Musiałem zastanowić się, czy naprawdę chcę go teraz posłuchać, czy może jednak wolę podążyć za własnym instynktem, swoimi śladami, tym, co czuję głęboko w sobie. Bo prawda jest taka, że gdybym poszedł drogą, którą tak bardzo pragnę obrać, ten dzień mógłby skończyć się źle. Ktoś zapłaciłby za przekroczenie granic, a ja dobrze wiem, że wtedy Elian miałby kłopoty. Ja również miałbym kłopoty.
Tylko czy naprawdę martwię się własnymi problemami? Zdecydowanie nie. Nigdy nie należałem do ludzi, którzy przesadnie przejmują się konsekwencjami. Rzadko kiedy cokolwiek było w stanie mnie zatrzymać. Może właśnie dlatego nauczyłem się tłumić niepokój, bo były momenty, kiedy miałem aż za wiele powodów, by się bać i przejmować.
Ale jest jedna rzecz, której nie potrafię ignorować. Myśl, że jakieś lafiryndy mogłyby próbować dobrać się do mojego faceta, budzi we mnie coś surowego i trudnego do uciszenia. Nie chodzi nawet o zazdrość, bardziej o instynkt, który każe chronić to, co dla mnie ważne. I na to zwyczajnie nie potrafię patrzeć obojętnie.
- No dobrze, niech ci będzie. Ale robię to tylko ze względu na ciebie. Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty. Bo jeśli wydrapię jakiejś wiedźmie oczy, wtedy ty też możesz mieć problemy. Wem, że ludzie i tak będą źli głównie na mnie. I szczerze? W ogóle mnie to nie obchodzi. Bardziej obawiam się, że to ty będziesz przejmował się tym wszystkim mocniej niż ja sam - Stwierdziłem spokojnie, doskonale świadomy prawdy, której nie dało się zmienić. To on był człowiekiem. To on znał ludzkie odruchy, zasady i sposób myślenia, który dla mnie wciąż pozostawał czymś, czego musiałem się uczyć. Jako wampir próbowałem czerpać od niego, uczyłem się, jak być bardziej ludzki, jak rozumieć emocje i granice, które dla ludzi wydawały się naturalne.
Mimo to pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć. Nigdy nie będę człowiekiem. Nie dlatego, że nie chciałem, lecz dlatego, że urodziłem się wampirem. A z faktami nie da się dyskutować.
Dzięki temu, że Elian trzymał moją dłoń, czułem się znacznie spokojniejszy. Nie miałem już aż tak silnej potrzeby walczyć z każdą kobietą, która pojawiała się w pobliżu. Wiedziałem przecież, że to mnie wybrał. To moją dłoń trzymał i to ja byłem częścią jego życia, tak samo jak on stał się całym moim światem.
W pewnym sensie należeliśmy do siebie całkowicie. Ja posiadałem jego serce, a on posiadał moje ciało i umysł. A ta świadomość koiła we mnie coś dzikiego oraz niespokojnego.
Gdybym tylko mógł dać mu coś, co pokazałoby wszystkim, że jest mój, zapewne zrobiłbym to bez chwili zawahania. Niestety nie miałem nawet pierścionka, który mógłbym mu wręczyć. A kupienie czegokolwiek było problematyczne, nie pracowałem i właściwie nigdy nie musiałem tego robić.
Choć… gdyby zaszła taka potrzeba, może bym zaczął. Oczywiście wyłącznie nocą, unikając słońca i wszystkiego, co mogłoby zdradzić moją naturę. Jeśli kiedyś mój partner potrzebowałby ode mnie wsparcia także w taki sposób, poszedłbym do pracy bez większego wahania.
Na razie jednak pomagałem mu tak, jak potrafiłem najlepiej. Na swój własny sposób. Polowałem, zdobywałem dla niego pożywienie podczas podróży i dbałem o to, by niczego nam nie brakowało. W końcu ja sam znacznie szybciej upolowałbym sarnę, jelenia, dzika czy nawet królika, cokolwiek tylko byłoby potrzebne, by mógł zjeść podczas długiej drogi, z dala od ludzi i normalnego świata.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz