Poszukiwanie zdobyczy problemem nie było. Las o tej porze roku obfitował w drobną zwierzynę, a dla kogoś takiego jak ja odnalezienie tropu było niemal dziecinnie proste. Znacznie bardziej problematyczne okazało się jednak to, co podążało za mną.
Czułem jego zapach wyraźnie ciężki, dziki i przesiąknięty krwią oraz mokrą sierścią. Istota kryjąca się w ciemności nie próbowała nawet zatrzeć swojej obecności. Tak samo jak ja wiedziałem, że mnie śledzi, tak ona doskonale zdawała sobie sprawę, że została odkryta.
Zatrzymałem się i powoli odwróciłem w stronę gęstych krzaków.
- Mógłbyś już przestać się chować? To głupie. I tak wiem, że tam jesteś - Odezwałem się spokojnie.
Przez moment panowała cisza, zakłócana jedynie szelestem liści poruszanych nocnym wiatrem. W końcu z zarośli wyłoniła się masywna sylwetka wilkołaka.
Był spory, choć od razu rozpoznałem jego niedojrzałość. Młody. Bardzo młody. Dla mnie stanowił niewielkie zagrożenie, choć sam najwyraźniej uważał inaczej. Musiał wierzyć, że jest w stanie rzucić wyzwanie wampirowi. Albo był głupi, albo nikt nigdy nie nauczył go ostrożności wobec takich jak ja.
Kiedy wyszedł na blade światło księżyca, zauważyłem pokrywające jego ciało blizny. Niektóre stare i poszarpane, inne świeże, wciąż sączące krew spod skołtunionej sierści. Nie byłem pierwszym drapieżnikiem, który stanął na jego drodze. Ślady po ostrzach i pazurach mówiły same za siebie, ścigali go zarówno ludzie, jak i inne bestie.
A jednak nadal walczył.
To było równie godne podziwu, co bezmyślne.
- Odejdź - Powiedziałem chłodno, nie odrywając od niego wzroku. - Los już wystarczająco cię pokarał. - Wilkołak obnażył kły i wyszedł jeszcze krok do przodu.
- Wchodzisz na mój teren. Nie mogę puścić ci tego płazem - Warknął.
Uniosłem brew, bardziej rozbawiony niż zaniepokojony.
Jego teren?
Nie czułem tu żadnych granic. Żadnych znaków świadczących o tym, że miejsce do kogokolwiek należy. Był samotny i najwyraźniej pomylił samotność z prawem własności.
- Na twój? - Prychnąłem. - Śmiem wątpić. - Przez krótką chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. Powietrze między nami zgęstniało od napięcia.
Potem ryknął.
Rzucił się na mnie gwałtownie, bardziej kierowany gniewem niż rozsądkiem. Ziemia zatrzęsła się pod ciężarem jego łap, a powietrze przeciął świst pazurów.
Nie miałem wyboru.
Uniknąłem pierwszego ataku, pozwalając, by impet poniósł go dalej, lecz był szybszy, niż przypuszczałem. Jego pazury zahaczyły moje ramię, rozrywając materiał płaszcza i ciało pod nim. Ostry ból przeszył bark, a ciepła krew spłynęła po skórze.
Naderwanie.
Nic poważnego.
Byłem wampirem. Takie rany goiły się szybciej powiedziałbym, że jak na psie.
Wilkołak zawrócił i zaatakował ponownie, ciężko dysząc. W jego oczach widziałem desperację, nie walczył dla dominacji ani sławy. Walczył, bo nie znał niczego innego.
Tym razem zakończyłem to szybko.
Uchwyciłem jego łapę, wykorzystując własny ciężar i siłę, po czym jednym gwałtownym ruchem powaliłem bestię na ziemię. Rozległ się głuchy trzask, a wilkołak zawył boleśnie. Nim zdołał się podnieść, moje pazury przecięły jego bok.
Krew trysnęła na wilgotną ziemię.
Bestia zachwiała się i opadła ciężko na łapy.
Jeszcze przez chwilę próbował utrzymać się na nogach, warcząc słabo przez zakrwawiony pysk, lecz życie powoli uchodziło z jego ciała. Jego oczy przygasły, a ciężki oddech z każdą sekundą stawał się płytszy, aż w końcu całkowicie ucichł.
Las ponownie pogrążył się w ciszy. A ja przez chwilę patrzyłem na nieruchome ciało tylko przez moment.
Nie miałem czasu na dłuższe rozmyślania.
Schyliłem się po zająca, którego upolowałem jeszcze przed tym niepotrzebnym spotkaniem, i ruszyłem z powrotem. Ramię pulsowało bólem, ale w tej chwili to nie było najważniejsze, najważniejsze był wschód słońca który powoli nadchodził.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz