Ciesząc się, że jednak było między nami wszystko w porządku. Że ta jedna, mała, żałosna różyczka mu wystarczała. Gdybym tylko miał więcej pieniędzy, naprawdę bym był w stanie kupić, co tylko chce. A tak? Ledwo jestem w stanie mu zapewnić tę namiastkę szlachetności... Ledwo. I nie zawsze. Już teraz przy płaceniu za pokój i jedzenie musiałem wybrać coś względnie taniego, bo widać już dno sakiewki. W mieście muszę się zabrać za jakąś pracę. Jakąkolwiek. Nie muszę koniecznie ganiać za wampirem, jak będzie potrzeba gdzieś silnej pary rąk, to moje się do tego nadają idealnie. Tu już nawet nie chodzi tylko o te perfumy, które to tak swoją drogą też zamierzałem my kupić. Jeżeli mamy się zatrzymać w jakiejś karczmie, w której łóżkach nie będzie żadnych dodatkowych lokatorów, trochę pieniędzy jednak muszę wyłożyć.
– Chyba się idę już położyć – powiedziałem, kiedy moje ciało było już wyszorowane. Nie wiem, jak długo mój zapach utrzyma się na moim ciele, ale chociaż przez chwilę mogę dla niego przyjemnie pachnieć.
– W porządku. Ja jeszcze chwilę sobie tu posiedzę – stwierdził, co mnie nie zaskoczyło. Pewnie będzie tu tak długo, aż jego ciało od tej wody zacznie się marszczyć. Pewnie dopiero wtedy zdecyduje, że pora wstać.
– Posprzątasz tu później? – zapytałem, zerkając na niego z uwagą. W końcu, zazwyczaj to ja się tym zajmowałem.
– Pewnie. Nie jest to przecież nic trudnego – odpowiedział niezrażony, na co uniosłem jedną brew. Czyli jeszcze jutro przed wyruszeniem w dalszą drogę czeka mnie szybkie ogarnięcie łazienki, by nasz gospodarz nie stwierdził, że jesteśmy jak świnie. Co prawda, jest wysoce prawdopodobne, że już się nigdy nie spotkamy, ale ja nie lubię pozostawiać po sobie bałaganu, zwłaszcza, kiedy dostaliśmy ładny, czysty pokój.
– Jak z czymś sobie nie będziesz radzić, to mnie obudź. Pomogę ci we wszystkim – powiedziałem, zostawiając go samego za parawanem. Od razu też ruszyłem stronę w naszych rzeczy. Zapomniałem wcześniej zabrać ze sobą spodnie do spania i bieliznę, więc przez chwilę chodziłem w samym ręczniku. W końcu, czemu by nie? Była tu tylko moja Różyczka, która akurat z takiego mojego wyglądu byłaby zadowolona. No i jeszcze Futerko, no ale on sobie leżał zadowolony blisko kominka. Oj, niech korzysta, bo wkrótce może mu tego zabraknąć.
Ubrałem się, by gołym tyłkiem nie świecić, i następnie dołożyłem do kominka, by paliło się całą noc. Ciepło bijące od ognia było zupełnie inne, niż to bijące od człowieka. Chociaż, dawno czegoś takiego nie czułem, i nieprędko poczuję, i ile w ogóle. Serathion na pewno ciepły się nie stanie. Co najwyżej o kota będę mógł się trochę ogrzać.
– Że ty jeszcze o jedzenie nie wołasz, to ja w szoku jestem – powiedziałem do kociaka, przesuwając dłonią po jego grzbiecie. Futerko mruknął cicho, i przeciągnął się leniwie. Jeszcze przez chwilę poczekam na Serathiona, bo może z czymś sobie nie poradzi.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz