niedziela, 10 maja 2026

Od Mikleo CD Soreya

 Zakupy? Chętnie bym je zrobił. Może nie kocham ich tak bardzo, jak kocham mojego męża i dzieci, ale lubię przebywać w miejscach pełnych nie tylko pięknych rzeczy, lecz także zapachu dobrego jedzenia i gwaru rozmów. Mimo wszystko zawsze bardziej pociągało mnie towarzystwo ludzi niż siedzenie samotnie w czterech ścianach. Kiedyś tego nie lubiłem, tłumy mnie męczyły, hałas drażnił, a ciągłe chodzenie między sklepowymi alejkami wydawało się stratą czasu. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Z biegiem lat zacząłem dostrzegać w tym coś przyjemnego, niemal kojącego. I chyba właśnie dlatego coraz chętniej wybierałem się na zakupy, nawet jeśli obok mnie miał iść mój mąż, odrobinę zrzędliwy jak zawsze podczas takich wyjść.
- Nie jesteś z tego powodu zadowolony, prawda? - Zapytałem, unosząc jedną brew ku górze i zerkając na niego z rozbawieniem.
Mój mąż westchnął cicho, jakby już pogodził się ze swoim losem. Po chwili jednak uśmiechnął się do mnie najpiękniej, jak tylko potrafił, tym ciepłym, szczerym uśmiechem, który zawsze skutecznie rozpraszał napięcie i wprowadzał między nami dobrą atmosferę.
- Wiesz, że nie przepadam za tłumami - Mruknął pod nosem, poprawiając rękawy kurtki. - Ale jeśli mam spędzić pół dnia na chodzeniu po sklepach, to przynajmniej z tobą. - Parsknąłem cicho śmiechem i lekko szturchnąłem go ramieniem.
- Czyli jednak nie jest tak źle? - Zapytałem, unosząc jedną brew ku górze.
- Powiedzmy, że da się przeżyć - Odpowiedział teatralnie ciężkim tonem, choć błysk w jego oczach zdradzał coś zupełnie innego.
Jednym ruchem ręki osuszyłem swoje ciało, podnosząc się z jego kolan gotów do drogi 
Ruszyliśmy przed siebie powoli, mijając rozświetlone witryny sklepowe i ludzi zajętych własnymi sprawami. W powietrzu mieszał się zapach perfum, świeżo pieczonego chleba, ryb, mięs i ziemniaków. 
I właśnie w takich chwilach czułem dziwny spokój, bo nieważne było, gdzie jesteśmy. Liczyło się tylko to, że byliśmy tam razem.
Spokojnie przechadzałem się między małymi straganami, rozglądając się uważnie dookoła. Mój wzrok co chwilę zatrzymywał się na przechodzących ludziach, kolorowych stoiskach i dziesiątkach produktów poukładanych na drewnianych ladach. Pięknie rzeczy, może gdybym miał więcej pieniędzy.. Cóż może wtedy bym z tego skorzystał.
- Chyba mamy już wszystko. Myślisz, że powinniśmy kupić jeszcze coś? - Zapytałem, pakując ostatnie zakupy do torby. W środku znajdowały się najpotrzebniejsze rzeczy, mleko, pieczywo, jajka, mięso, warzywa i owoce. Przez chwilę próbowałem sobie przypomnieć, czy o czymś nie zapomnieliśmy, ale wydawało mi się, że lista była kompletna.
- Chyba niczego więcej nam nie potrzeba - Stwierdził spokojnie, po czym chwycił mnie za dłoń, wyraźnie dając do zrozumienia, że najchętniej wróciłby już do domu.
Uśmiechnąłem się lekko, odwzajemniając uścisk, ale po chwili przypomniałem sobie o czymś jeszcze. Spojrzałem na niego kątem oka, przyglądając się jego ubraniom, które były już trochę znoszone.
- A może kupimy ci jakieś nowe ubrania? - Zaproponowałem.- Przydałoby ci się chyba coś nowego. - Zatrzymał się na moment i spojrzał na mnie z lekkim zaskoczeniem, jakby nie spodziewał się takiej propozycji. Wokół nas nadal tętniło życie targowiska, ale przez krótką chwilę miałem wrażenie, że wszystko inne przestało mieć znaczenie.

<Pasterzyku? C: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz