środa, 20 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Westchnąłem cicho, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. Oczywiście miał rację, wszystko było lepsze od głodówki, a kawałek suchego mięsa chociaż na chwilę potrafił uciszyć pustkę w żołądku. Mimo to nie potrafiłem pozbyć się myśli, że powinniśmy zatrzymać się wcześniej, pozwolić mu odpocząć i zjeść porządną kolację. Dla niego bez wahania upolowałbym dzika, jelenia, sarnę, nawet zająca, jeśli tylko tyle udałoby mi się znaleźć.
- Może kiedyś chodziłeś głodny, ale od dziś już nie musisz. Dopóki jestem obok, zadbam o to, żebyś zawsze miał co jeść… przynajmniej na tyle, na ile potrafię - Wyjaśniłem spokojnie.
Nie mogłem dać mu wykwintnych dań ani stołu uginającego się od jedzenia. Nie mieliśmy pieniędzy, a los odkąd jestem z nim nigdy szczególnie nam nie sprzyjał. Mogłem jednak zdobyć dla niego mięso własnymi rękami, upolować coś, co później sam mógłby przygotować. A może kiedyś wszystko się odmieni. Może nadejdzie dzień, w którym nie będzie już musiał liczyć każdego kawałka chleba.
- Myślę, że dam sobie radę. Dziś, a nawet jutro do wieczora mogę obyć się bez porządnego jedzenia. Naprawdę, suche mięso mi wystarczy. I nie musisz się o mnie aż tak martwić - Zapewnił mnie łagodnie.
Potem pochylił się i musnął ustami mój policzek, jakby chciał uciszyć wszystkie dalsze protesty, zanim jeszcze zdążą paść. Zaraz potem zaczął pakować nasze rzeczy i przygotowywać konia do drogi.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, zatrzymać go choć na chwilę i wrócić do tej rozmowy, ale on uciął temat definitywnie. Nie pozostawił mi miejsca na sprzeciw.
Pomógł mi wsiąść na konia, a chwilę później sam usiadł za mną. Gdy tylko chwycił lejce, lekko popędził wierzchowca i ruszyliśmy dalej przed siebie. Miałem wrażenie, że zrobił to specjalnie, jakby droga i ruch mogły skutecznie zagłuszyć niewygodne słowa.
A co właściwie mogłem zrobić? Nic. Zupełnie nic.
Milczałem więc, czując, że właśnie tego ode mnie oczekiwał. Kłótnia nie miała sensu. Zwłaszcza rozmowa o czymś, o czym on najwyraźniej rozmawiać nie chciał.
Oczywiście nie było możliwości, żebym przez całą drogę nie odezwał się ani słowem. To byłoby do mnie kompletnie niepodobne. Ja po prostu musiałem mówić, albo robić cokolwiek innego, byle tylko nie umrzeć z nudów.
I owszem, mogłem przybrać mniej ludzką formę i lecieć obok konia. Wtedy przynajmniej coś by się wokół mnie działo, wiatr szarpałby skrzydła, a ruch pozwoliłby zająć myśli czymś innym niż ciszą. Jednak nawet to wydawało mi się zbyt nudne. W takiej postaci nie mógłbym swobodnie rozmawiać, a już wystarczająco męczyło mnie milczenie wtedy, gdy on przesypiał całe dnie.
Dlatego westchnąłem przeciągle i oparłem głowę o jego ramię, przez chwilę wsłuchując się jedynie w miarowy stukot końskich kopyt. Cisza ciągnęła się między nami zdecydowanie zbyt długo.
- Wiesz, że jeśli jeszcze chwilę będziemy jechali w kompletnej ciszy, to chyba naprawdę oszaleję? - Mruknąłem w końcu z lekkim rozbawieniem. - Możesz udawać, że temat jedzenia nie istnieje, ale nie licz na to, że nagle stanę się cichy i spokojny. To akurat nigdy ci się nie uda. - Uniósł tylko lekko głowę, a ja miałem dziwne wrażenie, że mimo wszystko ledwo powstrzymywał uśmiech.
- A o czym chcesz porozmawiać? - Zapytał, jak zwykle chcąc abym to ja zaczą jakiś temat..
- Sam nie wiem, chyba nie ma większego znaczenia jaki temat byśmy poruszyli. Chciałbym po prostu aby między nami nie było cicho, chciałbym już zobaczyć może tylko wiesz, zastanawiam się gdzie będziemy tam mieszkać, nie chcę całej przygody nad morzem spędzić w namiocie - Stwierdziłem mówiąc szczerze to co myślę.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz