poniedziałek, 4 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa delikatnie się skrzywiłem. Znaczy się, doceniałem jego pomoc, to naprawdę miłe z jego strony, jednakże nie chciałem go wykorzystywać aż tak, zwłaszcza do rzeczy, o które powinienem sam zadbać o zawsze sam dbałem. Zresztą, tylko ja będę korzystał z tego mięsa, no i Futerko. On nie jadł takich rzeczy, niepotrzebnie by się dla mnie męczył. 
– Nie musisz. Niepotrzebnie miałbyś marnować swoją energię na mnie – odpowiedziałem, w końcu wjeżdżając na gościniec. Czując pewniejszy grunt pod kopytami, Onyks wyraźnie przyspieszył. I dobrze. Im szybciej znajdziemy się w mieście, tym lepiej dla mnie, i dla Serathiona. Jestem pewien, że pierwsze co zrobi to kąpiel, i będzie w balii tak długo, aż skórę będzie miał pomarszczoną jak suszona śliwka. Ale to byłaby lodowata woda. 
– Energii to ja mam więcej od ciebie. I też polując dla ciebie, mógłbym sobie jednocześnie trochę pojeść. Nie miałbyś tak tego mięsa soczystego, ale chyba aż tak ci to nie przeszkadzałoby – powiedział lekko, nieprzejęty tym wszystkim. Czyli więc nie mam wyjścia. 
– Jeżeli nie będziesz się czuł zmuszony, to z miłą chęcią przyjmę twoją pomoc – powiedziałem krótko. Bo co innego mi pozostało? 
– W końcu zacznie się coś dziać. Nudzą mnie podróże. Jak ty mogłeś tak żyć? – mruknął niezadowolony. 
– Zwiedzałem sobie świat. Poznawałem różne kultury, tradycje, ludzi. Widziałem wielkie góry i ogromne morze. To nie było nudne. Bardziej to ja się tobie dziwię, jak mogłeś wytrzymać w czterech ścianach przez jakieś sto lat, tylko sobie kochanków sprowadzając. Cały czas jedno i to samo. I jeszcze w takim ogromnym budynku. To byłaby dla mnie zdecydowanie za duża przestrzeń – odbiłem piłeczkę. I chociaż lubię samotność, w takiej ogromnej przestrzeni źle bym się czuł. Już nie mówiąc o tym, że chyba bym kurwicy dostawał, bo by utrzymać tak wielką posiadłość w czystości to nic bym nie robił tylko chodził i sprzątał. 
– To był mój dom. Co twoim zdaniem miałem zrobić? – spytał ostro, chyba ostrzej, niż na początku zakładał. 
– Nie mam pojęcia – przyznałem szczerze, patrząc przed siebie. – Nie wiem, czy po takiej tragedii potrafiłbym tam dalej żyć. Może na początku jeszcze bym wytrzymywał, ale na dłuższą metę nie potrafiłbym tam wytrzymać. Na pewno chciałbym znaleźć inne miejsce na dom. Ale każdy jest inny. Mnie wystarczy mały, suchy kąt, a tobie już jest potrzebny królewski materac. 
– A żebyś wiedział. Po leżeniu na twardym i podróży w tym głupim siodle będę miał mnóstwo siniaków, obtarć i diabeł jeden wie, co jeszcze. Dobrze, że się tej krwi trochę napiłem, to jestem w pełni wyleczony, ale po dzisiejszej podróży też mi się coś na pewno pojawi – ponarzekał sobie, jak to miał oczywiście w zwyczaju. Zdziwiłbym się, jakby nie wspomniał o mankamentach podróży. Raz dziennie musi właśnie na to ponarzekać. 
– Jakbyśmy nie mieli konia, miałbyś odciski na stopach od ciągłego chodzenia. Coś za coś – skwitowałem tylko. Niestety, podróż nie ma idealnego rozwiązania. Zawsze jest coś za coś, i trzeba to po prostu zaakceptować. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz