Mimo, że Serathion powiedział swoje zdanie, w duchu już wiedziałem, co zrobić. Kiedy tylko Lidia opuści pokój, a zrobi to bardzo szybko, nie będę jej w końcu tutaj chciał jakoś długo trzymać, a ja zjem, przed spaniem bardzo ładnie przekonam go do tego, by jednak się napił tej krwi. Dawno go nie karmiłem, a on jej ewidentnie potrzebuję. Nie mogę patrzeć, jak się z tym męczy. Sam doskonale zdawałem sobie sprawę, jak głos potrafi doskwierać. Nie mam pojęcia, czy głód na krew działa tak samo, na logikę powinno. Ludzie po prostu do życia potrzebują innych rzeczy, a nie krew, chociaż są potrawy, których to krew także jest składnikiem, jak chociażby ta obrzydliwa zupa. Są gusta i guściki.
– Proszę – odezwałem się spokojnie, na szybko sprzątając stolik. Gdzieś w końcu ten talerz trzeba było postawić.
– Przyniosłam wam kaczkę. Mam nadzieję, że zasmakuje i tobie, i kociemu dżentelmenowi – odpowiedziała łagodnie, kiedy tylko przekroczyła próg. Widziałem, jak Serathion mimowolnie się spina, jakby gotów do ataku... lub ucieczki.
– Z pewnością nie pogardzi. Dziękuję, Lidio – odparłem, odwracając się w jej stronę. Położyła talerzyk dla kota na podłodze, co nie uszło uwadze Futerka, ale nie ruszył się z kolan Serathiona. Utkwił spojrzenie w talerzyku, cały spięty, zupełnie jak osoba, której kolana okupował. Byłem bardziej niż pewien, że gdy tylko dziewczyna opuści pokój, od razu rzuci się na jedzenie.
– Jeszcze mogę w czymś ci pomóc? – zaproponowała, uśmiechając się do mnie chyba najpiękniej, jak tylko potrafiła.
– Nie, nie, dziękuję. Zjemy, to ja albo Serathion odniesiemy naczynia. Możesz wracać na dół, jesteś sama, nie mogę cię za długo odciągać od obowiązków – odpowiedziałem, odbierając od niej talerz. Ku mojemu zaskoczeniu, nie znajdowała się na nim kupa jedzenia, jak to często miało miejsce w przypadku Dony. Za to byłem jej wdzięczny. Taką porcję zjem na pewno, i się najem, i nic nie zostawię.
– Dzisiaj jest spokojny dzień. Zawsze mogę na ciebie poczekać – zaproponowała, na co pokręciłem głową. Jeszcze tego by mi tu brakowało.
– Wybacz, ale nie dość, że trochę mi to zajmie, to chciałbym omówić z Serathionem prywatne sprawy. Naczynia z pewnością zwrócimy. Nie musisz się tak martwić – powiedziałem nieco dobitniej, chcąc by w końcu zrozumiała, że jej obecność jest tu nieco zbędna. Byłem jej wdzięczny, że przyniosła nam posiłek, owszem, ale nie prosiłem jej o to. Nie wymagałem. Sama zaproponowała, a ja przystałem na tę propozycję, wystarczy.
– Rozumiem... w takim razie smacznego – mruknęła, chyba nie do końca pocieszona. Cóż, nie mój problem. Nawet nie wiem, po co miałaby tu siedzieć, zdecydowanie bardziej jest potrzebna na dole, nawet jeśli mają mało gości.
– No w końcu. Miałem ochotę ją sam wyprosić już stąd – mruknął zły Serathion, kiedy z jego kolan zeskoczył Futerko.
– Trochę w szoku jestem, że nic jej nie powiedziałeś – zauważyłem, lekko się do niego odwracając. – Dziwnie grzeczny jakiś jesteś. Zdecydowanie musisz coś zjeść, nie jesteś sobą, jak jesteś głodny – dodałem, przysuwając talerz do siebie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz