sobota, 21 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Przyciągnąłem moją Różyczkę do siebie i chwyciłem pewnie jego dłoń, musząc przecież wszystkim pokazać, że ta piękność obok mnie należy tylko do mnie. No i też chciałem go mieć blisko siebie. Wiem, że ostatnio był blisko mnie, cały czas się mną zajmował, opiekował, ale jednak jakoś tak bardzo tego nie odczułem. Byłem zbyt nieprzytomny, by być tego świadom. I może zbyt ślepy na jego dobroć. Ogólnie na każdą dobroć byłem trochę ślepy, nie potrafiłem jej zrozumieć, czemu ktoś dla mnie miałby być dobry i miał się mną zajmować. 
Zszedłem powoli po schodach, nieco podtrzymywany przez Serathiona. Nie zostawił mnie ani na chwilę, chociaż delikatnie się spiął, kiedy napotkał wzrok Lidii. Nigdzie nie widziałem Dony, co wziąłem za dobry znak. Lidia była dla niego chyba troszkę bardziej miła... albo przynajmniej świetnie ukrywała swoją niechęć do niego. I nie rzucała takich komentarzy, a to już dużo. 
- Widzę, że już czujesz się lepiej – odpowiedziała podchodząc do nas, kiedy tylko zajęliśmy miejsce, jak najbliżej schodów, by móc szybko wrócić na górę. 
- To dzięki ziołom twojej mamy i opiece Serathiona – powiedziałem zgodnie z prawdą. Znaczy, może bez tych ziół jakoś bym sobie radę dał, ale nie wiem, co bym zrobił bez Serathiona. Chyba bym się skulił pod kołdrą i poczekał, aż to wszystko samo minie. 
- Jakbyś potrzebował pomocy, też byłam i dalej jestem chętna do pomocy. Wystarczy tylko słowo – powiedziała, uśmiechając się nieśmiało, a Serathion tylko prychnął niezadowolony. Wręcz wyczułem, że na koniuszku języka miał jakiś złośliwy komentarz, ale zachował go dla siebie. I byłem mu za to wdzięczny. Relacje naprawdę były napięte już bez tego. Wiem, że wkrótce będziemy wyruszać, ale i tak lepiej ten kruchy rozejm utrzymywać. 
- Na razie potrzebuję jedynie jakiegoś posiłku. I mięsa dla kota – poprosiłem, nie komentując jej słów. Ze dalej próbuje, to jest niesamowite. Pokazuję jej, że kocham tylko jedną osobę, że tylko on mnie interesuje, a ona dalej mimo wszystko próbuje. Co zabawne, jak kiedyś z nią rozmawiałem sam na sam, zachowywała się nieco inaczej. A teraz, Serathion był obecny, i jej zachowanie było inne, tak jakby chciała z nim konkurować...? Zdenerwować go? Nie rozumiałem tego. To było dopiero przedziwne, i coś takiego zdecydowanie lepiej by mi wyjaśnił Serathion. On chyba w tych sprawach jest nieco lepszy ode mnie. Miłość, pożądanie, to dla mnie coś nowego, i poznaję to dopiero przy nim. 
- Rozumiem. Zjesz tutaj, na górze? - zapytała, z delikatnym, nawet ładnym uśmiechem. 
- Na górze – powiedziałem krótko. Po co w końcu miałbym jej się tłumaczyć? A im mniej z nią rozmawiam, tym Serathion jest szczęśliwszy... tak właściwie, to jego też nie rozumiem. Jest Dona, jest niezadowolony, a jak jest Lidia, to chyba jeszcze bardziej zły. 
- To możesz wracać. Przygotuję, to ci przyniosę, dobrze? I coś do picia? - dopytywała, całkowicie ignorując przy tym Serathiona. W sumie, lepiej, by go ignorowała, niż żeby się złośliwie do niego odzywała. Bo jak on jej się odgryzie... tak, zdecydowanie chciałbym tego uniknąć. 
- Coś ciepłego, może jakiejś herbaty owocowej. Dziękuję, Lidio – uśmiechnąłem się do niej z wdzięcznością. Lidia kiwnęła głową i zniknęła w kuchni. - Przynajmniej nie musimy tutaj siedzieć – zwróciłem się do Serathiona, który był oczywiście lekko nadąsany. Mimo tego, starałem się odzywać do niego tak, jak zawsze. W końcu, wszystko było w porządku, nic głupiego nie zrobiłem, nie dałem jej nadziei, nie może być na mnie zły. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz