Ależ on się potrafi wymigać od każdej większej odpowiedzialności. Chyba ma odpowiedź na każdą moją prośbę większej pomocy. A szkoda. Przyznać muszę, że byłoby to dla mnie małe ułatwienie. Mógłbym więcej spać, mniej się się gonić... muszę go nauczyć, jak poprawnie układać moje rzeczy w plecaku. Wtedy już nie będzie miał żadnej wymówki.
– A jednak zauważyłeś, że inaczej układam rzeczy. Może jak dałbym ci wykład, i nauczył? – zaproponowałem, zaczynając zbierać nasze już suche rzeczy, które trzeba było spakować.
– Ale po co, skoro ty sam najlepiej to zrobisz? – uśmiechnął się do mnie ładnie, poprawiając się wygodniej na łóżku.
– Żebym mógł troszkę dłużej sobie poleżeć – przyznałem bez ogródek. – Dzisiaj może już nie, bo nie mam tyle czasu, ale następnym razem będziemy próbować.
– Czyli co, będę wspierać twoje lenistwo? Nie wiem, czy mi się to podoba – pokręcił z niedowierzaniem głową, robiąc to bardzo teatralnie.
– Od razu lenistwo... im więcej będę odpoczywać, tym bardziej będę zdrowszy. I będę dłużej żyć – odparłem, sprawnie pakując nasze rzeczy.
Chwila pracy, i już było wszystko gotowe. Chyba już byłem zbyt bardzo wprawiony, tyle lat już podróżowałem, że pewne rzeczy miałem ogarnięte do perfekcji. Inaczej jest zupełnie, jak się podróżuje z kimś. Co prawda, Serathion nie jest aż tak wymagający. Ma trochę ubrań, które nie zmienia tak często, jak ja, więc mogą być bardziej na spodzie. O jedzenie dla niego też nie muszę się przejmować, wystarczy, że odchylę głowę i dam mu dostęp do szyi. Najbardziej muszę pilnować się z czasem, bo tylko to jest dla niego najbardziej niebezpieczne.
– Przemyślę ten pomysł – stwierdził, obserwując mnie z uwagą. – Ale myślę, że przydatny ci nie będę. Dłużej ci zajmie nauka mnie niż gdybyś się sam miał na tym pakowaniu skupiać. Zwykła strata czasu.
– Cokolwiek, co tylko jest związane z tobą, nigdy nie jest stratą czasu – powiedziałem szczerze. Każda rzecz, której go nauczyłem, była tego warta. Powoli staje się lepszym człowiekiem... a może raczej lepszą istotą. I to było piękne. – Idę z Futerko coś zjeść i przygotuję Onyksa. Postaram się do ciebie wrócić jak najszybciej, byś się za długo nie nudził – dodałem, nachylając się do niego, by złożyć pocałunek na jego czole.
– Może serio powinieneś mi sprawić poradnik do robienia na drutach – odpowiedział, delikatnie się krzywiąc.
– W porządku. Będę mieć to na uwadze – przyznałem, uśmiechając się delikatnie do niego. Ile ja bym oddał, żeby zobaczyć, jak on na drutach robi... Przedziwny to byłby widok. – Chociaż, jak tak bardzo ci się tu by nudziło beze mnie... może zmieniłbyś się w nietoperza i ukrył w torbie? Zawsze coś by się działo.
– I myślisz, że chciałbym się kisić w twojej torbie? – spytał, unosząc jedną brew.
– Cóż, ja tylko dzielę się swoimi pomysłami i daję ci wybór. A ty decydujesz, co z tym zrobić – powiedziałem, czekając na jego reakcję. Wcześniej sam mi proponował, bym podróżował za dnia z nim schowanym w torbie, a teraz już nie chce? Trochę to dziwne byłoby z jego strony.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz