Cóż, choćbym nie wiem jak bardzo chciałbym być dla niego miły, prawda jest taka, że ludzie mają swój specyficzny zapach, gdy zaniedbują higienę. Tak samo zresztą jak wampiry, różnica polega tylko na tym, że ja nigdy nie cuchnąłem jak trup. Zawsze o to dbałem. Zostałem tak wychowany. Jak przystało na szlachcica, musiałem nie tylko dobrze wyglądać, ale i jeszcze lepiej pachnieć. Aby przyciągając najlepsze ofiary do siebie.
Zapach był moją wizytówką, czymś, co przyciągało innych. A ja zawsze lubiłem mieć przy sobie towarzystwo. Zwłaszcza mężczyzn. Lubiłem bliskość, lubiłem namiętność… a żeby się jej oddawać, trzeba było spełniać pewne warunki. Niestety lub stety piękny zapach był jednym z nich.
Nigdy nie chciałem stracić przystojnego partnera, który pojawiał się choćby tylko na jedną noc. Dlatego dbałem o siebie najlepiej, jak potrafiłem. Było to dla mnie naturalne, niemal jak oddychanie.
A jednak przez długi czas byłem zamknięty w jednym miejscu. Nie opuszczałem swojego bezpiecznego końca świata. Tam wszystko było znajome, przewidywalne… moje.
Teraz jednak wszystko się zmieniło.
Czuję się nieswojo. Nie mam już własnego azylu, miejsca, w którym mógłbym się ukryć przed ludźmi, drapieżnikami, wrogami, przed każdym niebezpieczeństwem, jakie czyha w cieniu. Zamiast tego wędruję. Daleko. W nieznane.
Dopiero teraz naprawdę uczę się, co znaczy być wampirem wędrownym. Poznaję zarówno uroki tej drogi, jak i jej ciemniejsze strony… i niestety, tych drugich jest znacznie więcej.
Czy mi się to podoba, czy nie ta podróż musi się kiedyś skończyć. Przede mną jeszcze długie tygodnie drogi. Zaciskam więc zęby i przyjmuję swój los takim, jaki jest. Postanawiam narzekać tylko wtedy, gdy naprawdę będzie to konieczne.
Choć… muszę przyznać, że może to być dla mnie wyjątkowo trudne.
Bo ja po prostu uwielbiam narzekać.
To moja mała sztuczka, sposób, by zwrócić na siebie uwagę. I działa. Zawsze działa. Nawet przy Elianie. Choć czasem ma już mnie dość, choć moje humory potrafią wystawić jego cierpliwość na próbę… on nadal mnie słucha.
I to jest miłe. Bo tak naprawdę wcale nie musi.
- Cóż, nic na to nie poradzę. Nie przywykłem do takich zapachów ani do rzeczy, których jako wampir po prostu nie znam - Odparłem, wzruszając ramionami.
Usiadłem na ziemi z pewną rezygnacją, splatając dłonie na kolanach. Pozostało mi jedynie cierpliwie czekać, aż znów ruszymy w drogę. Zresztą… i tak nie miałem nic szczególnie ważnego do zrobienia.
A przynajmniej nic, co byłoby warte mojego czasu.
- Rozumiem to i nie mam pretensji. Choć mam nadzieję, że z czasem się to zmieni. Musisz nauczyć się normalnego życia. Nie jesteś już szlachcicem… i właściwie nie masz nic do zaoferowania. - Jego słowa uderzyły mnie mocniej, niż chciałem przyznać. Jak to, nic do zaoferowania? Przecież jestem sobą. Pięknym wampirem. Czy to naprawdę nie wystarcza?
Zmarszczyłem brwi, czując narastające niezadowolenie, tak mówić nie powinien.
- Hej… mam do zaoferowania siebie. Moją piękną twarz i piękne ciało, czy ty uważasz, że to za mało? - Zapytałem chłodno, choć w moim głosie pobrzmiewała nuta urażonej dumy.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz