Leżałem spokojnie u boku Eliana, wpatrując się w sufit. Cisza panująca w pokoju była przyjemna tylko przez pierwsze kilka minut, później zaczęła mnie męczyć. Nigdy nie potrafiłem długo leżeć bezczynnie, potrzebowałem ruchu, czegokolwiek, co zajęłoby moje myśli. Teraz jednak nie miałem wyboru. Powinienem odpoczywać, powinienem zostać w łóżku… ale sama świadomość tego sprawiała, że jeszcze bardziej chciałem wstać.
Westchnąłem cicho i przymknąłem oczy, wsłuchując się w spokojny oddech mojego partnera. Rytmiczne bicie jego serca działało kojąco, niemal usypiająco, choć sen uparcie nie chciał nadejść i nigdy nie nadejdzie, wampiry nie śpią i to smutna prawda. Elian spał tak spokojnie, jakby nic na świecie nie mogło go dosięgnąć. Trochę mu tego zazdrościłem.
Minęła może godzina, może więcej. Dla mnie czas ciągnął się niemiłosiernie wolno. W końcu nie wytrzymałem. Ostrożnie wysunąłem się z jego objęć, starając się nie obudzić go nawet najcichszym ruchem. Przez chwilę stałem nieruchomo przy łóżku, upewniając się, że nadal śpi.
Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, co pozwoliłoby mi choć na chwilę wyrwać się z tej duszącej nudy. Moje spojrzenie zatrzymało się na kratce wentylacyjnej przy suficie.
- Jest… - Mruknąłem z zadowoleniem pod nosem.
Podszedłem jeszcze do kota leżącego zwiniętego na kominku.
Delikatnie podrapałem go za uchem. Zwierzak uniósł leniwie łeb, mrużąc ślepia.
- Pilnuj go - Szepnąłem rozbawiony.
Chwilę później przybrałem postać nietoperza i bezszelestnie zniknąłem w wąskiej wentylacji.
Przemieszczałem się cicho między pomieszczeniami, zaglądając przez kratki do kolejnych pokojów. Tu ktoś spał zwinięty pod grubym kocem, tam dwójka ludzi kłóciła się półszeptem, kilka pokoi dalej pies próbował wdrapać się na kanapę, mimo wyraźnych protestów właściciela. Drobne, zwyczajne sceny, a jednak obserwowanie ich dziwnie mnie bawiło. Przynajmniej przez chwilę nie musiałem myśleć o bezczynności.
Nie wiem, ile czasu minęło godzina, może dwie zanim wróciłem do naszego pokoju. Ostrożnie wydostałem się z wentylacji i ponownie przybrałem swoją normalną postać. Kot spojrzał na mnie z wyraźnym niezadowoleniem, jakby oceniał moją krótką ucieczkę, ale poza cichym machnięciem ogona nie skomentował niczego.
Uśmiechnąłem się pod nosem i wróciłem do łóżka, kładąc się obok Eliana, delikatnie tak aby się nie obudził.
Przez chwilę po prostu patrzyłem na jego twarz. Lubiłem to. Lubiłem każdy szczegół, spokojny wyraz twarzy, lekko potargane włosy, cichy oddech muskający poduszkę. Mógłbym obserwować go godzinami.
Chociaż… tylko wtedy, gdy był przytomny.
Kiedy spał, a ja nie mogłem zasnąć, czas dłużył się okrutnie. Każda noc wyglądała podobnie, on pogrążony w spokojnym śnie, ja walczący z nudą i własnymi myślami.
Mimo to przysunąłem się bliżej i ostrożnie objąłem go ramieniem, pozwalając sobie jeszcze przez chwilę nacieszyć się jego obecnością.
Nudziłem się okropnie, ale nadal leżałem nieruchomo, bo właściwie co innego miałem robić? Rozmawiać? Nie było z kim. A nawet gdyby ktoś się znalazł, nie miałbym pojęcia, o czym mówić.
Westchnąłem cicho, przewracając się na plecy i po raz kolejny wpatrując w sufit. Cisza ciągnęła się bez końca, przerywana jedynie spokojnym oddechem Eliana. Minuty mijały powoli, niemal boleśnie, a ja coraz bardziej traciłem cierpliwość.
Więc czekałem.
I czekałem dalej, wsłuchując się w rytmiczne bicie jego serca, licząc kolejne sekundy i mając nadzieję, że w końcu otworzy oczy.
Aż wreszcie się obudził.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz