Siedząc w namiocie, uważnie obejrzałem swoje ciało, chcąc upewnić się, że nie odniosłem żadnych poważniejszych obrażeń. Na szczęście nie wyglądało to źle. Wypiłem wystarczająco dużo krwi mojego partnera poprzedniego dnia, dzięki czemu rany goiły się szybciej, a siły stopniowo wracały do mojego ciała.
Powoli przesuwałem spojrzeniem po skórze znaczonej zaschniętą krwią i śladami walki. Dopiero wtedy zerknąłem na Eliana, który właśnie wszedł do namiotu z miską wody i ścierką. Ostrożnie odsunął materiał wejścia, pilnując, by ani jeden promień słońca nie przedostał się do środka.
- Wszystko w porządku? - Zapytał cicho, obserwując mnie uważnie, gdy zacząłem zmywać z siebie krew, własną i wilkołaka.
- Tak, spokojnie. Jestem cały - Zapewniłem go, posyłając mu delikatny uśmiech.
Wilgotna ścierka przyniosła ulgę lodowatej skórze, a ciepła woda stopniowo usuwała lepki ślad minionej nocy.
- A ty nie miałeś przypadkiem zająć się zającem? - Spytałem po chwili, marszcząc lekko brwi. Dopiero teraz dotarło do mnie, że zamiast pilnować zwierzyny, siedział tutaj ze mną.
Elian westchnął z rozbawieniem.
- Futerko dobrał się do niego pierwszy - Odparł. - A szczerze mówiąc, nie mam wielkiej ochoty zjadać czegoś, co wcześniej przeżuł kot. - Na widok mojego zmartwionego spojrzenia uśmiechnął się łagodnie. Usiadł bliżej i delikatnie położył dłoń na moim policzku. - Nie martw się, Różyczko - Powiedział miękko. - Poradzę sobie. Mam jeszcze trochę suchego mięsa… a poza tym nie jestem głodny. - Przyglądał mi się uważnie, jakby szukał oznak bólu, którego sam nie chciałem pokazać. - Zaraz wrócę - Dodał po chwili.
Ostrożnie opuścił namiot, dbając o to, by nie odsłonić wejścia zbyt szeroko. Słońce było dla mnie zbyt niebezpieczne, a on zdawał się pamiętać o tym lepiej niż ja sam.
Westchnąłem cicho i wróciłem do obmywania ciała. Woda szybko przybrała różowawy odcień, a wraz z kolejnymi śladami krwi znikało też nieprzyjemne uczucie ciężaru po walce. Gdy skończyłem, sięgnąłem po czystą koszulę. Materiał przyjemnie otulił skórę i niemal od razu poczułem się bardziej sobą, mniej jak ofiara nocnego starcia, a bardziej ktoś, kto zdołał je przetrwać.
- Elian, możesz zabrać wodę - Zawołałem, odsuwając się pod ścianę namiotu, by mógł bezpiecznie wejść i zabrać miskę.
Przez krótką chwilę wsłuchiwałem się w odgłos jego kroków za płótnem, czekając na powrót, który z niewiadomego powodu dawał mi więcej spokoju, niż chciałem przed sobą przyznać.
Mój partner zabrał miskę z wodą, a potem zniknął gdzieś na zewnątrz. Minęło niemal pół godziny, może więcej, zanim ponownie usłyszałem jego kroki przy namiocie. Sam nie wiedziałem, co tak długo robił. Przecież powinien odpoczywać po nocy, zamiast kręcić się gdzieś poza moim zasięgiem i zajmować kolejnymi obowiązkami.
Materiał namiotu poruszył się lekko, gdy Elian wszedł do środka, ostrożnie zasłaniając za sobą wejście.
- Już jestem - Odezwał się spokojnie.
Spojrzałem na niego i dopiero wtedy zauważyłem, co trzymał w dłoniach. Mój płaszcz.
Podał mi go ostrożnie. Rozdarcia zostały zszyte tak starannie, jak tylko było to możliwe. Szwy wciąż były widoczne, ale materiał wyglądał znacznie lepiej niż wcześniej.
- Mogłeś zrobić to później. Teraz powinieneś odpoczywać. - Elian jedynie wzruszył lekko ramionami, jakby nie widział w tym nic szczególnego.
- Mogłem. Ale wolałem zrobić to teraz. - Oczywiście, że tak uważał. Zawsze znajdował coś ważniejszego od własnego odpoczynku, a najwyraźniej dziś tym najważniejszym był mój płaszcz.
Elian usiadł na kocu i bez większego wysiłku przyciągnął mnie do siebie, tak blisko, jak tylko było to możliwe. Jego ramiona otuliły mnie szczelnie, a ciepło jego ciała niemal natychmiast przyniosło dziwnie kojące poczucie bezpieczeństwa..
Wtuliłem się w niego ostrożnie, opierając głowę o jego pierś. Przez chwilę słyszałem jedynie spokojny rytm jego oddechu i ciche odgłosy dochodzące spoza namiotu.
Nie chcąc mu przeszkadzać, pozostałem nieruchomo w jego objęciach, pozwalając mu wreszcie odpocząć.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz