poniedziałek, 4 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Zaskoczony spojrzałem na małe ciałko jelonka. Wiem, że taka kolej rzeczy, to jest naturalne, że słabszy ginie, ale tych najmłodszych mi zawsze szkoda, czy to chodziło o ludzi, czy to chodziło o zwierzaki. I chociaż mięso delikatniejsze, bardziej ucieszyłbym się chyba z jakiegoś starszego osobnika. Nie mogłem jednak narzekać. Miło mi, że Serathion coś dla mnie upolował, chociaż wcale nie musiał. O siebie potrafię zadbać. Jakoś. Faktycznie, suszone mięso to nie to samo co świeże mięso, ale to dalej mięso, czyli bardzo dobre jedzenie. 
– Dziękuję – powiedziałem zgodnie z prawdą, zabierając się za obróbkę mięsa. 
Oskórkowałem jelonka, zachowując skórę. Skóra to dobry towar. Nie dość, że mógłbym zrobić coś dla siebie, to jeszcze mógłbym ją po prostu sprzedać, a to już zawsze trochę grosza na przyszłość. A mi teraz każdy grosz sie przydać może, zwłaszcza, że już moje zniżki po znajomości się skończyły. Zająłem się mięsem odpowiednio, oczywiście go porcjując. Była zima, więc o to, że mięso się popsuje, nie muszę się martwić. Muszę je w miarę szybko wykorzystać, owszem, ale na to znajdę jakiś pomysł. Skoro mamy mniej czasu... może bym zrobił gulasz? Pokroił marchewkę, cebulę i co ja tam jeszcze mam, dodał mięsa, kaszy, trochę śmietany, i coś na pewno by z tego było. A jutro może zupa? Rosół, z kluskami kładzionymi. Miałbym to na kolejne dni. A później dotarłbym do gospody, gdzie i porządnie bym zjadł, jak i się umył. Oboje, patrząc na jego zachowanie. I tak na razie tylko raz wytknął mi, że śmierdzę. Ciekawe, jak to będzie dzisiaj. 
Przygotowałem gulasz, oczywiście starając się działać jak najszybciej. Doskonale wiedziałem, że gonił nas czas. Jeszcze dzisiaj musiał trochę zjeść. Widziałem, że posilił się jelonkiem, ale to mało. Za mało. 
– Strasznie wątróbkę lubisz, co? – zapytałem rozbawiony, oczywiście dając kociakowi troszkę mięsa. 
– Bo chce prawdziwego, świeżego mięsa, a nie suszone gówno – prychnął Serathion, zerkając na namiot. – Jak się umyłeś, to jakoś dziwnie pachniesz. Nie jest źle... ale też nie jest zbyt dobrze. 
– Użyłem zwykłego mydła – powiedziałem, mieszając w garnku. Teraz jedyne, co muszę zrobić, to poczekać, jak się zagotuje. – Tak pachnie zwykłe, szare mydło. 
– Paskudnie. Nie ma innych zapachów? – skrzywił się, kiedy zacząłem składać nasz wspaniały namiot, który dobrze ochronił go przed słońcem. A tak się bał, zamiast mi zaufać. 
– Są, ale są znacznie droższe. Szare, zwykłe mydło jest najlepsze. Umyjesz się, i wypierzesz rzeczy. A olejki zostawmy do balii. I tak sporo na nie wydaję – odpowiedziałem, a jego oczy zaświeciły się. 
– Wziąłeś olejki? Różane? – spytał, i zabrzmiał na pełnego nadziei. 
– Wziąłem. Ale używanie ich poza balią jest nieekonomiczne – powiedziałem, sprawnie składając namiot. 
– Ugh. Ale jakieś perfumy mógłbyś mi na prezent sprawić – napuszył policzki. Ciekawe, czy w końcu się do zapachu normalnego, trochę biedniejszego świata się przyzwyczai, czy zawsze mi będzie narzekał. 
– Jak właśnie jakiś wampir, za którego dostanę sowitą zapłatę, to czemu nie – stwierdziłem, nie mając z tym problemu. Skoro tego potrzebował, to mu to sprawię. Musi mi tylko dać trochę czasu. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz