Zasnąłem niemalże od razu, trochę zmęczony dzisiejszym dniem. Trochę się dzisiaj w końcu działo, w końcu dwadzieścia cztery godziny temu jeszcze byliśmy w gospodzie, a teraz już jesteśmy bliżej miasta. Pokonaliśmy niemały kawałek, a jeszcze później musiałem się zająć rozłożeniem obozowiska, zwierzakami, i rzeczami Serathiona. Trochę tego było, chyba troszkę miałem prawo być zmęczony.
Nie obudziłem się sam. Poczułem, że Serathion się rusza, więc i ja otworzyłem oczy. Zauważyłem, jak moja Różyczka wypuszcza nażartego Futerko na zewnątrz. Chociaż on jeden był szczęśliwy... Jak na tak małego kota, sporo tego zająca opierdzielił. Skąd on miał na to wszystko miejsce, nie mam pojęcia. Oby tylko po nim się nie pochorował.
– Wybacz. Nie chciałem się budzić – odpowiedział Serathion, kiedy zauważył, że już nie śpię.
– Nic się nie stało – odpowiedziałem, przeciągając się leniwie. Zerknąłem też przy okazji na swoje dłonie, na szczęście palców sobie nie odmroziłem, były już normalnego koloru. Jak strasznie mnie one bolały, kiedy musiałem je wkładać do tej lodowatej wody. Mam nadzieję, że przez długi czas nie będę musiał tego powtarzać. – Już jest zmierzch?
– Tak. Ale jak jeszcze potrzebujesz się zdrzemnąć... – zaproponował, na co pokręciłem głową i powoli wygramoliłem się z namiotu. Pakując wszystko zdałem sobie sprawę, że jednak brakowało mi tego ciepłego posiłku i byłem głodny. Nie zamierzałem jednak prosić go o upolowanie czegoś. Teraz musieliśmy ruszać. – Na pewno nie chcesz odpocząć?
– Jak ktoś tu odpoczywać powinien, to ty, bo to ty zostałeś zaatakowany – odpowiedziałem, zerkając na niego z uwagą. Czy krew, którą ostatnio wypił, mu wystarczyła? Nad rankiem znów powinienem go nakarmić, a może nawet wcześniej, zanim wyruszy na polowanie. Bo jeżeli znów go coś zaatakuje, lepiej, by mógł się szybko regenerować.
– Ze mną wszystko w porządku – potwierdził, zerkając na mnie z uwagą, jakby starał się ze mnie coś wyczytać. Zaraz po tym jednak zaczął mi pomagać z pakowaniem się, dzięki czemu całkiem szybko już byliśmy gotowi do drogi.
– Ale ty gruby jesteś – powiedziałem do Futerko, kiedy go sadzałem na przodzie siodła tak, by Serathion mógł go trzymać. Chociaż w sumie, po tym zającu to się nie powinienem dziwić.
– Dużo zjadł tego zająca? – spytał Serathion, drapiąc go za uszkiem.
– Cóż... wszystko, co najlepsze. Ale faktycznie, trochę sobie pojadł – odpowiedziałem, zasiadając za nim i kierując konia w stronę gościńca. Według moich wyliczeń, jutro jakoś w środku nocy powinniśmy dotrzeć do miasta.
– Powinniśmy dzisiaj wcześniej się zatrzymać, byś mógł coś sobie do jedzenia przygotować. Słyszę, że jesteś głodny – moja Różyczka mi nie odpuszczała, oczywiście. Nie byłby sobą, gdyby mi odpuścił.
– Niejednokrotnie byłem znacznie bardziej głodny. Przetrwam kilka godzin jedynie na ususzonym mięsie. To nawet bardziej zapycha niż takie świeże mięso – uspokoiłem go, nie mając problemu z tym jedzeniem, a może raczej niejedzeniem. Było gorzej w moim życiu, zdecydowanie. To... to to jest pikuś.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz