Od razu mimowolnie się uśmiechnąłem. To było naprawdę miłe z jego strony, że chciał obdarowywać mnie prezentami, choć wcale tego nie potrzebowałem. Oczywiście róża, którą mi podarował, była jednym z najpiękniejszych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałem. Drażniłem się z nim tylko, mówiąc, że wolałbym perfumy zamiast róży, ale prawda była zupełnie inna, ta róża znaczyła dla mnie o wiele więcej, niż potrafiłbym ubrać w słowa. Była symbolem pamięci, troski i uczuć, a takie rzeczy zawsze miały dla mnie największą wartość.
Choć muszę przyznać, że perfumy również bardzo by mnie ucieszyły. Od zawsze lubiłem piękne zapachy, ale w moim przypadku wynikało to z czegoś więcej. Jako wampir miałem niezwykle wyczulony węch. Każdy aromat odbierałem znacznie mocniej i intensywniej niż ludzie. Dla nich coś mogło być jedynie nieprzyjemnym zapachem, dla mnie stawało się niemal duszącym odorem, którego nie potrafiłem znieść. Nikt, kto nie czuł świata tak jak ja, nie był w stanie tego naprawdę zrozumieć. Dla innych zapach mógł być po prostu silniejszy albo delikatniejszy, dla mnie każdy był intensywny, przenikliwy, żywy, niezależnie od tego, czy był piękny, czy odpychający.
- Podoba mi się twój romantyzm - Przyznałem w końcu z lekkim uśmiechem. - Ale naprawdę nie musisz wydawać na mnie swoich pieniędzy. Tobie są one dużo bardziej potrzebne. Musisz mieć za co żyć, kupić jedzenie, coś do picia, zadbać o nasze zwierzaki i samego siebie. A ja… - Zawahałem się na moment, spuszczając wzrok. - Nawet jeśli czasem powiem coś głupiego, bo odzywa się we mnie moja szlachecka natura, to nie znaczy, że oczekuję od ciebie prezentów albo że musisz mi coś kupować. Nie musisz. Najważniejsze jest dla mnie to, żebyś miał wszystko, czego potrzebujesz do życia. Ja sobie poradzę. - Powiedziałem to chyba bardziej z wewnętrznej potrzeby niż z rozsądku. Nie chciałem wyjść na osobę płytką czy zachłanną. Można było zarzucić mi wiele rzeczy, ale nigdy brak troski o innych. Zawsze się przejmowałem, nawet jeśli nie potrafiłem okazywać tego w sposób, w jaki powinienem.
Elian słuchał mnie z niezwykłą uwagą, a na jego twarzy z każdą chwilą pojawiał się coraz cieplejszy uśmiech. Nie potrafiłem stwierdzić, czy po prostu droczył się ze mną w swoim zwyczaju, czy może naprawdę tak bardzo spodobały mu się moje słowa. W jego spojrzeniu było jednak coś miękkiego, szczerego i spokojnego, co sprawiało, że serce gdyby nie było martwe i zimne, biło by szybciej.
Nie odpowiedział od razu. Zamiast tego bez słowa pochylił się i delikatnie ucałował mnie w czoło, po czym przytulił mnie mocniej do siebie, jakby chciał tym jednym gestem przekazać wszystko to, czego nie umiał albo nie chciał wypowiedzieć na głos. W tym uścisku było ciepło, troska i coś jeszcze coś, co sprawiało, że czułem się przy nim bezpiecznie mimo całego chaosu świata.
I chyba właśnie wtedy zrozumiałem, że jego milczenie było odpowiedzią na wszystkie moje pytania. Bo czasami cisza potrafi powiedzieć znacznie więcej niż tysiące słów wypowiedzianych na głos. Niektórych uczuć po prostu nie da się opisać, można je jedynie poczuć w czyimś spojrzeniu, dotyku albo sposobie, w jaki druga osoba trzyma cię przy sobie, jakbyś był dla niej czymś naprawdę ważnym.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz