W sumie miał rację. Nigdzie nam się nie spieszyło. Mieliśmy czas, a mimo to od samego początku próbowałem działać na najwyższych obrotach. Chyba po prostu nie potrafiłem inaczej, zbyt długo byłem przyzwyczajony do ciągłego ruchu, do działania, do życia w biegu. Bez tego zaczynałem się nudzić, a bezczynność zawsze działała mi na nerwy.
Westchnąłem ciężko i wróciłem do łóżka, ponownie wtulając się w jego ciało. Dałem sobie tę krótką chwilę spokoju, na którą on najwyraźniej tak liczył. Ciepło bijące od jego skóry było dziwnie kojące, niemal usypiające, i pewnie nawet bym zasnął, gdyby nie to, że ja go wampir po prostu nie mogłem.
Dzięki niemu jednak nareszcie rozumiałem, dlaczego tak bardzo chciał zatrzymać mnie przy sobie choćby jeszcze na moment.
- Masz rację… Nie ma sensu się tak gonić - Mruknąłem cicho. - Chyba po prostu trochę za bardzo mnie poniosło. W końcu jestem wampirem i nie przywykłem do leżenia godzinami w łóżku. Zdecydowanie bardziej interesuje mnie robienie czegokolwiek niż siedzenie w miejscu. - Ułożyłem głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w spokojny, równy rytm bicia jego serca. Ten dźwięk działał na mnie zaskakująco uspokajająco. Dawał mi coś, czego w tej chwili naprawdę potrzebowałem, poczucie bezpieczeństwa i dziwny wewnętrzny spokój, którego zwykle tak bardzo mi brakowało.
Bo prawda była taka, że w tej chwili najbardziej potrzebowałem właśnie jego.
Oczywiście odrobina atrakcji też by nie zaszkodziła, ale czy mi się to podobało, czy nie, na razie musiałem o tym zapomnieć. Na zewnątrz wciąż było jasno, więc i tak nie mogłem opuścić gospody. A mój partner ewidentnie nie miał najmniejszej ochoty ruszać się jeszcze z łóżka. I właściwie… kim byłem, żeby mu tego zabraniać?
Po co miałbym zmuszać go do wstawania, skoro niczego by to nie zmieniło? I tak przez najbliższe kilka godzin byliśmy skazani na pozostanie w tych czterech ścianach. Może więc naprawdę najwyższy czas przestać na siłę szukać sobie zajęcia i po prostu nacieszyć się swoją obecnością.
- Naprawdę, Różyczko, coraz częściej mnie zaskakujesz. Przyznajesz mi rację, a to wcześniej prawie się nie zdarzało. Nie wiem, czy nie powinienem wziąć kredy i gdzieś tego zapisać albo jakoś oznaczyć tej wiekopomnej chwili - Zaśmiał się cicho pod nosem. - Kto wie, może to pierwszy znak końca świata? - Nawet w takiej chwili musiał być złośliwy. Drań jeden. Najgorsze było to, że przecież sam nauczyłem go tego całego docinania i teraz zwyczajnie zbierałem owoce własnej pracy.
- Ty naprawdę nie potrafisz zachować choć odrobiny powagi nawet przez moment? - Mruknąłem z udawanym oburzeniem. - A potem, kiedy się odgryzam, nagle to ja jestem tym najgorszym. - Uniosłem się lekko, zbliżając do jego twarzy. Przez krótką chwilę mogło się wydawać, że zamierzam go pocałować, ale zamiast tego tylko pstryknąłem go palcami w nos. - Drań z ciebie - Dodałem z rozbawieniem, uśmiechając się zaczepnie.
On jedynie parsknął śmiechem i złapał mnie za nadgarstek, zanim zdążyłem się odsunąć. W jego spojrzeniu błyszczało rozbawienie zmieszane z czymś znacznie cieplejszym, czymś, co sprawiało, że mimo całego mojego marudzenia coraz trudniej było mi myśleć o czymkolwiek innym niż o tej chwili.
I chyba właśnie tego najbardziej się obawiałem, że przy nim nawet moja wieczna potrzeba ruchu i chaosu przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz