Zerknąłem na partnera zdejmując kaptur z głowy.
- To było ciekawe… Dlaczego właściwie miałbym się zawieść nad morzu? - Zapytałem z lekkim uśmiechem. - Z tego, co opowiadałeś, jest tam po prostu dużo wody i piachu, a w tym piachu muszle, które morze wyrzuca na brzeg. Może nie brzmi to jak coś niezwykle fantastycznego, ale kiedy pomyślę o swoim dotychczasowym życiu… każda zmiana wydaje się czymś dobrym. Czymś nowym i ciekawym. - Na moment zamilkłem, układając własne myśli. - Chyba właśnie tej inności potrzebuję - Przyznałem ciszej. - Żeby wszystko było trochę inne niż dotąd. Żebym mógł spojrzeć na świat tak, jak zawsze chciałem go widzieć. I żeby było po prostu dobrze… bo mam wrażenie, że dobrze będzie wszędzie tam, gdzie będziesz ty. - Spojrzałem na niego, choć niełatwo było mi tak otwarcie mówić o własnych uczuciach. Zwykle chowałem je głęboko, ukrywając pod spokojem albo milczeniem, ale tym razem nie chciałem niczego udawać.- Nie zawiodę się - Wyjaśniłem łagodnie. - Bo jesteś obok mnie, a to jest dla mnie najważniejsze. - Przez chwilę milczał, jakby ważył moje słowa.
- Jesteś pewien? - Spytał w końcu. - Nie jestem całym światem. - Pokręciłem lekko głową, nie potrafiąc się z nim zgodzić. Może dla niego były to tylko słowa, ale dla mnie znaczyły znacznie więcej. To właśnie on pokazał mi, że poza murami mojego własnego zamku istnieje coś jeszcze. Życie, którego wcześniej nawet nie próbowałem sobie wyobrazić.
- Trochę jednak jesteś - Odpowiedziałem cicho. - Gdyby nie ty, moje życie na pewno potoczyłoby się inaczej. Chyba nigdy nie opuściłbym zamku… a wtedy podczas pożaru byłbym w środku. - Urwałem, a wspomnienie tamtej chwili powróciło boleśnie i wyraźnie, jakby minęło zaledwie kilka dni, a nie tyle czasu. Obraz ognia wciąż tkwił mi pod powiekami i miałem wrażenie, że już nigdy całkowicie o nim nie zapomnę.- Więc może masz rację - Dodałem po chwili, unosząc spojrzenie. - Może nie jesteś całym światem… ale na pewno jesteś jego częścią, bez której mój wyglądałby zupełnie inaczej. - Dodałem, chwytając jego dłoń która leżała na moim biodrze, pokazując mu, że jest częścią życia której nie chcę utracić.
Elian nic nie odpowiedział. Zamiast słów po prostu przytulił mnie mocniej do siebie, jakby ten gest mówił więcej niż jakakolwiek odpowiedź, jakby chciał ukryć mnie przed całym światem..
Korzystał z tej chwili sam na sam, o ile w ogóle można było tak ją nazwać.
Bo przecież, patrząc rozsądnie, wcale nie byliśmy naprawdę sami. W każdej chwili ktoś mógł nas zobaczyć, a nawet zaatakować. Choć akurat tym drugim niespecjalnie się przejmowałem.
Byłem czujny.
Gdyby cokolwiek albo ktokolwiek próbował się do nas zbliżyć z wrogimi zamiarami, usłyszałbym to i zauważył znacznie wcześniej, zanim zdążyłoby nas dosięgnąć. Lata ostrożności i życia w niepewności nauczyły mnie wychwytywać zagrożenie szybciej, niż większość istot w ogóle potrafiła je dostrzec.
Dlatego pozwoliłem sobie na ten moment spokoju.
Oparłem się o niego mocniej, wsłuchując w jego oddech i ciepło bijące od jego ciała. Nawet jeśli wokół rozciągała się niepewność, w tej krótkiej chwili nie miało to większego znaczenia.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz