poniedziałek, 11 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 I jak zwykle, wbrew sobie, chciałem dostać coś tylko dla siebie, ale oczywiście znów pojawiło się jakieś „coś”, przez które nie mogłem mieć tego co chcę. Westchnąłem tylko cicho, bo przecież nie miałem prawa narzekać. To ja sam zdecydowałem się przyjąć te zwierzaki pod nasz dach. Wiedziałem od samego początku, że ich potrzeby zawsze będą ważniejsze od moich.
Nie powiedziałem już ani słowa. Doskonale wiedziałem, że dalsza dyskusja nie ma najmniejszego sensu. Miał rację i tyle. Pozostawało mi po prostu cieszyć się tym, co mieliśmy. A przecież, mimo wszystko, mieliśmy dokładnie to, czego potrzebowaliśmy. Ciepłą wodę, pięknie pachnące olejki i bezpieczny kąt, ukryty z dala od słońca, którego promieni zdecydowanie nie chciałbym teraz spotkać.
Skupiłem się więc na kąpieli. Musiałem odpowiednio zadbać o swoje ciało, pozwolić, by zapach róży szczelnie mnie otulił i zagłuszył wszystko inne. Nie chciałem pachnieć śmiercią. Nie chciałem nawet wyobrażać sobie, jak to jest naprawdę cuchnąć trupem.
Byłem pewien, że każde nasze zwierzę od razu zaczęłoby się mnie bać. A tego nie chciałem najbardziej. Lubiłem zarówno kota, jak i konia, i nie chciałem stać się dla nich czymś odrażającym tylko dlatego, że moim naturalnym zapachem, moim przekleństwem był ten zimny, trupio-wampirzy odór.
Dlatego szorowałem skórę staranniej niż zwykle, wcierając w nią różane olejki tak długo, aż ich słodki aromat całkowicie wypełnił niewielką łazienkę. Przez krótką chwilę mogłem udawać, że jestem kimś normalnym. Kimś żywym.”
- Różyczko… czyżbyś się na mnie obraził? - Zapytał cicho, a jego słowa szczerze mnie zaskoczyły. Nie bardzo rozumiałem, dlaczego miałbym się na niego gniewać. Czy zrobił coś złego? Czy powiedział coś, czego nie powinien? Przecież nie padło z jego ust nic niestosownego, nic, co mogłoby mnie zranić. Skąd więc w ogóle ten pomysł?
Westchnąłem cicho i spojrzałem na niego spokojniej, starając się, by zrozumiał, że naprawdę nie mam mu nic za złe.
- Wybacz, ale szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego miałbym się na ciebie obrazić - Odpowiedziałem w końcu zgodnie z prawdą. - Dosłownie nie zrobiłeś nic złego. Nie powiedziałeś też nic, co mogłoby mnie urazić. Masz rację… zwierzaki mają pierwszeństwo. A ja, decydując się je przyjąć, powinienem był być tego świadomy od samego początku. - Na moment odwróciłem wzrok, lekko zaciskając palce na bo bali. Niełatwo było mi przyznawać mu rację, właściwie nigdy tego nie lubiłem, ale tym razem naprawdę ją miał.
- Dlatego nie zamierzam się z tobą kłócić ani dyskutować - Dodałem już ciszej. - Akceptuję to. Nawet jeśli czasami ciężko mi się z tym pogodzić… i jeszcze ciężej powiedzieć na głos, że miałeś rację. - Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie cichym szumem wody. Mimo wszystko nie czułem złości. Co najwyżej lekkie ukłucie zawodu skierowane bardziej ku sobie niż ku niemu. Bo prawda była taka, że sam dokonałem tego wyboru i teraz musiałem nauczyć się z nim żyć.
- Naprawdę jestem z ciebie dumny. Nie spodziewałem się, że podejdziesz do tego aż tak odpowiedzialnie. Miło jest cię takiego słuchać. No i jeszcze przyznałeś mi rację, a to przecież zdarza się naprawdę rzadko - Powiedział z wyraźnym rozbawieniem.
W jego głosie pobrzmiewała kpina. Delikatna, może nawet żartobliwa, ale znałem go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że z pewnością zamierzał wykorzystać tę chwilę przeciwko mnie jeszcze wiele razy. I szczerze? Nie mogłem nawet protestować. Sam dałem mu do tego idealny powód.
Westchnąłem ciężko pod nosem, odwracając wzrok. Czy mi się to podobało? Oczywiście, że nie. Ale skoro już przyznałem mu rację, musiałem ponieść tego konsekwencje. 
- Nie przyzwyczajaj się za bardzo, to był tylko jeden jedyny raz - Mruknąłem w końcu..

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz