poniedziałek, 18 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Szkoda, że nie będzie żadnego festynu. Szczerze przyznam, że bardzo je polubiłem. Gdybym tylko mógł, bez wahania skorzystałbym z takiej okazji, z tej zabawy, tego gwaru i tej osobliwej, niemal umysłowej rozkoszy, którą dawało obserwowanie ludzi i uczestniczenie w ich radości. Sam nie wiem dlaczego, lecz festyny zaczęły mieć dla mnie dziwny urok. Chciałem, aby było ich więcej. Chciałem odwiedzić każdy, jaki tylko nadarzyłby się na naszej drodze.
Niestety, odkąd podróżujemy w siodle, podobne przyjemności stały się niemal niemożliwe. Droga nie zna postoju, a ostrożność nie pozwala na beztroskę. Pozostaje mi więc jedynie liczyć na to, że prędzej czy później los okaże się łaskawy i jeszcze uda mi się zobaczyć to i owo.
Teraz jednak bardziej niż o festynach powinienem pomyśleć o tym, co mi przed chwilą powiedział… Plebs?
Ja nigdy w życiu plebsem nie byłem i nie zamierzałem nim zostać, nawet jeśli mój partner jest biedakiem.
Choć… z drugiej strony…
Spojrzałem na własne dłonie, na ubrania będące jedyną rzeczą, która mi pozostała.
Skoro nie mam już nic poza tym, co noszę na sobie… może faktycznie nim jestem?
O rany… jak okropnie to brzmi.
Przecież całe życie dbałem o to, by mieć pieniądze, by być pięknym i na swój sposób, bogatym. I byłem taki. Dopóki mój zamek nie spłonął.
Wraz z płomieniami zniknęło wszystko, co budowałem przez lata komnaty, kosztowności, pamiątki i bezpieczeństwo, które wydawało się wieczne. Jedynie garść monet, ocalałych spod gruzów i popiołu, zdołałem wyciągnąć z ruin. Te marne resztki przeznaczyłem na przyjemności moje i mojego partnera, jakby rozpaczliwie próbując ocalić choć cień dawnego życia.
Teraz jednak nie mam już nic.
I chyba trzeba pogodzić się z tym, że wszystko się zmieniło.
Nie jestem już tym ważnym, budzącym grozę, a jednocześnie bogatym wampirem, którego imię wywoływało respekt. Teraz jestem jedynie zwykłym uciekinierem, zmuszonym oglądać się za siebie i uważać na każdy krok, by przeżyć następny dzień.
To naprawdę okropne… ale muszę przyznać ci rację.
- Przez to, że jestem z tobą… i przez to, że mój zamek spłonął wraz ze wszystkim, co posiadałem… jestem plebsem. - Westchnąłem ciężko, przykładając dłoń do czoła i teatralnie udając człowieka zdruzgotanego własnymi słowami. - Do czego to doszło, żeby wampir, który miał wszystko, musiał spać pod namiotem i ukrywać się przed słońcem niczym przestraszony włóczęga? Naprawdę zszedłem na psy. - Odparłem, teatralnie zakładając dłoń na czoło.
- Wiesz, ludzie mają różne porównania i przysłowia, które ponoć odpowiadają na słowa które wypowiedziałeś - Zaczął, lecz nie odpowiedział od razu. Celowo przeciągał chwilę, jakby czekał na moją reakcję.
Właśnie dlatego uniosłem brew i spojrzałem na niego wyczekująco, ciekaw, cóż takiego zamierzał powiedzieć.
- Z kim się zadajesz, takim się stajesz, kotku. - Cmoknął mnie w policzek i uśmiechnął się zadziornie, wyraźnie zadowolony ze swojej małej mądrości.
Parsknąłem cicho i spojrzałem na niego z udawanym niedowierzaniem.
- Tak? To dlaczego, skoro ty zadajesz się ze mną, nadal jesteś biedny a ja, zadając się z tobą, stałem się jeszcze biedniejszy? - Przechyliłem lekko głowę, pozwalając, by na moich ustach pojawił się rozbawiony, odrobinę złośliwy uśmiech. - Gdy mnie poznałeś, byłem bogaty. Wychodzi więc na to, że to twoja wina, iż skończyłem bez grosza przy duszy. - Odwdzięczyłem mu się pięknym za nadobne, sprzedając mu przysłowiowego pstryczka w nos i patrząc z satysfakcją, jak radzi sobie z własną logiką.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz