piątek, 1 maja 2026

Od Daisuke CD Haru

 Oczywiście wszystko, co wyszło spod jego rąk, było smaczne. Trochę co prawda nie wyglądało, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Teraz liczył się dla mnie smak. Troszkę szkoda, że do tego wszystkiego nie było wina, tylko prosta herbata, ale o alkoholu na najbliższe kilka miesięcy będę musiał zapomnieć. Została mi herbata, zioła, woda, soki ze świeżych owoców, może koktajle... Uniosłem wzrok na mojego męża i zauważyłem, że był strasznie napięty. I wtedy zdałem sobie sprawę, że mu nie wystarczam. Dalej nie potrafiłem znaleźć w sobie energii na coś więcej, niż na to absolutne minimum, które to muszę wykonać, a przecież minęło już trochę czasu od porodu. Powinienem czuć się lepiej, więc czemu tak nie jest? Było coś ze mną nie tak? Może nie powinienem był przeżyć tego porodu, i ciało mi teraz o tym dawało znać? 
– Powinieneś wrócić do pracy – powiedziałem spokojnie, co go zaskoczyło. 
– Co? Już? Ale... Dasz sobie radę? Jak jesteś sam, z dwójką dzieci może być ci ciężko – spytał, poruszając się niepewnie. 
– Dam. Zresztą, nie będę tu sam. Twoja mama lgnie się do pomocy, Suzue lgnie się do pomocy, nawet moja babka, pokojówki... Nie będę sam. A tobie potrzeba więcej wrażeń, atencji, adrenaliny. Opieka nad dziećmi nie da ci w ogóle adrenaliny – powiedziałem cicho, patrząc na swój talerz. Nie chciałem, by to się wydarzyło. Chciałem, by był przy mnie, ale wiedziałem doskonale, że nie jest tu ze mną szczęśliwy. Że czegoś mu brakuje, i ja już podejrzewam, co to takiego. Ostatnio nic, tylko jest przy mnie, a to niedobrze. Mówiłem mu, że potrzebuje więcej bodźców, ale nie, jest dobrze. A ja doskonale wiedzę, że nie jest dobrze. 
– Nie potrzebuję adrenaliny – powiedział, a ja tylko na niego spojrzałem znacząco. Kogo on próbował oszukać? Bo na pewno nie mnie. – Znaczy, może troszkę. Ale czuję się dobrze, tutaj z wami. 
– Jak będziesz miał siłę, będziesz mi pomagał po pracy. Ale powinieneś wrócić do bycia strażnikiem. Nie dość, że ci tego brakuje, to i temu miastu brakuje ciebie. Kto będzie tych złych pakował za kratki, jak nie ty? – rzuciłem lekko, uśmiechając się do niego. – Przemyśl to, proszę. I nie przejmuj się mną. Zawsze mi ktoś pomoże, a nie mogę patrzeć na to, jak się męczysz. 
Haru nic nie powiedział, co wziąłem za dobry znak. Może naprawdę to sobie przemyśli? Na to liczyłem. Już nic do niego nie mówiłem, tylko dokończyłem zarówno swój posiłek, jak i napój. Poniekąd mój apetyt był zaspokojony, chociaż... czegoś jeszcze mi brakowało. Tylko czego? Nie potrafiłem określić. Odwinąłem od siebie tackę, po czym wstałem od stołu i podszedłem do niego, by bezceremonialnie zasiąść na jego kolanach. 
– Dziękuję. Było bardzo pyszne – powiedziałem do niego, uśmiechając się ładnie. 
– Cieszę się, że ci zasmakowało – powiedział, kładąc swoje dłonie na moich biodrach. Oczywiście, że mu brakowało takiej bliskości. Przy ciąży i dzieciach właśnie tego najbardziej mu może brakować. 
– Myślę, że było tak dobre, że zasługuje to na małą nagrodę – powiedziałem, uśmiechając się do niego niewinnie, kładąc dłoń na jego kroczu i zaczynając je delikatnie gładzić. Nie byłem w stanie dać mu całego swojego ciała, ale coś zawsze dla niego znajdę. Strasznie go ostatnio zaniedbałem. Muszę to naprawić. – Jak będziemy odpowiednio cicho, nie obudzimy ich – wyszeptałem mu do ucha, dostrzegając jego lekko zaniepokojone spojrzenie. 

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz