Zlecenie na wampira? No tak, w końcu to łowca wampirów. Co zabawne, w całej tej sytuacji ten słynny niszczyciel potworów trzyma jednego przy swoim boku… i wcale nie wygląda, jakby mu to przeszkadzało. A przecież doskonale wie, kim a raczej czym jestem.
- Trzymam cię za słowo. Nie chcę śmierdzieć - Mruknąłem pod nosem, nadymując policzki z wyraźnym niezadowoleniem wymalowanym na twarzy.
Elian spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, unosząc jedną brew, jakby próbował rozszyfrować sens mojej uwagi.
- Od razu śmierdzisz? Nie przesadzaj - Parsknął cicho. - Teraz pachniesz mną. Męskimi feromonami. To wcale nie są takie złe zapachy. - Przewróciłem oczami. Nie o to mi chodziło. To znaczy… jego zapach nie był najgorszy, jaki przyszło mi w życiu czuć. Wręcz przeciwnie, był ciepły, intensywny, aż dziwnie uspokajający. Ale to wciąż nie rozwiązywało mojego problemu.
- Teraz tak - Odparłem, marszcząc nos. - Ale przypominam ci, że mój naturalny zapach jest… cóż, powiedzmy, mało zachęcający. Bardzo trupi. A tego ani ty, ani ja raczej nie chcemy znosić. - Na samą myśl skrzywiłem się lekko, jakbym znów mógł poczuć ten mdlący, zimny odór śmierci, który potrafił przylgnąć do mnie niczym cień.
Elian przyglądał mi się jeszcze przez chwilę, a potem uśmiechnął się pod nosem, tym swoim irytująco spokojnym, niemal rozbawionym uśmiechem.
- Uwierz mi - Powiedział ciszej. - Widywałem gorsze rzeczy… i czułem znacznie gorsze zapachy niż twój trupi. - Wzruszył ramionami, jakby to naprawdę nie miało dla niego żadnego znaczenia. Jakby zapach rozkładu był czymś, co można po prostu zignorować. A powinien się tym przejmować. Niestety, zapach trupa zdecydowanie nie należał do rzeczy, które da się łatwo zaakceptować.
- Nie jest najgorszy? - Prychnąłem, krzywiąc się lekko. - Chyba coś ci się pomyliło. Trup nigdy nie pachnie przyjemnie. - Zmarszczyłem nos, wyraźnie niezadowolony na samą myśl o tym, jak mogę pachnieć. Nawet jeśli starałem się o tym nie myśleć… świadomość tego i tak gdzieś z tyłu głowy uparcie wracała.
Elian nie skomentował już ani słowa. Skupił całą swoją uwagę na posiłku, który dla siebie przygotował, jakby rozmowa w ogóle przestała istnieć.
Pozostało mi więc tylko czekać.
Czekać, aż skończy przygotowania, aż spokojnie zje, aż dopnie wszystko, co uzna za konieczne. Robił to bez pośpiechu, metodycznie, z tą swoją charakterystyczną pewnością jak ktoś, kto nigdy nie działa przypadkowo.
Dopiero gdy zakończył, mogliśmy wreszcie ruszyć w drogę.
Oczywiście Onyks sunął przed siebie ciemną drogą w swoim własnym, niespiesznie irytującym tempie. Zdecydowanie zbyt wolnym. Mógłby się trochę pospieszyć… bo zaczynało mi się zwyczajnie nudzić. A to nigdy nie było dobrym znakiem, nawet jeśli doskonale zdawałem sobie z tego sprawę.
- Opowiedz mi coś ciekawego - Poprosiłem, zerkając na mojego partnera.
Elian natychmiast uniósł jedną brew, jakby właśnie usłyszał coś zupełnie absurdalnego.
- Słucham? Co mam zrobić? - Westchnąłem cicho, przewracając oczami.
- No właśnie nie słuchasz - Odparłem. - Powiedziałem, żebyś mi coś opowiedział. Trochę się nudzę. - Przyznałem to bez większego wstydu. W końcu chciałem tylko odrobiny uwagi… zanim ta droga zdąży mnie wykończyć z czystej monotonii.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz