poniedziałek, 18 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Opłaciłem wszelkie należności za pokój i usługę, podziękowałem za gościnność i zaraz po tym, już bez zbędnych słów kierowanych w stronę bardzo przemiłej pani karczmarki, opuściłem z Serathionem ten jakże cudowny przybytek. Na szczęście mój wampirek nikomu oczu nie wydrapał, chociaż coś tam cicho pod nosem czasem mamrotał. Albo rzucał mordercze spojrzenia. Gdyby tylko jego wzrok mógł zabijać, z pewnością wszystkie przechodzące kobiety padłyby tutaj martwe, bo to one zwracały na mnie uwagę. Naprawdę nie rozumiem, czemu był taki nerwowy. Przecież nic się nie działo. Od razu zbywałem wszystkie kobiety. Nie okazywałem im żadnego zainteresowania... a jednak go to martwiło. I to na tyle, że reagował agresją, i byłem pewien, że gdybym nie zaniechał tego, to jakaś kobieta skończyłaby bez oczu, i to dosłownie. 
– Dobra Różyczka – wymruczałem mu do ucha, kiedy zimne powietrze uderzyło w moje policzki, nieprzyjemnie je szczypiąc. Dwa dni spokoju, i ja już odwykłem od tej porannej, mroźnej bryzy... niedobrze. Zbyt łatwo oddaję się luksusom, a jeszcze aż taki stary nie jestem. Powinienem lepiej znosić te nasze wędrówki. 
– Ale nie mów do mnie jak do psa – burknął, pusząc swoje policzki. 
– Ale gdzież bym śmiał. W ogóle psa żadnego nie przypominasz. Po prostu chwalę cię za poprawne zachowanie. To działa zarówno u psów, jak i słodkich kotów – puściłem mu oczko, wchodząc do stajni. Kątem oka zauważyłem jego zmieszany wyraz twarzy, i nie byłem w stanie stwierdzić, czy mu się to podobało, czy też nie. Chociaż, jeżeli jeszcze od niego w tył głowy nie dostałem, to nie było tak źle. – Zrobiłem zapasy, Onyksie. Będziesz mógł częściej dostawać marchewkę – powiedziałem do konia, jednocześnie też nieco zmieniając temat. Nie wiem, czy wierzchowiec zrozumiał mnie, czy to tylko ton mojego głosu, ale zareagował. Zarżał cicho, machając ogonem. To chyba dobry znak. Wcześniej nawet ucho mu nie drgnęło, jak do niego mówiłem. To chyba progres. – Proszę. Tak na zachętę – dodałem, podając mu jego ulubione warzywo, a kiedy je spokojnie jadł, zacząłem przygotowywać go do podróży. Zapiąłem siodło, założyłem juki, upewniłem się, że mamy absolutnie wszystko, i dopiero wtedy pomogłem mojej Różyczce wsiąść na naszego wspaniałego wierzchowca. Zanim jednak zasiadłem za nim, musiałem wyprowadzić go z niewielkiej stajenki, bo coś się tak obawiałem, że mógłbym zaryć głową o jedną z belek. 
– Chciałbym już znaleźć się u celu – Serathion westchnął cicho, kiedy zająłem swoje miejsce i dałem znać Onyksowi, że ma przyspieszyć. 
– Naszym kolejnym mini celu czy tym głównym celu? – zapytałem, potrzebując trochę więcej rozjaśnienia. 
– Chodzi mi o morze. A jeszcze tak daleko... – jęknął cicho niepocieszony. 
– Mam nadzieję, że nie poczujesz się rozczarowany, kiedy już tam dotrzemy – odpowiedziałem rozbawiony, kładąc jedną z dłoni na jego biodrze. Jego podekscytowanie było bardzo rozczulające. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz