Leciutko podirytowany przewróciłem oczami, przecież już mówiłem mu co mnie drażni a raczej czego potrzebuje.
- Od początku powtarzam ci, czego mi brakuje, a ty każesz mi pić z butelki jak jakiemuś menelowi. Głośno o tym mówię, a ty dalej twierdzisz, że przecież nic złego się nie dzieje. - Westchnąłem ciężko, opierając się o jego ciała. - No i weź tu rozmawiaj z kimś takim… Jak z dupą. I tak cię nie słucha. Jeszcze w dodatku mnie obrażasz, chociaż kompletnie nie masz powodu.
Prychnąłem pod nosem, rzucając mu pełne oburzenia spojrzenie, choć dobrze wiedziałem, że połowa mojego „cierpienia” była zwyczajnym dramatyzowaniem. Ale przecież właśnie to wychodziło mi najlepiej.
- Mówiłem ci już, czego mi brakuje. Nie dostałem lampki, szklanki, kubka… nawet kieliszek mógłby być. A zamiast tego mam pić z gwinta jak menel - Mruknąłem urażonym tonem.
Od razu dostrzegłem cień uśmiechu na jego twarzy. Oczywiście dla niego to nie było nic wielkiego. W jego oczach przesadzałem jak zawsze i, szczerze mówiąc, chyba miał rację. Nigdy przecież nie twierdziłem, że nie jestem dramatyczny.
- Różyczko - Odezwał się spokojnie, tym swoim pobłażliwie łagodnym tonem — Przecież tylko ja cię tutaj widzę. Nikt nie pomyśli, że wyglądasz jak menel. Jesteśmy sami, więc naprawdę nie musisz się aż tak denerwować. - Mówił do mnie trochę jak do rozkapryszonego dzieciaka i normalnie pewnie jeszcze bardziej by mnie to zirytowało, ale tym razem jedynie przewróciłem oczami.
- Poza tym to tylko kubek, lampka a nawet ten kieliszek- Dodał z lekkim rozbawieniem. - Po co nam coś, czego nawet nie potrzebujesz? Możesz pić normalnie. - Skrzywiłem się teatralnie, choć tak naprawdę brakowało mi już argumentów do dalszego marudzenia.
- No dobrze… niech ci będzie. Ten jeden raz przeżyję fakt, że muszę pić z butelki jak jakiś degenerat. Ale skoro już skazujesz mnie na takie cierpienie, to bardzo proszę, przygotuj nam kąpiel. - Wygodniej poprawiłem się na jego kolanach, musnąłem opuszkami palców jego policzek, celowo przeciągając ten gest odrobinę dłużej.
- Z twojej winy jestem cały brudny i klejący. - Na moich ustach pojawił się powolny, zaczepny uśmiech.- Więc teraz powinieneś wziąć za to odpowiedzialność. - Wyszeptałem, całując go w nos.
- Oczywiście, już biorę za to odpowiedzialność, moja kruszynko - Mruknął z rozbawieniem.
Musnął dłonią mój policzek, a chwilę później delikatnie posadził mnie na łóżku, samemu odchodząc przygotować kąpiel. Słyszałem cichy szum nalewanej wody, mimowolnie uniosłem wzrok w jego stronę.
Prawdę mówiąc, temperatura była mi niemal całkowicie obojętna. Ciepła czy zimna, dla mnie nie robiło to większej różnicy. Chociaż, jeśli miałbym wybierać, nie przepadałem za zbyt gorącą wodą. Wtedy moja skóra szybko czerwieniała, jakby reagowała za mnie, skoro ja sam nie potrafiłem odczuwać tego tak jak powinienem.
Westchnąłem cicho, opierając dłonie o miękką pościel.
- Tylko pamiętaj o olejku. Musisz sprawić, żebym ładnie pachniał. - W moim głosie dalej pobrzmiewała ta charakterystyczna nuta teatralnego niezadowolenia, choć tym razem była znacznie łagodniejsza.- Bo od jutra zapach róży znowu z nas zejdzie… - Dodałem ciszej, niemal pod nosem. - A wtedy pozostanie mi już tylko pachnieć tobą.
Kącik moich ust drgnął lekko ku górze.
- Chociaż, z dwojga złego, chyba wolę piżmo niż woń trupa. - Stwierdziłem to z dziwnym spokojem, układając sobie w głowie świadomość, że różany aromat zniknie równie szybko, jak się pojawił. Jak wszystko, co było choć odrobinę przyjemne.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz