~ Pachnę nim? Dla niego piżmo naprawdę jest przyjemnym zapachem? - Mruknąłem w myślach.
Sam już nie wiedziałem, czy rzeczywiście tak bardzo mi przeszkadza, czy może tylko uparcie trzymam się tego, do czego przywykłem przez całe życie. Zawsze pachniałem różą. Delikatną, słodką, znajomą. Uwielbiałem ten zapach i nie potrafiłem wyobrazić sobie siebie pachnącego inaczej.
Może z czasem się przyzwyczaję, pomyślałem niechętnie. Na razie jednak pozwalałem sobie narzekać, choćby dla samej zasady. Chciałem, żeby wiedział, że wcale mi się to nie podoba i że nie zaakceptuję tego tak łatwo. Wszystko wokół mnie zmieniało się zbyt szybko, a ja nadal nie potrafiłem się w tym odnaleźć.
- Tak uważasz? - Odezwałem się w końcu, spoglądając na niego z lekkim wyrzutem. - A ja zawsze myślałem, że zapach moich różanych olejków jest najpiękniejszy na świecie. Zdecydowanie bardziej podoba mi się róża niż to, czym pachniesz ty. - Powiedziałem mu dokładnie to, co czułem, bez ukrywania irytacji ani rozczarowania.
On jednak tylko uśmiechnął się lekko, jakby moje oburzenie wcale go nie ruszało.
- Cóż, różyczko, nic na to nie poradzę - Odpowiedział spokojnie. - Na razie będziesz pachniał tak, jak pachniesz. A poza tym… wszystko jest lepsze od zapachu trupa, prawda? - Spojrzał na mnie znacząco, doskonale wiedząc, że ma rację. Smród rozkładającego się ciała był czymś, czego nie dało się porównać z niczym innym — ciężki, mdlący i przerażający. Przy nim nawet ostre piżmo wydawało się niemal przyjemne.
Zmarszczyłem nos z niezadowoleniem, ale nie odpowiedziałem. Bo choć nie chciałem tego przyznać, gdzieś w głębi wiedziałem, że z czasem ten obcy zapach stanie się częścią mnie.
- Niestety nie mogę odmówić ci racji. Naturalny zapach wampirów ten, który czuć, gdy nie dbają o higienę, jest po prostu obrzydliwy. Trupi, ciężki i odpychający - Burknąłem z wyraźnym niezadowoleniem. Nadąłem policzki niczym obrażone dziecko, dając tym samym jasno do zrozumienia, co myślę o całej tej sytuacji.
Naprawdę nie rozumiałem, jak inne wampiry mogą znosić własny odór. Przecież był ohydny. Na ich miejscu już dawno bym oszalał od ciągłego smrodu rozkładającego się ciała. - I co najgorsze, sami sobie szkodzą - Dodałem po chwili, krzywiąc się lekko. - Taki zapach przyciąga różne niebezpieczne istoty, a jednocześnie odstrasza ludzi. A przecież to właśnie ludzi chcą mieć jak najwięcej wokół siebie, prawda? Jedno całkowicie wyklucza drugie. - Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej wydawało mi się to absurdalne. Zdecydowanie nie tak powinno się to robić. Chyba najwyższa pora nauczyć te wszystkie stare wampiry odrobiny rozsądku… i przede wszystkim podstaw dbania o siebie. Bo jeśli dalej będą pachnieć jak świeżo wykopane trupy, to prędzej wszyscy od nich uciekną, niż dadzą się uwieść ich „mrocznemu urokowi”.
Elian westchnął cicho i pokręcił głową z wyraźnym rozbawieniem. Doskonale wiedziałem, że moje rozmyślania niespecjalnie go interesują, ale mimo wszystko słuchał mnie cierpliwie — nawet wtedy, gdy mówiłem kompletne głupoty albo zaczynałem przesadnie narzekać. I chyba właśnie to podobało mi się najbardziej. Nie wyśmiewał mnie ani nie przerywał, po prostu pozwalał mi mówić.
Przez chwilę między nami panowała cisza, spokojna i zaskakująco przyjemna.
- Może zmieńmy temat - Mruknąłem w końcu, odwracając wzrok. - Ten jest raczej mało istotny - Nie miałem już ochoty dalej ciągnąć tej rozmowy. Im więcej mówiłem o zapachach i innych wampirach, tym bardziej sam zaczynałem brzmieć absurdalnie. A przecież były ciekawsze rzeczy, na których mogliśmy skupić uwagę, niż moje niezadowolenie z powodu piżma i trupiego odoru.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz