poniedziałek, 11 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nogi musiałem mieć mocno zgięte, ale miał rację, było dobrze, a już na pewno lepiej niż w podróży. Żadnej balii za sobą już jednak taszczyć nie zamierzałem, w zimniejsze dni będzie mi musiała wystarczyć miska i mycie newralgicznych miejsc, a jak będzie ciepło, będę mógł myć się w rzece. A później, jak nic dziwnego i niebezpiecznego nas nie powstrzyma, dotrzemy nad morze, gdzie na pewno się na chwilę zatrzymamy. Może nawet dłuższą chwilę. Okaże się, jak mu się będzie podobać. 
– Aczkolwiek mógłbyś dodać więcej tego olejku różanego, musi on pokryć i mój, i twój zapach – dodał po chwili myślenia, na co parsknąłem śmiechem. Ależ oczywiście. Nie mógł w końcu nie narzekać, to byłoby po prostu do niego niepodobne. 
– Też różany olejek to nie jest taka łatwa i tania sprawa. Nie wiem, czy uda nam się wkrótce uzupełnić jego zapasy. Tutaj to oczywiście niemożliwe... chociaż, może mają jakąś zielarkę czy inną wiedźmę. Musiałbym się popytać. I tak nie wyruszymy, dopóki pranie nam nie wyschnie. To dobry moment żeby je zrobić – wyjaśniłem, przymykając oczy. Jak mi było dobrze w tej chwili... Wystarczyło mi tylko nieco ciepłej wody, by poczuć się znacznie lepiej. 
– Dobry pomysł. Może mi nawet byś zdobył jakieś perfumy – stwierdził, opierając się wygodniej o moją klatkę piersiową. 
– Perfumy wtedy, kiedy uda mi się coś upolować. Wpierw muszę zadbać o potrzeby zwierzaków. Im nie wytłumaczysz, że nie ma pieniędzy i jedzenia – odpowiedziałem, otwierając oczy i zerkając kątem oka na kociaka, który rozwalił się na piecu. 
Tutaj nie mieli żadnego problemu z tym, by kociak sobie z nami był, co mi było na rękę. Nie wiem, czy kociak by sobie spał spokojnie w stodole na sianku, czy nie spanikowałby, że go porzucamy i gdzieś nie uciekł. Ciężko mi to było stwierdzić. Jest z nami od malutkiego, owszem, ale czy wystarczająco długo? Nie miałem nigdy żadnego zwierzaka, nie wiem, ile potrzeba, by się takowy do nas przyzwyczaił. W trakcie podróży trzyma się nas bardzo, ale czy by na nas poczekał? Ciężko mi to stwierdzić. A nie chciałbym, żeby gdzieś nam uciekał. Przyzwyczaiłem się do niego i szkoda by mi go było, gdyby uciekł w tak zimną porę roku. No i Serathion, chociaż teraz tego nie pokazuje, gdyby zabrakło Futerka, byłoby mu tak zwyczajnie po ludzku przykro. 
– No już bez przesady. Gdzie ci na wsi kupię perfumy? Myślisz, że tu się przejmują czymś takim? – zaśmiałem się cicho. – Będę zaskoczony, jak będą mieć olejek. A perfumy... sam nie wiem, gdzie mógłbym je dostać. Może w moim mieście? Pamiętam, że można było tam dostać mnóstwo dziwnych rzeczy... jak już się oczywiście do portu dostałem. Strasznie go strażnicy pilnowali, co jak później się przekonałem, jest nietypowe. Zazwyczaj port jest taką biedniejszą częścią w miastach, a w moim była najbogatsza. Dziwne to moje miasto – powiedziałem, patrząc w sufit. Nie do końca się cieszyłem, że będę musiał tam wrócić. Nawet się tak trochę stresowałem. Na pewno spotkam jakieś stare twarze, i to chyba było moim największym lękiem. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz