środa, 13 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Głos mojej Różyczki dotarł do mnie jak zza grubej ściany, ale od razu otworzyłem oczy. Miałem nie zasypiać. I nie zasnę. Jest kilka rzeczy, które to pierwiej muszę zrobić... Jak chociażby zająć się nim. I sobą, muszę się w końcu umyć. Co prawda, to Serathion był zdecydowanie bardziej brudny, no ale dotrzymam mu tego towarzystwa. I zaoszczędzę wodę, i czas... Tak, zdecydowanie muszę się podnieść, i coś ze sobą zrobić. 
– Nie. Ale im dłużej tak leżę, tym większe prawdopodobieństwo, że zasnę. Po tych kilku dniach spania na ziemi to łóżko jest za wygodne – wymamrotałem, podnosząc się i leniwie przeciągnąłem swoje mięśnie, i to tak, że kości zaczęły mi strzelać. Jak dobrze liczę, dotrzemy nad może mniej więcej wtedy, kiedy wypadną mi urodziny. Cudownie. Nie, żeby mi to robiło wielką różnicę, i tak nigdy nich nie obchodziłem. Ale świadomość, że jestem rok starszy, przy wiecznie młodym Serathionie... To mnie trochę dołowało. 
– W porządku. Zatem kąpiel. Nie będę cię wykorzystywał seksualnie takiego nieprzytomnego. To nie jest przyjemnie – stwierdził, uśmiechając się delikatnie. – Jakbyś wcześniej był dla mnie miły, może bym ci pomógł i przygotował tę kąpiel dla ciebie. Ale że taki wredny dla mnie jesteś... 
– Wredny? – spytałem, co mnie zaskoczyło. Kiedy ja byłem dla niego wredny? Chyba na serio w którymś momencie zasnąłem. 
– Kto stwierdził, że nie mam godności? – zapytał, a ton jego głosu sprawił, że zacząłem łączyć kropki. 
– Bardzo cię moje słowa ugodły? – spytałem cicho, przyglądając mu się z uwagą. Całe zmęczenie zaraz zepchnąłem na drugi plan. Najważniejsza w tej chwili była moja Różyczka, nic innego. 
– A ciebie by coś takiego nie ugodło? – odpowiedział pytaniem, odwracając wzrok. Chwyciłem jego dłoń, by zwrócić jego uwagę na swoją osobę. 
– Rzuciłem to bardziej w żartach. Nie sądziłem, że odbierzesz to tak personalnie. Przepraszam – powiedziałem zgodnie z prawdą. Zachowuje się jak rasowa dziwka, nie ukrywa tego, i takie słowa go bolą? Zwłaszcza, że padły tylko pomiędzy nami, w ciszy, w celu podrażnienia się. Najwidoczniej tylko ja to tak widziałem. 
– Najwyższa pora – burknął, patrząc na mnie spode łba. 
– No chodź tu do mnie... Z moich ust już więcej takie słowa nie padną – przyznałem, przyciągając go do siebie, sadzając na swoich kolanach i przytuliłem go do siebie. Mój biedaczek... Jak można być jednocześnie tak delikatnym i zadziornym. Przecież jedno z drugim się nie łączy. On jest zdecydowanie jednym wielkim chodzącym paradoksem. – Kocham cię, wiesz? – dodałem, po czym go pocałowałem w skroń. 
– Lepiej byś to okazywał – mruknął niezadowolony. A może tylko udawał niezadowolonego? Ciężko mi to stwierdzić. 
– Daję ci różane olejki, daję ci swoją krew, daję ci swojego kutasa... co jeszcze mógłbym ci dać? – spytałem, unosząc jedną brew. Jeśli czegoś mu brakuje lepiej, by mi dał znać, bo ja jednak jestem zielony w takich sprawach. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz