sobota, 2 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Skupiłem się na otoczeniu, wsłuchując w najdrobniejsze dźwięki i wciągając powietrze, jakby mogło zdradzić mi więcej, niż oczy były w stanie dostrzec. Każdy szelest, każdy obcy zapach uderzający w nozdrza mógł mieć znaczenie. Musiałem zachować czujność, potwór był co prawda wystarczająco daleko, ale to nie znaczyło, że mogliśmy pozwolić sobie na całkowite rozluźnienie.
Spojrzałem w stronę Eliana. Był wyczerpany, to było aż nadto widoczne. Jeśli miał odzyskać siły, ktoś musiał czuwać.
- Spokojnie. Potwór jest daleko. Możesz odpocząć - Powiedziałem cicho, robiąc mu więcej miejsca w namiocie. - Jeśli zacznie się zbliżać, obudzę cię. - Elian przyjrzał mi się uważnie, jakby próbował ocenić, czy może mi w pełni zaufać.
- Dobrze… trzymam cię za słowo - Odparł w końcu i położył się, choć jeszcze przez chwilę nie odrywał ode mnie wzroku.
Już miał zamknąć oczy, kiedy nagle odezwał się ponownie. - Chcesz położyć się obok mnie i mnie przytulić… czy może mój męski zapach aż tak ci przeszkadza - Zamarłem na moment. Pytanie było niby lekkie, rzucone półżartem, ale zmusiło mnie do nieprzyjemnie szczerej analizy sytuacji.
Jeśli się do niego przytulę, przesiąknę jego zapachem. Intensywnym, ciężkim, zdecydowanie dalekim od przyjemnego. Takiego który lubię i znam.
Jeśli jednak tego nie zrobię… i dalej będę zmuszony funkcjonować bez możliwości porządnego umycia się, sam zacznę pachnieć gorzej. Znacznie gorzej. Myśl o tym zapachu ścisnęła mnie w środku. Może i błahostka ale dla mnie na duże znaczenie.
A co gorsza, Elian też by to poczuł. I nie tylko on. Zwierzęta. Otoczenie. Wszystko.
Nie. Tego chciałem uniknąć za wszelką cenę.
Westchnąłem cicho.
- Poświęcę się - Mruknąłem w końcu, kładąc się obok niego, choć ton mojego głosu jasno sugerował, że nie robię tego z własnej woli. - W końcu jesteśmy w podróży… i nie mamy dostępu do normalnej wody. - Na wszelki wypadek dodałem jeszcze, bardziej dla siebie niż dla niego. - W innych okolicznościach nawet bym tego nie rozważał. - Stwierdziłem, dając mu jasno do zrozumienia jej wygląda sytuacja.
- Ależ jesteś dla mnie łaskawy - Odparł rozbawiony i bez wahania przyciągnął mnie do siebie.
Nie skomentowałem tego. Pozwoliłem mu tylko objąć się mocniej, choć wciąż pozostawałem czujny. Leżałem nieruchomo, wsłuchując się w otoczenie, w cichy szelest liści, w odległe odgłosy nocnego życia, w każdy dźwięk, który mógł zwiastować zagrożenie.
Czas płynął powoli. Zbyt powoli.
Starałem się nie myśleć o niewygodzie. Najważniejsze było to, że Elian mógł w końcu odpocząć. Jego oddech z czasem się uspokoił, stał się równy i głęboki, a ciężar jego ciała opierającego się o mnie tylko upewniał mnie, że zasnął naprawdę.
Na szczęście nic się nie wydarzyło.
Żaden niepokojący dźwięk nie przerwał ciszy, żaden zapach nie zwiastował zbliżającego się niebezpieczeństwa. Pozostało mi tylko leżeć i czekać, czekać, aż mój ukochany partner znów się obudzi.
I choć nie powiedziałem ani słowa, sama jego obecność obok sprawiała, że ta cisza nie była już tak ciężka.
Elian obudził się kilka godzin później, gdy słońce zaczęło powoli wpełzać nad horyzont, skracając nasz czas odpoczynku i nieubłaganie przypominając o dalszej wędrówce.
- No witam. Nareszcie się obudziłeś - Mruknąłem cicho, nie kryjąc ulgi. - Trochę tu nudno bez ciebie. - Przewróciłem się lekko na bok, rozprostowując zdrętwiałe mięśnie po długim leżeniu i wpatrywaniu się w  namiot i partnera. 

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz