środa, 20 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Kiedy bolesne wycie przerwało przyjemną ciszę, odruchowo chwyciłem za swoją kuszę, nasłuchując uważnie. Było to daleko od nas, a jednak zaniepokoiło mnie to. Obawiałem się, że coś zaatakowało Serathiona, nie mam tylko pojęcia, co. Przez chwilę zastanawiałem się, czy za nim nie pójść ale ostatecznie uznałem, że nie był to najlepszy pomysł. Jeśli zostawiłbym zwierzaki sam, zwłaszcza Onyksa, byłby idealnym kąskiem dla wilków i dzikich psów. A Serathion... Serathion przecież potrafi o siebie zadbać. Niedawno jadł, więc powinien być odpowiednio silny. Zerknąłem z niepokojem na horyzont. Bardziej martwiło mnie słońce. W końcu, gdzie by się tu mógł schować...? Żadnych jaskiń i liści w koronach drzew. Miał tylko swój płaszcz. No chyba, że zmieniłby się w nietoperza, i schował się w jakiejś dziupli, a gdyby tak zrobił... cholera, nie wytropiłbym go, bo i jak? Gdybym miał psa... to może byłoby to możliwe. Trzebaby tylko takiego kundelka wyszkolić. Ale też najpierw trzeba go mieć. 
Kiedy do wschodu słońca pozostało kilka minut, Serathion w końcu pojawił się przy mnie, ale widać było na pierwszy rzut oka, że coś było nie tak. Jego ubrania były poszarpane i zakrwawione. Pytanie tylko, czy jego krwią? Czy krwią jego wroga?
– Co się stało? – spytałem, kiedy rzucił w moją stronę upolowanego zająca. 
– Wilkołak. Młody. Słaby, ale zaskoczył mnie szybkością. Jeszcze chwila i wszystko mi się zagoi – powiedział, ukrywając się pod materiałem namiotu. 
– Zdejmij koszulę i płaszcz. Już nie są do odratowania, ale może chociaż trochę zmyję tę krew, by się nie rzucała w oczy aż tak, kiedy dotrzemy do miasta. I zszyję – powiedziałem, zerkając na niebo. Jak późnej będę wracał do namiotu, będę musiał uważać, by nie wpuścić żadnego promyka do środka. 
– A po co? Jeszcze jakieś koszule mam – stwierdził, trochę nie myśląc jak ja. 
– Koszulę mogę spalić, owszem. Ale płaszcz? Nie mam dodatkowego płaszcza dla ciebie, ani żadnej kurtki. A jak wjedziemy do miasta, a ty nie posiadając płaszcza nie masz hipotermii, wzbudzisz podejrzenia. Tam kupię ci nowy, czysty i cały, ale do tej pory będziesz musiał wytrzymać w nim – wyjaśniłem, na co Serathion cicho westchnął, ale podał mi i koszulę, i płaszcz. 
– Tylko uważaj, jak będziesz wchodził, a słońce będzie na niebie – mruknął, zamykając wejście. 
– Będę, spokojnie. Zerknąć na twoją ranę? Może ci użyczyć trochę krwi? Albo przyniosę ci miskę z wodą i gąbką. Trochę się chociaż obmyjesz z tej krwi – zaproponowałem, chcąc mu jak zawsze zapewnić jak największy komfort. 
– Wodę z gąbką poproszę. Nie lubię uczucia zaschniętej krwi na skórze – odpowiedział za materiału. 
Zabrałem się zatem do pracy. Zerknąłem jeszcze ja zająca, którego przyniósł Serathion, ale okazało się, że Futerko już się nim zajął. I jak mam być szczery, nie chciałbym dokańczać resztek po kocie. Zresztą, i tak nie będę miał siły później jeszcze zabrać się za jedzenie. I pranie w lodowatej wodzie, i później tymi zmarzniętymi palcami jeszcze szyć... zdecydowanie będę padnięty. Wpierw jednak musiałem zadbać o moją Różyczkę. Przyniosę mu wodę, żeby zmył krew. A później ogarnę ten płaszcz. Tak, w tej kolejności. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz