Nie byłem pewien, czy chcę rozmawiać o mojej rodzinie. Ten temat mógł pozostać zamknięty już na zawsze, nigdy więcej nieporuszany. A jednak Elian z jakiegoś powodu do niego wracał, prawdopodobnie z czystej ciekawości, nie po to, żeby zrobić mi na złość. Co jak co, ale on zdecydowanie nie był taki.
- Cóż, niezbyt ładnie tak odwracać kota ogonem… ale niech ci będzie. Mogę opowiedzieć ci trochę o mojej siostrze i rodzinie - Odparłem, próbując ułożyć sobie w głowie odpowiednie słowa. Nie wiedziałem nawet, od czego powinienem zacząć ani jak opisać ludzi, których wspomnienie wciąż bolało mimo upływu lat.
- Nie odwracam kota ogonem - Odpowiedział spokojnie. - Chciałeś rozmawiać, więc zadałem pytanie. Jednocześnie dałem ci do zrozumienia, że nie chcę wracać do przeszłości związanej z tamtym wampirem. Jego już nie ma, więc nie ma też o czym mówić. - Urwał, a ja mimowolnie zacząłem się zastanawiać, co naprawdę łączyło go z tamtym wampirem. To nie była miłość, tego byłem pewien. Może przyjaźń? W końcu nie każde wampiry były złe. Działało to dokładnie tak samo jak wśród ludzi, nie każdy rodził się potworem i nie każdy był dobry. To wydawało się aż nazbyt logiczne.
- Oczywiście… - Mruknąłem, przewracając oczami.
Przez chwilę milczałem, zastanawiając się, co właściwie mogę mu powiedzieć o swojej siostrze. Jak opisać kogoś, kogo pamiętałem bardziej przez emocje niż przez konkretne wspomnienia.
- Liora… tak miała na imię moja siostra. Była ode mnie młodsza o trzy lata. Byłem jeszcze dzieckiem, kiedy musiałem się z nią pożegnać, dlatego nie pamiętam jej tak dobrze, jakbym chciał. Wiem jednak, że miała piękne, złote oczy i ciemne włosy. Nie czarne jak moje i mamy, bardziej przypominały kolor włosów ojca, ciemny kasztan, chyba właśnie tak można byłoby je opisać. - Na moment zamilkłem, pozwalając wspomnieniom wrócić. - Od zawsze była spokojna i poukładana. Zupełne przeciwieństwo mnie. Nawet jako dziecko wiedziała, co powiedzieć i jak się zachować. Nasza rodzina ją uwielbiała. Dziadkowie, wujowie… właściwie każdy, kto ją spotkał, od razu ją polubił. Miała w sobie coś ciepłego, coś, co przyciągało ludzi. Była jak mama… po prostu wyjątkowa. - Nie wiedziałem, co jeszcze mogłoby paść z moich ust. Samo wypowiadanie jej imienia sprawiało, że w gardle pojawiał się nieprzyjemny ucisk.
Elian przez chwilę przyglądał mi się w ciszy, jakby analizował każde moje słowo.
- A twoi rodzice? - Zapytał w końcu łagodniej niż wcześniej. - Jacy byli? A i gdzie są teraz twoi dziadkowie i wujowie? Mówiłeś, że zginęli tylko twoi rodzice, więc dlaczego z nimi nie jesteś? - Zapytał.
Na to pytanie wyraźnie się skrzywiłem. Akurat wspomnienia związane z dalszą rodziną należały do tych, do których wracać chciałem najmniej. Były znacznie gorsze niż cisza po śmierci rodziców. Tam przynajmniej pozostał żal. Tutaj była już tylko gorycz.
Przez chwilę milczałem, nie wiedząc, czy w ogóle powinienem odpowiadać.
- Powiedzmy, że byłem czarną owcą rodziny - Odezwałem się w końcu cicho. - Niezbyt za mną przepadali. Miałem zostać następcą po ojcu, ale… poprowadziłem swoje życie w zupełnie innym kierunku, niż wszyscy oczekiwali. - Westchnąłem ciężko, odwracając wzrok. - A kiedy okazało się, że nie zamierzam spełniać ich oczekiwań, po prostu się ode mnie odwrócili. Jeden po drugim. Jakbym nagle przestał być częścią rodziny. - Urwałem, czując nieprzyjemny ucisk w gardle. Wspomnienia wracały zbyt szybko, uderzając we mnie z każdej strony. - Ostatecznie zostałem sam. - Wyjaśniłem, ciężko przy tym wzdychając.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz