Mogłem już zasnąć...? To bardzo dobrze. Trochę ciężko było mi utrzymać oczy otwarte, ale robiłem to dla niego. Trochę nie rozumiałem, po co właśnie tego chciał. Przecież mógłbym zasnąć, a on mógłby pilnować mojej temperatury i obudzić mnie mógł, gdyby było coś nie tak. No ale już na to za późno, już te kilkadziesiąt minut przetrwałem, on chyba trochę spokojniejszy jest, więc mogłem bezpiecznie zasnąć.
- Więc już mogę odpocząć? - spytałem cicho, niepewnie, patrząc na niego spod półprzymkniętych powiek.
- Możesz, możesz. Pomóc ci się położyć? - zapytał, na co pokiwałem głową. Jakieś moje ciało było takie ciężkie, nieporęczne, i jednocześnie jakby mnie się nie słuchało. Gorączka zdecydowanie nie jest niczym przyjemnym, miałem nadzieję, że to całe przeziębienie bardzo szybko mi minie. Ileż można? Mnie to męczy, jego to męczy, same z tym problemy. - No już, możesz iść spać. I nie bój się, będę cały czas tutaj, blisko. I jak już się obudzisz, to może napijesz się czegoś? Masz strasznie spierzchnięte usta, za mało pijesz, tylko te zioła i rosół. I coś zjeść... no już, nie bądź taki przerażony, to wszystko, kiedy wstaniesz.
- I bardzo dobrze. Nie mam siły – przyznałem, zamykając oczy. Nie byłem pewien, czy Serathion jeszcze coś do mnie mówił, po prostu zasnąłem, wręcz błyskawicznie, jakby właśnie na to moje ciało czekało.
A kiedy następnym razem otworzyłem oczy, było już chyba jasno. I znacznie lepiej się czułem. Dalej moje ciało było jakieś takie dziwne, nie takie, jak powinno być. Jeszcze troszeczkę musiało ono wypocząć, aby nabrać sił. Ale ileż ja mogę tych sił nabierać? Nic tylko leżę i uważam na to, by moje rany się nie otworzyły, by gorączka się nie zwiększyła... nie podoba mi się to. Nie do tego zostałem stworzony. Jeszcze nie do końca wiem, jaki jest cel mojego żywota, ale na pewno leżenie także się do tego nie zalicza.
Mój wzrok też już był znacznie lepszy. Już lepiej widziałem moją Różyczkę, która głaszcząc jednocześnie moje włosy czytała książkę, a także naszego kociaka, który zadowolony leżał rozwalony przy mnie, korzystając z ciepła, jakie to moje ciało wydzielało. Zauważyłem też, że byłem strasznie spocony. Koniecznie musiałem się umyć, zmienić ubrania... i pościel. Pościel z pewnością.
Poruszyłem się lekko, podnosząc się do siadu. Od razu zwróciło to uwagę Serathiona. Odłożył książkę i skupił się całkowicie na mnie.
- Dzień dobry. I jak się czujesz? - zapytał, przyglądając mi się z uwagą. - Wyglądasz lepiej. Zioła zadziałały.
- Wykąpałbym się – odpowiedziałem cicho i skrzywiłem się z niesmakiem. Mój głos brzmiał dalej paskudnie, jeszcze był zachrypnięty, i brzmiał jakoś tak słabo.
- Rozumiem. Zaraz ci przygotuję kąpiel. Może taką letnią, dalej jesteś jeszcze trochę ciepły, i to bardziej ciepły, niż powinieneś być – powiedział, delikatnie się do mnie uśmiechając.
- Nie, dam sobie radę sam. To tylko przygotowanie kąpieli, nie może to być nic trudnego – powiedziałem, w końcu podnosząc się z tego łóżka. Najwyższa pora, by coś zacząć robić, a nie tylko leżeć i umierać.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz