wtorek, 12 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Starałem się działać szybko, żeby Serathion nie musiał siedzieć zbyt długo sam. Wyrobiłem się szybciej, niż podejrzewałem, przez co moja Różyczka nie mogła mi towarzyszyć. Chyba, że by się zmienił w nietoperza i towarzyszył mi torbie... ale nie wiem, czy chciałbym już go tak męczyć. Na jego miejscu wolałbym już siedzieć w pokoju, no ale ja też jednak troszkę jestem inny. Może następnym razem mu coś takiego zaproponuję...? Coś, zobaczymy. I tak jutrzejszego wieczoru ruszamy dalej. Długo sam nie posiedzi. 
Wioska była malutka, ale nie aż tak biedna. Studnia w centrum, pola wokół, niedaleko zamarznięty staw... stacjonował tu także myśliwy. Niestety, nie było tutaj żadnej zielarki, u której mógłbym zakupić jego ulubione olejki. Albo kowala, który podkułby Onyksa. No nic, to w mieście wszystko nadrobię.
Po obiedzie, spacerze, i oporządzeniu konia, który po tym wszystkim domagał się jak zwykle marchewki. Możliwe, że troszkę go za bardzo przyzwyczaiłem do tych smakołyków... ale to też chyba dobrze. Dzięki temu będzie mnie kojarzył z czymś dobrym i prędzej mi będzie lojalny. Tak mi się wydaje. W trakcie podróży dobrze będzie się gdzieś zatrzymać przy jakiejś stadninie, podpytać kogoś bardziej doświadczonego o wskazówki. 
W końcu wróciłem do gospody. Nim jednak udałem się na górę, poprosiłem o jakieś jedzenie dla kota oraz butelkę wina. Sam nie byłem jakoś bardzo głodny, obiad zjadłem wcześniej. Zresztą, tam na górze czekała na mnie moja Różyczka, a jakbym miał się nią dobrze zająć, jakbym był przeżarty? Nie mogę go przecież zawieść. 
– Ale ty grubiutki jesteś – powiedziałem cicho do kota, kiedy szliśmy na górę, do naszego pokoju. Nie musiałem brać Futerko na ręce, kociak sam dumnie mnie prowadził do prawidłowego miejsca, z ogonem uniesionym wysoko do góry. Był naprawdę z siebie zadowolony. – Za dobrze masz tu z nami, co? – dodałem, na co miauknął zadowolony. 
Ledwo otworzyłem drzwi, a Serathion już przed nimi stał. Byłem pewien, że tylko wysłuchiwał moich kroków, bo już się nie mógł doczekać. Coś mu powinienem znaleźć, żeby sobie robił, kiedy ja śpię. Tylko... co? Robienie na drutach rzuciłem bardziej w żartach niż na poważnie, nie wyobrażałem sobie jego w ciszy i skupieniu, liczącego cierpliwie oczka. Czytanie też sprawdzi się tylko chwilowo, ewentualnie w miejscach, gdzie będzie biblioteka, bo książki tak do kupowania są drogie, i też trochę ważą. Medytacja mu za bardzo nie pomaga, też go szybko nudzi. Może jakieś... sam nie wiem, rysowanie? O ile już tego nie opanował do perfekcji, ma w końcu sto pięćdziesiąt lat, coś przez ten czas musiał robić. W ostateczności może to dzierganie, żeby chociaż sobie spróbował. Serathion jest pewien niespodzianek, kto wie, może robienie sweterków mu się spodoba. 
– Pamiętasz, co miałeś zrobić dzisiaj rano? – spytałem na dzień dobry, a może raczej dobry wieczór, zamykając za sobą drzwi i podając mu wino. 
– Miałem ja coś dzisiaj zrobić? – spytał, marszcząc brwi, chyba nie do końca mnie rozumiejąc. 
– Mhm. Miałeś się najeść, a nie pozwolić mi zasnąć – przypomniałem mu, wieszając kurtkę na wieszaku. 
– Ale po co miałem to rano robić? Jeszcze by ci stanął, a ja nie mógłbym z tego skorzystać i musiałbym się obejść smakiem – odpowiedział, na co zaśmiałem się cicho. Tę wymówkę wymyślił na poczekaniu, byłem tego bardziej niż pewien. – A to wino? To po co mi? 
– Pomyślałem, że chciałbyś spróbować jakiegoś nowego smaku – wyjaśniłem, rozpinając kilka pierwszych guzików koszuli. Naprawdę tu było ciepło, a jak się zaraz zabiorę za Serathiona, będzie mi jeszcze cieplej. – Śmiało, spróbuj. Wolisz, bym zabrał się za przygotowanie kąpieli... czy może kąpiel po wszystkim? – zapytałem, kładąc dłonie na jego biodrach i przyciągając go do siebie. Też musiałem pamiętać o jego posiłku, bo przecież on się sam nie upomni. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz