego strony, że chciał obdarowywać mnie prezentami, choć wcale tego nie potrzebowałem. Oczywiście róża, którą mi podarował, była jednym z najpiękniejszych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałem. Drażniłem się z nim tylko, mówiąc, że wolałbym perfumy zamiast róży, ale prawda była zupełnie inna, ta róża znaczyła dla mnie o wiele więcej, niż potrafiłbym ubrać w słowa. Była symbolem pamięci, troski i uczuć, a takie rzeczy zawsze miały dla mnie największą wartość.
Choć muszę przyznać, że perfumy również bardzo by mnie ucieszyły. Od zawsze lubiłem piękne zapachy, ale w moim przypadku wynikało to z czegoś więcej. Jako wampir miałem niezwykle wyczulony węch. Każdy aromat odbierałem znacznie mocniej i intensywniej niż ludzie. Dla nich coś mogło być jedynie nieprzyjemnym zapachem, dla mnie stawało się niemal duszącym odorem, którego nie potrafiłem znieść. Nikt, kto nie czuł świata tak jak ja, nie był w stanie tego naprawdę zrozumieć. Dla innych zapach mógł być po prostu silniejszy albo delikatniejszy, dla mnie każdy był intensywny, przenikliwy, żywy, niezależnie od tego, czy był piękny, czy odpychający.
- Podoba mi się twój romantyzm - Przyznałem w końcu z lekkim uśmiechem. - Ale naprawdę nie musisz wydawać na mnie swoich pieniędzy. Tobie są one dużo bardziej potrzebne. Musisz mieć za co żyć, kupić jedzenie, coś do picia, zadbać o nasze zwierzaki i samego siebie. A ja… - Zawahałem się na moment, spuszczając wzrok. - Nawet jeśli czasem powiem coś głupiego, bo odzywa się we mnie moja szlachecka natura, to nie znaczy, że oczekuję od ciebie prezentów albo że musisz mi coś kupować. Nie musisz. Najważniejsze jest dla mnie to, żebyś miał wszystko, czego potrzebujesz do życia. Ja sobie poradzę. - Powiedziałem to chyba bardziej z wewnętrznej potrzeby niż z rozsądku. Nie chciałem wyjść na osobę płytką czy zachłanną. Można było zarzucić mi wiele rzeczy, ale nigdy brak troski o innych. Zawsze się przejmowałem, nawet jeśli nie potrafiłem okazywać tego w sposób, w jaki powinienem.
Elian słuchał mnie z niezwykłą uwagą, a na jego twarzy z każdą chwilą pojawiał się coraz cieplejszy uśmiech. Nie potrafiłem stwierdzić, czy po prostu droczył się ze mną w swoim zwyczaju, czy może naprawdę tak bardzo spodobały mu się moje słowa. W jego spojrzeniu było jednak coś miękkiego, szczerego i spokojnego, co sprawiało, że serce gdyby nie było martwe i zimne, biło by szybciej.
Nie odpowiedział od razu. Zamiast tego bez słowa pochylił się i delikatnie ucałował mnie w czoło, po czym przytulił mnie mocniej do siebie, jakby chciał tym jednym gestem przekazać wszystko to, czego nie umiał albo nie chciał wypowiedzieć na głos. W tym uścisku było ciepło, troska i coś jeszcze coś, co sprawiało, że czułem się przy nim bezpiecznie mimo całego chaosu świata.
I chyba właśnie wtedy zrozumiałem, że jego milczenie było odpowiedzią na wszystkie moje pytania. Bo czasami cisza potrafi powiedzieć znacznie więcej niż tysiące słów wypowiedzianych na głos. Niektórych uczuć po prostu nie da się opisać, można je jedynie poczuć w czyimś spojrzeniu, dotyku albo sposobie, w jaki druga osoba trzyma cię przy sobie, jakbyś był dla niej czymś naprawdę ważnym.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Słyszałem, jak Serathion coś tam do siebie gadał, ale co? Nie byłem wampirem, żeby stwierdzić, mamrotał coś cichutko pod nosem, coś o zapachu. Nie da mi żyć bez tych róży, a to nie taka prosta sprawa. Róże nie są takie popularne na chociażby takiej wsi. Tu się liczy użyteczność. W mieście też nie tak prosto, gdzie te róże mają rosnąć, kto się nimi ma opiekować? Róże znajdzie się najprędzej w miejscach takich, w jakich on się wychowywał; na szlacheckich dworkach, gdzie rodzina zatrudnia ogrodnika, który się takimi kwiatami zajmuje, chyba, że ktoś jest wielkim pasjonatem. Ze wszystkich kwiatów sobie musiał wybrać akurat róże. A przecież jest tyle ładnych kwiatów... I tyle kwiatów, które to ładnie pachną. Chociażby bez. Bez i ładnie pachnie, i prędzej idzie go zdobyć. 
– Ciepła kąpiel gotowa – zakomunikowałem mu, wlewając tego jego olejku do wody. Zdecydowanie lepiej się on rozchodził w takiej ciepłej wodzie niż lodowatej, więc mogę go mnie zużyć. 
– Już idę – usłyszałem już znacznie głośniejszy głos mojej Różyczki, która koniecznie musi pić wino z lampki. Jakby to miało znaczenie... kompletnie tego nie rozumiałem. Niby tłumaczy to tak, że jest szlachcicem, ale wiążąc się ze mną powinien sobie doskonale zdawać sprawę z tego, że nie jestem w stanie dać mu takiego życia, jakie miał do tej pory i jakie by pewnie chciał. Owszem, jakiś kubek mógłbym mu załatwić, ale im szybciej przywyknie do tej myśli, tym lepiej dla niego. – Jak ja kocham ten zapach... – wymruczał, wchodząc do balii tak, że wystawała mu jedynie głowa. – Tęsknię za różami. I za moim małym ogródkiem. 
– Dlatego po coś ci kupiłem tę zaczarowaną, która nigdy nie więdnie – przypomniałem mu, zajmując miejsce naprzeciwko niego. Wiem, że to marna pociecha, i znacznie lepiej wyglądałby cały bukiet z takich róż, ale pieniędzmi to ja niestety nie sram, chociaż bym bardzo chciał. To rozwiązałoby większość moich problemów. 
– A zamiast tego mógłbyś mi kupić jakieś perfumy. I sobie przy okazji też. Byłoby to bardziej pożyteczne – skwitował, na co uniosłem brew. 
– Wybacz, że obudziła się we mnie nutka romantyzmu zamiast chłodnej logiki użyteczności. Będę to miał na uwadze, kiedy będę ci wybierał kolejny prezent. O ile uda mi się zdobyć na niego pieniądze – odpowiedziałem, zabierając się za mycie swojego ciała. Chciałem jak najszybciej mieć to za sobą i położyć się do tego łóżka po raz ostatni, bo kolejne dwa dni znów będziemy musieli spędzić w namiocie. Przynajmniej tylko dwa. Jest to do przeżycia, chociaż odzwyczaić się od wygodnego materaca jest niezwykle ciężkie. Człowiek zdecydowanie zbyt szybko się przyzwyczaja do luksusów. A taki wampir się nigdy od nich nie odzwyczaja, co jest chyba jeszcze gorsze. 

<Różyczko? c:>