niedziela, 10 maja 2026

Od Haru CD Daisuke

Mój panicz, a raczej w tej chwili piękna, cudowna, śliczna idealna panienka, zbyt mocno przejmował się całą sytuacją. Tak naprawdę nieważne było, czy był kobietą, czy mężczyzną, dla mnie nie miało to najmniejszego znaczenia. Dzieci przecież na pewno go poznają. Nie zmieni się aż tak bardzo. Oczywiście, być może na początku będą zaskoczone, może nawet trochę niepewne, ale dzieci szybko się przyzwyczajają. Wiedziałem, że z czasem wszystko stanie się dla nich naturalne i nie będzie w tym nic strasznego. Byłem tego bardziej niż pewien.
- Nie przejmuj się mój malutki skarbeńku - Powiedziałem cicho, gładząc jego policzek opuszkami palców. - Bez względu na to, jak będziesz wyglądać, dzieci cię poznają. Nie różnisz się przecież aż tak bardzo. Kobieta czy mężczyzna… dla mnie wciąż jesteś tą samą osobą. Może zmienią się włosy, może rysy twarzy staną się trochę inne, ale poza tym nadal będziesz sobą. Tą samą piękną, idealną i wyjątkową osobą, którą kocham całym sercem. Nasze dzieci również będą cię kochać, niezależnie od tego, czy będziesz kobietą, czy mężczyzną. Jestem tego absolutnie pewien… i ty też powinieneś w to uwierzyć. - Po tych słowach pocałowałem go delikatnie w śliczny nosek, próbując dodać mu otuchy.
- Jesteś tego pewien? - Szepnął niepewnie, opuszczając wzrok. W jego głosie wyraźnie słychać było strach i wątpliwości. - Mimo wszystko bardzo się boję. Nie chcę, żeby dzieci płakały albo się mnie bały. Naprawdę potrzebuję tej przemiany… Chcę w końcu być sobą. Mężczyzną, nie kobietą. Nie czuję się dobrze, kiedy muszę udawać kogoś, kim nie jestem. Ale wiem też, że ze względu na dzieci muszę być silny. Dla nich i dla nas wszystkich. - W jego oczach pojawił się smutek, który ścisnął mnie za serce.
Delikatnie ująłem jego twarz w dłonie i zmusiłem, by spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się łagodnie, chcąc przekazać mu choć odrobinę spokoju.
- Skarbie - Wyszeptałem ciepło - Bez względu na to, co się wydarzy, zawsze będę przy tobie. Będę cię kochał, wspierał i chronił w każdej możliwej chwili. Nigdy nie zostaniesz z tym sam. - Następnie pocałowałem go czule w czoło, przytulając do siebie tak, jakby samym uściskiem mógł odebrać mu cały strach.
- Wiem… zdaję sobie z tego sprawę i kocham cię bez względu na wszystko, cokolwiek by się nie wydarzyło - Przyznał cicho, wtulając się mocniej w moje ciało, jakby szukał w moich ramionach bezpieczeństwa. - A jednak się boję. Chyba bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie chciałbym stracić dzieci tylko dlatego, że wrócę do swojego prawdziwego wyglądu. - W jego głosie drżał lęk, którego nie potrafił już ukrywać. Każde wypowiedziane słowo przepełnione było bólem i niepewnością, a ja doskonale wiedziałem, że nosił ten strach w sobie od bardzo dawna.
Objąłem go jeszcze mocniej, pozwalając, by całkowicie schował się w moich ramionach. Delikatnie przesunąłem dłonią po jego plecach, próbując go uspokoić samą swoją obecnością.
- Skarbie, będzie dobrze. Nie martw się na zapas. Dzieci cię kochają i nic tego nie zmieni. Dla nich najważniejsze jest to, że jesteś obok, że je przytulasz i jesteś ich rodzicem. Wygląd nie odbierze im miłości do ciebie. I nie pozwolę, żebyś przechodził przez to sam - Wyszeptałem po chwili. - Jestem przy tobie teraz i będę przy tobie zawsze. Nie musisz udawać silnego przez cały czas. Możesz się bać… a ja i tak cię nie puszczę. - Chciałem, żeby choć przez moment przestał myśleć o najgorszym. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie wtedy, gdy przyszłość nie była przesądzona, a oni wciąż mieli siebie nawzajem.

<Paniczu? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz