niedziela, 29 marca 2026

Od Haru CD Daisuke

 Zdecydowanie chciałem sam przygotować kolację na swoje urodziny. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że mamy w domu kucharza i mógłby zrobić wszystko za mnie, pewnie nawet lepiej, szybciej i bez wysiłku. A jednak od zawsze wolałem robić wszystko sam. Miałem wtedy pewność, że będzie dokładnie tak, jak lubię, doprawione po mojemu, przygotowane z myślą o nas.
Kucharz naprawdę gotował świetnie, nie mogłem temu zaprzeczyć. Mimo to coś we mnie nie pozwalało oddać tej kontroli. Odkąd pamiętam, sam zajmowałem się wszystkim, gotowałem, sprzątałem, przygotowywałem to, co było potrzebne. Nigdy nie prosiłem o pomoc. To było dla mnie naturalne.
Teraz, kiedy mieszkam w pięknej rezydencji, otoczony służbą kucharzem, lokajem mógłbym wreszcie odpuścić. A jednak nie potrafię. Może to przyzwyczajenie, a może coś więcej. Może po prostu jestem przewrażliwiony na punkcie niezależności. W każdym razie nadal wolę zrobić wszystko sam.
- Tak, zdecydowanie sam to przygotuję - Powiedziałem w końcu. - Wiem, że lubisz moje jedzenie. Na naszą kolację zrobię coś słodkiego, ale jednocześnie w miarę zdrowego. Mam jeszcze trochę czasu, więc spokojnie przemyślę, co będzie najlepsze. - Widziałem, że ten pomysł nie do końca mu się podobał. W końcu to moje urodziny, powinienem gdzieś wyjść, świętować, zrobić coś wyjątkowego. Ale ja nie miałem na to ochoty. Nigdy nie potrzebowałem wielkich wyjść ani hucznych obchodów.
Najważniejsze było dla mnie coś zupełnie innego, bycie z nimi. Zajmowanie się moimi dziećmi… naszymi dziećmi. To właśnie tego zawsze najbardziej mi brakowało.
Po śmierci babci długo czułem pustkę, której nic nie potrafiło wypełnić. Rodzina była tym, czego potrzebowałem najbardziej, nawet jeśli nie zawsze umiałem to nazwać.
Dlatego teraz, kiedy ją mam… kiedy mam ich… czuję, że mam wszystko.
I może właśnie dlatego świętowanie urodzin nie jest mi do niczego potrzebne.
Chyba że z nimi.
- Ależ ty jesteś uparty. Naprawdę. Masz możliwość wyjścia poza rezydencję, zrobienia czegoś dla siebie… a ty wolisz siedzieć tutaj, z nami - Westchnął ciężko.
Nasze maluszki spały spokojnie, wtulone w siebie, oddychając miarowo. I dobrze, dzięki temu mogliśmy porozmawiać bez przerywania, bez czujnego nasłuchiwania każdego najmniejszego dźwięku z ich strony.
Uśmiechnąłem się lekko, spoglądając w ich kierunku, a potem z powrotem na niego.
- Wiesz… ja i tak mam kontakt z ludźmi. Chodzę do pracy, to mi wystarcza. Nie potrzebuję więcej rozrywki - Odpowiedziałem spokojnie. - Teraz mam trochę wolnego i szczerze? Dobrze jest odpocząć. Od hałasu, od nadmiaru bodźców, od tego całego świata, który nigdy nie zwalnia. - Zamilkłem na moment, jakby ważąc kolejne słowa. -Tym bardziej że… jako wilkołak odbieram wszystko inaczej. Intensywniej. Czasem aż za bardzo - Dodałem ciszej. - To, co dla innych jest zwykłe, dla mnie potrafi być przytłaczające. - Westchnąłem cicho, ale tym razem z ulgą.
- A poza tym… zawsze chciałem mieć rodzinę. Więc chyba mam prawo w końcu się tym cieszyć, prawda? - Spojrzałem na niego uważnie, już bez uśmiechu, ale z czymś znacznie głębszym w oczach. -  Mam was. I to mi wystarcza. Poza tym, jeśli już ktoś powinien wyjść z domu i odpocząć to ty, wiem jednak, że to niemożliwe, bo dzieci jeszcze cię potrzebują, dlatego jestem tu obok aby pomóc ci w opiece nad nimi, najlepiej jak tylko potrafię - Dodałem, całując go w czoło.

<Paniczu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz