Słuchałem jego słów z uwagą, jak zawsze zresztą. Brzmiało to jak typowa, szlachecka rodzina, tylko po prostu nieśmiertelna. Jeszcze chyba gorszy sort, bo w przypadku ludzi nie do końca miły dziadek czy wuj w końcu umiera, czy tego chce czy nie. A w przypadku wampirów? Cały czas żyje, i albo coś zrozumie i będzie lepszy, co się bardzo rzadko raczej zdarza, albo staje się jeszcze gorszy. Niby rodzina to rodzina, ale z taką rodziną to ja nie chciałbym chyba żadnej rodziny.
– Wiele to o nich mówi – powiedziałem w końcu cicho. – Może to nawet lepiej, że nie jesteś z nimi. Musiałbyś robić to, co oni chcą, przez co nie byłbyś szczęśliwy. Nie wiem, czy teraz jesteś szczęśliwy, ale masz szansę poprowadzić swoje życie jak chcesz. A to, że nie potrafili przełknąć dumy i ci nie pomogli, kiedy to potrzebowałeś tej pomocy wiele o nich mówi. Chyba czasem lepiej nie mieć żadnej rodziny niż mieć taką rodzinę – wyznałem mu swoje myśli, wpatrując rozglądając się po gałęziach. Kilka drzew dalej sowa intensywnie się w nas wpatrywała... albo może raczej w tego małego, grubiutkiego kociaka, którego to trzymał Serathion. Gdyby nie to, pewnie zostałby jej sutą kolacją.
– Już sobie wyobrażam, jak zareagowaliby, gdybym im powiedział, że moim wybrankiem jest nie tyle co człowiek, a mężczyzna, to chyba by mnie wyklęli z tej wspaniałej rodziny – pokręcił z niedowierzaniem głową.
– Czyli gdyby twoją wybranką była kobieta, jakoś by to znieśli? – spytałem, chcąc po prostu sobie to wyprostować.
– Może... marudziliby, bo nie byłaby wampirzycą z wpływowego rodu, ale kobietę faktycznie prędzej by zaakceptowali. Zresztą, to nie ma znaczenia, bo ja kobiety bym nie chciał. Nie moja bajka – wzruszył ramionami. Tak, to już raz słyszałem. I też zauważyłem, że jak już ktoś zwraca na niego uwagę, to właśnie jest to mężczyzna, nie widziałem, żeby kobiety się do niego śliniły. Jak na złość. O kobiety nie byłbym zazdrosny.
– Może dlatego, że wolisz być ruchany, a nie ruchać – podjąłem nieco inny temat, lżejszy. Nie ma co mówić o kimś, kto na to nie zasługuje.
– Właśnie, bez porządnego kutasa nie wyobrażam sobie mojego życia seksualnego – mimo, że nie jest widziałem jego twarzy wyczułem, jak się szczerzy zawadiacko. – Dlatego masz szczęście, że masz taki sprzęt, bo inaczej mógłbyś sobie o mnie tylko pomarzyć.
– Takie rzeczy są genetyczne. Wiesz, mój stary był wielkim kutasem, muszę mieć coś po nim – rzuciłem lekko. Bo jak inaczej mam się wyrażać o człowieku, który zrobił dziecko i zniknął, zostawiając tę kobietę samą sobie, bez absolutnie niczego. Jedyne, co go mogło wytłumaczyć, to śmierć. Dosłownie.
– Jak miło z jego strony, że coś ci w spadku zostawił – podsycił, a w jego głosie usłyszałem rozbawienie.
– Tak, bo tego właśnie potrzebowałem w swoim życiu. Nie ciepłego posiłku i bezpiecznego miejsca do życia, a właśnie dużego kutasa, by móc cię później w przyszłości wyruchać, jak nikt inny w twoim długim życiu – zaśmiałem się cicho. Takie już było moje przeznaczenie, najwidoczniej.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz