Nie ufałem mu? Oczywiście, że ufałem, bardziej niż komukolwiek innemu na tym przeklętym świecie. Problem nie leżał w nim. Problem tkwił w tym, że bałem się, iż nawet jego najszczersze chęci nie wystarczą, by uchronić mnie przed wszystkim.
- Wiesz… mogę ci zaufać w stu procentach, jeśli chodzi o wybór ubrań - Powiedziałem w końcu, z lekkim cieniem uśmiechu. - Ale nie, jeśli chodzi o ochronę życia. Tego nie da się zagwarantować. Nie możesz być pewien, że nic ani nikt mnie nie skrzywdzi. Tego po prostu nie da się przewidzieć. - Obserwowałem go uważnie, śledząc każdy jego ruch. Zastanawiałem się, czy naprawdę rozumie, co próbuję mu przekazać.
- Mówiłem ci już - Odparł spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewała nuta uporu. - Że bez względu na to, jak bardzo byłoby niebezpiecznie, ochronię cię przed wszystkim. - Westchnąłem cicho.
- Jeśli tak uważasz… - Machnąłem ręką i usiadłem na ziemi obok Eliana.
Przez chwilę panowała cisza. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, co robił.
- A ty nie powinieneś zjeść czegoś lepszego? - Zapytałem, marszcząc brwi. - Suszone mięso raczej nie jest dla ciebie najlepsze… dla kota też nie. - Nie rozumiałem, dlaczego się na to skazuje.
- Nie mam nic innego - Wzruszył ramionami. - A zanim coś upoluję, możemy stracić sporo czasu. To opóźni przygotowania do podróży. - Przez moment milczałem, czując narastające ukłucie irytacji. Dlaczego on nigdy nie prosi o pomoc? Przecież bym mu pomógł. Aż tak źle jest prosić? Przecież sam kazał mi prosić.
- To może ja się tym zajmę? - Zaproponowałem w końcu. -Zrobię to szybciej niż ty. I przynajmniej zjesz coś normalnego. - Spojrzał na mnie, jakby się wahał.
- Nie chcę cię do niczego zmuszać. - Prychnąłem cicho, odchylając głowę do tyłu.
Czasami naprawdę potrafił mnie doprowadzić do szału.
- Przecież sam się zgłaszam - Mruknąłem. - Poza tym i tak się nudzę. - Uśmiechnąłem się lekko, odsłaniając kły. - Muszę jakoś wykorzystać tę wampirzą energię… zanim zwariuję. - Dodałem, podnosząc się z ziemi.
- Niedługo wrócę, nie musisz się martwić - Pochyliłem się i musnąłem jego czoło w krótkim geście, po czym zniknąłem w zapadającym zmroku.
W lesie jak zawsze panowała cisza, a powietrze wypełnione było zapachami ziemi, kory, życia pulsującego w powietrzu.
Wciągnąłem powoli powietrze, pozwalając, by instynkt przejął kontrolę.
Szybko wyczułem trop. Delikatny, świeży. Serce bijące gdzieś w oddali spokojne, nieświadome zagrożenia. Ruszyłem za nim bez wahania, cicho, lekko, jak cień przesuwający się między pniami.
Dostrzegłem ją po chwili.
Młoda sarna. Kilkumiesięczna, zdrowa. Idealna.
Przez ułamek sekundy obserwowałem, jak porusza uszami, jak podnosi głowę, czujna, ale jeszcze nieświadoma.
Jeden ruch i już nie dożyła świtu.
Gdy ciało opadło bezwładnie na ziemię, las znów ucichł, jakby nic się nie wydarzyło.
Przez chwilę stałem nieruchomo, czując zapach krwi.
Mój własny głód przypomniał o sobie ostrzej.
Nie mogłem go ignorować.
Nachyliłem się na moment, pozwalając sobie na krótki łyk tylko tyle, by uciszyć pragnienie. Reszta była dla niego.
Chwyciłem zdobycz i bez większego wysiłku ruszyłem z powrotem do obozowiska.
Gdy wyszedłem z cienia drzew, dostrzegając Eliana siedzącego przy ogniu.
Rzuciłem sarnę na ziemię przed nim.
- Proszę, rób z tym, co zechcesz. - Rzuciłem spokojnie ocierając twarz z resztek krwi.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz