wtorek, 31 marca 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Na te słowa delikatnie uśmiechnąłem się, przyglądając się mu z uwagą w poszukiwaniu oczywiście każdego, najmniejszego chociażby znaku, że coś jeszcze nie tak. Wyglądał już naprawdę lepiej. Dwa dni.. czy to odpowiedni okres, by jego ciało zregenerowało krew? A może wygląda lepiej, ale w środku jeszcze coś nie gra? Przez ten czas pilnowałem, by miał odpowiednio dużo spokoju, zadbałem o jego komfort psychiczny, będąc przy nim, kiedy mnie potrzebował obok, chociaż nie byłem tego wielkim fanem. Zdecydowanie bardziej wolałem, by mój słodki mąż czuł się w tamtej chwili lepiej i już z nim nie dyskutować na temat tego, czy powinniśmy być tak blisko siebie, czy też nie. On mi tego nie odpuści, doskonale o tym wiedziałem. A ja... ja nie mogę patrzeć, jak moje maleństwo się męczy. Serce mi się wtedy kraja, a demony przecież serca nie mają. Jestem dziwnym demonem. Coś zdecydowanie jest tu ze mną nie tak, i nie byłem do końca przekonany, czy kiedykolwiek będzie coś tu ze mną tak, tak długo, dopóki Miki żyje. A on będzie żył, dopóki ja będę żyć, proste. Po to zamordowałem tamtą kobietę, by ochronić jego i resztę mojej rodziny, i będę ich chronić, póki krew płynie w moich żyłach. 
- Lepiej się czujesz? - zapytałem, siadając na materacu obok niego. W tej chwili byliśmy sami, bo dzieciaki udały się do szkoły. Były w szoku, że mama została zaatakowana, i mimo lekkiego niezadowolenia w ich oczach wracały grzecznie do domu po zajęciach. Wiem, że wolałyby robić coś innego, ale nie dość, że zasłużyły za swoje poprzednie zachowanie, to jeszcze nie do końca było bezpiecznie. Póki nie zamienię kilku słów z pewnymi demonami, nie chcę ryzykować ich życiem. Banshee odprowadza ich do miasta, trzymając odpowiednią odległość, i w ten sam sposób przyprowadza. Na razie więcej nie mogę w tej kwestii zrobić, musiałem jeszcze chronić Mikleo, który nie był w stanie samemu się obronić. 
- Lepiej, zdecydowanie lepiej. Nie musisz się tak o mnie martwić – odpowiedział, zabierając się za jedzenie. Ma apetyt. To dobrze. Jest w stanie utrzymać talerz, to też dobrze, ma siłę. Dzisiaj z nim wyjdę na spacer, zobaczę jak się czuje, i jak działa. 
- Jakiś paskudny demon cię poturbował. Straciłeś mnóstwo krwi. Oczywiście, że będę się o ciebie martwił. Zawsze się o ciebie martwię, do tego zostałem stworzony – odpowiedziałem łagodnie, nie spuszczając go chociażby na chwilę z oka. Ja już wiedziałem, jak doskonale się potrafi maskować. Przy nim trzeba być bardzo uważnym. Mogę też wkraść się w jego myśli, ale... nie chcę. Niektórych myśli czy uczuć nie jestem w stanie nie odczuć, ale to też dobrze. Dzięki temu mogłem szybko go znaleźć i uratować przed tym paskudnym demonem. - Kiedy zjesz, przygotuję ci kąpiel, pomogę ci się umyć i może wyjdziemy na spacer, co? Na jakiś krótki? Jeszcze jest zimno, musisz z tego korzystać – zaproponowałem, chcąc dla niego oczywiście wszystkiego, co najlepsze. A chłód, i spacer, na pewno dobrze mu zrobi. 
- Może... a tobie chłód nie będzie przeszkadzał? - spytał, na co uniosłem brew i ciężko westchnąłem. Mi nic nie było i nie będzie. W przeciwieństwie do niego. 
- Nie, nie będzie. Skup się na sobie, dobrze? W tej chwili jesteś najważniejszy – odparłem, patrząc na niego troszkę krytycznie. Nie może myśleć o mnie, kiedy leży w łóżku już kolejny dzień. Ma się skupić na sobie, i ja już dopilnuję, by tak było. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

 Nie uważałem, żebym potrzebował gdzieś wyjść. Może troszkę, ale nie sam. Z nim. Na randkę, tylko we dwoje, do przyjemnej restauracji. Albo dnia dla siebie, bym się mógł wyspać, i zrobić sobie małe spa. To jeszcze niestety przez długi czas nie będzie możliwe. W ogóle nie będzie możliwe. Nie mogę przecież myśleć tylko o sobie. Muszę zajmować się dziećmi, a później muszę się zajmować Haru. Tak dawno nic dla niego nie zrobiłem... czuję się źle sam ze sobą. Bardzo bym chciał coś dla niego zrobić. Dać mu trochę tego czasu dla siebie, bo go potrzebuje ewidentnie, bardzo dobrze dobrze pomagał mi przy dzieciach. Bez niego nie dałbym sobie rady. Z jednym dzieckiem może bym jakoś sobie dał radę. Ale dwójka? To było za dużo. Czasem i tak muszę wybierać, które dziecko wpierw nakarmię, podczas gdy drugie płacze w jego ramionach. To mnie naprawdę boli, ale co innego mogę robić? 
Na urodziny Haru muszę się naprawdę postarać. Przygotować mu coś wspaniałego. Zaskoczyć go w ten pozytywny sposób. Z pewnością brakuje mu trochę bliskości, i ja mu tę bliskość dam. Może nie tak w pełni, bo moje ciało jeszcze trochę potrzebuje, by się zagoić, ale na pewno mogę zrobić coś, by mu ulżyć. Zdecydowanie powinienem bardziej się skupić na moim wspaniałym mężu i jego potrzebach, a nie tylko od święta. 
- Ja nie potrzebuję nigdzie wychodzić – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. 
- Więcej czasu powinieneś spędzać na dworze. Słońce dobrze ci zrobi – zaproponował, tuląc mnie do siebie ostrożnie. Dalej się czułem tak strasznie obolały. Minie jeszcze z kilka tygodni, nim w końcu będę mógł robić coś więcej, dla dzieci, dla niego, dla siebie. Nacięcie goi się całkiem ładnie, nic się nie brudzi, i to było najważniejsze. Trochę obawiałem się tego, jak to będzie wyglądało, jak się już zagoi i będzie blizna... kolejna. 
- Na balkon wychodzę. Czasem – wzruszyłem lekko ramionami. Przede wszystkim wolałem poświęcać czas dzieciom. Jeszcze są zbyt małe, by chodzić z nimi na spacery, czy nawet by zapoznawały się ze zwierzakami. Będą nieco większe, odporniejsze, to poznają nasze kociaki, i psy, i konie... byłem ciekaw, jak będą na siebie reagować. - Trzeba w końcu pilnować dzieci. 
- Oczywiście, że tak. A kiedy podrosną, zaczniesz myśleć o sobie. Już o to zadbam – zaproponował, na co się delikatnie uśmiechnąłem, nie do końca przekonany. Jak dzieci podrosną, on pójdzie do pracy. A ja zostanę sam, tylko z jego mamą i służbą. I tak mam więcej wsparcia niż niejedna kobieta z dwójką dzieci na głowie, powinienem być wdzięczny, a jednak... będzie mi go brakować. Z tą dwójką tych maleństw wszystko się zmieni. - Chodź, połóż się. Trzeba wykorzystać każdy moment, w którym można wypocząć. 
- I kto to mówi – pokręciłem z niedowierzaniem głową. Daje od siebie tyle samo, co ja, jak nie więcej. Także powinien wypoczywać. Martwi mnie to, że tak bardzo zapomina o sobie, bo przecież ja przeżyłem więcej, wycierpiałem więcej, więcej ode mnie zależy. To nie tak to powinno wyglądać, zdecydowanie, ale nie potrafię zmienić jego myślenia. Był uparty, jeszcze bardziej uparty ode mnie chyba. Jak to przejdzie na nasze dzieci, to ja nie wiem, jak my sobie poradzimy. – Miło, że skupiasz się na moich potrzebach, ale pamiętaj także o swoich. Jesteś bardzo ważny, dla mnie i dla nich. Nie możesz się tak zaniedbywać – dodałem już nieco bardziej zmartwiony. 

<Piesku? c:>

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uśmiechnąłem się pod nosem. Ależ on był przeuroczy, teraz martwił się o zasady, których w ogóle tak naprawdę żeśmy nie ustalali. Była jedna prosta, który pierwszy zainicjuje seks, przegrywa. A ja go dotykałem w takim miejscu bardzo neutralnym. Tylko jego plecki. Plecki to nie intymna rzecz, tylko całkowicie neutralna. Chociaż nie ukrywam, zdecydowanie wolałbym, żebym tylko ja mógł je widzieć i dotykać. 
- A czemu jest nie fair? Co to, nagle masz bardzo wrażliwe plecy? - zapytałem, delikatnie unosząc jedną brew. 
- Jak mnie dotykasz, to cały jestem wrażliwy – burknął, na co uniosłem jedną brew. Jeżeli tak to wygląda, to ja mam wygraną w kieszeni. Pięknie będzie zobaczyć, jak miło się bawi z tymi uroczymi dzieciakami. Jak ładnie poprosi, pomogę mu z nimi. Ale tylko jak ładnie poprosi. 
- Czyli co? Mam cię nie dotykać? - spytałem, zabierając od niego swoje ręce. O, a to mu się zdecydowanie nie spodobało. 
- Tego nie powiedziałem – mruknął, odwracając z udawaną obrazą głowę. 
- Czyli mogę cię dotykać w grzecznych miejscach? - zapytałem, starając się go trochę wyczuć, a to nie było takie proste, zwłaszcza, kiedy ma swoje humorki. 
- W grzecznych tak. Ale w grzecznych – zadarł uroczo swój nosek. Zdecydowanie mógłbym go schrupać, tak słodziutki był. Ale bardzo chciałem mu utrzeć nosa, i zobaczyć, jak musi uśmiechać się do dzieci, które tak przecież uwielbia. Ciekawe, czy ta jego bombka się uchowała, i jeśli tak, to jak długo się uchowa. Jak się ktoś zorientuje, pewnie przypadkiem się zbije przy chowaniu dekoracji. 
- Czyli twoje plecki są niegrzeczne i intymne... a twoje ramiona? - po tych słowach złożyłem na jego ramieniu delikatny, subtelny pocałunek. Chciałem tylko pokazać mu, jak bardzo go szanuję. Nie było w tym nic z seksu, a raczej z czułości. To on sobie wyobraża nie wiadomo co, bo jest głodny na mój dotyk. A później mi mówi, że potrafi wytrwać.
- Ramiona też. Wszystko, co jest nagie, jest intymne – prychnął, przyjmując trochę obronną postawę. 
- W porządku. Idąc tą logiką, w usta, policzki, uszy , czuło, i ogólnie całą twarz. Bo też jest naga – kontynuowałem, delikatnie myjąc jego ciało. Dotykałem go przez gąbkę, więc się raczej nie powinien mieć do mnie o nic pretensji. A że całe jego ciało trzeba było umyć... cóż, jestem wredny, owszem. Ale byłem bardziej niż pewien, że gdyby on miał taką możliwość, traktowałby mnie tak samo. I coś czuję, że gdy tylko będzie miał dogodną sytuację, odgryzie mi się, nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Muszę przyznać, podoba mi się ta gra. I kiedy po tym całym drażnieniu się i podchodach któreś z nas w końcu pęknie, seks na pewno będzie bardzo intensywny. 
- Dokładnie tak. Żadnego dotykania. Pełen celibat – zarządził, na co zaśmiałem się cicho. Jak tak mówi, to nie wierzę, że długo wytrwam. 
- Tak z ciekawości, jaki był twój najdłuższy czas bez seksu? - zapytałem, nie przestając myć jego ciała. Może sobie mówić co chce, ale ja nie będę przestawał obdarzać go dotykiem. Oczywiście tylko tym grzecznym, a nie tym seksualnym. 

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Zdecydowanie nie był to pomysł, który przypadł mi do gustu.
Nie chciałem opiekować się dziećmi. I wcale nie dlatego, że się ich bałem, po prostu za nimi nie przepadałem. A już na pewno nie za obcymi. Własne? Może wtedy patrzyłbym na to inaczej… może. Ale cudze dzieci były dla mnie czymś, czego wolałbym unikać szerokim łukiem.
Doskonale wiedziałem, jak kończy się zmuszanie mnie do takich rzeczy źle. Bardzo źle.
Nie chciałem się na to zgodzić. Każda część mnie krzyczała, żeby odmówić, odwrócić wstać z bali i odejść. Problem w tym, że jeśli teraz bym się wycofał, on uznałby mnie za tchórza. A tym nie byłem. Nigdy nie byłem.
Poza tym znałem siebie. Wiedziałem, ile potrafię wytrzymać. Przetrwałem już gorsze rzeczy, choćby wtedy, gdy był chory. Dałem radę, bo wiedziałem, że muszę. I tym razem też nie zamierzałem się złamać.
Nie przegram.
Zwłaszcza że dzieci i ja to zdecydowanie najgorsze możliwe połączenie.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł - Mruknąłem w końcu, wyraźnie niezadowolony. - Przypominam ci, że jestem wampirem. Łatwo mnie rozdrażnić… Nie chciałbym skrzywdzić jakiegoś dzieciaka tylko dlatego, że wpadłeś na ten swój „genialny” pomysł. W razie gdybym przegrał. - Uniósł brew, jakby dokładnie na to czekał.
- Nie martw się - Odpowiedział spokojnie. - Jeśli nie przegrasz, nie będziesz musiał zajmować się dziećmi, prawda? Czyli wszystko sprowadza się do jednego: postaraj się wygrać. No chyba że… - Zaawiesił głos, a w jego oczach błysnęło coś prowokującego - ...Już tchórzysz i nie chcesz podjąć wyzwania? - Trafił idealnie. Prosto w ambicję.
A tego nienawidziłem najbardziej.
Zmrużyłem oczy, czując, jak narasta we mnie irytacja.
- Nie przegram - Warknąłem cicho. - Możesz być tego pewien. - Nie miałem już wyjścia. Albo przynajmniej tak to sobie tłumaczyłem. - Zgadzam się na ten twój głupi pomysł - Dodałem po chwili, wyciągając rękę. - Ale jeśli wygram… zemszczę się za każdy jeden z nich. - Chwyciłem jego dłoń, ściskając ją mocniej, niż było to konieczne, przypieczętowując tym samym nasz nieszczęsny zakład.
I już wtedy wiedziałem jedno.
To nie skończy się dobrze.
Mój partner uśmiechnął się do mnie z wyraźną złośliwością, po czym musnął moje czoło lekkim pocałunkiem.
- Wspaniale. W takim razie masz naprawdę trudne zadanie - Stwierdził spokojnie.
Jego dłonie wróciły do moich włosów. Mył je powoli, z przesadną dokładnością, jakby robił to specjalnie, żeby pachniały lepiej, żeby układały się jeszcze idealniej. Jakby przygotowywał mnie… nie wiadomo do czego.
Nie skomentowałem tego. Zachowałem się tak, jak powinienem milczałem, skupiając się wyłącznie na kąpieli, która, ku mojej irytacji, była naprawdę przyjemna.
- I znowu ładnie pachniesz - Mruknął z satysfakcją.
Przyciągnął mnie do siebie, a jego dłoń zaczęła powoli sunąć po moim ciele, drażniąc mnie aż nazbyt świadomie.
Drań.
On naprawdę chciał, żebym przegrał.
- Elian - Mruknąłem z wyraźnym niezadowoleniem, odsuwając się od niego.- Nie drażnij mnie. To nie jest fair. - Fuknąłem cicho, rzucając mu ostre spojrzenie, ale jego złośliwy uśmiech ani drgnął, wręcz przeciwnie, wydawał się jeszcze bardziej zadowolony z siebie.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uniosłem jedną brew, nieco rozbawiony jego tonem. Użył chyba najbardziej typowego tonu, jakiego używają arystokraci. Niejeden wieśniak słysząc coś takiego zaraz nabrałby ochoty uderzenia go w twarz. Lepiej dla niego by było, żeby się raczej powstrzymywał z używaniem tego tonu przy ludziach. Ma szczęście, że ja wiem, że tylko sobie żartuje. 
– Tak? I co się stanie, jeżeli będzie zimna? Twój cudowny tyłek zamarznie? – zapytałem, pomagając mu po dżentelmeńsku wejść do balii. 
– Mój cudowny tyłek zamarznie, i się śmiertelnie obrażę. I wtedy ten zmarznięty tyłek zobaczysz tylko w swojej wyobraźni – odpowiedział, na co się pod nosem uśmiechnąłem. Wiedziałem, że blefuje, droczy się tylko ze mną. I to było bardzo urocze z jego strony. 
– W takim przypadku to sobie będziesz mógł zrobić z moją klatką piersiową. I moim kutasem – odgryzłem się, zdejmując spodnie i zajmując miejsce w wodzie za nim. Mimo mojej słabości do gorącej wody postarałem się, by była ona idealna dla mojej najdroższej Różyczki. Nie za gorąca dla niego, nie za zimna dla mnie. Taka w punkt. 
– Sądzisz, że masz tak wspaniałe mięśnie i kutasa, że bym za nimi tak tęsknił, jakby ich zabrakło? – spytał zaczepnie, kiedy zmoczyłem jego włosy. Trzeba było je umyć. Włosy bardzo chłoną zapach, więc jego pochłoną zapach różnego olejku. I będą cudownie pachnieć. Więcej do szczęścia wtedy nie będę potrzebować, bo za każdym razem, kiedy będę szedł spać, przytulę go mocno do siebie, wsunę nos w jego włosy i będę szczęśliwy. Będę miał pewność, że jest on tu tuż obok. Będę mógł pozwolić sobie na spokojny sen, bo cały czas będę go czuł tuż obok. 
– Tak. Już zatęskniłeś. Wyczułem to doskonale, kiedy zaprezentowałem ci moją nie tak małą niespodziankę – wymruczałem nisko mu do ucha, a następnie podgryzłem jego płatek. – Jak zaciskałeś się na moim kutasie. Jak twoje ciało drżało z każdym moim ruchem. Jak prosiłeś o mocniej. Tęskniłeś, bardzo tęskniłeś, bardziej niż możesz przed sobą przyznać. 
– Może... może masz rację – głos mu delikatnie zadrżał. Nie rozumiałem tylko trochę, dlaczego. Myłem jego głowę, to nic aż tak przyjemnego. A może to z powodu tonu głosu? – Ale jestem pewien, że dałbym sobie radę bez seksu. Ja znam ten smak bardzo dobrze. A ty się jeszcze z nim zapoznajesz. Jesteś bardziej podatny.
– Mogę przyjąć to wyzwanie – przyznałem spokojnie, nie mając z tym większego problemu. Owszem, brakowało mi tej intymności, ale jak się rzucę w wir zakupów, przygotowań, sprzątania, nie będzie mi to tak doskwierać. A on, za dnia, niewiele może robić, i z listy rzeczy, które może zrobić, musi skreślić seks ze mną. – Zobaczymy, kto pierwszy wymięknie. 
– Bardzo głupie z twojej strony. Ale dobrze, skoro tak bardzo chcesz zostać poniżiny, niech ci będzie, z miłą chęcią to uczynię. Ale skoro to zakład... to musimy ustalić cenę – zdecydował, na co się zastanowiłem. 
– Cena... Z wielką chęcią bym zobaczył, jak przez jeden wieczór jesteś miły dla dzieciaków, i spędzasz z nimi aktywnie czas – uśmiechnąłem się wrednie, a moja propozycja go zszokowała. Tak się składa, że w gospodzie na kilka dni zatrzymali się rodzice z trzy i pięciolatkiem. Wręcz idealnie. Na pewno rodzice by się cieszyli, gdyby mogli na chwilę skupić się na rozmowie, a nie na biegających wokół stołów dzieciach... 

<Różyczko? c:>

poniedziałek, 30 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Od początku wiadomo było, że zamierzałem zrobić to, co mi polecił. Jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że nie powinienem być aż tak posłuszny, bo przecież kiedyś taki nie byłem. Nigdy nikogo nie słuchałem, zawsze robiłem na przekór. Na samym początku naszej relacji też tak było, często robiłem mu na złość, byłem na „nie”, otwarcie pokazywałem, że nie zamierzam podporządkowywać się jego oczekiwaniom.
Z czasem jednak coś się zmieniło. Gdy związałem się z nim nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, przestałem być aż tak chłodny czy buntowniczy. Oczywiście nadal zdarza mi się drobna złośliwość, taka dla żartu, dla przyjemności, ale to już coś zupełnie innego. To jest świadoma, obopólna gra, zgoda na pewien rodzaj bliskości i przyjemności, zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej.
Zauważam jednak wyraźne zmiany w sobie, w swoim zachowaniu, w sposobie myślenia. Stałem się bardziej posłuszny, bardziej skłonny do ustępstw, co kiedyś byłoby dla mnie nie do pomyślenia. Kiedyś byłem tym niepokornym chłopakiem, który zawsze robił to, co chciał, który czerpał satysfakcję z bycia w kontrze do innych.
Dziś wciąż gdzieś we mnie to jest, ale już nie w stosunku do niego. Teraz tę niezależność zachowuję bardziej dla siebie, dla własnej przestrzeni. On natomiast stał się częścią mojego życia, kimś bliskim kimś, kogo traktuję jak rodzinę. A rodzina jest dla mnie najważniejsza.
Dlatego, mimo różnych myśli, impulsów czy dawnych przyzwyczajeń, wiem, że najważniejsze jest okazywanie szacunku tym, których się kocha. I staram się robić to najlepiej, jak tylko potrafię, nawet jeśli czasem oznacza to zmianę samego siebie.
- Oczywiście, będę czekał - Zgodziłem się spokojnie, właściwie bez wahania. I czemu miałbym nie? Ułożyłem się wygodnie na łóżku, pozwalając sobie jeszcze na chwilę odpoczynku. W końcu miałem czas, mój partner przygotowywał dla nas kąpiel, a ja mogłem na moment odetchnąć..
"Byłem zmęczony… tak bardzo, że aż sam się zastanawiałem, jak znajdę w sobie siłę, żeby później wstać".
A jednak wiedziałem, że dam radę. W końcu byłem tym, kim byłem, zmęczenie nie dotykało mnie tak, jak jego. Gdybym tylko chciał, mógłbym dalej szaleć bez chwili przerwy. Ale on był człowiekiem. Potrzebował odpoczynku, chwili wytchnienia i zamierzałem mu to dać.
Choć nie ukrywam, że gdzieś z tyłu głowy pojawiała się inna myśl… Może zamiast przejmować się sprzątaniem po kąpieli, no i tym durnym myciem podłóg, mógłby po prostu na chwilę się zatrzymać. Odpocząć. A potem znów wrócić do mnie i jeszcze lepiej mnie przelecieć. Nie miałbym nic przeciwko.
Kazał mi długo na siebie czekać, a więc teraz to ja miałem swoje oczekiwania. Chciałem, żeby ta noc należała do nas. Bez rozpraszania się obowiązkami, bez zbędnych przerw. Tylko my, czas i wszystko to, co między nami.
I może jeszcze kawałek dnia… bo przecież niektóre chwile zasługują na to, by trwały trochę dłużej.
Leżałem jeszcze przez chwilę w łóżku, cierpliwie odliczając te obiecane pięć minut. W końcu nadszedł ten moment. Z nadzieją, że nie będę musiał czekać ani chwili dłużej, podniosłem się i ruszyłem w stronę łazienki nagi, bo przecież nie widziałem sensu, by się ubierać tylko po to, żeby za moment znów się rozebrać. Zresztą widział mnie tylko on… a moje ciało było wystarczająco piękne, by je podziwiać. Niech więc korzysta, póki może, podczas podróży nie będzie miał już takiej okazji.
- Przyszedłem do ciebie - Oznajmiłem spokojnie, przekraczając próg. - I mam nadzieję, że kąpiel jest już gotowa. Nie zamierzam czekać ani minuty dłużej. - W moim głosie i postawie pobrzmiewała nuta arystokratycznej pewności siebie, tej naturalnej wyższości, która nie potrzebuje potwierdzenia. Ona po prostu jest… i daje się odczuć w każdym geście, w każdym spojrzeniu.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Chociaż z początku bardzo mi się podobało to, jakie tempo narzucił, później trochę przestało, a to tylko dlatego, że on górował. On wybierał tempo. Za dobrze mu tam teraz. Miałem ochotę pokazać mu, że pomimo tego, że jest na mnie, nie ma mnie w garści. Cokolwiek by sobie nie myślał, musi pamiętać o tym, że to ja jestem jego panem. Mnie się ma słuchać. To, że spełniam jego niby rozkazy to tylko moja dobra wola i chęć, za co powinien być wdzięczny. 
Chwyciłem mocniej i pewniej jego biodra, narzucając bardziej intensywne tempo. Widziałem, że go to zaskoczyło, ale poddał się temu, jak na grzecznego chłopca przystało. A potem mówi mi, że lubi być niegrzeczny... zwykłe pierdolenie. Poproszę go o coś, a on to oczywiście robi. Tak się nie zachowuje niegrzeczny chłopiec. 
– Brakowało mi tego – przyznał, kiedy po wszystkim sięgnął po ręcznik, by wytrzeć zarówno siebie jak i mnie z nasienia. On był znacznie bardziej brudny ode mnie, ale przyznam, z chęcią bym wziął kąpiel, i jemu też by się przydało. 
– A jak wczoraj o tym mówiłeś, to nie wydawałeś się za bardzo przekonany – zauważyłem, podnosząc się do siadu. Zdecydowanie trzeba się zacząć zbierać, bo jak ja kąpieli nie przygotuję, to on na pewno nie, zwłaszcza w tej chwili. Ale to nic, zadbam i niego. W końcu, o róże trzeba dbać, są w końcu bardzo wymagające, i kapryśne. Cały on. Zdecydowanie to jego zamiłowanie do róży wiele wyjaśnia. 
– Bo wczoraj jeszcze nie zachowywałeś się zdrowo. Czuć było w twoim organizmie chorobę. Cały czas czuć, ewidentnie nie wyzdrowiałeś, jakim cudem się tak dobrze trzymasz do tej pory, to ja nie wiem – przyznał zgodnie z prawdą podpierając się na łokciu. Zaśmiałem się cicho na jego słowa. Mówiłem mu, że dobrze się czuję. Nie moja wina, że się mnie nie słucha. Może po tym zacznie. 
– Czasem wystarczy, żebyś mnie tylko trochę posłuchał, co? – zaproponowałem, nachylając się nad nim i z czułością założyłem pasemko włosów za jego ucho. – Mówiłem ci, że czuję się dobrze. I jeszcze przy działasz na mnie uzdrawiająco. Sama najlepsza mieszanka, żadne zioła mi tego nie dadzą – ucałowałem go w czoło. – Idę przygotować nam kąpiel. A po kąpieli w końcu zajmę się podłogami. I tym razem twój boski tyłek mi tego nie uniemożliwi. 
– A to się okaże – uśmiechnął się do mnie zadziornie. Czy on już coś kombinował? To było troszkę przedziwnie. – Ale tak, kąpiel to idealny pomysł. I pamiętaj o moim ulubionym olejku. 
– Jak będę szedł na zakupy, chyba będę musiał zrobić jego duży zapas, co? – zapytałem rozbawiony, zakładając spodnie. Z gołą klatą chodzić mogę. Ale z gołym tyłkiem? Już niekoniecznie. Wystarczy, że on będzie paradował nago, jestem tego bardziej niż pewien. 
– Oczywiście... ale, gdzie my z niego będziemy korzystać? – spytał, jakby dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. 
– Jak to gdzie? W balii, kiedy będziemy w mieście i znajdziemy miejsce do przenocowania i nabrania sił. Ten twój olejek nie jest tak łatwo dostępny. Tutaj znalazłem handlarza, ale w kolejnych miastach nie mogę tego obiecać. I zawsze mogę cię nim wymasować – dodałem, całując go w czubek nosa. – Zapraszam do łazienki za pięć minut. Wtedy wszystko powinno być gotowe – dodałem, w końcu wstając z łóżka. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Mój głos faktycznie się załamywał, ale to wcale nie oznaczało, że miałem już dość przyjemności, wręcz przeciwnie. Dopiero się rozkręcałem. W gruncie rzeczy i tak nie byłem aż tak głośny, głównie dlatego, że znajdowaliśmy się w miejscu, gdzie trzeba było uważać na każdy dźwięk. Nie mogłem sobie pozwolić na zbyt wiele. Już i tak zdążyłem zajść Donie za skórę, nie chciałem powtarzać tego błędu.
- Myślę, mój drogi, że na to jeszcze trochę musisz poczekać - Wyszeptałem cicho, niemal przy jego uchu. - W tym miejscu nie mogę pozwolić sobie na zbyt wiele… i tak Dona mnie nie lubi. Nie chcę, żeby było jeszcze gorzej. - Mimo tych słów moje ciało zdradzało zupełnie coś innego. Biodrami, niby od niechcenia, otarłem się o niego, powoli, z wyczuciem, jakby testując granice. Czekałem, aż znów zareaguje, bo prawda była taka, że sam miałem ochotę na więcej. O wiele więcej. Mój głos może i musiał teraz zamilknąć, ale to wcale nie znaczyło, że nie potrafiłem mówić inaczej.
- No tak… gdybyś był milszym chłopcem, może by cię lubiła - Stwierdził z lekkim, złośliwym uśmiechem.
To mnie rozbawiło. W końcu dokładnie tego można było się po nim spodziewać. Złośnik, tak jak ja. I teraz pozostawało tylko jedno pytanie: który z nas był gorszy?
Właściwie… czy to miało jakiekolwiek znaczenie?
- Wiesz… mógłbym spróbować być grzeczny - Mruknąłem, zbliżając się jeszcze bardziej, niemal muskając jego usta. - Ale to zdecydowanie nie dla mnie. - Zatrzymałem się na moment, pozwalając napięciu zawisnąć między nami. - Wolę być niegrzeczny… bo wtedy wiem, że mogę zostać ukarany. - Uśmiechnąłem się lekko, po czym złożyłem na jego ustach delikatny, drażniący pocałunek krótki, ale wystarczający, żeby zostawić niedosyt.
Bo właśnie tego chciałem. Więcej.
Więcej napięcia, więcej rozkoszy, więcej tej gry, której tak bardzo mi brakowało przez cały ten czas, gdy był ranny i przykuty do łóżka.
Elian mocniej chwycił mnie za biodra, unosząc mnie i naprowadzając na siebie, tak by znów mógł wejść we mnie, powoli i zdecydowanie.
Odruchowo jęknąłem, odchylając głowę do tyłu, gdy przyjemny dreszcz przebiegł przez całe moje ciało, rozlewając się ciepłem i napięciem.
- Niegrzeczny chłopiec musi zostać ukarany - Stwierdził cicho, zaciskając dłonie mocniej na moich biodrach, jakby chciał mnie przytrzymać dokładnie tam, gdzie chciał.
Czułem, że chce się wyżyć, że pragnie tej samej przyjemności co ja intensywnej, niepowstrzymanej, takiej, którą mogliśmy dać sobie nawzajem. I nie miałem z tym najmniejszego problemu.
Wręcz przeciwnie.
Tak samo jak on chciałem, żeby w tej chwili robił ze mną wszystko, na co miał ochotę. Żeby przejął kontrolę, żeby pokazał mi, gdzie jest moje miejsce…
Bo byłem niegrzecznym chłopcem.
A niegrzecznych chłopców trzeba przecież nauczyć posłuszeństwa.
- Ach… tak, dobrze - Wyszeptałem urywanym głosem, poruszając biodrami w powolnym, rytmicznym tempie, wysuwając i wsuwając jego przyjaciela w moje wnętrze.
Każdy ruch sprawiał, że przez moje ciało przechodziły kolejne dreszcze, coraz silniejsze, coraz trudniejsze do zignorowania. Czułem, jak napięcie narasta, jak przyjemność rozlewa się po mnie falami, uderzając w najczulsze punkty i odbierając mi zdolność logicznego myślenia.
Moja głowa zaczynała szaleć, gubiąc się w natłoku doznań. Zbyt wiele emocji naraz, zbyt intensywnych, zbyt przytłaczających, by skupić się na jednej.
Pozostawało tylko jedno. Poddać się temu.
Całkowicie.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Słysząc jego słowa na początku przeszło mi przez myśl, by zrobić na opak. By na chwilę spowolnić, specjalnie zastosować nieregularny rytm, zrobić wszystko, by go lekko podenerwować. Oczywiście przez chwilę, miałem ochotę odrobinkę mu zajść za skórę, a nie zniszczyć momentu... ale finalnie po prostu spełniłem jego prośbę. Zacisnąłem palce mocniej na jego gardle, tym samym dociskając go do materaca, poruszając gwałtowniej biodrami. Niech zna łaskę pana. Zresztą, było mi bardzo dobrze. Po takim czasie... naprawdę bardzo brakowało mi mojej Różyczki. A mojej Różyczce brakowało mnie, mogłem to wywnioskować aż za dobrze już przez samo to, jak się na mnie zaciska, jak wbija pazurki w moją skórę, jak jęczy cicho z każdym moim pchnięciem. Jestem ciekaw, jak będzie brzmiał, kiedy nikt go nie będzie słyszał, kiedy będziemy z dala od jakichkolwiek zabudować... Cóż, niebawem na pewno się dowiem. 
- Tego się nie spodziewałem – usłyszałem jego delikatnie łamiący się głos, kiedy tylko doprowadziłem do finiszu jego, jak i siebie. Chyba ta zmiana pościeli nastąpi nieco szybciej niż podejrzewałem... ale nie mam z tym problemu. Poza tym, skoro jest już brudna, trzeba to jak najlepiej wykorzystać, prawda?
- Czyżbym nie wykonał twojego polecenia? - spytałem, puszczając jego szyję, która już nosiła ślady po moich palcach. Gdyby był zwykłym człowiekiem, to pewnie zrobiłbym mu krzywdę, i to wielką krzywdę. To... niepokojące. Może jednak nie powinienem go traktować w ten sposób? W końcu, to wiele o mnie mówiło. Przesunąłem delikatnie kciukiem po siniakach. Mam większą siłę niż podejrzewałem na początku. 
- Chyba czuję urazę, co? Czyżby samiec alfa nie lubił, kiedy to się mu rozkazuje? - zapytał rozbawiony, zaczesując palcami moje kosmyki do tyłu. - Skoro tak to cię stymuluje, powinienem znacznie częściej cię w tej sposób traktować. Lubię, kiedy pokazujesz swoją siłę. 
- Ja niekoniecznie. Gdybyś był człowiekiem, poważnie bym cię skrzywdził – odpowiedziałem nieco zmartwiony, kładąc się obok niego. 
- Jakie szczęście, że trafiłeś na silnego wampira, który w ogóle nie musi oddychać – wyszczerzył się do mnie. Gdyby nie miał pierścionka na palcu, pewnie w tej chwili mógłbym podziwiać jego cudowne kiełki. - Za bardzo się przejmujesz. Nie bój się wykorzystywać swojej siły na mnie. Bardzo mnie to podnieca – dodał, zbliżając się do mnie, by ucałować kącik moich ust. - Zmęczony? 
- Co ty mi tu insynuujesz? Pragnę zauważyć, że to ty tu masz załamany głos – puściłem do niego oczko, przyciągając go bliżej siebie. - To tobie daję czas, nie sobie. Wolę, kiedy cię słyszę, głośno i wyraźnie. 
- To dopiero próbka możliwości mojego głosu – prychnął cicho, zgrabnie wskakując na moje biodra. Czyżby teraz on chciał górować? Jeszcze się zastanowię, czy mu na to pozwolę. 
- Nie mogę się więc doczekać, kiedy usłyszę pełnię jego możliwości – odparłem, kładąc dłonie na jego talii i czekając na jego dalszy ruch.

<Różyczko? C:>

niedziela, 29 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

Moje ciało przeszył przyjemny dreszcz w chwili, gdy jego ciepłe dłonie, pokryte aromatycznym olejkiem, dotknęły mojej skóry. Westchnąłem cicho, czując, jak napięcie powoli ustępuje pod jego dotykiem. Każdy ruch był pewny i spokojny, a jednocześnie pełen wyczucia. Kiedy nacisnął odrobinę mocniej, przez całe moje ciało przebiegła fala przyjemnego ciepła.
Mimo że mięśnie już wcześniej zaczęły się rozluźniać, teraz miałem wrażenie, jakby poddawały się całkowicie, jakby znikał z nich każdy ślad napięcia. Nie byłem nawet pewien, czy to możliwe, ale nie zamierzałem tego analizować, po prostu oddałem się tej chwili. Zamknąłem oczy, pozwalając mu prowadzić, czując każdy ruch jego dłoni, od karku aż po same stopy.
- Możesz trochę mocniej… nie obrażę się - Mruknąłem cicho, niemal szeptem, kiedy jego dłonie znów zwiększyły nacisk. - Idealnie - Dodałem po chwili, z wyraźnym zadowoleniem w głosie.
Jego dłonie powoli przesuwały się niżej, zatrzymując się na moment na moich biodrach i pośladkach. Dotyk był tam nieco bardziej zdecydowany, jakby dobrze wiedział, co robi albo po prostu lubił poświęcać temu miejscu odrobinę więcej uwagi. Ja zaś nie protestowałem ani trochę, pozwalając sobie na lekki uśmiech i kolejne rozluźnione westchnienie.
Czułem się naprawdę zrelaksowany, gdy jego dłonie sunęły po moim ciele. Wszystko nagle wydawało się prostsze, lżejsze, jakby świat na chwilę zwolnił. Tym bardziej rozbawiło mnie, że jeszcze chwilę wcześniej uparł się, że najpierw chce umyć podłogi. Pff… naprawdę? Jakby były ważniejsze ode mnie. Miał szczęście, że tak dobrze masował, w innym wypadku długo bym mu tego nie darował.
W pewnym momencie Elian niespodziewanie przerwał masaż, co lekko mnie zdziwiło. Przecież miał masować… prawda?
Zanim jednak zdążyłem zapytać, co się dzieje, poczułem, jak jego dłoń zaciska się na mojej szyi, stanowczo, ale nie brutalnie. W tej samej chwili jego przyjaciel bez ostrzeżenia wsunął się w moje ciało.
Zaskoczony jęknąłem cicho, czując jak przyjemny dreszcz rozlewa się po całym moim ciele. To było nagłe, niespodziewane… a jednak dziwnie przyjemne. Moje mięśnie napięły się na moment, by zaraz znów się rozluźnić, jakby same poddawały się temu uczuciu. Każdy impuls, każdy ruch potęgował wrażenia, które trudno było ubrać w słowa.
Czując, jak całkowicie się rozluźniam, mój partner poruszył się bardziej zdecydowanie. Ruchy stały się intensywniejsze, głębsze, co wyrwało ze mnie kolejny cichy jęk. W tej chwili dotarło do mnie, jak bardzo brakowało mi jego bliskości, jego obecności, ciepła, tego znajomego poczucia, że jestem przy nim, a on jest przy mnie.
Nie spodziewałem się, że niewinny masaż w tej chwili przerodzi się w coś więcej… w coś, czego tak bardzo ostatnio mi brakowało. W końcu, jeszcze niedawno wolał skupić się na podłodze niż na mnie...
Pragnąc więcej, instynktownie przysunąłem się bliżej, poddając się jego prowadzeniu i dając mu przestrzeń, by mógł być jeszcze bliżej. Każdy jego ruch sprawiał, że coraz bardziej zatracałem się w tej chwili, pozwalając sobie na pełne oddanie i zaufanie.
Chciałem tylko jednego, żeby ta chwila trwała, żeby nie przestawał, żeby pokazał mi swoją pewność i siłę, którym tak łatwo się poddawałem.
- Elianie mocniej - Wysisulem, zaciskając dłonie na pościeli chcąc poczuć go jeszcze lepiej, znacznie, znacznie mocniej. 

<Elianie? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

Czując jego obecność tuż przy sobie, wtuliłem się w niego jeszcze mocniej, jakby ten gest mógł zatrzymać czas i oddzielić nas od wszystkiego, co złe. W jego ramionach odnajdywałem bezpieczeństwo, nie tylko to fizyczne, namacalne, ale przede wszystkim to ciche, głęboko zakorzenione w duszy. Przy nim świat przestawał być chaotyczny, a moje myśli wreszcie milkły.
Dla mnie był wszystkim. Był smutkiem i żalem, które uczyły mnie czuć głębiej, ale też radością i spokojem, których tak bardzo potrzebowałem. Był moim demonicznym aniołem sprzecznością, której nie potrafiłem ani zrozumieć, ani się jej oprzeć. Moją gwiazdą na nocnym niebie, jedynym światłem, które prowadziło mnie nawet wtedy, gdy wszystko inne pogrążało się w ciemności.
I choć wiedziałem, że odkąd stał się demonem, nie powinniśmy być razem, że nasza miłość stoi wbrew wszystkiemu, co rozsądne i bezpieczne, nie potrafiłem sobie wyobrazić życia bez niego. Był częścią mnie, moim oddechem, moją siłą i moją słabością jednocześnie.
Kochałem go. I wiem, że kochać będę nadal, bez względu na to, kim naprawdę jest. Bez względu na to, jak bardzo świat będzie próbował nas rozdzielić.
Gdy tylko wtuliłem się w ciało mojego męża, moje oczy same powoli się zamknęły, a ja odpłynąłem do krainy Morfeusza. Nie czułem już nic, ani strachu, ani psychicznego dyskomfortu, ani tego wewnętrznego bólu. Został tylko spokój i ciepły, otulający komfort, którego tak bardzo potrzebowałem u jego boku.

Po dwóch dniach poczułem się naprawdę znacznie lepiej. Mogłem normalnie chodzić, normalnie funkcjonować, wszystko zaczynało wracać na swoje miejsce, tak jak być powinno.
Rano, gdy tylko otworzyłem oczy, zdałem sobie sprawę, że jak na mnie spałem wyjątkowo długo. Dzieciaki już dawno wyszły do szkoły, a ja zamiast zająć się czymś konkretnym, dalej leżałem w łóżku, nie mając najmniejszej ochoty na pracę. Ogarnęła mnie ogromna chęć na zwykłe, błogie lenistwo.
Choć, jeśli mam być szczery, wolałbym dzielić to lenistwo z moim mężem. Niestety, nigdzie go nie było. Najprawdopodobniej, podczas gdy ja wylegiwałem się w łóżku, on zajmował się domem, zwierzakami, wszystkim, czym tylko się dało, żebym mógł jeszcze przez chwilę odpocząć.
Najwspanialszy mąż na świecie. Naprawdę nie mam na co narzekać.
Sorey zjawił się w naszej sypialni jak na zawołanie, jakby wyczuł, że już nie śpię. To było naprawdę miłe, nie ma nic przyjemniejszego niż zobaczyć z samego rana kogoś, kogo się kocha.
- Dzień dobry, owieczko. Przyniosłem śniadanie, żebyś mógł zregenerować siły. Mam nadzieję, że będziesz zadowolony z tego, co dla ciebie przygotowałem - Powiedział, podając mi tacę pełną słodkości. A to zdecydowanie było coś, co lubiłem najbardziej.
- Dzień dobry… i dziękuję. Jak miło zacząć dzień, kiedy ktoś przynosi ci śniadanie - Odpowiedziałem, a na mojej twarzy pojawił się ciepły, pełen radości uśmiech.
Patrzyłem na niego jeszcze przez chwilę, nie mogąc oderwać wzroku. Był tuż obok, tak zwyczajnie, a jednocześnie dla mnie znaczyło to wszystko. W takich momentach miałem wrażenie, że nic więcej nie jest mi potrzebne. Tylko on, ja i pyszne słodziutkie śniadanie...

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

 Zdecydowanie chciałem sam przygotować kolację na swoje urodziny. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że mamy w domu kucharza i mógłby zrobić wszystko za mnie, pewnie nawet lepiej, szybciej i bez wysiłku. A jednak od zawsze wolałem robić wszystko sam. Miałem wtedy pewność, że będzie dokładnie tak, jak lubię, doprawione po mojemu, przygotowane z myślą o nas.
Kucharz naprawdę gotował świetnie, nie mogłem temu zaprzeczyć. Mimo to coś we mnie nie pozwalało oddać tej kontroli. Odkąd pamiętam, sam zajmowałem się wszystkim, gotowałem, sprzątałem, przygotowywałem to, co było potrzebne. Nigdy nie prosiłem o pomoc. To było dla mnie naturalne.
Teraz, kiedy mieszkam w pięknej rezydencji, otoczony służbą kucharzem, lokajem mógłbym wreszcie odpuścić. A jednak nie potrafię. Może to przyzwyczajenie, a może coś więcej. Może po prostu jestem przewrażliwiony na punkcie niezależności. W każdym razie nadal wolę zrobić wszystko sam.
- Tak, zdecydowanie sam to przygotuję - Powiedziałem w końcu. - Wiem, że lubisz moje jedzenie. Na naszą kolację zrobię coś słodkiego, ale jednocześnie w miarę zdrowego. Mam jeszcze trochę czasu, więc spokojnie przemyślę, co będzie najlepsze. - Widziałem, że ten pomysł nie do końca mu się podobał. W końcu to moje urodziny, powinienem gdzieś wyjść, świętować, zrobić coś wyjątkowego. Ale ja nie miałem na to ochoty. Nigdy nie potrzebowałem wielkich wyjść ani hucznych obchodów.
Najważniejsze było dla mnie coś zupełnie innego, bycie z nimi. Zajmowanie się moimi dziećmi… naszymi dziećmi. To właśnie tego zawsze najbardziej mi brakowało.
Po śmierci babci długo czułem pustkę, której nic nie potrafiło wypełnić. Rodzina była tym, czego potrzebowałem najbardziej, nawet jeśli nie zawsze umiałem to nazwać.
Dlatego teraz, kiedy ją mam… kiedy mam ich… czuję, że mam wszystko.
I może właśnie dlatego świętowanie urodzin nie jest mi do niczego potrzebne.
Chyba że z nimi.
- Ależ ty jesteś uparty. Naprawdę. Masz możliwość wyjścia poza rezydencję, zrobienia czegoś dla siebie… a ty wolisz siedzieć tutaj, z nami - Westchnął ciężko.
Nasze maluszki spały spokojnie, wtulone w siebie, oddychając miarowo. I dobrze, dzięki temu mogliśmy porozmawiać bez przerywania, bez czujnego nasłuchiwania każdego najmniejszego dźwięku z ich strony.
Uśmiechnąłem się lekko, spoglądając w ich kierunku, a potem z powrotem na niego.
- Wiesz… ja i tak mam kontakt z ludźmi. Chodzę do pracy, to mi wystarcza. Nie potrzebuję więcej rozrywki - Odpowiedziałem spokojnie. - Teraz mam trochę wolnego i szczerze? Dobrze jest odpocząć. Od hałasu, od nadmiaru bodźców, od tego całego świata, który nigdy nie zwalnia. - Zamilkłem na moment, jakby ważąc kolejne słowa. -Tym bardziej że… jako wilkołak odbieram wszystko inaczej. Intensywniej. Czasem aż za bardzo - Dodałem ciszej. - To, co dla innych jest zwykłe, dla mnie potrafi być przytłaczające. - Westchnąłem cicho, ale tym razem z ulgą.
- A poza tym… zawsze chciałem mieć rodzinę. Więc chyba mam prawo w końcu się tym cieszyć, prawda? - Spojrzałem na niego uważnie, już bez uśmiechu, ale z czymś znacznie głębszym w oczach. -  Mam was. I to mi wystarcza. Poza tym, jeśli już ktoś powinien wyjść z domu i odpocząć to ty, wiem jednak, że to niemożliwe, bo dzieci jeszcze cię potrzebują, dlatego jestem tu obok aby pomóc ci w opiece nad nimi, najlepiej jak tylko potrafię - Dodałem, całując go w czoło.

<Paniczu? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Ależ on dramatyzował... to było nawet zabawne. Ale go zupełnie nie widziałem w jakimś wiejskim domku, o ile kiedykolwiek się go dorobimy. Nie dałbym rady ogarniać i pracy, i jeszcze sprzątać. Może to nawet dobrze, że prowadzimy taki, a nie inny tryb życia. Im mniej sprzątania jest, tym lepiej dla niego i dla mnie, bo i ja mam mniej roboty. Teraz już widzę, że będę musiał trochę to poprawić, czuć jeszcze nieco piasek pod butami. Nie będę mu tego wypominał. Byłem bardziej niż pewien, że to jego pierwszy raz ze szczotką, i ja już nawet dopilnuję, by nie ostatni. Ta umiejętność się na pewno mu w życiu przyda... albo nie, bo wystarczy, że zatrzepocze rzęsami i od razu będzie miał wszystko co chce na wyciągnięcie ręki. To nie on będzie zamiatał, będą zamiatać za niego. 
- Zaraz cię wymasuję. Tylko zajmę się podłogą – obiecałem, nie mogąc teraz sobie odpuścić. Skoro się zabraliśmy za sprzątanie, wypadałoby dokończyć. A jak już skończę ze sprzątaniem, zajmę się nim. Jeszcze miło byłoby zająć się łazienką, ale chyba na dzisiaj sobie odpuszczę. Serathion mi nie przebaczy. Tak właściwie, już nawet teraz nie jest zadowolony. Wolałby, bym poświęcił teraz mu swój czas. I ja też to wolę, po prostu wiem, że później będzie mi ciężko się z powrotem do tego zabrać. 
- A nie możesz się zająć nią później? To ciało potrzebuje masażu teraz – delikatnie się skrzywił, patrząc na mnie z wyczekiwaniem. - A później twoje ręce będą lodowate, i takie rozmiękłe, i takie fuj, bo będziesz tę paskudną wodę wyciskał. Nie, najpierw ja, potem cała reszta – zarządził, gestykulując w tej swój charakterystyczny, nieco arystokratyczny sposób. Nie sposób było go przypisać do innej klasy. 
- Teraz mogę ci zaoferować tylko masaż. A później... później zaoferuję masaż i zewnętrzny, i wewnętrzny – puściłem mu oczko. 
- Mam lepszą ofertę. Zajmij się mną tu i teraz. Na sprzątanie będziemy mieć jeszcze mnóstwo czasu – uśmiechnął się do mnie słodko i nim się zorientowałem, podniósł się z łóżka tak szybko, że już po ułamku sekundy jego dłonie spoczęły na mojej koszuli i pociągnął mnie w swoją stronę. W ostatniej chwili wyciągnąłem ręce przed siebie, by przypadkiem na niego nie upaść. Zawisłem nad nim, a on uśmiechał się do mnie, szeroko i zwycięsko. 
- Faktycznie, twoja oferta jest znacznie bardziej kusząca – odpowiedziałem, zbliżając się do niego tak, by go ucałować, ale on w ostatniej chwili zakrył moje usta ręką. 
- Cudownie, że się rozumiemy. Więc teraz się rusz po olejek do masażu. Ja się przygotuję  w tym czasie – zarządził, odsuwając mnie od siebie. 
Westchnąłem cicho i zrobiłem to, o co mnie poprosił. A może raczej rozkazał. Wiem, że tylko gra, ale nie spodobał mi się ten jego ton. Nie lubiłem, kiedy ktoś się odzywał do mnie w ten sposób, i kiedy tylko będę miał możliwość, pokażę mu, że on sobie może gadać, ale w rzeczywistości ja tu rządzę. Jak go przycisnę mocno do materaca, gadka się mu z pewnością zmieni. 
Kiedy wróciłem do sypialni, on już był gotowy. Leżał na łóżku nagi, ewidentnie czekając na to, jak moje dłonie zajmą się jego pięknym ciałem. Ależ on jest wyzywający. I doskonale o tym wie. 
- Wreszcie. Całe wieki na ciebie czekałem – mruknął, przytulając do siebie poduszkę, by wygodniej się mógł ułożyć. 
- Zapewniam cię, że było warto – odpowiedziałem, zdejmując po drodze pierścionki tak, by było i mnie i jemu wygodnie. Odłożyłem biżuterię na stolik nocny, a następnie zabrałem się za jego obiecany masaż. Jego mięśnie były całkiem rozluźnione, no ale skoro miał taką ochotę, to ją spełnię. Chociaż tyle mogę dla niego zrobić. 

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Chciałem mu naprawdę pomóc, ale dotykanie brudnej wody? O nie, zdecydowanie nie. Czysta woda jeszcze jakoś ujdzie, ale brudna? Nie ma o tym nawet mowy. To już niestety musi zrobić sam.
Westchnąłem cicho, próbując przekonać samego siebie, że moja decyzja jest całkowicie uzasadniona. Wróciłem do tego przeklętego zamiatania, na które przecież sam się zgodziłem. Kurz unosił się w powietrzu przy każdym ruchu miotły, a ja coraz bardziej żałowałem swojej „szlachetności”.
Kiedy skończę z podłogą, w końcu będę mógł odpocząć… Może jeszcze zmienię pościel? Chociaż… czy to ma sens? Przecież niedawno była zmieniana. Właściwie to nawet nie wiem, co jaki czas powinno się to robić. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Szczerze mówiąc, wcześniej w ogóle nie musiałem się tym przejmować. Jako wampir nie spałem, więc takie przyziemne sprawy zwyczajnie mnie nie dotyczyły. To wszystko było… obce. Ludzkie.
Zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek Elianowi, on już opuścił pomieszczenie, najwyraźniej zabierając się za pranie rzeczy, które były przepocone albo zwyczajnie brudne.
Westchnąłem ciężko, opierając się na miotle na krótką chwilę. No cóż… wygląda na to, że jednak zostaliśmy z tym wszystkim sami. Ja i moje zamiatanie.
Ależ ja narzekam… I dobrze, że tylko w myślach. Mam dziwne przeczucie, że gdyby Elian usłyszał choć część tych moich myśli, po prostu machnąłby ręką i zrobił wszystko sam.
I pewnie byłoby łatwiej, gdyby to on się tym zajął. Szybciej. Sprawniej. Bez zbędnego marudzenia.
Jednak… nie mogę mu tego zrobić.
Muszę pomagać. W końcu od tego tu jestem, żeby wspierać go nawet w tych najprostszych czynnościach, które jestem w stanie wykonać sam. Oczywiście bez nadmiernego brudzenia swoich, bądź co bądź, ślicznych łapek.
Westchnąłem cicho i wróciłem do zamiatania, starając się powtarzać ruchy dokładnie tak, jak pokazał mi Elian. Choć, rzecz jasna, nigdy nie przyznałbym mu otwarcie racji. W końcu to ja wiem najlepiej, co robię… prawda?
Zamiatanie szło mi opornie. Każdy ruch wydawał się dziwnie nienaturalny, jakbym robił coś, co kompletnie do mnie nie pasuje. Ale mimo wszystko, szło. A to było najważniejsze.
Po kilkunastu minutach wysiłku mogłem w końcu odetchnąć z ulgą. Pokój był uprzątnięty.
- Uff… nareszcie… - Mruknąłem pod nosem, opadając ciężko na łóżko.
Przez chwilę po prostu siedziałem, pozwalając sobie na odrobinę odpoczynku. Miotła oparta o ścianę wyglądała niemal jak wyrzut sumienia… ale postanowiłem ją na razie zignorować.
Opadając na łóżko, odwróciłem głowę w stronę drzwi, gdy tylko usłyszałem dobrze znane mi kroki. Natychmiast przyciągnęły moją uwagę.
- No proszę… jednak zamiotłeś? - Zapytał, rozglądając się po pomieszczeniu. W jego głosie dało się wyczuć nutę zaskoczenia… i chyba nawet odrobinę zadowolenia.
- Tak. I jestem wykończony - Mruknąłem, wzdychając ciężko. - Zdecydowanie będę potrzebował masażu całego ciała, żeby odzyskać siły po tak poważnym sprzątaniu. - Udałem obrażonego, odchylając się teatralnie na łóżku.
Zdecydowanie nie byłem stworzony do takich rzeczy. Od tego powinienem mieć ludzi. Ja… zdecydowanie bardziej nadawałem się do leżenia i dobrego wyglądania.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Jak zwykle się musiał upewnić. Moja cudowna Różyczka. A później mi mówi, że nie może mi dać wszystkiego i że taka Lidia da mi więcej. On już daje mi wystarczająco dużo. Ba, nawet więcej niżeli ja potrzebuję. Może jednak zbyt bardzo broniłem się przed dopuszczeniem kogoś do siebie? Chociaż, to wszystko wyjdzie w praniu. Dwa razy byłem bliski śmierci, i dwa razy Serathion omal nie oszalał, chociaż za tym pierwszym razem już się całkowicie załamał. Często myślę o tym, co to będzie, kiedy już mnie zabraknie, i nie potrafię się o niego martwić. To jest teoretycznie wizja bardzo odległa, jeśli żyłbym normalnie, a w tej chwili do tego mi trochę brakuje. Z drugiej strony, doskonale wiedział, kogo sobie bierze i co się z tym wiąże. 
- Zjadłem, wypiłem, i wiem, że James już wyjechał. Doszedł do wniosku, że jego wampir musiał uciec dalej. Nie słyszałem też o jakichś bezkrwawych trupach w alejkach, więc nie wie, czy ten twój kumpel też się nie zmył – delikatnie się skrzywiłem. To nie było mi na rękę. Chciałem się na nim zemścić, za to, w jakim stanie mnie zostawił. Osłabiającą truciznę na niego już miałem gotową. Tylko jego wypadałoby znaleźć. 
- Nie wydajesz się być zadowolony – odpowiedział, patrząc na mnie z uwagą. 
- Chciałem z nim wyrównać rachunki. Ale jak go nie ma... to nic nie zrobię. Nie teraz – cicho westchnąłem. Zdecydowanie mu nie daruję. 
- I nie później. Zostaw go. Póki jesteś mój, da ci spokój – odparł, gładząc delikatnie mój policzek. - Po co się narażać?
- Mnie da spokój, ale co z innymi ludźmi? Jeśli mi na to los pozwoli, następnym razem się go pozbędę. Nie martw się, nie będziesz mi musiał pomagać, sam się nim zajmę – obiecałem, składając na jego czole delikatny pocałunek. To jest sprawa pomiędzy mną, a nim. Wiem, że ich relacje nie są najlepsze, ale nie chcę go uwikłać w tę zemstę. Należy ona tylko i wyłącznie do mnie. - Ułatwić ci trochę robotę? Źle ruszasz szczotką. Spróbuj nią zamiatać w swoją stronę, a nie odpychać. Będzie ci prościej – dodałem, zmieniając nieco temat. Moje sprawy niech pozostają moimi sprawami. Na razie lepiej się skupić na tym, co możemy zrobić. 
- Wiem, jak się zamiata – burknął nieco zły, ale tym razem jego technika wyglądała już lepiej. 
- Kocham cię – wyszeptałem mu do ucha, by go tak odrobinkę udobruchać, a następnie go szybko ucałowałem płatek jego ucha. - Pamiętaj, by dobrze wyciskać mop, kiedy będziesz myć podłogę. Nie chcemy tutaj zniszczyć desek. 
- dodałem, prostując się. 
- Wyciskać? Jak mam go wyciskać? - spytał, delikatnie marszcząc brwi. 
- No jak to jak? Rękami. Inaczej się nie da – odparłem spokojnie, co wywołało w nim zaskoczenie, i to nie takie pozytywne. 
- Mam go odciskać z tej obrzydliwej, brudnej wody swoimi pięknymi dłońmi? Nie ma mowy – prychnął oburzony. No cóż, tego się tak trochę mogłem spodziewać. I tak dużo już dużo tutaj zrobił jak na niego. 
- W porządku. Jak zrobię pranie, zajmę się podłogami – zdecydowałem, nie mając do niego o to problemu. Wiedziałem w końcu doskonale, jak się wychowywał, i jak wiele może znieść. 

<Różyczko? C:>

sobota, 28 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Kiwnąłem głową. Skoro on uważał, że czuję się dobrze… to chyba rzeczywiście tak było, prawda? W końcu nie miałem powodu, żeby mu nie wierzyć. A przynajmniej tak było łatwiej.
Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, niemal odruchowo.
Mój partner ucałował mnie w policzek i ruszył w stronę łazienki, a ja… cóż, zostałem sam ze swoją obietnicą. Westchnąłem cicho i zabrałem się za sprzątanie. Zacząłem od wycierania kurzu, nie było to szczególnie trudne, choć wymagało cierpliwości. Musiałem dokładnie namoczyć ścierkę i podnosić każdą rzecz z osobna, żeby zrobić to porządnie.
Szło mi wolniej, niż powinno. Gdybym robił to częściej, pewnie nabrałbym wprawy. Mimo to czułem coś na kształt satysfakcji. W końcu mogłem w jakiś sposób pomóc… jemu. A wiedziałem, że tej pomocy naprawdę potrzebował.
- Wiesz… całkiem ładnie wyglądasz, kiedy sprzątasz. Chociaż jeszcze lepiej wyglądałbyś nago - Usłyszałem za sobą.
Zatrzymałem się na moment i odwróciłem głowę w jego stronę, unosząc lekko kąciki ust.
- Nago sprzątać? To nie miałoby najmniejszego sensu - Odpowiedziałem, wyobrażając sobie przez chwilę tę absurdalną scenę.
- Nie? Mnie by to nie przeszkadzało - Odparł z rozbawieniem.
Spojrzał na mnie jeszcze przez chwilę, jakby chciał coś dodać, ale ostatecznie tylko odwrócił się i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samego.
Prychnąłem cicho pod nosem i wróciłem do swojej pracy.
Nie było go przez dłuższy czas. Pewnie jadł powoli, rozmawiał z kimś, słuchał… robił wszystko to, co należało do jego obowiązków jako łowcy. Ja w tym czasie zdążyłem przynajmniej wytrzeć kurz, co i tak było dla mnie sporym osiągnięciem.
Rozejrzałem się po pokoju. Zostało mi tylko Zamiatanie i mycie podłogi.
Westchnąłem ciężko.
Naprawdę mi się już nie chciało. Każda część mojego umysłu podpowiadała mi, żeby odpuścić, że to przecież wystarczy, że zrobiłem już swoje. Ale z drugiej strony… obiecałem.
Zacisnąłem lekko palce na trzonku miotły, wahając się jeszcze przez moment.
Chciałem odpuścić. Ale nie mogłem, jeszcze nie..
Pełen irytacji zacząłem zamiatać pokój, energicznie przesuwając miotłę po podłodze. Co chwilę zerkałem w stronę drzwi, aż w końcu otworzyły się cicho, a w progu stanął Elian.
- No proszę… już wytarłeś kurz? I nawet zacząłeś zamiatać? Szybki jesteś. Myślałem, że zajmie ci to trochę więcej czasu - Stwierdził z rozbawieniem, a w jego głosie dało się wyczuć nutę zaczepki. 
- Nic już nie mów… - Mruknąłem pod nosem, nadymując lekko policzki i odwracając wzrok.
- Ależ, Różyczko, dlaczego? - Zapytał miękko, podchodząc bliżej.
Zanim zdążyłem zareagować, jego dłonie znalazły się na moich biodrach, przyciągając mnie do siebie. Zamarłem na moment, czując ciepło jego dotyku i znajomą bliskość. - Uśmiechnij się do mnie, bardzo ładnie ci proszę. - Westchnąłem cicho, ale posłuchałem. Uniosłem spojrzenie i uśmiechnąłem się łagodnie, niemal nieśmiało. Wspiąłem się lekko na palce i musnąłem ustami jego podbródek, krótko i delikatnie.
- A ty? Jak się czujesz? - Zapytałem ciszej, przyglądając mu się uważnie. - Najadłeś się chociaż trochę? Napoiłeś? Dowiedziałeś czegoś nowego? - Przez chwilę po prostu na niego patrzyłem, próbując wyczytać z jego twarzy więcej, niż był gotów powiedzieć.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Ledwo otworzyłem oczy, a on już zadawał mi mnóstwo pytań. Dopiero co zacząłem się rozbudzać, rozglądać, jeszcze nawet nic nie pomyślałem, a już muszę odpowiadać. Nie przywykłem do tego jeszcze, zazwyczaj miałem tę chwilę, by się rozbudzić, a tu już zostałem zaatakowany. Serathionowi się musi naprawdę nudzić, a to mogło oznaczać jedno, pewnie nie wyszedł w nocy, tak, jak go o to poprosiłem. Tylko, dlaczego? Spacer dobrze by mu zrobił. Jak tak nie chce chodzić na spacery sam, to muszę się zmobilizować i go zabrać w końcu na ten spacer. Ze mną już na pewno pójdzie, nie będzie miał wyjścia, jak po prostu się zgodzić. 
- Przede wszystkim łazienka. I zaraz odpowiem na resztę – odpowiedziałem, podnosząc się do siadu. Rozejrzałem się zaspany po pokoju, dostrzegając panujący tu bałagan. Zdecydowanie trzeba posprzątać. Zrobić pranie. Zająć się tymi wszystkimi czynnościami, których to tak bardzo się nie lubi, ale trzeba je zrobić. Taki wędrujący tryb życia ma bardzo fajny plus, otóż nie trzeba sprzątać... no bo co trzeba sprzątać? Trzeba wszystko pakować, by ruszyć dalej, owszem, ale nie ma wycierania kurzy, zamiatania, zmywania podłóg. Faktycznie, trzeba umyć naczynia i zrobić pranie, jeśli się jest blisko wody, jakiegoś jeziora, rzeki, ale do tego jakoś bardziej przywykłem. - Trzeba tu ogarnąć. 
- Ja to zrobię – zaproponował Serathion, na co uniosłem brew. To była ciekawa propozycja. I szczerze wątpiłem, że da sobie radę. Owszem, jego chęci były szczere, ale umiejętności, a raczej ich brak... przecież mu to zajmie wieki. Z całym szacunkiem do niego, ale znam jego możliwości i jeszcze musi trochę popracować nad sobą. - Ty musisz jeszcze wypocząć. 
- Znacznie szybciej to pójdzie, jeśli będę w to zaangażowany, wiesz, skarbie? - odpowiedziałem spokojnie, nie mając z tym problemu. Czułem się całkiem nieźle. Byłem wyspany, nic mnie nie bolało, miałem apetyt, ochotę na działanie... tak, zdecydowanie było lepiej ze mną. - Zjem coś i coś tutaj zaczniemy działać. 
- Daj spokój, przecież potrafię sprzątać. Co to za filozofia wytrzeć kurze i przelecieć kilka razy szczotką podłogę? - odparł, chyba urażony tym, co mu powiedziałem. 
- No dobrze. To ty wytrzesz kurze, pozamiatasz, umyjesz podłogę, a ja zabiorę się za pranie, co? - odparłem, nie mając z tym problemu. Szybko wypiorę, na dole rozwieszę i wrócę mu pomóc. I pościel... nie, pościel zmienimy po dzisiejszej nocy. Zdecydowanie będzie to wymagane. Nie odpuszczę mu, ani sobie. Już zbyt długo odkładam ten moment zbliżenia. Naprawdę go potrzebowałem. 
- A na pewno się czujesz na siłach? - zapytał, na co pokiwałem głową. 
- Czuję się bardzo dobrze. Tak dobrze, że mam ochotę coś zjeść – poprawiłem z czułością kosmyk na jego czole. - Naprawdę zbyt mocno się o mnie martwisz – dodałem łagodnie, chwytając jego dłoń i składając na jej wierzchu delikatny, pełen szacunku pocałunek. - Wszystko jest już w porządku. I z moimi ranami, i z moją chorobą. Mogę normalnie działać – zapewniłem go, kciukiem głaszcząc jego dłoń. 

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Nawet nie skomentowałem jego słów, nie dlatego, że mu nie wierzyłem. W głębi czułem, że jeśli tylko bardzo się uprze, nawet przeziębienie nie stanie mu na drodze, by jutro się ze mną kochać. A jednak nie powinien aż tak tego lekceważyć. Zdecydowanie bardziej powinien zadbać o siebie, o swoje zdrowie, które przecież jest najważniejsze.
A ja? Ja już trochę wytrzymałem bez seksu i mogę wytrzymać jeszcze dłużej. To naprawdę nie ma teraz znaczenia. Najważniejsze jest to, żeby on poczuł się dobrze, naprawdę dobrze. Czuję, że wciąż brakuje mu odrobiny, by wrócić do pełni sił, do tych swoich stu procent.
Jak dobrze, że może tu, w gospodzie, choć na chwilę odetchnąć. W cieple, w spokoju, z dala od tego wszystkiego, co mogłoby go jeszcze bardziej osłabić. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby zachorował w trakcie naszej podróży. Bez zapasów, bez odpowiednich leków, zdani tylko na siebie… To byłoby zbyt ryzykowne.
Dlatego mam nadzieję, że uda mi się zdobyć jeszcze kilka rzeczy na drogę. Zioła, bandaże, cokolwiek, co może się przydać. Chcę być przygotowany. Chcę mieć czym zadbać o niego, ochronić jego ciało, zarówno od środka, jak i z zewnątrz, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Bo teraz liczy się tylko jedno: żeby był bezpieczny. I żeby wrócił do zdrowia.
Elian wtulił się mocniej w moje ciało. Widząc, że nic więcej nie powiem, przymknął oczy, wsunął dłoń w moje włosy i powoli odpłynął do krainy snów, zostawiając mnie tu, w świecie rzeczywistym, gdy on zanurzał się w objęcia Morfeusza.
Leżałem obok niego w ciszy, wsłuchując się w jego spokojny oddech. Przez chwilę przemknęła mi przez myśl pokusa, by wyjść na zewnątrz. Ostatnio brakowało mi dworu, świeżego powietrza, choćby krótkiej chwili w innym otoczeniu. A jednak zostałem.
Zostałem, bo wiedziałem, że mnie potrzebuje.
Nigdy nie miałem pewności, co mogłoby się wydarzyć, gdybym go zostawił choć na chwilę. Poza tym… gdyby dostrzegły mnie Dona lub Lidia, bez wahania uznałyby, że idę zdradzić Eliana. A ja przecież nawet nie dopuszczałem do siebie takich myśli.
Tak naprawdę było mi dobrze tu, gdzie jestem. Przynajmniej miałem spokój, nie musiałem słuchać ich szeptów ani znosić spojrzeń pełnych niechęci. Do dziś nie rozumiałem, skąd brała się ich nienawiść, skoro nigdy nie zrobiłem im nic złego.
Leżąc więc obok niego i czuwając, pozwoliłem, by czas płynął powoli. Czekałem na świt. Na moment, kiedy się obudzi, zje coś ciepłego i znów ze mną porozmawia.
Bo chyba właśnie tego brakowało mi najbardziej. Jego obecności.
Nie zmuszałem go jednak do niczego, sam przecież mówiłem, że chory powinien odpoczywać. Nawet jeśli oznaczało to ciszę, która dla mnie była trudniejsza niż jakiekolwiek słowa.
Gdy nastał świt, obudził się, przeciągając leniwie swoje mięśnie, jakby niechętnie wracał do rzeczywistości.
- Dzień dobry - Przywitałem się cicho, nachylając się nad nim i składając delikatny pocałunek na jego policzku. - Wyspałeś się? A może jesteś głodny… albo spragniony? - Dopytałem, przyglądając mu się uważnie.
Chciałem od samego rana zrobić dla niego wszystko, co tylko mogłem. Każdy drobiazg wydawał się ważny, każde słowo, każdy gest. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, bym wiedział, czego potrzebuje… albo przynajmniej próbował to odgadnąć.
Wciąż wyglądał na odrobinę osłabionego, choć w jego oczach pojawił się już ten znajomy spokój. To wystarczyło, bym poczuł ulgę.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Zerknąłem jeszcze raz na swoją listę. Czy to na pewno wszystko? Chyba nie zapomniałem o niczym. Zapisałem jego pomysły, zapisałem swoje pomysły, ująłem wszystko, co przyda się jemu Futerko, no i mnie, i... i chyba to wszystko. Może, jeśli finanse na to pozwolą, w przyszłości uda się nam kupić jakiegoś wierzchowca. O ile też będzie akceptował Serathiona. Z tym może być ciężko, nie każde zwierzę tak po prostu zaakceptuje wampira. Na jego korzyść jest to, że jego zapach nie jest tak ostry, dba o higienę, i o to, by cały czas pachniał różą, więc może, kto wie, uda się nam znaleźć odpowiedniego wierzchowca. 
- Chyba to faktycznie wszystko – przesunąłem wzrokiem po liście. - Ale nie chcesz jeszcze, bym spędził z tobą czas? - zapytałem, odwracając wzrok w jego stronę. 
- Tobie wystarczy. Widać, że jesteś zmęczony – odpowiedział, chwytając moją dłoń i ciągnąc mnie w stronę łóżka. Nie miałem już nic do powiedzenia, ani nawet nie miałem siły za bardzo na to, by oponować. Dałem mu się zaprowadzić do łóżka, a kiedy tylko moja głowa opadła na poduszki, przyciągnąłem go do siebie. Nie ma mowy, że ja tu będę odpoczywał sam. Potrzebowałem obok mnie mojej Różyczki, której teraz, dzięki temu, że mój nos nie był zatkany, tak doskonale czułem. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że może chcieć mnie dosyć. W końcu, przez ostatnie dni jedynie, co robił, to siedział tu i się mną opiekował. 
- A może chcesz wyjść na zewnątrz? Przespacerować się trochę? Ostatnim razem chyba wyszedłeś do festyn, prawda? - zaproponowałem, luzując swój uścisk. 
- Nie muszę. Potrzebujesz mnie, i będę przy tobie – stwierdził, wtulając się w moje ciało, jakby to było miejsce, w którym chciałby spędzić wieczność. 
- Zawsze możesz wyjść, kiedy już zasnę. Ja tego nie zauważę, a ty będziesz mógł trochę się rozerwać. Tylko uważaj tam na siebie, dobrze? - zaproponowałem, chcąc oczywiście dla mojej uroczej Różyczki jak najlepiej. Mało mi się podobał pomysł, że on tam wyjdzie, bo ktoś na pewno go zaczepi, i mnie przy nim wtedy nie będzie. Wiem, że mogę mu zaufać, że na nic się nie zgodzi, że da sobie radę, ale lubię, kiedy jestem przy nim i pokazuję wszystkim, że jest mój. I on chyba też lubi, kiedy jesteśmy razem, kiedy pokazuję zazdrość. Okropny jest pod tym względem. 
- Zastanowię się nad tą propozycją – odpowiedział, zerkając na mnie z uwagą w tych jasnobrązowych oczach. Dalej miał na sobie ten pierścień, który nadawał mu nieco ludzkich kolorów. Wiedziałem, że tak jest najbezpieczniej, bo jeżeli ktoś go zaskoczy, nie będzie się musiał martwić, że ktoś zauważy coś nieodpowiedniego. Tylko ja muszę znosić jego wygląd, który nie podoba mi się tak, jak jego właściwy, wampirzy wygląd. Chyba już mi całkowicie na banię siadł ten związek z nim. 
- Nie zastanawiaj się, tylko z niej korzystaj. Jutro z łóżka wyjść ci nie dam – obiecałem mu, po czym złożyłem na jego skroni delikatny pocałunek. Skoro się czułem dobrze, trzeba było to wykorzystać, tak?

<Różyczko? C:>

piątek, 27 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Siedziałem obok niego, obserwując, jak w skupieniu pochyla się nad mapą. Zastanawiałem się, co właściwie człowiek powinien zabrać ze sobą w podróż. Dla mnie wiele z tych rzeczy wydawało się… obce, niemal egzotyczne.
Na pewno woda, to było oczywiste. W końcu musi coś pić. Do tego jedzenie. Widziałem już wcześniej, że ludzie często wybierają suche mięso. Rozsądne, nie psuje się szybko, można je długo przechowywać. Może jednak warto byłoby dodać coś jeszcze? Orzechy? Owoce?
Czy ludzie w ogóle zabierają owoce w podróż?
Zmarszczyłem lekko brwi, próbując przypomnieć sobie zasłyszane rozmowy. Świeże owoce szybko się psują… ale może są jakieś wyjątki? A może lepsze byłyby suszone?
Przeniosłem wzrok na jego notatki. Pisał spokojnie, metodycznie, jakby robił to setki razy. Bo w sumie tak było, to nie jego pierwsza podróż, zdecydowanie wie co robi.
Może nowe ubrania? Tylko czy to konieczne? Z drugiej strony ludzie są dziwnie wrażliwi na zimno, wilgoć… i na wszystko inne. Muszą uważać na robaki, kleszcze, komary i całe to obrzydliwe robactwo. Sama myśl o tym była nieprzyjemna, choć mnie to przecież nie dotyczyło.
Westchnąłem cicho.
Bycie wampirem zdecydowanie miało swoje zalety.
- Myślę, że jakieś orzechy albo owoce? To się kupuje na drogę? - Zapytałem w końcu, nie odrywając wzroku od mapy, po której przesuwał ołówkiem, wytyczając trasę prowadzącą nas nad morze.
Zatrzymał się na moment, jakby rozważał moją sugestię.
- Orzechy jak najbardziej - Odparł po chwili. - Są pożywne i długo się nie psują. Natomiast owoce… hm. Świeże są dobre tylko przez kilka dni, później raczej odpadają. Chyba że suszone, takie mogą się przydać. - Skinąłem głową, zapamiętując jego słowa. Dopisał coś na swojej liście, a ja znów tylko siedziałem i obserwowałem, ucząc się, krok po kroku, ludzkich potrzeb, które wciąż pozostawały dla mnie zagadką.
Elian próbował wciągnąć mnie w rozmowę, zachęcić do wspólnego tworzenia listy, ale ja naprawdę nie wiedziałem, co mógłbym mu doradzić. Co powinien zabrać? Co okaże się niezbędne, a co tylko zbędnym ciężarem? Dla niego to były rzeczy oczywiste, dla mnie wciąż pozostawały zagadką.
Nie chciałem jednak tego okazywać.
Dlatego siedziałem obok, spokojnie, starając się nadążyć za jego tokiem myślenia. Od czasu do czasu odpowiadałem, dopytywałem o drobiazgi, bardziej po to, by podtrzymać rozmowę, niż faktycznie coś wnieść. To było… wystarczające.
Nie musiałem wiedzieć wszystkiego. Wystarczyło, że byłem obok.
Rozmawialiśmy więc dalej, o drobnostkach, o trasie, o tym, co może nas czekać po drodze. Słuchałem uważnie, ucząc się przy okazji rzeczy, które dla niego były codziennością, a dla mnie czymś zupełnie nowym.
Może nie potrafiłem mu pomóc w planowaniu.
Ale mogłem spędzić z nim ten czas.
A to, jak się okazało, też miało znaczenie.
- Gotowe - Odparł, odsuwając się lekko od stolika.
Przyjrzałem mu się uważniej. Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo był zmęczony, napięcie w ramionach, cięższy oddech, cień pod oczami. Mój biedaczek… powinien już odpocząć. Położyć się, odetchnąć, na chwilę zapomnieć o wszystkim.
- Cudownie - Powiedziałem łagodnie, starając się, by mój głos zabrzmiał spokojnie. - W takim razie powinieneś już się położyć. Wyglądasz na naprawdę zmęczonego. - Uniósł na mnie wzrok, a ja przez moment nie odwracałem spojrzenia. Było w tym coś dziwnie naturalnego, troska, która pojawiła się we mnie niemal bezwiednie. - Reszta może poczekać - Dodałem cicho, całując go w policzek.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uśmiechnąłem się pod nosem. Jakiż on był uroczy... zdecydowanie bardziej lubiłem właśnie tę jego stronę, uroczą, słodziutką, kochaną i momentami nawet trochę taką głupiutką, nierozumiejącą, jak działa ten świat. Oczywiście, nie byłby sobą, gdyby mi czasem nie dogryzł i nie sarknął, dlatego muszę doceniać właśnie takie chwile, kiedy pozwala sobie na tą dziecinną nieporadność. 
Niepotrzebnie się martwił o takie głupotki jak namiot. Specjalnie będę poszukiwał nieco droższego, z lepszego, grubszego materiału. Poza tym, nie będziemy przecież go rozstawiać na otwartej polanie. Będziemy wybierać bardziej zalesione miejsce, więc także trochę gałęzie i iglaste liście powstrzymają nieco to słońce. Łatwiej będzie późną wiosną, latem, kiedy te liście już urosną i się pojawią, ale myślę, że damy sobie radę. Ja już na pewno dopilnuję, by mojej Różyczce nic się nie stało. Nie przeżyłbym tego, gdyby z mojej winy, mojego niedopatrzenia stała się mu krzywda. Zresztą, płaszcz i kaptur były całkiem skuteczne, a to przecież też tylko kawałek materiału. Namiot zdecydowanie się sprawdzi. 
- Zrobię dla ciebie wszystko – wyszeptałem, dalej go do siebie tuląc. - Wszystko, co tylko może moje słabe, ludzkie ciało. 
- Słabe? Mi te mięśnie nie wyglądają na słabe – wymruczał zaczepnie, przesuwając palcem po moich plecach. 
- W porównaniu z tobą, jestem raczej mierny – zauważyłem zgodnie z prawdą. W porównaniu z jakimkolwiek wampirem byłem tym słabszym, zwłaszcza fizycznie, muszę się naprawdę mocno starać, by z takim wygrać. Być cwańszym, niż oni. Wykorzystywać każdą, najmniejszą sytuację na swoją korzyść. To momentami męczące. 
- Zdecydowanie jesteś zmęczony, bo gadasz takie głupoty – odpowiedziałem, odsuwając się na chwilę ode mnie. - Powinieneś się położyć. Brak krwi ci uderza do głowy. 
- Jeszcze ta lista. Jutro pójdę na zakupy, i szybciej to wszystko zrobię, tym szybciej będziemy mogli wyruszać, kiedy przyjdzie na to pora – odpowiedziałem, nie mogąc się jeszcze na to godzić. Na sen będę miał czas. A na spędzenie z nim czasu? Już niekoniecznie. 
- Nie możesz jej zrobić jutro? - skrzywi się lekko, ale to pewnie dlatego, że był zmartwiony. O mnie. Oczywiście, że o mnie, moje biedactwo, zdecydowanie zbyt się przejmuje moją skromną osobą. A może to jest całkowicie normalne, tylko ja po prostu nie przywykłem do takiego okazywania uczuć. Dla mnie to może być coś dziwnego, a to przecież jest coś jak najzupełniej normalnego. Jeszcze trochę muszę się nauczyć się dawać sobą opiekować. 
- Nie. Jutro chciałbym się zabrać za zakupy... albo chociaż zacząć. Powoli, dzień po dniu, będziemy mieć wszystko – powiedziałem, poprawiając jego włosy. Jakie one były śliczne... na piekła, jak on to robił? Jakkolwiek by się nie ułożył, cokolwiek by nie robił, wyglądały one wspaniale. On w ogóle cały był przepiękny, każdej pory, w każdej pozycji. - Nie bój się. Nie zmuszam siebie do niczego. Mam jeszcze trochę sił, mam ochotę, to chcę na to poświęcić swój czas. I na ciebie – dodałem, po czym go ucałowałem w czoło. - A co dwie głowy głowy, to nie jedna. Pomożesz mi? - zapytałem, uśmiechając się do niego lekko. 
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie znam się na takich rzeczach – powiedział nieco niepewnie. 
- Ale jesteś tu ze mną. Na pewno na coś wpadniesz – odpowiedziałem, zachęcając go. Wystarczy, by przy mnie był. To już mi na pewno pomoże. 

<Różyczko? C:>

czwartek, 26 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Zastanowiłem się chwilę nad jego pozycją.
- Namiot? - Powtórzyłem powoli, jakby samo to słowo było czymś obcym, niemal podejrzanym. - To akurat… ciekawa propozycja. - Zawahałem się na moment, marszcząc lekko brwi. - Nigdy nie spałem w namiocie. Właściwie… nigdy nie spałem nigdzie poza zamkiem. Sen był przecież dla ludzi. Ja nim nie byłem, przynajmniej nie do końca. Byłem wampirem, a wampiry nie potrzebują snu tak jak ludzie. Noc była moim czasem, moim światem. Dzień… dniem należącym do czegoś, co mogło mnie zniszczyć. Dlatego namiot wydawał mi się czymś dziwnie kruchym. Zwykły kawałek materiału miałby mnie ochronić?
Spojrzałem na Eliana z wyraźną niepewnością.
- A to… namiot chroni przed słońcem? - Zapytałem w końcu, całkiem poważnie.
Może dla niego to było banalne. Oczywiste. Ale dla mnie? To było pytanie na granicy życia i śmierci. Elian parsknął śmiechem.
Zacisnąłem usta i nadąłem policzki, odwracając wzrok.
- Nie śmiej się - Mruknąłem z lekką urazą. - Mówię poważnie. Nie chcę umrzeć tylko dlatego, że słońce postanowi mnie dotknąć. - Przez chwilę panowała cisza. Potem poczułem jego dłoń na swoim policzku, ciepłą, spokojną. Delikatnie skierował moją twarz z powrotem ku sobie.
- Wybacz, Różyczko - Powiedział łagodniej, a w jego głosie nie było już śladu śmiechu. - Masz rację, to ważne pytanie. - Pochylił się i musnął wargami moje czoło, jakby chciał rozproszyć resztki mojego niepokoju. - Tak, namioty chronią przed słońcem. Dają cień i w pewnym stopniu blokują promienie. To nie jest zamek ani kamienne mury, ale wystarczy, żebyś był bezpieczny… zwłaszcza jeśli wybierzemy odpowiedni. - Westchnąłem cicho, nadal nie do końca przekonany, ale trochę spokojniejszy.
- W pewnym stopniu brzmi jak coś, co może mnie zabić - Mruknąłem pod nosem.
Elian uśmiechnął się lekko.
- W takim razie dopilnuję, żeby ten stopień był wystarczający, tak aby nikt ani nic nie było w stanie skrzywdzić mojej różyczki - Zapewnił, przytulając mnie mocniej do siebie.
Jego słowa były naprawdę kojące. Ciepłe. Takie, którym chciało się wierzyć.
A jednak… nie potrafiłem się całkiem uspokoić.
Co jeśli coś pójdzie nie tak?
Wiedziałem, że jeśli powiedział, że się mną zajmie, to zrobi wszystko, co w jego mocy. Dopilnuje każdego szczegółu. Nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.
Znałem go. Ufałem mu.
A mimo to gdzieś głęboko we mnie wciąż czaił się niepokój.
Bo to było słońce. A ja bałem się słońca.
Nie chciałem umrzeć.
Przełknąłem ślinę i spojrzałem na niego, trochę niepewnie, ale szczerze.
- Ufam ci - Powiedziałem cicho. - Naprawdę. Ale mimo wszystko się stresuję… Nie chcę umrzeć tylko dlatego, że słońce postanowi przedrzeć się przez materiał namiotu i dosięgnąć mnie. - Słowa same ze mnie wypłynęły, ciężkie od emocji, których nie potrafiłem już dłużej ukrywać.
- Rozumiem twój strach - Wyszeptał cicho. - Ale nie musisz się bać. Obiecuję, że się tobą zaopiekuję. Zrobię wszystko, żeby nikt ani nic cię nie skrzywdziło. Kocham cię… i będę chronił najlepiej, jak potrafię. - Przyciągnął mnie do siebie i objął delikatnie, zamykając w swoich ramionach, jakby chciał odgrodzić mnie od całego świata.
Wtuliłem się w niego bez wahania.
Ciepło jego ciała i spokojny rytm oddechu działały na mnie bardziej uspokajająco niż jakiekolwiek słowa. Na krótką chwilę zamknąłem oczy, pozwalając sobie zapomnieć o wszystkim, o słońcu, o strachu, o tym, co mogło się wydarzyć.
Liczyło się tylko to, że był przy mnie.
I że byłem bezpieczny.
- Wiem - Wyszeptałem cicho. - Wiem, że mogę ci zaufać. I dlatego się cieszę… bo dzięki tobie jestem bezpieczny. I szczęśliwy. - Schowałem twarz w jego ramionach, jeszcze mocniej się do niego przytulając, jakby to był jedyny dom, jakiego naprawdę potrzebowałem.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Nie chciałem znów iść spać. Czułem, że to mimo wszystko zawiodłoby Serathiona. W końcu, niedawno co się obudziłem, i już miałem iść spać? Po takim upuście krwi trochę byłem przymulony, owszem, ale zaraz się ogarnę. Na chwilę podniosłem się z łóżka, by wziąć notes, pióro i mapę. Omówimy naszą trasę, zrobię listę zakupów, i trochę z nim pogadam, i... i zobaczymy, jak się będę czuć. Przede wszystkim muszę spędzić z nim trochę czasu, by nie czuł się poszkodowany. Miałem nadzieję, że jutro już będę się czuł znacznie lepiej, i każdego dnia będzie już ze mną lepiej. Potrzebował mnie, towarzystwa, spędzenia trochę czasu ze mną, i w ten spokojny, rozmowny sposób, jak i nieco bardziej intymny. A już na pewno ja tego potrzebowałem, zatopienia się w jego ciele, zapachu i smaku. Potrzebuję go całego, tak jak on potrzebował mnie, nie byłem ślepy, to całe napięcie nie bierze się tylko z głodu. 
- Teraz się za to zabierasz? - usłyszałem jego słodki głos i już zaraz materac obok mnie ugiął się lekko. Objąłem go ramieniem, a on bez wahania wtulił się w moje ciało, jakby właśnie tego potrzebował. Moja samotna Różyczka... chciałbym mu dawać więcej. Ciężko jest jednak mu ten czas poświęcać, kiedy minimum tę jedną trzecią dnia muszę poświęcać na sen, a on przez ten czas się nudzi. Ostatnio nawet miał gorzej, bo albo spałem, albo majaczyłem. Naprawdę jestem beznadziejny w ostatnim czasie. 
- Obiecałem ci, że się za to zabiorę – powiedziałem cicho, rozkładając mapę. - Spójrz, jesteśmy tu. Aby dostać się nad morze, musimy przejść niemalże połowę tej mapy. Trochę nam to zajmie... najlepiej będzie, jeśli będziemy trzymać się gościńca. Dłużej nam to zajmie, ale będzie bezpieczniej, przynajmniej dla mnie, no i Futerko. Będziemy mogli uzupełniać zapasy na bieżąco, póki będziemy mieć pieniądze. No i może łatwiej będzie mi znaleźć jakieś miejsce, w którym będziesz mógł spędzić dzień – tłumaczyłem, pokazując mu palcem drogę. Droga była nieco kręta, i prowadziła przez moje rodzinne miasto. Delikatnie się skrzywiłem na samo wspomnienie o tym miejscu. Więcej niż dnia tam nie spędzimy, z pewnością. 
- To sporo przystanków – zauważył, delikatnie się krzywiąc. - I w każdym mieście będziemy mieć przystanek?
- Okaże się, ale jeżeli będziemy mieć wszystko, nie widzę sensu. Pieniądze też trzeba oszczędzać. Chodzi o to, by trzymać się głównej drogi – odpowiedziałem, na chwilę przenosząc swoje spojrzenie na jego osobę. - Tutaj będzie nasz pierwszy przystanek. Cztery, pięć dni drogi, więc trochę zapasów musimy zrobić, zwłaszcza suszonego mięsa, jeśli przypadkiem nie uda mi się upolować żadnego zwierzęcia, inaczej Futerko chyba nas zje – dodałem, opierając policzek o jego głowę. 
- Pięć dni... a jak nie uda nam się znaleźć jakiegoś zacienionego miejsca? - spytał, a ja wyczułem w jego głosie niepewność, może nawet strach. 
- Kupię namiot na taki wypadek. Nie martw się, nie pozwolę, by coś ci zagroziło – obiecałem, po czym ucałowałem go w skroń. 

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Wiedziałem, że mnie kocha. Ja jego też kochałem, choć miłość między człowiekiem a wampirem nigdy nie powinna mieć prawa istnieć. A jednak byliśmy razem, uparcie sprzeciwiając się wszystkiemu, co normalne i ludzkie. Byliśmy… porąbaną parą, bez wątpienia. Ale kochaliśmy się i nic ani nikt nie był w stanie tego zmienić. A przynajmniej taką miałem nadzieję.
- Wiem o tym. Ja ciebie również kocham - Powtarzałem to już tyle razy, a jednak wciąż czułem, że to za mało. - I pokazywałem ci to najlepiej, jak potrafiłem. Nie musisz się martwić. Nie odezwę się do Lidii ani słowem… ale robię to wyłącznie z szacunku do ciebie. - Zamilkłem na chwilę, jakbym ważył kolejne słowa.- To jednak nie zmienia faktu, że jej nie lubię. I nie zacznę. Tak samo jak ona najprawdopodobniej nigdy nie polubi mnie. Dla mnie jest konkurencją… a ja dla niej jestem wrogiem, który zabrał jej wszystko, czego pragnęła. A tym wszystkim byłeś ty. - Na moje słowa odwrócił wzrok, jakby nie chciał, żebym zobaczył to, co kryło się w jego oczach. - Ty tego nie widzisz. Nigdy nie widziałeś. Ale ja wiedziałem już po pierwszym spotkaniu z nią… że gdybyś tylko dał jej szansę, dałaby ci wszystko. Może nawet więcej, niż ja jestem w stanie ci zaoferować. - Te słowa uderzyły w niego mocniej, niż się spodziewałem.
Zauważyłem to już wcześniej, ten cień niepokoju, który czasem przemykał przez jego twarz. Martwił się. Bo prawda była okrutna w swojej prostocie. Gdyby tylko chciał, mógłbym mieć kogoś lepszego. Kogoś, kto dałby mu normalność. Dom. Rodzinę. A ja… ja nie mogłem mu tego dać.
I choć widział doskonale, jak bardzo pragnąłem ofiarować mu cały świat, wszystko co mam, A jednak wiedziałem. A może bardziej czułem, że to wszystko to za mało. Bo wiedziałem, że Lidia dam mu znać nie więcej niż ja mogłam mu dać..
Elian westchnął cicho, kręcąc głową. Wiedziałem, że się ze mną nie zgadza. W końcu uważał, że jestem w stanie dać mu wszystko, czego tylko potrzebuje… choć ja miałem na ten temat zupełnie inne zdanie.
Co jednak mogłem zrobić?
Byłem z nim szczery. Mówiłem mu dokładnie to, co myślałem, a to wcale nie znaczyło, że chciałem go zostawić. Kochałem go. I pragnąłem, żeby był przy mnie tak długo, jak to tylko możliwe.
- Nic nie mów - Szepnąłem cicho. - Wiem, że moje słowa ci się nie podobają. Wiem, że uważasz inaczej… ale ja tylko mówię to, co czuję. - Pochyliłem się i delikatnie pocałowałem go w czoło.
- Pójdę już. Wrócę najszybciej, jak tylko się da. Obiecuję, tylko odniosę talerz i zaraz wracam. - Zabrałem talerz i wyszedłem.
Tak jak obiecałem, zaniosłem go, grzecznie dziękując Lidii. Nie wdawałem się jednak w żadną rozmowę, w końcu coś mu obiecałem.
Wróciłem więc do niego tak szybko, jak mogłem. Gdy tylko przekroczyłem próg, poczułem znajome ciepło i ulgę.
Chciałem tylko jednego.
Wtulić się w jego ciało i zamknąć oczy,  nie po to, by zasnąć, ale by wsłuchać się w dźwięk jego bijącego serca. Dźwięk, który uwielbiałem. Dźwięk, który kochałem… tak samo jak jego całego.

<Elianie? C:>

środa, 25 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Cicho syknąłem z bólu, kiedy Serathion wbił się w mój nadgarstek. Zrobił to bardzo agresywnie, niedelikatnie, nie było w tym ani grama przyjemności czy intymności. Kierował nim czysty głód... a on mi później mówi, że wcale nie potrzebuje krwi. Dobrze, że w końcu mogę się z nim nią podzielić. I tak wyruszymy w podróż za minimum trzy tygodnie, i to przy bardzo dobrych wiatrach, więc na pewno się wyleżę, wydobrzeję i wypocznę. Mogę się z nim trochę podzielić moją krwią. Mam jej dużo. Starczy i dla mnie, i dla niego. 
Mimo bólu, nie przestawałem. Chciałem, by wypił jak najwięcej, by doprowadził mnie do skraju. Chciałem mu jej dać jak najwięcej, ile byłem w stanie mu dać na ten moment. Za długo się powstrzymywał. Najwyższa pora to naprawić. 
- Starczy – powiedziałem czując, że to już jest to. A jeszcze przecież musiałem zejść na dół  i odnieść te naczynia, tak, jak obiecałem. 
- To było dobre – powiedział zadowolony, oblizując swoje wargi. Kąciki ust, delikatnie uniesione, nagle opadły, kiedy jego jasne oczy spoczęły na mojej twarzy. - A ty jesteś strasznie blady... przesadziłem, prawda? 
- Jakbyś przesadził, już bym odpłynął. Nie martw się, znam swoje ciało – powiedziałem, unosząc dłoń i kładąc ją na jego policzku. 
Od razu wyglądał lepiej, piękniej, ewidentnie moja Różyczka rozkwitła. Domyślałem się też, że kiedy opuścimy to miejsce, rozkwitnie jeszcze bardziej. Nie dość, że ruszymy, zaczniemy podróżować, zwiedzać, to jeszcze nie będzie musiał przejmować się podchodami Lidii i nieprzyjemnościami ze strony Dony. Jestem pewien, że nie może się doczekać. Ja w sumie trochę też. Do tej pory, kiedy to miałem takie warunki podczas zimowania, strasznie się rozleniwiałem, i nie odczuwałem takiej potrzeby wyruszenia w podróż, miałem w końcu wszystko, czemu miałbym chcieć gdziekolwiek ruszać? Nie podobało mi się jednak zachowanie bliskich mi kobiet wobec wybranka mego serca. Może byłoby inaczej, gdyby były dla niego miłe, ale tak prawdziwe miłe, gdyby go po prostu zaakceptowały. Może przez tę przerwę to przemyślą, i powitają go inaczej za te kilka lat. 
- Moja Różyczka rozkwitła... miło mi to widzieć – dodałem po chwili, uśmiechając się słabo. Każda jedna kropla krwi była go warta. 
- Głupiś – prychnął, ale od razu dostrzegłem, że moje słowa mu się spodobały. - Połóż się. Odniosę te naczynia i do ciebie wrócę. 
- Ja je mogę odnieść. Nie musisz się z nią widzieć – zaproponowałem. W końcu, to moja powinność, ja chciałem zjeść na górze, więc ja powinienem się zająć talerzami. 
- Uważaj, bo cię puszczę. Jeszcze mi się na schodach wywalisz, i tyle z tego będzie – odpowiedział, cicho prychając. - Będę grzeczny, nie musisz się o to martwić. Ta dziewka nie usłyszy ode nie żadnego złego słowa. 
- Mam nadzieję. Wiesz, że cię kocham, prawda? - dodałem, chwytając jego dłoń, by zwrócić na siebie jego uwagę. Niech myśli tylko o tym, co mu powiedziałem, a nie na tym, kogo spotka tam na dole.

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

Miał rację, zdecydowanie. Kiedy byłem głodny, przestawałem być sobą. Każde słowo potrafiło mnie drażnić, każda drobnostka wbijała się pod skórę jak cierń. Dlatego milczałem. Zagryzałem zęby, tłumiłem w sobie wszystko, co tylko mogło się ze mnie wyrwać. Nie chciałem się kłócić. Nie chciałem skrzywdzić Lidii, ani słowem, ani gestem.
A jednak wiedziałem, jak niewiele potrzeba. Jedno zdanie. Jeden ton. I już czułem, jak coś we mnie się budzi, coś, czego nie potrafiłem do końca kontrolować. Nie chciałem z nią walczyć. Wystarczyło, że już mnie nie lubią… Nie potrzebowałem jeszcze, żeby zaczęli mnie nienawidzić. Albo co gorsza, próbowali mnie stąd wyrzucić.
Bo może ja bym sobie poradził. Zawsze jakoś sobie radziłem.
Ale Elian…
On był inny. Słabszy. Jeszcze nie doszedł do siebie. Wciąż balansował na granicy, a powrót do pełni sił był dla niego odległy. Potrzebował czasu. Spokoju. I czegoś więcej niż tylko przetrwania.
- Ty lepiej skup się na sobie - Mruknąłem cicho, odwracając wzrok. - Ja w każdej chwili mogę wyjść i się napić. Krwi i ludzi tutaj nie brakuje. - Nie dodałem już, że nie chcę jego krwi. Że byłby dla mnie najłatwiejszym wyborem i właśnie dlatego go unikałem. Był zbyt słaby, a ja aż za dobrze zdawałem sobie z tego sprawę.
- Cały czas się na sobie skupiam - Powiedział spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewało zmęczenie. - Z każdym dniem jestem coraz zdrowszy. Tak samo jak ty… tylko że ty wcale nie skupiasz się na sobie. - Zawahał się na moment, jakby dobierał słowa.- Cały czas patrzysz na mnie. Dbajesz o moje zdrowie, o moje bezpieczeństwo… a o sobie zapominasz. A tak nie powinno być. Powinieneś w końcu postawić siebie na pierwszym miejscu. - Westchnął cicho, przyglądając mi się uważnie.- Jesteś głodny. I rozdrażniony. Widzę to… czuję. I nie chcę, żeby tak było. - Stwierdził wracając wzrokiem do swojego posiłku.- Jestem już na tyle silny, żeby móc się z tobą podzielić krwią. Poza tym… lubisz ją. Więc dlaczego wciąż się przed tym bronisz? - Dodał biorąc kolejny kęs ciepłego obiadu.
Mówił tak, jakby naprawdę nie rozumiał. Jakbym nigdy mu tego nie tłumaczył.
- Pytasz, jakbyś nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakim jesteś stanie - Odpowiedziałem chłodno. - Jesteś chory. A chorzy są słabsi. - Zacisnąłem szczękę, czując, jak głód jeszcze bardziej podsyca napięcie. - Skoro jesteś osłabiony, to nie mogę cię osłabiać jeszcze bardziej, pijąc twoją krew. To chyba logiczne. - Odwróciłem wzrok, próbując zdusić w sobie narastającą frustrację.
Nie zamierzałem mu szkodzić.
Wystarczyło, że choroba już go wyniszczała.
Elian już się do mnie nie odezwał. Skupił się na swoim posiłku, obiad najwyraźniej mu smakował, skoro pochłaniał go tak szybko, jakby od dawna nic nie jadł.
Dałem mu spokój.
Podszedłem do okna i odsunąłem zasłonę, pozwalając, by noc wlała się do środka. Wpatrywałem się w świat za szybą cichy, pozornie spokojny, a jednocześnie pełen życia, które pulsowało gdzieś pod powierzchnią.
Nie wychodziłem od kilku dni. Czułem to coraz wyraźniej. Wiedziałem, że kiedy w końcu się ruszę… mogę nie wrócić aż do świtu.
Skupiłem się na otoczeniu, na ludziach, na zwierzętach, na każdym najmniejszym ruchu za oknem. Na wszystkim, co mogłoby odciągnąć mnie od jednego.
Głodu. Drgnąłem nagle.
Zapach uderzył we mnie jak fala ostry, ciepły, nie do pomylenia z niczym innym.
Krew.
Odwróciłem głowę w jego stronę, już wiedząc, do kogo należy.
- Zwariowałeś? Mówiłem ci, żebyś dał sobie z tym spokój. - A jednak… mimo wszystko ruszyłem w jego stronę. Powoli.
Każdy krok był walką, ale zapach przyciągał mnie nieubłaganie, zaciskając się wokół mnie jak niewidzialna nić.
- Muszę cię nakarmić. Bo wiem, że sam tego nie zrobisz. - Wyciągnął do mnie dłoń.
I co miałem zrobić?
Głód rozmywał myśli, odbierał rozsądek, zostawiał tylko instynkt. Przez krótką chwilę jeszcze walczyłem z nim, z sobą, z tym, co narastało w środku.
A potem…
Wgryzłem się w jego skórę.
Zabrałem to, czego potrzebowałem, żeby dalej istnieć. Aby żyć..

<Elianie? C;>