czwartek, 14 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Leżałem w wodzie tak długo, aż skóra na palcach zaczęła się marszczyć. Nie chciałem jednak wyglądać niekorzystnie, w końcu mój wygląd miał dla mnie znaczenie. Dla każdego, kto chciałby na mnie spojrzeć. Choć prawda była taka, że liczył się głównie wzrok Eliana. Reszta nie miała dla mnie takiego znaczenia.
Wytarłem ciało z nadmiaru wody i narzuciłem na siebie jego koszulę. Materiał pachniał nim tak wyraźnie, że mimowolnie się uśmiechnąłem. Zaraz potem zabrałem się za sprzątanie. Widziałem już wcześniej, jak robił to Elian, dlatego wiedziałem dokładnie, co i gdzie odłożyć, by wszystko wyglądało tak jak przedtem.
Cicho przesuwałem kolejne rzeczy, poprawiałem niedbale rzucone tkaniny i ścierałem ślady naszej obecności. Z każdą chwilą czułem coraz większą satysfakcję. Gdy skończyłem, wszystko wyglądało niemal idealnie.. Wiedziałem, że gdybym tego nie zrobił, Elian musiałby posprzątać sam, kiedy się obudzi. A przecież obiecałem mu, że pomogę. Że nie zostawię wszystkiego na jego głowie.
Więc sprzątałem. Po sobie. Po nas.
Złożyłem parawan i dopiero wtedy spojrzałem na śpiącego Eliana. Wyglądał spokojnie, choć nawet przez sen było widać zmęczenie malujące się na jego twarzy. Ta podróż musiała go wykańczać. Czuję, że mój udział też miał na to wpływ, w końcu byłem męczący, zbyt zachłanny, zbyt spragniony jego bliskości. Jego dotyku. Smaku krwi, który pokochałem bardziej, niż powinienem. Czasem zdarza mi się, że zapominam się i spijam z niego więcej krwi niż powinienem ale staram się to kontrolować, na tyle na ile w ogóle jestem w stanie to robić.
Nie chciałem go budzić, więc po prostu położyłem się obok, dając mu to, czego najbardziej potrzebował, ciszę i spokój.
Ledwie jednak dotknąłem poduszki, jego ramiona zacisnęły się wokół mnie mocno i instynktownie, jakby nawet przez sen nie chciał mnie wypuścić. Zastanowiłem się przez chwilę, czy naprawdę spał. Gdyby był świadomy własnej siły, pewnie przyciągnąłby mnie jeszcze bliżej, aż zabrakłoby mi tchu.
Ale nie. Spał.
Byłem tego bardziej niż pewien.
Wtuliłem się w jego ciało, powoli zamykając oczy. Teraz, gdy miałem go obok siebie, mogłem po prostu istnieć. Bez pośpiechu. Bez konieczności myślenia o czymkolwiek innym.
Czasami żałowałem, że wampiry nie potrafią spać. Gdyby było inaczej, nie musiałbym zmuszać się do bezczynnego leżenia i udawania odpoczynku. Owszem, lubiłem leżeć blisko niego, czuć jego ciepło i ciężar ramienia obejmującego mnie nawet przez sen, ale mimo wszystko wolałbym robić coś więcej. Coś, co dawałoby silniejsze doznania, zajmowało myśli, odciągało uwagę od niekończącego się czasu.
A tak pozostawało jedynie być. Leżeć.
Czekać. Więc czekałem.
Z zamkniętymi oczami wsłuchiwałem się w otaczający nas świat, podczas gdy czas płynął nieubłaganie naprzód. Na szczęście mogłem słuchać ludzi, ich rozmów, kroków, śmiechów i oddechów. Dzięki temu coś się działo. Świat żył, nawet jeśli ja tkwiłem nieruchomo obok Eliana.
Bo gdyby nie te wszystkie drobne dźwięki, gdyby nie świadomość obecności innych istnień, chyba naprawdę zacząłbym się nudzić. A nuda była czymś znacznie gorszym niż głód.

<Elianie? C: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz