piątek, 15 maja 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Na jego słowa zmarszczyłem brwi. Ubrania? Po co mi były ubrania? Nie pociłem się. Nigdzie nie wybierałem. A poza tym, ile ja wyrzuciłem już rzeczy, bo albo je nadpaliłem, albo ubrudziłem krwią... Czy czymś innym. Teraz, jak mam jeden komplet, bardziej uważam, by nic się mu nie stało, no bo w co ja się ubiorę? W tę ładną koszulę, która to jest na jakieś specjalne okazje? Nawet nie wiem, jakie to są okazje, ale byłem pewien, że Mikleo na pewno mi o nich przypomni. Nie byłby sobą, gdyby tego nie robił. 
– A po co mi są potrzebne nowe ubrania? – spytałem, trochę nie rozumiejąc, po co wydawać na mnie pieniądze? Są rzeczy ważniejsze. Są dzieciaki, które dalej rosną, a wraz z tym ich potrzeby. Są zwierzaki, które potrzebują mięsa. Też dom trzeba przecież ogrzewać, by Hanie nic złego się nie działo, no i żeby te wszystkie kwiatki Mikleo nie zmarzły. 
– No nie wiem, byś cały czas nie chodził w tych samych ubraniach? Żebym mógł mieć na co popatrzeć? Żeby coś się zmieniło w naszym życiu? I bo te ubrania są strasznie znoszone? – zaproponował, na co cicho westchnąłem. A więc to on to tego chciał... czy mam więc wybór? Nie wydaje mi się. 
– Skoro tak tego chcesz... to coś możemy wybrać – zgodziłem się, a twarz mojego męża rozświetlił promienny uśmiech. Gdybym wiedział, że zobaczę taki uśmiech, zgodziłbym się od razu bez zbędnych pytań. 
– Świetnie. Musimy kupić ci wszystko. Spodnie, koszule, bluzki, może kamizelki... – zerknął na moje stopy. – Buty też, akcesoria może też jakieś... 
– Kochanie, bez szaleństwa, dobrze? Nasz budżet jest ograniczony. Nie wziąłem wszystkich naszych pieniędzy ze sobą – odpowiedziałem, trochę studząc jego zapał. 
– W porządku... mam zatem inny pomysł. Jako, że musimy kupić ci wszystko, przejdziemy się jeszcze raz po straganach i zobaczymy, co będzie najlepiej ci pasować. Powolutku uzupełnimy twoją garderobę – stwierdził dumnie. I kolejna godzina spędzona na rynku... nie wiem, czy mi się to podoba. Ale dla niego jakoś to przeboleję. On tego chciał, a dla niego zrobię wszystko, nawet zniosę tych paskudnych, śmierdzących ludzi. 
Tak więc zrobiliśmy, jak on mówił. Szliśmy od stoiska do stoiska wybierając to, co Mikleo uznał, że mi pasuje. A ja to akceptowałem dla jego uśmiechu. Nim fundusze się nam skończyły, miałem już nową koszulę, z jakiegoś powodu granatową, ciemnoszare spodnie i pasek. I za kilka dni też się mamy tu przejść. Mnie to było osobiście obojętne, ale Mikleo? On był zadowolony, twierdził, że będę w tych rzeczach wyglądać wspaniale. 
– Założysz te ubrania jutro? – zapytał Miki, kiedy w końcu wracaliśmy do naszego domku. Bardzo chciałem już zniknąć za bezpiecznymi murami, i trochę odetchnąć. Byłem zbyt przebodźcowany, a jak jestem przebodźcowany, łatwiej wybucham. Wolę tego uniknąć, dopiero co była kłótnia między nami, a ja nie mam siły do takich rzeczy. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz