Mimo jego zapewnień, martwiłem się o niego. Czemu bym nie miał? Jadł zdecydowanie mniej niż jakikolwiek wampir, którego do tej pory poznałem. I wyglądało to jak nasze ludzkie głodzenie się. Jest różnica pomiędzy oszczędnością w jedzeniu, a uzupełnianiu swoich potrzeb na absolutnie minimalnym poziomie. Dobrze, że chociaż tej mojej krwi może troszkę kosztować, to zawsze ma trochę więcej składników odżywczych niż taki zwykły zając. Może drapieżniki byłyby dla niego bardziej odżywcze niż roślinożercy...? To w sumie, miałoby sens. Trochę więcej się namęczysz z takim niedźwiedziem, dajmy na to, niż z małym zajączkiem czy sarenką. Ale nie wiem, czy chciałbym go wysyłać do walki z niedźwiedziem. Zbyt bardzo bym się o niego martwił, nawet jeżeli wiem, że by wygrał bez problemu.
– Więc czemu z tej lepszej opcji nie skorzystasz? – spytałem, zabierając się do sprawnego oporządzania zająca. Tak właściwie, gdyby tak wypił z niego więcej krwi, może nie przejmowałbym się tak bardzo tym, że zaraz mogę ubrudzić siebie k wszystko wokół.
– Jak tak ładnie zachęcasz... – westchnął cicho, jakby z rozmarzeniem. – Może dzisiaj rano skorzystam? Przynajmniej będzie ci się lepiej spało.
– Może być i rano – kiwnąłem głową. Trochę późno na takie rzeczy w tej chwili. Gdybym tylko miał pewność, że tej nocy nas nie zaatakuje, zaproponowałbym mu nawet teraz. Ale nie wiem, czy nie będę potrzebował pełni swoich sił i sprytu... – Szkoda, że te kilka godzin temu o tym mi nie powiedziałeś. Powinieneś się posilić już wtedy.
– Nie dałeś mi szansy. Zasnąłeś chyba w momencie, w którym się do mnie przytuliłeś. Miałem cię gryźć podczas snu? To byłoby bardzo nie w moim stylu – stwierdził, na co tylko uniosłem brew. Czy on mnie kiedykolwiek ugryzł, kiedy ja spałem? Nie przypominam sobie. Więc może faktycznie ma rację... Ugryzieniem mnie doprowadził do snu, ale nie wybudził mnie ze snu. Może jednak ma rację pod tym względem. – Ssać podczas snu ci mogę, ale tylko kutasa, a nie krew.
– Trzymam cię za słowo – rzuciłem, dając trochę podrobów Futerku, który jak zwykle czując mięso dostawał małpiego rozumu.
– Ale najpierw się porządnie umyj. Takiego obrzydliwego członka do ust nie wezmę, nie ważne, jak wielki by on nie był – prychnął, unosząc nos.
– Wypraszam sobie bardzo. Może nie myję całkowicie całego ciała, bo aktualnie jest to niemożliwe, dostałbym chyba zapalenia płuc. Jednakowoż pragnę zaznaczyć, że codziennie myję miejsca newralgiczne, najbardziej narażone na brud, czy to z potu, czy z innych... Płynów ustrojowych – starałem się to wszystko ubrać w bardzo delikatne słowa, ale nawet to sprawiło, że otrząsnął się z obrzydzeniem.
– A weź ty mi o tym nic nawet nie mów. Nie dość, że jest to obrzydliwe, to i pojebane – powiedział z wyższością, a ja parsknąłem śmiechem. Jaki delikutaśny. Prawdziwy szlachetka. Aż mnie korciło, by coś mu powiedzieć jeszcze, by go obrzydzić... Ale niech już będzie, bo się jeszcze na mnie obrazi.
– Słyszysz, Futerko? Jesteśmy paskudni i obrzydliwy – zaśmiałem się cicho, zabezpieczając mięso.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz