wtorek, 5 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uśmiechnąłem się delikatnie. Oczywiście, że mu brakowało, nie tylko jemu, jak miałbym do wyboru, też wybrałbym wygodę. Tylko głupi by nie wybrał. Tak rozciągnąłbym się na łóżku, wyprostował te wszystkie mięśnie, i po prostu zasnął nie przejmując się tym, że muszę wstać odpowiednio wcześnie, by się wyrobić, by przygotować jedzenie, zająć się zwierzakami... Znaczy, jak będziemy w gospodzie, też będę musiał się nimi zajmować, ale nie będę musiał się z tym spieszyć. A tego mi teraz brakowało, by się po prostu nie spieszyć, ale doskonale wiedziałem, że jakbym działał nieco wolniej, Serathion chyba by mnie pogryzł, i to nie w ten przyjemny sposób. 
– Jeszcze tylko jutro będziesz musiał wytrwać – powiedziałem, dając Futerko jego porcję ugotowanego mięsa. Zauważyłem, że tutaj na zewnątrz bardzo mu się podobało, o wiele bardziej niż w mieście. Bawił się w śniegu, wdrapywał się na czubki drzew, kilka razy próbował zaczepić Onyksa, ale wystarczyło, że on ledwo się poruszył i już uciekał... Kiedy byliśmy w mieście, nie chciał za bardzo gdziekolwiek iść. Bał się. Tu czuł się bardziej pewnie, ale może dlatego też, że był po prostu starszy, pewniejszy. Na plus też zauważyłem, że trzymał się blisko obozowiska, a jak szedłem nad rzekę, także kierował się za mną. Czyli tak łatwo się nie zgubi, przynajmniej na razie. 
– Całe szczęście. Lada moment i zacznę śmierdzieć. Ugh – potrząsnął się z obrzydzeniem. 
– Masz szczęście, że mój zapach jest znacznie silniejszy niż zapach trupa – odpowiedziałem, umyślnie nie wspominając o tym, że także pomaga mu ten koński zapach. Nie chciałbym, by się całkowicie załamał. Mnie to osobiście nie przeszkadzało. Konie mają swój specyficzny zapach i tak samo jak człowiek, kiedy nie jest zadbany, to śmierdzi. A pomimo podróży, dbaliśmy o Onyksa. Codzienne oprządzanie już robiło swoje. 
– Jak miło, że mam tak śmierdzącego partnera – wywrócił oczami. – Upolować ci coś? 
– Nie, to starczy mi jeszcze na ranek. A jutro jednak postawiłbym na suszone mięso, bo następnego dnia nad ranem już będziemy w gospodzie. Nie ma co niepotrzebnie zabijać kolejne istnienie, poza tym zapach krwi zwróci uwagę drapieżników – wyjaśniłem mu spokojnie, nakładając sobie swój obiad. 
– To dalej jeden dzień bez żadnego porządnego posiłku – nieco się zmartwił. – Może chociaż upoluję ci coś małego? Zająca, czy coś. 
– Możesz upolować, ale tylko pod warunkiem, że też się posilisz – odparłem, a następnie uśmiechnąłem do niego delikatnie.
– Cóż... świeżą krwią nie pogardzę – uniósł lico ku górze. – W porządku, niedługo wrócę. 
Serathion zniknął w lesie, a ja zacząłem wszystko pakować. Jak moja Różyczka wróci ze zwierzyną, tylko ją oprawię, wstępnie zamarynuję i ruszymy dalej. Miałem nadzieję, że dzisiaj Onyks troszkę szybciej będzie pędził przed siebie. Im szybciej znajdziemy się w mieście, tym lepiej dla psychiki Serathiona. On zdecydowanie nie nadaje się do życia dziczy. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz