Zmarszczyłem brwi, gdy jego słowa do mnie dotarły. Czy on właśnie zasugerował, że nie mam za grosz godności? Właściwie… może i nie miałem, ale słyszenie tego wypowiedzianego na głos sprawiło, że coś nieprzyjemnie ścisnęło mnie w środku. Zwłaszcza teraz. Zdecydowanie mógł sobie darować taki komentarz. Tym bardziej po tak przyjemnym seksie.
- Hola, hola. Mam godność, po prostu rzadko ją pokazuję - Mruknąłem pod nosem.
Ledwie skończyłem mówić, a już zauważyłem, jak jedna z jego brwi powoli unosi się ku górze. Ten gest zawsze oznaczał jedno, albo zaraz zacznie się ze mnie nabijać, albo właśnie przygotowuje odpowiedź, która bezczelnie wbije mnie w ziemię.
- Jesteś pewien słów, które rzucasz w moją stronę? - Zapytał spokojnie, z tą irytującą pewnością siebie.
Prychnąłem cicho i odwróciłem wzrok. Sięgnąłem po butelkę wina stojącą na szafce nocnej, po czym odkręciłem ją trochę zbyt gwałtownie. W nozdrza od razu uderzył mnie ciężki zapach alkoholu. Przez chwilę po prostu siedziałem w ciszy, wpatrując się w ciemną szyjkę butelki, jakby miała mi podpowiedzieć sensowną odpowiedź.
- Masz rację - Westchnąłem w końcu. - Godność straciłem w chwili, gdy cię poznałem. - W moim głosie jak zwykle pobrzmiewała uszczypliwość. Taki odruch obronny. Bo przecież nie mogłem po prostu przyznać mu racji bez dorzucenia czegoś złośliwego.
Elian zaśmiał się cicho tym krótkim, gardłowym śmiechem, który działał mi na nerwy bardziej, niż powinien. Nie skomentował jednak moich słów. Jakby doskonale wiedział, że i tak powiedział już wystarczająco dużo.
A ja… cóż.
Nie pozostało mi nic innego, jak napić się wina prosto z butelki.
Przyznam, że picie prosto z gwinta było trochę… uwłaczające. Ale co niby miałem zrobić? Elian nie przyniósł nawet głupiej lampki, kieliszka czy chociaż szklanki. Nic. Kompletnie nic. Siedziałem więc z butelką w dłoni jak ostatni menel spod mostu i weź tu potem spróbuj wyglądać jak wampir z klasą, jak szlachcic którym w końcu byłem.
Upiłem kolejny łyk, krzywiąc się lekko, gdy cierpki smak wina osiadł mi na języku. Naprawdę, cała ta sytuacja była absurdalna.
Elian obserwował mnie jeszcze przez krótką chwilę, jakby walczył z pokusą rzucenia kolejnego komentarza, ale ostatecznie tylko przymknął oczy i oparł głowę wygodniej. Wyglądał, jakby powoli odpływał.
Zmarszczyłem lekko brwi.
No biedactwo. A przecież wcale go aż tak nie męczyłem.
..Chyba.
Westchnąłem ciężko, obracając butelkę w dłoniach.
- I co ja mam z tobą zrobić, co? - Mruknąłem bardziej do siebie niż do niego.
Oczywiście nie odpowiedział. Pewnie już pół spał albo zwyczajnie ignorował moje istnienie, co akurat było bardzo w jego stylu.
Po wypiciu odpowiedniej ilości procentowego napoju, który w tej chwili interesował mnie zdecydowanie bardziej niż cokolwiek innego, ponownie spojrzałem na partnera. W duchu liczyłem, że jednak nie zasnął. Szczerze mówiąc, nie chciałem zostać sam z własnymi myślami. Potrzebowałem choć odrobiny jego uwagi, nawet jeśli nigdy bym się do tego głośno nie przyznał.
Samotność była irytująca.
- Elianie, śpisz? - Zapytałem cicho, ostrożnie, żeby przypadkiem nie wyrwać go z odpoczynku, jeśli faktycznie udało mu się już zasnąć.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie moim spokojnym oddechem i cichym stuknięciem butelki o szafkę nocną gdy odstawiłem ją obok siebie.
Co jak co, ale rozumiałem, że mógł być zmęczony. W końcu był tylko człowiekiem. A ludzie, niezależnie od tego, jak bardzo próbowali dorównywać innym stworzeniom, mieli swoje granice. Znacznie mniej siły, mniej energii… byli delikatniejsi.
<Elianie? C: >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz