Poczułem szczerą ulgę, gdy powiedział, że przez najbliższe kilka lat nie zobaczę Dony. Wiedziałem, że ją lubi, że to dzięki niej ma wszystko, czego potrzebuje, ale to wcale nie zmieniało tego, jak bardzo jest do mnie uprzedzona. Jak bardzo mnie nie znosi. Jak bardzo wolałaby, żebym nigdy nie pojawił się w jego życiu.
Właśnie dlatego z taką lekkością, niemal radością, przyjąłem tę wiadomość. Wizja tego, że nie będę musiał jej znosić… była kojąca. Może „nigdy” to zbyt wielkie słowo, ale kilkanaście lat? To już coś. A w naszym świecie nawet taki czas potrafi zmienić wszystko.
Z drugiej strony… życie mojego partnera jest kruche. Zbyt kruche. I choć nie chcę tego przyznać nawet przed samym sobą, muszę brać pod uwagę najgorsze. Jako wampir nie mam wyboru, zawsze muszę rozważać każdy możliwy scenariusz. Także ten najczarniejszy.
My, istoty znienawidzone przez ludzi, nie mamy luksusu beztroski. Uczymy się przewidywać. Przygotowywać. Na dobre chwile… i na te, które mogą nas złamać. Bo nigdy tak naprawdę nie wiemy, co przyniesie kolejna noc.
- Cieszy mnie ta myśl… - Powiedziałem cicho, wtulając się w niego, pozwalając sobie na ten krótki moment słabości. - Nie wiem, czy chciałbym tu wracać przez najbliższe lata. Mam nadzieję, że morze będzie tak piękne, że już nigdy nie będę chciał go opuścić. - Uśmiechnąłem się lekko, poprawiając w jego ramionach.
Jego ciało było ciepłe. Znajome. Zbyt znajome. Lubiłem je bardziej, niż powinienem. Przyzwyczaiłem się.
I choć wiedziałem, że jako wampir nie powinienem przywiązywać się do człowieka… nie potrafiłem tego powstrzymać. To po prostu się stało. Wkradł się w moje życie, cicho, niepostrzeżenie i stał się jego częścią.
A ja… nawet nie byłem pewien, czy chciałbym to zmienić.
- A mnie cieszy wszystko, co cieszy ciebie - Powiedział cicho, przyciągając mnie bliżej i całując w czoło.
Przymknąłem oczy na ten gest, ale po chwili uniosłem lekko głowę, spoglądając na niego z cieniem wątpliwości.
-Jesteś tego pewien? - Zapytałem spokojnie. - Bo wiesz… wydaje mi się, że nie wszystko, co mnie cieszy, powinno cieszyć także ciebie. - Na moment zapadła cisza. Jego dłoń przesunęła się po moich włosach, powoli, niemal ostrożnie.
- Masz rację - Przyznał w końcu. - Nie cieszy mnie to, co robisz. - Zawahał się, jakby dobierał słowa. - Ale rozumiem, że nie zawsze masz wybór. I… przynajmniej nie zabijasz ludzi. To wiele dla mnie znaczy. - Uśmiechnąłem się słabo, bardziej gorzko niż z rozbawieniem.
- Nie zabijam, bo nie muszę - Odpowiedziałem cicho. - Ale są sytuacje… - Urwałem na chwilę, jakby ważąc własne słowa - W których wszystko wygląda inaczej. - Podniosłem na niego wzrok. - Na przykład wtedy, gdy w grę wchodzi zemsta. Zabiłem już niejednego człowieka - Powiedziałem cicho, choć w moim głosie drgało coś ostrego. - Ale tylko dlatego, że nie dali mi wyboru. - Odwróciłem na chwilę wzrok, jakby wspomnienia same narzucały się przed oczy. - Dałem im dokładnie to, co oni dali mnie, ból, cierpienie… samotność. Nic więcej nie potrafiłem im ofiarować. - Zacisnąłem szczękę, czując, jak narasta we mnie gniew.- A może to nie do końca prawda.. Bo tak naprawdę chciałem czegoś więcej. Chciałem, żeby żałowali. Każdego ruchu. Każdego słowa. Każdego najmniejszego gestu. - Moje palce mimowolnie zacisnęły się na materiale jego ubrania. - Chciałem, żeby żałowali wszystkiego, co mi zrobili. Odebrali mi wszystko - Wyszeptałem.
Wtuliłem się w niego mocniej, jakby tylko jego obecność była w stanie utrzymać mnie w całości. - I tylko dzięki tobie …moje życie znowu nabiera kolorów. Tylko ty potrafisz uciszyć ten ból. - Mój głos złagodniał a uśmiech powrócił na usta.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz