piątek, 15 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uśmiechnąłem się szerzej, bardzo zadowolony z tego, że jednak jest tu ze mną. Już się bałem, że wstanie i zacznie mnie pospieszać tak właściwie po nic. Skoro miałem możliwość odpoczynku, to chciałem ją wykorzystać. A jak zacznie słońce chylić się ku horyzontowi, albo Futerko wcześniej zaatakuje mnie z powodu głodu, to wtedy będzie to dopiero dla mnie znak, że już się powinienem ruszyć. I jeszcze muszę tę łazienkę sprawdzić... W sumie, i tak się będę ogarniał, to wtedy tam zerknę, i poprawię wszelkie mankamenty. A do tej pory zamierzam porządnie odpocząć, bo wiem, że jak już się ruszę z tego łóżka, to więcej na nie nie wrócę. 
– Drań, głupi, świnia... jestem ciekaw, jak mnie jeszcze zdążysz obrazić – powiedziałem, poprawiając z czułością jego włosy, które mu wchodziły do oczu. Że jego to nie irytuje. Ja bym chyba jakiejś kurwicy dostawał, gdybym był na jego miejscu. I tak już dostaję, i muszę swoje włosy jakoś spinać, chociaż część z nich, a że nie mam przy sobie lustra, robię to trochę na ślepo i pewnie wyglądam jak idiota... chociaż, na moje włosy nigdy nie narzekał. Na ich kolor owszem, ale na to, jak są spięte, już niekoniecznie. Zresztą, mógłby sobie narzekać ile chce, to by nic nie zmieniło. Koloru włosów nie zmienię, bez upięcia nie dam rady normalnie funkcjonować. Mógłbym jeszcze tak czysto teoretycznie skrócić włosy, ale z jednej strony, lubię te swoje dłuższe włosy. Wolę te kilka kosmyków wiązać z tyłu w jakieś małego kucyka niż codziennie słuchać, że wyglądam dziwnie i martwić się układaniem tego. 
– Na pewno wkrótce sam mi dasz z siebie idealny pomysł. Jesteś do tego stworzony – – powiedział lekko, kompletnie się niczym nie przejmując. No oczywiście, bo czemu i by się miał?
– Oczywiście, jestem stworzony do obrażania mnie i ruchania ciebie. Do niczego innego się nie nadaję w życiu – pokręciłem z niedowierzaniem głową. 
– Oj, nie ujmuj sobie tak. Jeszcze jesteś idealnym karmnikiem dla mnie – wyszczerzył swoje ostre kiełki. 
– No tak, jak mogłem zapomnieć o mojej krwi? Głupi ja. Dobrze, że mam ciebie, i możesz mi przypominać o takich rzeczach – odparłem, nie przestając go tulić. 
Ta chwila spokoju była naprawdę magiczna, zwłaszcza, że on był w końcu rozluźniony i szczęśliwy; nie śmierdział, był najedzony, wyruchany, i w bezpiecznym, ciemnym miejscu. Może bez wielkich wygód... ale nie wiem, co musiałoby się stać w naszym życiu, bym mu mógł zaproponować mieszanie w luksusach. Mój stary chyba musiałby się okazać jakimś naprawdę zamożnym szlachcicem, który u schyłku swego życia chciałby odkupić swoje grzechy i w tym celu przekazałby mi w spadku wielką posiadłość oraz ogromny majątek w ramach zadośćuczynienia. A szanse na taki scenariusz są... cóż, praktycznie zerowe. 
– No widzisz? Ty wypełniasz mnie, ja dopełniam ciebie – puścił mi oczko, po czym położył głowę na mojej klatce piersiowej. 
– Mhm. Symbioza idealna – uśmiechnąłem się pod nosem. – Jesteś pewien, że nie chcesz nic zjeść przed wyjazdem? Jestem w stanie zjeść jeszcze jedno ugryzienie – dopytałem, nie spuszczając z niego wzroku. Miałem jakieś takie dziwne wrażenie, że w tej chwili mocno nasłuchuje bicia mojego serca, ale mogę się mylić, w końcu jest je w stanie usłyszeć chociażby z daleka. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz