środa, 6 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 To był właśnie jego problem, patrzył tylko na wygląd, czy to swój, czy to innych. No, w przypadku innych jeszcze patrzy na krew, no ale jak chodzi o siebie, to dla niego najważniejszy był wygląd, zapach... A to przecież nie o to chodziło. Na szczęście nie ma do zaoferowania tylko pięknego wyglądu. Może nie ma pięknego charakteru, ale nie jest najgorszy. Trzeba go tylko odpowiednio poprowadzić. I nauczyć tego zwykłego świata, który dla niego jest obrzydliwy, paskudny, i w ogóle najlepiej by go spalić. 
– Tak. Gdybyś wszystko, co robił, to leżenie, pachnienie, gryzienie i nastawianie dupy od czasu do czasu, w tym momencie nie zmierzałbym z tobą nad morze, tylko obrałbym trochę inny cel. Sam – powiedziałem zgodnie z prawdą. Jak się dzięki niemu dowiedziałem, seks jest fajny i w ogóle, ale jednak też żyje mi się zupełnie inaczej, kiedy mam to małe wsparcie, zwłaszcza, że w opiece nad nim poświęcam mu swój czas, i energię. A jak mi pomaga, szybciej mogę się położyć, prędzej coś zjem. Prawie idealna równowaga. Co prawda, dalej ja mam więcej obowiązków, ale też tak naprawdę ja więcej wymagam. Jemu muszę zapewnić tylko miejsce do ukrycia się. A ja? Muszę przynieść wodę, przygotować jedzenie, miejsce do spania... Trochę tego wszystkiego jest. 
– Okrutnik z ciebie. Masz takiego wspaniałego osobnika przy swoim boku, i zrezygnowałbyś z niego? – spytał, obserwując mnie z uwagą, kiedy wszystko pakowałem na konia. 
– Pewnie tak. Może nie od razu, bo zanim bym się zorientował, zaczął patrzeć z dystansem na naszą relację i dostrzegać jej mankamenty. A ty jednak masz swoje plusy, skarbie. Pomagasz mi. Czasem jeszcze trzeba cię nakierować, bo sam się nie domyślisz sytuacji oczywistych, trzeba ci paluszkiem pokazywać, ale poza tym, jesteś dobry. Twój kompas moralności nieco szaleje, ale myślę, że dzięki mnie powoli się ustabilizuje – odpowiedziałem upewniając się, że siodło jest poprawnie zaciśnięte. Kiedyś coś o uszy mi się obiło, że co sprytniejsze wierzchowce brały głęboki wdech i wstrzymywały go, by kiedy już zapnie się te wszystkie pasy mieć więcej luzu, dla jeźdźca było to trochę niebezpieczne. I zauważyłem, że Onyks był jednym z tych sprytnych wierzchowców, robił tak za każdym razem. I nie wydawał się być zadowolony, kiedy czekałem, aż przestanie wstrzymywać oddech. – Jedziemy? – spytałem, wyciągając dłoń w jego stronę. 
– Oczywiście. W końcu. Chcę już dotrzeć do miasta, gdzie coś się będzie dziać. I będzie wielka balią. I wygodne łóżko – odpowiedział, chwytając moją dłoń. Sprawnie pomogłem mu zasiąść na koniu, podałem mu także do trzymania Futerko, bo kociak za nami sam by nie nadążył, i zająłem miejsce za nim. Jak zawsze. 
– Jak balię i wygodne łóżko mogę zapewnić, tak czy coś się będzie dziać? Trochę wątpię. Teraz jest trochę słaby okres, jak chodzi o wydarzenia i festyny, więc pod tym względem się nie nastawiaj – ostrzegałem go, nakierowując konia na drogę.

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz