No i co właściwie miałem z nim zrobić?
Patrząc na to z każdej strony, miał rację. Przecież to ja wcześniej wspominałem, że mógłbym siedzieć w jego torbie i podróżować razem z nim za dnia tak aby mógł nocą normalnie spać. Tylko… czy naprawdę tego chciałem właśnie teraz? Sam już nie wiedziałem. Musiałem się nad tym zastanowić.
Z drugiej strony siedzenie samotnie w pokoju nie wydawało się szczególnie kuszące. Tam, na dole, z pewnością działo się o wiele więcej niż tutaj, pośród ciszy i czterech ścian. Poza tym, będę widział jakie kro ma intencję w stosunku co do mojego faceta.
- Niech ci będzie. Skoro już tak ładnie mnie o to prosisz, kim, że byłbym, gdybym miał ci odmówić? - Mruknąłem w końcu, rzecz jasna zrzucając całą odpowiedzialność na niego.
Tak było po prostu wygodniej.
To przecież on mnie prosił. To on chciał, żebym się zmienił. Zupełnie nieistotny pozostawał fakt, że sam kiedyś pierwszy wyszedłem z tą propozycją.
- Ależ oczywiście, że chciałem - Westchnął Elian z rozbawieniem, otwierając przede mną swoją torbę, abym mógł się w niej schować.
Prychnąłem cicho i przybrałem postać nietoperza. Skrzydła złożyły się przy ciele, a świat w jednej chwili nabrał znajomego, lekkiego ciężaru tej formy. Wsunąłem się do wnętrza torby, mając nadzieję, że okaże się to znacznie ciekawszym zajęciem niż samotne siedzenie na górze.
Elian zabrał ze sobą także Futerko, po czym opuściliśmy pokój. Dzięki temu choć raz za dnia mogłem być przy nim bez konieczności ukrywania się między ścianami własnego schronienia.
Z wnętrza torby obserwowałem wszystko z niesłabnącą uwagą.
Ludzi mijających nas na korytarzach, gospodarza, kaczmarki, każdego, kto choć na chwilę znalazł się w pobliżu mojego faceta.
A potem zauważyłem je.
Kobiety.
Jedna uśmiechnęła się do niego zbyt słodko. Druga posłała mu znaczące spojrzenie, a trzecia bez najmniejszego wstydu puściła oczko.
Co za bezwstydne ladacznice.
Poczułem, jak narasta we mnie irytacja, niemal śmiesznie gwałtowna i całkowicie nieuzasadniona, lecz czy zazdrość kiedykolwiek słuchała rozsądku?
Gdybym tylko mógł, bardzo chętnie pokazałbym im, gdzie jest ich miejsce.
Może wtedy nauczyłyby się trzymać wzrok z dala od tego, co nie należało do nich.
Lekko naburmuszony siedziałem w torbie, analizując wszystko, co działo się wokół. Mimo irytacji czułem gdzieś w środku cichą ochotę, by częściej schodzić z nim na dół, obserwować to, co robi, i ludzi, którymi się otaczał. Było w tym coś dziwnie fascynującego, możliwość pozostawania blisko i podglądania świata, którego na co dzień nie mogłem doświadczać.
Mimo wszystko odczułem ulgę, gdy w końcu mogłem opuścić torbę i powrócić do swojej zwyczajnej postaci. Rozprostowałem ramiona, przeciągając się leniwie po długim siedzeniu w ciasnej przestrzeni.
- Ależ tamte dziewczyny mnie denerwują - Mruknąłem, pusząc policzki i nawet nie próbując ukrywać swojego niezadowolenia.
Elian uniósł lekko brew, obserwując mnie z wyraźnym zaciekawieniem.
- Dziewczyny? A co z nimi było nie tak? - Zapytał spokojnie.
Spojrzałem na niego kątem oka, jednocześnie zaczynając się przebierać. W końcu niedługo mieliśmy wychodzić, a to oznaczało konieczność doprowadzenia się do porządku. Co prawda nigdy szczególnie nie przeszkadzało mi odsłanianie własnego ciała, wręcz przeciwnie, ale znałem Eliana wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nie przepadał za podobnym zachowaniem.
Westchnąłem ciężko, poprawiając ubranie.
- Te, które próbowały cię podrywać - Burknąłem w końcu.
Nie byłem zły na niego. Właściwie nie zrobił nic niewłaściwego. To nie była jego wina.
Ale tamte dziewczyny…
Och, one zdecydowanie działały mi na nerwy.
Ich uśmieszki, spojrzenia i ta bezczelna pewność siebie wystarczyły, by skutecznie popsuć mi humor.
- Jakby nie miały nic lepszego do roboty niż kręcić się wokół ciebie - Dodałem ciszej, odwracając wzrok, choć nadąsanie w moim głosie zdradzało mnie bardziej, niż chciałbym przyznać.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz